sobota, 15 stycznia 2022

Gdy jest się 60+ warto swiętować nawet " nieokrągłe" rocznice:-)

W pewnym wieku zaczynamy odkrywać wartość każdego dnia, a co dopiero mówić o całym roku! Skoro blog będzie obchodził 9 urodziny, to ja w tym samym dniu cichutko podziękuję za wiele, wiele, wiele więcej lat mojego życia.
Zgodnie z tradycją, chętna do losowania obrazu osoba, zapisana w komentarzu pod postem, będzie mieć szansę na otrzymanie takiego oto efektu moich twórczych poszukiwań.
Staram się by w każdym roku zaskoczyć Czytelników czymś nowym, wszak każdy ma inny gust.
Ten obraz malowany jest farbami akrylowymi na płótnie o wymiarach 60 cm na 40 cm. Jest z zawieszką, można go zawiesić bez ramy, chociaż je jestem zwolenniczką ram i tu dałabym prostą, szeroką, w odcieniu ciemnej rudości, ale to już wybór Właściciela.

O każdej porze roku odbywam spacery w pobliżu mojego miejsca zamieszkania i zachwycam się grą światła w pobliskim lesie, ogrodzie, nad rzeką. Niektóre z moich obrazów mogą być posądzane o całkowitą abstrakcję, bądź fantastykę, gdy tymczasem przyroda nas zaskakuje wyrafinowanymi barwami zwłaszcza o wschodzie i zachodzie słońca, a zima daje ogromne możliwości w tym zakresie.
Gdy widzę takie cudeńka biegnę nawet w pantoflach co jest zapowiedzią rychłego kataru, ale wówczas liczy się...ta chwila.
Jak widać, 60+ nie zawsze łączy się z rozsądkiem:-)))

Zima korzysta z wysokiej jakości farb:-)

W tych ciepłych barwach pozostając, przenoszę Was w świat innych krain, które można poznać bliżej w tych oto wydaniach książkowych. Przyznam, że najokrutniejsze fragmenty dotyczące rzezi na Wołyniu ukazane w " Wyrce", pominęłam, zbyt mocno przeżywam ludzką krzywd
Oby nigdy nikt nikogo tak nie krzywdził. A "Świat Łemków" fascynuje mnie w związku z Bieszczadami, które kocham przemierzać.
Dzięki pokaźnemu materiałowi etnograficznemu mogłam poznać wiele łemkowskich zwyczajów i przyznaję, że u nas w Małopolsce, niektóre z nich też miały swoje miejsce w kulturze i tradycji wsi.
Dzisiejszy post jest krótki, na komentarze czekam do północy 13 lutego, tak by w Walentynki dokonać losowania, a w dzień podwójnych urodzin, 15, wysłać przesyłkę.
Serdecznie pozdrawiam i życzę dobrego zdrowia.

środa, 12 stycznia 2022

Genów nie oszukasz, czyli co mam po prababce Wiktorii.

Spośród osób pamiętających prababkę Wiktorię, żyje tylko dziewięćdziesięcioletni wujek. Próbowałam od niego wyciągnąć stosowne informacje o zamiłowaniach mojej prababki do biżuterii, ale wujek w tamtych czasach był normalnym, młodym chłopcem, którego nie interesowała zawartość kufra babki bo był zajęty poszukiwaniem pozostałości amunicji na polach wrześniowych walk z 1939 roku.
Z wcześniejszych opowieści kobiet z mojego rodu, prababka Wiktoria jawiła mi się jako ta, która lubiła się " stroić", więc jej kufer zawierał piękne fatałaszki i odpustową biżuterię.
Wśród licznej gromady prawnucząt z całą pewnością dwie kobiety odziedziczyły " strojno- błyskotkowy" gen prababki, moja kuzynka Danusia i ja:-)
Przez wiele lat miałyśmy rozwiązaną wzajemną sprawę prezentów, wiadomo co- biżuteria!
Ale historia poniższej bransoletki nie wiąże się z Danusią, ale z moim Mężem i Nowym Sączem. Kiedyś pewnie o tym wspominałam, ale dla przypomnienia napiszę, że wiele lat temu w trakcie kolejnej wizyty u jubilera spotkałam przecudnej urody bransoletkę.
Ręczna robota, srebro, okazała, szeroka i pięknie zdobiona, moim zdaniem nie miała sobie równej.
I kiedy Mąż widząc zachwyt w moich oczach, usilnie nakłaniał mnie do wyrażenia zgody na zakup, ja wiedziona rozsądkiem, nie zgodziłam się na tak duży wydatek mając na uwadze bardziej przyziemne potrzeby domowe. Niezadowolona sprzedająca, zadziwiona takim obrotem sprawy patrzyła na mnie z osłupieniem.
Żeby nie robić przykrości Mężowi, który bardzo chciał mnie obdarować prezentem, wybrałam inną bransoletkę, dwukrotnie tańszą od wspomnianej zapewniając, że lepiej będzie wyglądać na mojej ręce. I służy mi ona już tyle lat, jest pamiątką tamtej pięknej chwili gdy mąż chciał stracić prawie cały nasz skromny wówczas majątek:-)

Nie mam kufra, ale mam małe kuferki. W jednym z nich przechowuję filcowane broszki, które w zdecydowanej większości przybyły do mnie od Ewuni- artesania rękodzieło- czarującej z filcu piękne okrycia i biżuterię.
Inne brosze, były nawet wykorzystywane podczas naszych szkolnych spektakli teatralnych, bo różne role wymagały różnych akcesoriów.
Ogromnym sentymentem darzę srebrne broszki, z których każda ma swoją historię.
W kolejnym kuferku są tzw. różności na różne okazje.
Lubię podziwiać takie błyskotki, a szczególnie u Szarej Sowy i Alicji- Po tamtej stronie lustra.
Kiedy prababka Wiktoria będąc w podeszłym wieku siedziała na swoim kufrze, nie pomyślała nawet, że jej prawnuczka będzie ją tak często wspominać zakładając kolejne ozdoby z kuferków babci Basi.

W ciepłą, styczniową niedzielę stąpałam po śladach Wiktorii spacerując po przydomowym lasku, który za jej życia był uprawnym polem.
I Was na taki spacer zapraszam, by udowodnić, że nie ma brzydkich pór roku.
Po takim spacerze czas na dobrą kawę przy dobrej lekturze. Dziś polecam:
Eliza Baranowska jest dziedziczką pokaźnego majątku Janowice położonego na Kresach.
Otrzymała go po matce, która wiodła nieszczęśliwe życie u boku niewiernego męża. Po utracie ukochanej mamy Eliza musiała nie tylko pogodzić się z jej odejściem, ale także zaakceptować nową żonę męża oraz swoją przyrodnią siostrę.
Po wybuchu wojny z bolszewikami na dwór napadają białoruscy chłopi. Kobiety ledwo uchodzą z życiem, chroniąc się w górującej nad okolicą wieży. Tajemnicza budowla ma złą sławę, ponoć straszy w niej duch kniaziówny Sonki…
Tymczasem do Janowic wkracza polskie wojsko, w którym służbę lekarza pełni ukochany kuzyn Elizy, Mateusz. Dziewczyna zostaje sanitariuszką i zyskuje bliskiego sercu sojusznika.
W czasie przygotowań do opuszczenia majątku, odkrywa kolejny rodzinny sekret.
"Pani z wieży
" to interesująca powieść obyczajowo-historyczna, w której wydarzenia wojenne splatają się z rodzinnymi historiami oraz obyczajowo-miłosnymi dylematami Elizy Baranowskiej, która jest silną, niezależną kobietą walczącą o swoje miejsce w tamtych, trudnych czasach.
Więcej nie napiszę, bo zachęcam do przeczytania niezwykłych zmagań Elizy z trudną rzeczywistością.
Żegnam się obrazem śnieguliczki zawieszonej jak my sami, między niebem, a ziemią...

czwartek, 6 stycznia 2022

Dzień przynoszenia darów.

Trzej Mędrcy ze Wschodu zwani też Królami zapragnęli niegdyś oddać pokłon Dzieciątku, a przynosząc Mu dary złota, kadzidła i mirry uczcili w Nim Króla, Boga i Człowieka.
Epifania, Objawienie Pańskie, znane najbardziej jako Święto Trzech Króli jest dniem przemarszu wielobarwnych orszaków idących ulicami miast. W naszym pobliskim miasteczku, o którym dawno temu pisałam posta, zachwycona jego spokojną ciszą, w Żabnie, taki orszak przemaszerował zgodnie z wieloletnią tradycją ulicami miasta. Nie mogłam w nim uczestniczyć, gdyż w tym dniu obchodziliśmy inną uroczystość bliską mojemu sercu. Jednak zdjęcie części orszaku otrzymałam i tu je zamieszczam.

Przed 108 laty w dzień Trzech Króli, przyszła na świat w maleńkiej wiosce- Woli Żelichowskiej, Stefania Łącka, choć wówczas nikt nie wiedział, że będzie DAREM dla ludzi sponiewieranych i upodlonych w niemieckim obozie zagłady Auschwitz- Birkenau.
W te styczniowe urodziny roku 2022 mogliśmy się cieszyć, że ktoś z nas, zwyczajnych ludzi żyjących na Powiślu Dąbrowskim zasłużył swoim heroicznym życiem na tytuł Służebnicy Bożej.

Prosta, skromna Dziewczyna, zakochana w Bogu i w Człowieku, który powinien być Jego obrazem, poprzez swoje pokorne wypełnianie powołania sięgnęła szczytów heroizmu gdy zdecydowała się oddać życie za młodszą od siebie Helenkę.
Została jednak ocalona, pewnie po to, by ocalić życie wielu istnień ludzkich, by ochrzcić setki noworodków, by organizować godne pochówki zmarłych, by podnosić załamanych na duchu, by ratować chorych na tyfus przed zagazowaniem, by dawać nadzieję w piekle podeptania ludzkiej godności, by uczyć jak przez modlitwę przetrwać najgorsze chwile, by swoim życiem świadczyć każdego dnia, że
Jej życiorys jest tak piękny, że zachwyca każdego bez względu na jego światopogląd bo Stefania to najpiękniejszy odcień człowieczeństwa zachowanego w najczarniejszym mroku splugawienia ludzkiej godności.
To Ona mnie zachwyciła przed 30 laty, to Ją pokazywałam światu i chcę robić to nadal by współczesny człowiek nie przestał wierzyć w moc dobra. Więc opowiadam Stefci (bo tak Ją prywatnie nazywam) o problemach wielu znanych mi osób z wiarą, że jakoś im zaradzi. Wielu już zaradziła choć nie da się tego zmierzyć za pomocą " szkiełka i oka". Dysponuję Jej zdjęciami, obrazkami i życiorysem, gdyby ktoś był bliżej zainteresowany, chętnie prześlę materiały pocztą elektroniczną.
Pozostając w klimacie "opowieści z wiary", polecam dwie ciekawe książki, które ukazują zmagania człowieka z życiem, ze swoimi problemami, z poszukiwaniem wiary, z odkrywaniem pokładów dobra w drugim człowieku. To książki, które nikogo nie ośmieszają, które uczą szacunku wobec innych, książki wartościowe.
Moje dzisiejsze pisanie dotyka wielu spraw. Myślami wracam do dzieciństwa, gdy w czasie świątecznym od naszych znajomych przybywały zza oceanu trójwymiarowe kartki zmieniające obraz pod różnym kątem widzenia. Wzbudzały mój ogromny podziw, a że niedawno udało mi się taką karteczkę nabyć ( te z dawnych lat się nie zachowały) zrobiłam jej sesję z aniołkiem.
Dwa zdjęcia z tą samą kartką w różnych układach.
Ten aniołek przed wielu laty przyjechał z Włoch razem z moją młodszą koleżanką, do dziś, nakręcony, gra " cichą noc", a jego ofiarodawczyni od pewnego czasu spogląda na naszą ziemską rzeczywistość z innej rzeczywistości...Aniołek pozostał...

Z czasów dzieciństwa pamiętam również kolorową rybę ze szkła. Ilekroć patrzę na różnobarwną choinkę, która zawsze u mnie czeka aż do Gromnicznej, wspominam ciocię Danusię, do której jechaliśmy z imieninowymi życzeniami 3 stycznia.
Najmłodsza z czternaściorga dzieci mojej babci Agnieszki, była ulubioną siostrą mojego Taty. Danusia kochała świecidełka i chyba mam to w genach bo uwielbiam choinki, świąteczne dekoracje, biżuterię, koronkowe serwetki i pamiątkowe bibeloty.
Na kalwaryjskich meblach Danusi stały różne dekoracje, a pośród nich kolorowa ryba z której nie spuszczałam oczu podczas pałaszowania równie kolorowego tortu, który jak malowany wychodził zawsze spod rąk mojej cioci.
Tylko 45 lat dane jej było cieszyć się życiem, bo podstępny nowotwór pokonał ją już dawno w ciągu trzech miesięcy.
Znając tyle barwnych opowieści, które już od dawna są tylko w pamięci bliskich, cenię sobie każdy dzień życia jako cenny dar, co w sposób szczególny chciałam podkreślić w to święto Darów- Trzech Króli.
A całkiem na zakończenie dziękuję za ostatnią karteczkę od Klaudii, której blog http://domprzywiosennej5.blogspot.com/emanuje rodzinnym szczęściem i może stanowić oazę dla rodzin poszukujących wzorca najprawdziwszej rodzinnej harmonii.

Czas kończyć moje wywody, więc żegnam się choineczką, jedną z wielu, jakie mogłam w tym roku podziwiać. Życzę Wam wielu darów w nadchodzącym czasie. Umiejętność ich przyjmowanie jest równie ważna, jak umiejętność obdarowywania...

czwartek, 30 grudnia 2021

Wędrowanie do różnych miejsc...dlaczego dziś , w Sylwestra, o Camino?

Są sprawy, o których śmiało możemy powiedzieć, że nigdy się nie zdarzą.
Wiem, że nie przejdę drogi św. Jakuba, choć fascynuje mnie ta wędrówka. Jeden z wizytatorów Kuratorium Oświaty, po trwającej kilka dni wizytacji naszego gimnazjum, po zakończeniu podsumowania, opowiedział nam o swojej przygodzie z Camino de Santiago, czyli o przebyciu Drogi św. Jakuba. Byliśmy wszyscy zafascynowani tą opowieścią rozbudowaną licznymi fotografiami z podróży.
Dlatego z prawdziwą przyjemnością wzięłam do ręki książkę, która w interesujący sposób przybliża ciekawostki i informacje dotyczące portugalskiej drogi do Grobu św. Jakuba.
Trzeba tu nadmienić, że istnieje wiele dróg prowadzących do miejsca złożenia ciała św. Jakuba, a symbolem pielgrzymim jest muszla i żółta strzałka.
Ale wróćmy do książki, o której dowiedziałam się z bloga https://slowemmalowane.blogspot.com/

 

Znany, młody, poczytny pisarz, po stracie żony i córeczki, pogrąża się w bólu, traci sens życia, wycofuje się ze świata, poddaje...
Ale bliski przyjaciel nie przestaje walczyć o niego, podsuwa mu książeczkę, która diametralnie zmieni bieg jego życia. Pedro z trudem podejmuje decyzję o pokonaniu Drogi św. Jakuba, podczas której ma czas na przemyślenie własnego losu, na zrozumienie spraw niezrozumiałych i przekonanie się o bogactwie, jakie niesie z sobą każdy kolejny dzień.
Z książeczki, która stała się " zaczynem" nowego życia pisarza, zaczerpnęłam kilka myśli, aktualnych również dla tych, którzy nie przejdą prawdziwego Camino, ale przewędrują wielokrotnie swoje własne, indywidualne Camino.



I to jest właśnie uzasadnienie wyboru tematu w czasie, gdy odchodzi stary rok, a wkracza nowy.
Data umowna, ale jakoś to swoje życie trzeba wpisać w kolejne lata. Szkoda, że nie pisałam w każdym z minionych lat jednego faktu, który pozostawił największy ślad w danym roku.
Niektóre jestem w stanie odtworzyć, innych, nie. Bo nasze życie to taka wędrówka w deszczu i słońcu, w radości i smutku i nie zawsze potrafimy z tych kolejnych dni wyłowić konkretny sens, a on jest we wszystkim...

 

Na to wędrowanie przez 2022 rok posyłam Wam kilka wybranych myśli:

 
Jedynie ty sam możesz stworzyć swoją drogę.

Odkryj swoje własne światło. Nie czekaj aż zrobią to inni. Jeśli będziesz czekać, spędzisz życie w ciemnościach.
 
Życie człowieka jest utkane z jego myśli.
Należy być uważnym wobec najmniejszych szczegółów dnia codziennego. Oddychać głęboko wraz z każdą mijającą minutą, tak, by przeżywać wszystkie chwile w możliwie najlepszy sposób.
To w małych, niepozornych momentach kryje się zazwyczaj prawdziwe piękno.

Idź swoją drogą, kochaj życie i bądź szczęśliwy.
Ostatnie zdanie potraktujcie proszę, jako moje noworoczne życzenia...
Jeszcze w tym roku dziękuję za karteczki i życzenia Marzence, Agusi https://aga-craft.blogspot.com/ i Alusi.

Nowy Rok powitam zwyczajnie i żadnych obietnic nie czynię, bo życie wywraca nasze plany i natrząsa się z nas. Nawet moje kwiaty robią mi psikusa, wielkanocna azalia kwitnie całą zimę, a majowy zygo kaktus raczy mnie kwiatami, gdy mróz maluje drzewa.
Serdecznie pozdrawiam, życząc Wam zawsze wszelkiego dobra.

czwartek, 23 grudnia 2021

...więc podziel opłatek sercem, a serce miłością...

                                                           Bóg się rodzi
Bóg rodzi się dla mnie
i dla ciebie
dla każdego z nas
wymyka się z betlejemskiej stajenki
by zamieszkać pod dachem twojego serca
przychodzi cichutko
omija hałaśliwe miejsca
i szuka ciepła
pośród trudnych ludzkich spraw
cisza tak wielka że słyszysz
gdy mróz na szybach
pisze litanię naszych próśb
by z pierwszą gwiazdką
mały Jezus mógł przynieść z nieba odpowiedź
---------------------------------------------------------
na głos anioła
oznajmiającego najlepszą nowinę
drży ręka dotykająca tajemnicy
więc podziel opłatek sercem
a serce miłością.
Drodzy, wierni Czytelnicy mojego bloga, od 2013 roku, staram się publikować moje świąteczne życzenia właśnie w Wigilię. Przeczytałam wpisy z ubiegłych lat, by nie powtarzać wierszy, których mam całe mnóstwo. Powstawały one na potrzeby naszych cudownych, niezapomnianych, gimnazjalnych spektakli, które gromadziły społeczność lokalną.
Pamiętam taki rok, gdy w tym przedświątecznym czasie szalała grypa, złożyłam więc życzenia wszystkim Gościom i poprosiłam, by ze względu na wirusa nie składać sobie indywidualnych życzeń przy łamaniu opłatkiem. Tymczasem uczestnicy Wieczerzy byli niezadowoleni z mojej prośby, bo żal im było tych niezwykłych chwil wzruszeń.
Dziś przyszło nam żyć w czasach, które dzielą ludzi, sieją przestrach, zamykają w domach.

Dlatego życzę Wam zdrowia, spokoju, wdzięczności i życzliwości oraz tego, by wróciła normalność do każdej sfery naszego życia.
I życzę wszystkim, by umieli dzielić serce z miłością, nawet w najtrudniejszych czasach, by nie tracili wiary w zwycięstwo dobra nad złem, a Cud Betlejemskiej Nocy niech powtarza się każdego dnia.

Patrząc na bombkę zachowaną z domu mojego dzieciństwa wspominam z wdzięcznością Tych, których zabraknie przy wigilijnym stole, ale nie zabraknie we wdzięcznej pamięci i modlitwie.
Przedświąteczny czas obfituje w dary i prezenty. I ja takie otrzymałam, sprawiły mi one dużą radość, więc dziękuję za każdy świąteczny upominek.
Jadzia https://jadwiga-sercem-tworzone.blogspot.com/ wie, że kocham Jej notesy, albumy i wszystkie wykorzystuję z należytym szacunkiem. Bardzo się cieszę z kolejnego daru i ogromnie Jadzi dziękuję.
Bożonarodzeniowy album w cudownym, świątecznym klimacie wpisuje się doskonale w moje, szczęściem pachnące wspomnienia. Sami zobaczcie choć kilka stron tego wspaniałego dzieła rąk Jadzi.
Obok moich świątecznych wypieków przysiadły na moment przepiękne karteczki od  Izy, Agatki, Eli, https://kicikicitata.blogspot.com/ https://aggajas.blogspot.com/ http://elizaart-handmade.blogspot.com/
oraz od Maksa i Magdalenyhttps://kochamswojswiat.blogspot.com/ https://zaciszelenki.blogspot.com
i przed chwilą od Janeczki http://janeczkowo.blogspot.com/
Tylko na moment przycupnęły, bo ich miejsce jest na " oknie wystawowym".
Serdecznie pozdrawiam w Wigilię Cudu Miłości.