sobota, 29 marca 2025

Z głębin serca wydobyte...

 Z GŁĘBIN SERCA WYDOBYTE

Talent i osobowość artystyczna Barbary Wójcik wypełniły wtorkowe popołudnie 25 marca br. w Miejskiej Bibliotece Publiczna im. Marii Kozaczkowej w Dąbrowie Tarnowskiej.

Spotkanie autorskie opatrzone tytułem „Z głębin serca wydobyte” było synergią poezji, muzyki i malarstwa. Dąbrowska publiczność miała okazję usłyszeć wiersze autorki w jej własnym wykonaniu.
Obejmowały one cztery obszary tematyczne: wiarę chrześcijańską, szczęście człowieka, relacje międzyludzkie i kontakt człowieka z przyrodą. Poetka podkreśliła postacie dwóch wiejskich kobiet o wielkich sercach, wywodzących się z Powiśla Dąbrowskiego, które szczególnie ją inspirują. Są to Służebnica Boża Stefania Łącka i Błogosławiona Karolina Kózka. Przekaz literacki wzmocniły utwory śpiewane i partie skrzypcowe zaprezentowane przez Joannę Piątek, mieszkankę pobliskiego Brnia w gminie Olesno, uczennicę I Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Dąbrowie Tarnowskiej. Nie bez znaczenia jest fakt, że Barbara Wójcik jest dawną nauczycielką Joanny i także absolwentką dąbrowskiego liceum.
Po części poetycko-muzycznej goście wydarzenia wzięli udział w wernisażu malarskim, na którym wyeksponowano akwarele i obrazki wykonane przez artystkę podczas sesji malarskich z wnukami. Ucztę zmysłów dopełnił smakowity poczęstunek z Restauracji „Powiśle” Hotelu Cristal Park. Wydarzenie obfitowało w wiosenne akcenty, odzwierciedlone w dekoracjach.
Pochodząca z Dąbrówki Gorzyckiej artystka ma w swoim dorobku osiem tomików poezji, liczne utwory prozatorskie i publicystyczne oraz ponad 600 obrazów malowanych różnymi technikami. Ta laureatka licznych konkursów w dziedzinie poezji i malarstwa wspaniale łączy swoje zamiłowanie do sztuk pięknych z naukami ścisłymi. Jest absolwentką Akademii Górniczo-Hutniczej na kierunku geodezji inżynieryjno-przemysłowej oraz emerytowaną nauczycielką matematyki. Od początku lat dziewięćdziesiątych pełniła funkcje kierownicze w dziedzinie oświaty, najpierw jako dyrektor Szkoły Podstawowej im. Stefanii Łąckiej w Gorzycach, a później Gimnazjum im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Oleśnie. Dokonania zawodowe i artystyczne to tylko część wizerunku tej niezwykłej kobiety, także matki, żony i babci czterech wnucząt. Wieczór poetycki połączony z wernisażem zgromadził licznych gości z Dąbrowy Tarnowskiej i sąsiedniej gminy Olesno. Wśród nich byli: Krystyna Ludwicka, córka patronki MBP Marii Kozaczkowej; Agata Obara-Giera, kierownik dąbrowskiej filii Biblioteki Pedagogicznej w Tarnowie, uczestniczki bibliotecznych warsztatów artystycznych i Klubu Krzyżówkowicza, a także czytelnicy i sympatycy dąbrowskiej książnicy.
Spotkanie odbyło się w ramach „Dąbrowskich Spotkań z Poezją”, a wystawa została zaprezentowana jako kolejna z cyklu „Artyści Powiśla Dąbrowskiego”. Ekspozycję pt. „Z głębin serca wydobyte” można zwiedzać w galerii na parterze MBP do końca kwietnia, w godzinach pracy biblioteki.
Wydarzenie zostało zorganizowane z okazji przypadającego 21 marca Światowego Dnia Poezji.
źródło: www.kurierdabrowski.pl

Nie ukrywam, że bardzo się cieszę z powyższego faktu i bardzo pochlebnej recenzji dokonanej przez lokalne media.
Ta niezwykle serdeczna uroczystość była możliwa dzięki życzliwości Dyrekcji i Pracowników Miejskiej Biblioteki Publicznej w Dąbrowie Tarnowskiej, którzy podjęli się trudu zorganizowania wieczoru poetyckiego połączonego z wystawą prac.

Wystawa prac jest nietypowa, bo pierwszy raz pokazałam akwarelki malowane z Wnukami i przy Wnukach.
Sprawując nad nimi opiekę, unikałam farb " cięższych", olejnych i akrylowych, bo akwarelki i farby dla dzieci są znacznie
" bezpieczniejsze", jeśli chodzi o usuwanie skutków ubocznych:-)
Oto kilka z nich:
W miłym wiosennym nastroju dokonam teraz podsumowania gwarowych zmagań. 
Wszystkim próbującym swych możliwości w tym względzie bardzo dziękuję i wyrażam swój szacunek.
Dla Was w nagrodę wiosenne kadry z mojej wioski ( Józków sad jest już zaczarowany), w których pobrzmiewa melodia minionych lat, gdy przed świętami tyle rzeczy trzeba było narychtować:-)
Mój "ogrodolas" zamienił się w fioletowy wonny kobierzec.
Ale są też inne kolory...
Czas zatem na ogłoszenie wyników konkursu, tytuł super znawczyni naszej gwary zdobywa  Małgorzata_znaczy_perła,
którą proszę o kontakt mailowy w celu ustalenia nagrody. 
Oba teksty wytłumaczone wybornie.
Jedyna poprawka to słowo neści, znaczy masz, proszę czyli w moim zamyśle było przesłać Wam kilka kwiatków na zdjęciach zanim podejmę pracę w ogrodzie.
Gratuluję Małgorzacie, zdaję sobie sprawę, że każdy region ma inną gwarę, więc zadanie było trudne, ale myślę, że zabawa była miła:-) taki przerywnik w pędzącej codzienności.
To tyle na dzisiok:-)))))

wtorek, 18 marca 2025

Guzdrałam sie, osągałam, ale kiej narychtowałam ten tekst, cosi skłapnęłam, trochę potondrałam i uśporane wieści chce Wam wychachlać.

Zaczęło się gwarowo. To taki powrót do lat wczesnego dzieciństwa, gdy do babci przychodziły kumoszki i prawiły gwarą o codziennych zmaganiach z życiem.
Z wielkim sentymentem wspominam czasy, gdy mogłam uksyć kawałek ciastka z marmoladą i kucnąwszy obok schodków,
z uważaniem by nie starasić rosnącego hawoli rumianku, przysłuchiwałam się opowieściom babcinych koleżanek.
Wszystkie były " stareńkie", wiązały tybetki na posiwiałych włosach, zakładały zapaski chroniące suto marszczone spódnice
i opowiadały stare dzieje.
Uwielbiałam te rozmowy i słowa wtrącane kiejniekiej do rozmowy, których znaczenie zawsze mnie ciekawiło.
Wszystkie te staruszki dożyły późnej starości, moja babcia Józia świętowała w marcu dzień swojego Patrona, św. Józefa, którego skromny ( zakupiony zapewne na wiejskim odpuście) obrazek od zawsze wisiał nad jej łóżkiem. 
Babcia dożyła 92 lat, więc moi synowie doskonale pamiętają gwarowe powiedzenia i czasami je przypominają w humorystycznych sytuacjach.
Ich pokolenie jest ostatnim, które spotkało się na żywo z prawdziwą gwarą.
Wspomnienie mądrości owych babć skłoniło mnie do przygotowania " występu" z okazji uroczystości Dnia Kobiet, która miała miejsce w Centrum Polonii w Brniu, a okolicznościowa wystawa obrazów połączona z prezentacją poezji miejscowych twórców przebiegała pod hasłem : Kobieta- źródłem inspiracji.
Na wystawie pojawiły się piękne prace sławiące urodę, młodość, kobiece ciało.
Moim zamysłem było pokazanie kobiety dojrzałej, wręcz styranej życiem, doświadczonej przez lata pracy i życiowych trudności.
Dlatego powstał obraz babci z wnukiem, a może nawet prawnukiem, na ręku oraz powiązany z nim wiersz, który obrazował ciągłość pokoleń, wiedzę i mądrość przekazywaną młodym przez najstarsze pokolenie.    

BABCIOM

Klękam przed wami w pokorze
matki i babcie
z ciężkiego łańcucha pokoleń
dotykam bruzd żłobionych życiem
z których wylewa się na przemian
ból i nadzieja
pochylam głowę przed nieustannym
" fiat" na wszystko
czego zażąda miłość
uczę się was i od was
przesuwam paciorki wspomnień
identyczne z paciorkami
waszych drewnianych różańców
nucę z wami godzinki o poranku
żeby nie zapomnieć skąd jestem...

Żeby dopełnić całości, założyłam babciny strój ( w granicach, na jakie pozwoliła moja szafa) i oczywiście zawiązałam " do tyłu" tybetkę.
Możecie sobie wyobrazić zaskoczenie znajomych ( a ludzi było mnóstwo), gdy siedząc na widowni, tuż przed występem, pokazałam się w czerwonej, z kolorowymi kwiatami, chustce na głowie:-)

Jednakże po występie otrzymałam gromkie brawa i podziękowania za wydobycie z zakamarków pamięci naszych kochanych babć.
Moje wspomnienia obudziła również niedawna lektura.
Pasjonat miejscowej historii, mieszkaniec Żabna, przez kilka lat pracował mozolnie wśród dostępnych mu źródeł wiedzy, by ocalić od zapomnienia fakty, ludzi i wiele ciekawych rzeczy, które w przeszłości złożyły się na historię miasteczka i jego okolic.
Efektem jego poszukiwań ( zawodowo był związany z pracą na kolei) stała się wspaniała książka będąca zbiorem rzeczy różnych i ważnych.

Jestem zafascynowana tą lekturą, której Autor, człowiek bardzo skromny, ma w swoim dorobku mnóstwo rzeźb sakralnych, które znalazły swoje miejsce w rodzinnym mieście P. Henryka.
Podziwiam jego prace i jak tylko mogę to zwracam uwagę na ludzi, którym obce są zabiegi o zaszczyty i władzę, a bliska jest troska
o lokalną historię i piękno kraju lat dzieciństwa i którym należy się szacunek społeczeństwa.
W tym książkowym opracowaniu jest również słownik naszej miejscowej gwary, który został zapisany dla przyszłych pokoleń.

Prace P. Henryka są dowodem jego troski o lokalne piękno i szacunek dla przeszłości.

Kończąc moje marcowe rozważania, zapraszam Was do dzielenia się własnymi spostrzeżeniami z Waszych miejscowości, wszak bogactwo i różnorodność polskiej kultury jest naszym narodowym bogactwem.
Kończy się przedwiośnie i mimo chłodów ostatnich dni, roślinki wypatrują słonecznych objęć wiosny.
A teroz neści pore kwiotków, musze chraściengi wycharatać jesce, ale boję się ziąbu i nie chce na chybcika najgrajdać za bardzo. Po taki robocie i ucioraniu  trza się obcharuzić i cały grajdoł do porządku doprowadzić zeby wszystko było rychtyk.

A teraz konkurs z nagrodą dla osoby, która najbardziej poprawnie " przetłumaczy" tytuł posta oraz zdanie powyżej, wytłuszczonym drukiem napisane:-) nagroda czeka:-)
Do następnego posta:-)


sobota, 1 marca 2025

Jaki może być marzec?

To chyba najpopularniejsze przysłowie marca: cieszy się starzec, gdy przeżyje marzec.
Moja Babcia Józia, zresztą marcowa solenizantka ( karteczkę imieninową od jej syna sprzed 71 lat mogliście podziwiać w poprzednim poście), w mocno dojrzałych latach swojego długiego życia często to przysłowie powtarzała.
Było coś w przekonaniu ludzi ze wsi, że marzec obfituje w liczne zgony.
Może " zapracował" na to powiedzenie zmienną aurą, może osłabieniem organizmów po ciężkich, długich zimach, w których nie było pod dostatkiem pożywienia, zwłaszcza na przednówku.
A może ta śmierć była we wsi bardziej widoczna, bo ludzie nie wychodzili jeszcze w pole, podwórka tonęły w marcowych roztopach, domownicy skupieni w ciasnych izbach patrzyli na starość i chorobę bez wytchnienia, gdy takowa zawitała pod strzechę.
Marzec nie obfituje u nas w wiele wydarzeń, jedynie imieniny męża i urodziny jednej z synowych ożywiają kalendarz tego miesiąca.

Przeglądając zasoby fotograficzne, zauważyłam, że najmniej w nich marcowych zdjęć, ale coś się doszukałam, żeby każdemu miesiącowi w tym roku dać satysfakcję, że jest równie ważny jak pozostałe.
A więc zaczynamy:
marzec 2017
Białe kotki na pustych gałązkach
przeglądają się w lodowatej wodzie
wędruję wspomnieniami w świat dzieciństwa.
marzec 2018
Rozbłysły witraże w wiejskim kościele
popłynęły wielkopostne pieśni
pomożesz krzyż dźwigać, Panie.
marzec 2019
Ziemia zbyt mokra by się przytulić
woń zbyt słodka by odejść
zostanę, tu miejsce moje.
marzec 2020
Czas ruszyć w pole oczekujące
ogarnąć wszystko gospodarskim okiem
kiedyś to była codzienność.
marzec 2021
Nieśmiałe przyjaciółki proszące
o chwilę cichej rozmowy
przyklękam pomiędzy życiem i śmiercią.
marzec 2022
Ulotne piękno piękniejsze niż skarby
każe przystanąć w zadziwieniu
uczę się pokory na nowo.
marzec 2023
Kiedy się pewnym było
kiedy się wierzyło we własną siłę
niemoc zastukała w okno.
marzec 2024
A kiedy się nie spodziewało
gdy dni były szarością coraz dłuższe
biel wtargnęła do serca.
marzec 2025
Przyglądamy się sobie z nieufnością
w odmiennych żyjąc przestrzeniach
zdane jesteśmy na siebie.
Jak widać, różnorodny bywa marzec...od śniegu po kwitnące drzewka owocowe...
A ja w minionym miesiącu miałam to szczęście spotkać się na Drodze Krzyżowej u Karolinki z naszą blogową Karolinką https://na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com/, która z dalekiego Śląska przywiozła dla mnie prezent urodzinowy od serca- bardzo Ci dziękuję Karolinko i nieustannie podziwiam za wiele spraw...
Zanim się rozpoczął marzec, odeszła od nas Osoba o cudownym sercu, niezwykłej wiedzy, wychowawczyni wielu pokoleń, podróżniczka, przyjaciółka, kobieta z klasą, wspaniała, niezapomniana Basia https://iscwstroneslonca.blogspot.com/
Trudno uwierzyć, że jest już w innym świecie, ale ufam, że cieszy się ze spotkania z ukochaną Córką, że nie cierpi, że spogląda na nas ze szczęśliwej krainy...
Dziękuję Ci Basiu za tak wiele, Ty wiesz...a ja pamiętam...
Nadal będziemy rozmawiać...
Każda chwila jest ważna...

sobota, 15 lutego 2025

Stare kartki i nowe przemyślenia.

Urodziny, których jak wiecie specjalnie nie celebruję, bo jestem ze starej epoki " IMIENIN" skłoniły mnie jednak do poszperania
w starym pudle.
Utonęłam w nim całkowicie, zaczytałam się, wręcz zatraciłam w starych pocztówkach z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych,
a nawet sześćdziesiątych ubiegłego wieku.
Najcenniejszą ( historycznie) okazała się kartka z życzeniami imieninowymi wysłana z wojska do mojej Babci Józi przez jej syna,
a mojego Wujka Władka, najstarszego żyjącego obecnie członka mojej rodziny.

Kartka ma 71 lat, była wykonana przez jednego z " wojaków", z wykorzystaniem materiałów, jakimi dysponowali żołnierze.
Dziś w dobie krótkich informacji, elektronicznych " gotowców", które nie zawierają nic osobistego, taka korespondencja jest cudowną pamiątką czasów, w których ludzie mieli dla siebie czas, żyli w zgodzie z naturą, wiedzieli co jest normalne, co dobre, a co złe, byli wychowywani w poszanowaniu uniwersalnych wartości, bo prawo człowieka do życia, do godności, do wszechstronnego rozwoju jest dane każdemu...
Wujek był bardzo wzruszony, gdy podczas mojego ostatniego pobytu w Krakowie pokazałam mu tę ocaloną kartkę. Przy okazji, mimo swoich 92 lat, wyrecytował mi kilka wierszy zapamiętanych z nauki szkolnej. Każdy z nich zawierał ważne przesłanie, każdy stanowił element wychowawczy.
Potem się zaczytałam w innych kartkach, które były najprostszym sposobem komunikacji w czasach, gdy w wiosce nie było telefonu,
a ludzie przecież podróżowali, wyjeżdżali w odległe strony by się uczyć, pracować. 
Jakże bardzo " wyglądało się listonosza", szczególnie czyniły to osoby starsze, których dzieci wyjechały " za chlebem".
Kiedy Babcia rankiem mówiła, że śniły się jej krowy, było wiadomo, że będzie list. I był.
Przysiadałam wówczas blisko Babci i słuchałam jak czytała na głos, bo to było coś ze świata.
Babci nie ma już 30 lat, a moja ocalona karteczka przenosi mnie w inne czasy.
A oto pocztówki, które pozwalały mi poznać świat, bo na dalsze wyjazdy nie mogłam w dzieciństwie liczyć.
Zbierałam więc pocztówki z Polski i innych krajów i napawałam się widokiem dużych miast, gór i jezior oraz morza, w różnym wydaniu.

Drukowane na kiepskim papierze, były mimo swojej prostoty moim skarbem, oknem na świat...
A dziś też czasami dostaję kartki z życzeniami, z pozdrowieniami i bardzo sobie je cenię, żadnej nie wyrzucam, niech nabiorą lat, może ktoś, kiedyś, jakiś miłośnik staroci przygarnie je z taką życzliwością, z jaką ja dziś to czynię.
Więc bardzo dziękuję ISMENIE, która zawsze pamięta i pisze do mnie, a jej życzenia są zawsze z głębi serca.
oraz MAŁGOSI X, która mnie całkowicie rozpieszcza przy takich okazjach:-)
Ta piękna broszka ( kocham biżuterię) będzie mi często towarzyszyć i przypominać o Tobie Małgosiu.
Za wszystkie życzenia przesłane innymi drogami, wszystkie od serca serdecznie Wam dziękuję.
W całym tym rozgardiaszu walentynkowo- urodzinowym ( nie da się zupełnie nie obchodzić urodzin:-)
mój blog może się poczuć zapomniany, a przecież ma już 12 lat i wiele dobroci i życzliwości za jego przyczyną otrzymałam.
Za te lata wszystkim moim Czytelnikom serdecznie dziękuję i proszę, przybywajcie tu nadal jak najczęściej. 
Ponieważ nikt nie wyraził chęci posiadania mojej akwarelki, więc losowania w tym roku nie było, a akwarelka poszła do archiwum. Właśnie ta:
Podsumowań wielkich nie robię, kto tu zagląda, ten wie, czego się może spodziewać.
Mam nadzieję, że blog będzie żył nadal i już zapraszam na kolejny post dotyczący niezwykłego odkrycia w mojej małej Ojczyźnie.
Miłego przedwiośnia Wam życzę...