niedziela, 2 października 2022

Mieszkał z nami przez trzynaście lat.

 Przeżył 15 lat, z czego 13 w naszym domu. Był prezentem imieninowym od Kolegi dla mojego Męża. To był niezwykły ptak, wyczyniał domowe harce, kiedy pod nadzorem, wypuszczaliśmy go z klatki. Przywilej takich zabaw należał tylko do Męża i właśnie on był dziobany, z nim prowadził rozmowy i obaj rozumieli się doskonale. Oprócz swoich ptasich przysmaków kanarek uwielbiał makaron nitki i kiedy przelewałam ugotowany makaron wodą, on się już dopominał o kilka "makaronowych gąsieniczek".
Potrafił przepięknie śpiewać, zwłaszcza wiosną, często o świcie, gdy dom był pogrążony we śnie:-)

Baliśmy się dnia w którym znajdziemy martwego Dudusia, bo tak miał na imię.
Doczekał maja i zakończył żywot z nadzieją, że śpiewające ptaki za oknem go zastąpią.

Niedługo potem niespodziewanie zmarł jego Ofiarodawca, ów kolega, który wymyślił taki oryginalny prezent. Jego śmierć napełniła nas smutkiem.
Nigdy wcześniej, przed pojawieniem się Dudusia w naszym domu, nie myślałam, że z ptakiem tak się można zżyć.
Na dowód prawdziwości słów, zamieszczam zdjęcia z niedzielnych eskapad Dudusia.



Długo zwlekałam z tym postem, ale jesienią jest dobry czas na wspomnienia.
Nadal kwitną hortensje, to jedne z najbardziej ulubionych kwiatów.
Sami zobaczcie, jak wielkie jest ich bogactwo w różnych fazach kwitnienia.

Kto mi odpowie dlaczego moja dębolistna nie zakwitła? Jest u mnie trzeci sezon.
Już dziś zapraszam na kolejny, jesienny post i serdecznie pozdrawiam wiernych Czytelników.

sobota, 24 września 2022

Poplenerowa wystawa i inne radości.

Nareszcie zaistniał plener malarski w zespole dworsko- parkowym w Brniu.
Dwa poprzednie lata umknęły zapalonym malarkom przez obostrzenia epidemiczne, więc w tym roku nasza radość była niezmierna. Dzięki życzliwości Pani Dyrektor Centrum Polonii w Brniu, Małgorzaty Bułat, Artystki mogły zamieszkać w tym pięknym obiekcie i trzeci już raz chwytać breńskie impresje. Ja mam do tego miejsca niedaleko, więc byłam uczestniczką dojeżdżającą.
Każda z nas w ciągu czterech dni plenerowych namalowała zgodnie z regulaminem dwa obrazy.
Poniżej prezentuję dwie moje prace:
1.Widok na park z zabytkową figurką Matki Bożej przez dawne ogrodzenie.
2.Jesienne drzewa parkowe przeglądające się w dworskim stawie.

Poniżej kilka ujęć z wernisażu.
I zadowolone Uczestniczki ( tu dodam, że atmosfera była niezwykle miła).
Jedna z Koleżanek, Jola, namalowała figurę z fasady budynku głównego.
Są takie obrazy, które zapadają w serce i ten właśnie zapadł głęboko w moje serce.
Na tę okoliczność napisałam wiersz, a wzruszona tym faktem Jola podarowała mi obraz na pamiątkę.
Tak więc za przyczyną Maryjki, obie jesteśmy szczęśliwe.

Zatrzymałaś się na chwilę
jak to zwykle bywa
a zostałaś na wieki
by słuchać przechodniów
otulona popękaną farbą
i ich potrzaskanymi sercami
przygarniasz pod zniszczony płaszcz
nasze wciąż nowe rozterki
poplątane ścieżki i zagubione uczucia
Niebieska Panienko
w ulotnych beżach i błękitach życiem mieszanych
pośród naszych szarych dni
wędrująca z czułą miłością
przez nasze drogi i bezdroża.

Kolejną moją radością jest sukces Absolwenta naszego Gimnazjum, Wojciecha Ryczka, który wykorzystując zasłyszane w dzieciństwie legendy i opowieści snute w domu Dziadków, przetransponował je na język literacki przystosowany do młodego odbiorcy.
Książka jest pięknie ilustrowana i opowiada o wakacyjnych przygodach Karolka nazwanego tu Bolesławem Szczerbatym, który włada leśną krainą i jej niezwykłymi mieszkańcami.
Przeczytałam ją z wielkim zainteresowaniem i cieszę się, że Wojtek tak pięknie zadebiutował.
Pogoda nie sprzyja kontemplowaniu jesieni, ale staram się wykorzystać wszelkie okienka pogodowe by utrwalić jej piękno.
Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu słonecznych, jesiennych chwil.

niedziela, 11 września 2022

Nazbierało się trochę różności.

Wrzesień...
Wrzesień lubię od zawsze za szkołę, za roześmiane, rozwrzeszczane po wakacjach dzieciaki, za piękne jeszcze kwiaty w ogrodzie, zwłaszcza georginie, róże i hortensje, za coroczną pieszą pielgrzymkę do Odporyszowskiego Sanktuarium, za słońce barwiące wieczorem niebo i za poranne mgiełki nad Żabnicą i za wiele innych spraw, dlatego dzisiejszy post jest o różnościach.
Po pierwsze:
Udało mi się ukończyć kolejny obraz z cyklu: kapliczki polskie.

Po drugie:
Mogłam kolejny raz pójść z pieszą pielgrzymką do pobliskiego Sanktuarium Maryjnego, cieszyć się piękną pogodą, wrzosami kwitnącymi na odporyszowskich błoniach, szczerą pobożnością i dużą liczebnością pielgrzymów, wspomnieniami z czasów dzieciństwa, gdy moja Mama zabierała mnie do dolinki z cudownym Źródełkiem na błogosławieństwo dzieci, pięknym koncertem skrzypcowym utalentowanej 13- letniej Marianki, klimatem odpustowych kramów i innymi przeżyciami związanymi z tym ważnym dla mnie miejscem.

Wrzosowiska- jedyne w okolicy.
Na pielgrzymkowym szlaku.
Dolina Zwycięstwa- tu Matka Boża w czasie potopu szwedzkiego objawiła miejsce cudownego źródełka, ratując oblężonych przez Szwedów mieszkańców wioski.
Utwory Paganiniego, Bacha, Sarasate, Vivaldiego w wykonaniu utalentowanej Marianki zgromadziły licznych słuchaczy.

Wspomniałam też kolorowe dzieciństwo odpustowych kramów.

Po trzecie:
Otrzymałam od naszej Drogiej Jadzi https://jadwiga-sercem-tworzone.blogspot.com/ prezent niespodziankę, dwa piękne albumy na wspomnienia, zdjęcia i inne różności.
Jadzia obdarowała mnie wiele razy, a ja każdą Jej pracę niezwykle cenię i wykorzystuję na różne zbiory.
Ogromnie Ci Jadziu dziękuję i podziwiam, a tu zamieszczam tylko kilka ujęć tych niezwykłych darów.

 Po czwarte:
Przeczytałam świetną książkę, z której wiele dowiedziałam się z historii odkryć medycznych.
A zakładka otrzymana niegdyś od Agai https://aggajas.blogspot.com/z wyszytym Mt 5,16, kazała mi przypomnieć sobie, co kryją te wersy Pisma Św. A kryją wiele...
Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

 
 
Po piąte:
Tak cudnie kwitną kwiaty w ogródku babci Basi:-)

Teraz już wiecie skąd ten post o różnościach:-)
Serdecznie pozdrawiam, tak wrześniowo, ciepło, choć za oknem deszcz...