niedziela, 21 października 2018

Dobry pomysł z tymi trzema rzeczami!

Czytam, a jakże...ale nie zawsze o tym piszę. Nie wyobrażam sobie dnia, bez kilku choćby stronic dobrej ( dla mnie- bo przecież każdy ma inne oczekiwania) książki.
Tym razem członkinie Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy naszej świetnie zaopatrzonej Gminnej Bibliotece, podsunęły mi Alice Feeney: Czasami kłamię.
Przeczytałam ją błyskawicznie. Właściwie powinnam ją przeczytać jeszcze raz.
Pierwsze czytanie to śledzenie fantastycznie zbudowanej akcji, która dzieje się w czasie:
1- przed wypadkiem bohaterki, 2- w trakcie jej śpiączki, 3- w pamiętniku przyjaciółki sprzed lat. Teraz czytać powinnam pod względem delektowania się wnikliwą analizą psychiczną dokonaną przez Autorkę i analizować życie z całym jego bogactwem.
W pamiętniku, który dziewczynka, jedna z bohaterek, zaczęła pisać jako dziesięciodniowe zadanie domowe, nauczycielka poleciła wymyślić i wpisać trzy rzeczy, które uczciwie możemy o sobie powiedzieć, bo " uczciwość wobec siebie jest ważniejsza niż uczciwość wobec innych".
Mała Claire zapisuje więc:
1. Mam prawie dziesięć lat.
2. Nie mam żadnych przyjaciół.
3. Moi rodzice mnie nie kochają.
Więcej nic nie napiszę, jedynie tyle, że każdy powinien ją przeczytać i przemyśleć.
Chyba nie ma człowieka, który nie znalazłby tam czegoś dla siebie, oczywiście po dogłębnym zastanowieniu.
A może warto pomyśleć: jakie trzy rzeczy zapisałabym dziś w takim dzienniku?
Jeżeli ktoś zechce się nimi podzielić w komentarzu, będę się cieszyć, jeżeli wolicie je zachować dla siebie- rozumiem. 
Jeśli jednak wolicie przeczytać coś bardzo lekkiego, ale klimatycznego, w sam raz na jesienne wieczory,  to polecam  
Złoty sen- Grażyny Jeromin Gałuszki.
 Pod ręką dobrze jest mieć dary jesieni:-)
To autentyczne zdjęcie z wczorajszego dnia- zakupiłam takie owoce u jednego z miejscowych rolników, a był 20 października...
Pozostając w jesiennym nastroju miłego tygodnia, może jeszcze trochę kolorowego, Wam życzę.

poniedziałek, 15 października 2018

W październiku, 40 lat temu...

16 października 1978 roku, oczy całego świata zwróciły się ku Polsce, bo z niej, choć jeszcze mocno wtedy zniewolonej, wyszło światło, które przez kolejne lata jaśniało miłością i dobrocią.
Na co dzień zapominamy o tym, jak wielkie wyróżnienie spotkało nasz naród, naszą Ojczyznę w 60 lat po odzyskaniu niepodległości. W roku setnej rocznicy, dziękujemy za dar Papieża Polaka ofiarowany nam przed 40 laty, byśmy teraz mogli mieć kolejnego, polskiego Orędownika w niebie.
Z wdzięczności powstał ten oto wiersz...


Pamięć
Pamiętam tamten październik
i ten biały dym
który wzbił się w niebo nadzieją
i tę wiarę wciąż młodą i szaloną
rzucającą na kolana narody
i lęk też ogromny pamiętam
gdy nasz Ojciec padł przed nienawiścią
 cudem Matka Fatimska wyprosiła
byśmy na nowo mogli klękać
przed majestatem Boga wędrującego
w białej sutannie po tatrzańskich szczytach
odbijających pragnienie SURSUM CORDA

a ty pamiętasz ile razy biły nasze małe serca
gdy błogosławiąc uczył kochać
bo miłość jest silniejsza od śmierci
i jak swoim życiem budował
najpiękniejsze autostrady do nieba.


Nasz wielki Jan Paweł II kochał Ojczyznę, myślę, że jesienne kadry będą choć odrobinę przypominać nam Jego wędrówki po naszej rodzinnej ziemi.
 "Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną. 
Niełatwe są jej dzieje, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stuleci. 
Jest matką, która wiele przecierpiała i wciąż na nowo cierpi. 
Dlatego też ma prawo do miłości szczególnej."- Jan Paweł II
Każdy z nas nosi w swoim sercu jakieś z Nim spotkanie...za które trzeba nam nieustannie dziękować.

 




 

niedziela, 7 października 2018

Jesienne rozmyślania w słońcu.

Ostatnie dni obdarowały nas piękną pogodą.
Moja wioska nabiera kolorów, więc dziś wybrałam się w świat by porozmyślać.
Rzecz jasna z telefonem w ręku, bo to najbardziej podręczny aparat fotograficzny, a wiadomo, podczas takiego spaceru, człowiek napotyka cuda co krok!
Drugi powód, dla którego zawsze mam telefon przy sobie, to świadomość, że ktoś w danej chwili może ode mnie potrzebować czegoś ważnego.
Ileż to razy miewam pokusę by nie odebrać telefonu od tzw. " nudziary". Tak, tak, będzie kręcić temat w nieskończoność- nie będę odbierać. Ale jeśli owa osoba będzie w potrzebie, może ten jeden, jedyny raz, będzie naprawdę potrzebować pomocy...i odbieram.
Dziś nie było żadnych telefonów, ale były zdjęcia, na które zaraz Was zaproszę, wszak Kasia już dawno pisała, że czeka na jesienne kadry.
Ale zanim to nastąpi, prezentuję obraz, który już jest u Małgosi http://papierowy-jarmark.blogspot.com/
Cieszę się, że mogłam w ten skromny sposób podziękować Małgosi za jej hojność i liczne, piękne podarunki.
A jeśli Was zastanawia skąd u mnie maki i rumianki jesienią, to odpowiadam dzisiejszymi zdjęciami:-)
7 października wita mnie takimi kwiatami na pobliskim poletku- zobaczcie, wszystko w przyrodzie jest możliwe.
 Najprawdziwsze- czerwone...
 ...i białe rumianki- tak je nazywam pospolicie.
A to już obiecane kadry...
i zagadka- co to za poletko, nie czerwone, ale rudo- czekoladowe.
 Facelię też jeszcze można napotkać.
I warszawiankę też napotykam.
Jesień stroi się w korale z głogu i dzikiej róży.
Widok z mojego balkonu – jesień

Jak tu zwyczajnie
jesień kolorami zasypuje równiny
zniknęły słoneczniki bo słońca mało
w ostatnich jego blaskach
płoną korony czerwonych dębów
blady księżyc
znaczy koło na bladym niebie
białe autostrady
żelaznych ptaków trzeciego tysiąclecia
rozpływają się niczym muślinowa wstęga
nie ma już jaskółek i opasłych dyni
tylko dzika róża
wdzięczy się dorodnymi koralami
jak tu zwyczajnie
nawet mój Chrystus
myśli pewnie
że zamieszkał
w najzwyczajniejszym miejscu.





wtorek, 2 października 2018

Mój malarski i poetycki hołd dla Aniołów.

2 października to święto Aniołów Stróżów.
Wierzę w ich nieustanną opiekę i wiem, że w odniesieniu do pewnej grupy ludzi, mają pełne ręce roboty. Sama doznałam cudu ocalenia z wypadku samochodowego, który miał miejsce tuż po uprzednim odmówieniu przeze mnie modlitwy do Świętych Aniołów.
Nic dziwnego, że ogromną część mojej twórczości poświęcam Aniołom, a w mojej kolekcji domowej znajduje się całe mnóstwo aniołków- pamiątek.
Ponieważ każdy album z darów Jadzi http://jadwiga-sercemtworzone.blogspot.com/
jest sumiennie wykorzystany, w tym, którego okładka zbudowana jest z puzzli przez Jadzię układanych, znalazły miejsce fotografie 330 namalowanych przeze mnie obrazów.
Obrazów namalowałam znacznie więcej, ale tyle zostało udokumentowanych fotograficznie.
Dziś prezentuję tę część albumu, która jest poświęcona Aniołom... to taki hołd dla niebiańskich Opiekunów w dniu ich święta.
Oto album- prezent od Jadzi , za który jeszcze raz jej serdecznie dziękuję.
A jako poetycki dodatek wybrałam wiersz " szkolny" wszak nadal pracuję w szkole:-)
Widziałam dziś Anioła
jak pędził o poranku
z kanapką w ręku
dla swego podopiecznego
przebiegł przez kładkę
zostawiając kilka
anielskich piórek na krzaku głogu
pędził zdyszany i bosy
bo pierwszy dzwonek
rozrzucał gromadę maluchów
po szkolnych korytarzach
by w porę pochwycić
swoją miłość
nim zdąży rozbić kolano
zebrałam złote piórka
i wetknęłam w kajecik wierszy
z nadzieją
że Anioł musi
po nie wrócić.

Dla Was zaś to dzikie wino pnące się ku niebu po starej stodole.

niedziela, 30 września 2018

Obiecywałam, ale tym razem słowa nie dotrzymam...

Wczoraj obiecywałam, że dam odpocząć Wam od naszych georginii, ale nie przewidziałam, że mróz zaatakuje właśnie tej nocy.
Dzisiejszy poranny widok uzmysłowił mi kilka prawd.
Nic nie jest dane nam na zawsze. 
Trzeba umieć wykorzystać dany nam czas na radość i wdzięczność za każdy dar.
Nawet największe zmaterializowane piękno- przemija.
Każda pora roku, każdy dzień, rządzi się swoimi prawami.
Trzeba umieć ocalić od zapomnienia to, co zostało nam powierzone. 
Nasze plany potrafią się zamienić w jednej chwili...

Poranek zmroził  wszystkie piękne rośliny, były wręcz zamarznięte. Zrobiłam niektórym zdjęcia, zanim słoneczko zamieniło je w czarne badyle straszące swoim wyglądem.
Teraz  mojego męża czeka ogrom pracy związanej z wykopaniem olbrzymich bulw, wysuszeniem, posegregowaniem w odpowiednie, przewiewne woreczki, załadowaniem do skrzyń i wniesieniem do budynku gospodarczego. Trzeba też usunąć z działki ciężkie krzaki, wszak były w pełni kwitnienia.
Kwitły przez trzy miesiące, ale nigdy dotąd nie przemarzły we wrześniu, owszem, w październiku tak, ale bywało, że uprzątaliśmy działkę tuż przed dniem Wszystkich Świętych.
Teraz jest inaczej i trzeba ten fakt przyjąć z pokorą. Wobec przyrodniczych " niespodzianek" jesteśmy bezradni.
Żal, że na kolejny spektakl kwiatowy trzeba czekać aż 8 miesięcy.
Dlatego tak niewielu miłośników kwiatów decyduje się na ich uprawę.
U nas też kiedyś będzie ten ostatni raz i wówczas pozostaną fotografie i wspomnienia.
A słoneczko wstało z radością nic sobie nie robiąc z mrozu, ani z naszych rozterek.
I to jest właśnie fenomen istnienia i nadziei...
A teraz koniecznie zobaczcie ( prośba do tych, którzy nie czytali mojego poprzedniego posta) jak wyglądały jeszcze wczoraj, bo już na pewno następnych " giergonowych" relacji w tym roku nie będzie.