niedziela, 7 czerwca 2026

Czerwcowe rozmyślania.

 Moja wrażliwość ( być może czasami nadmierna) nie pozwala mi przejść obojętnie obok takich obrazów.

W niedzielne, czerwcowe popołudnie pojechaliśmy z Mężem odwiedzić groby Bliskich na cmentarzu w Otfinowie.
W jego starej części gdzie dawniej rodzice nie pozwalali przebywać dzieciom, jako że miało to być miejsce pochówku zmarłych podczas panującej przed laty zarazy, kwitnie potężny krzak róży pomarszczonej o rzadko spotykanej bladoróżowej barwie.
Róża całkowicie otuliła i zakryła przed światem stary, metalowy krzyż, a wykarmiona słońcem i rosą zdaje się piąć ku niebu by łączyć to co ludzkie z tym, co boskie.
Wokół roznosi się niebiański zapach, a pobliskie wiekowe krzyże skłaniają do refleksji, wdzięczności za dar życia i za tych, co szli przed nami w trudzie i znoju wykuwając naszą teraźniejszość.
Gdy zauroczona kolejnym pięknym miejscem, fotografowałam Chrystusa upadającego pośród ( innego) krzewu białej róży, spotkałam grupę ludzi wśród których znałam jedną osobę.
Przystanęli nieopodal, przed grobem, na którym widniało nazwisko znane mi z opowieści mojej Mamy.
Spoczywająca tam Nestorka rodu prowadziła w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku wiejski sklepik " z wszystkim".
Moja Mama, zakochana po uszy w nauce, ale z biednej rodziny, pomagała w odrabianiu zadań domowych córce właścicieli sklepu.
W rewanżu otrzymywała czasami zeszyt, na który mojej babci brakowało pieniędzy, a który stanowił dla wzorowej uczennicy Marysi źródło niewysłowionej radości. 
Wspomnę tu, że dzieci w większości pisały na tabliczkach zmywalnych czyli wielokrotnego użytku.
Marysia i Stasia ( imię ustalone po konsultacjach z napotkaną rodziną ) były dobrymi koleżankami, a nauka z wzajemną korzyścią zacieśniała te więzy.
I tak oto mój post zmienił bieg tematyczny, a tematem przewodnim miał być czas czerwca poświęcony oktawie Bożego Ciała,
z tradycyjnymi procesjami, na zakończenie których uplatam wianki poświęcane w tym dniu, a zgodnie z tradycją strzegące domostw przed kataklizmami i chorobami. W najbliższy czwartek zasiądę do wykonania wianków, zawsze robię cztery, bo takie mam zlecenia.
Poszperałam w folderze " sentymentalne" i znalazłam zdjęcia z ostatniego dziesięciolecia, więc zamieszczam do pooglądania. 
2016 r.
2019 r.
2017 r.
2020 r.
2023 r.
2024 r.
2015 r.
Może wystarczy, to taki mały przegląd tego, co w owym czasie kwitło. 
Babcia Józia zawsze mnie upominała by nie zabrakło dzikiej pietruszki, więc wytrwale jej szukam i znajduję.
A kwitnienie w tym roku jest zupełnie inne bo mrozy, bo susza, bo choroby, ale jak się człowiek postara to i wianki uplecie.
Nawet róże padnięte w tym roku do samej ziemi próbują walczyć o uwagę.
Nie sposób nie zauważyć ich piękna!
Reszta kwiatów i opowieści ustawia się w kolejce i czeka na następny post :-) bo zbyt długie mogą się znudzić:-)
zatem akwarelka też różana:-), więc do następnego spotkania.

niedziela, 31 maja 2026

Jest podobnie, ale z każdym rokiem rzewniej...

Kocham każdy miesiąc roku, bo każdy jest nam po coś zadany.
Gdy kończy się dany miesiąc, odczuwam pewien smutek, że jakiś etap, choćby krótki, mija bezpowrotnie razem ze swoją wyjątkowością. 
W przypadku maja ta rzewliwość jest szczególnie uzasadniona. I nikogo nie trzeba przekonywać do tego majowego przywiązania.

Maj znów odchodzi zbyt szybko
a jeszcze nie wybrzmiały wszystkie pieśni
w majowe wieczory śpiewane Najświętszej Panience
ptaki chcą nas jeszcze budzić wczesnym świtem
i soczysta zieleń nie chce wydorośleć
niebawem przybędzie lato na zwyczajnych zasadach
zostawiając wspomnienia po kolejnej wiośnie naszego życia

Staram się celebrować dary maja, ale jak to zwykle bywa, nadmiar obowiązków podkrada czas.
I choć natarczywe przymrozki zniszczyły wiele roślin, a najbardziej ucierpiały u nas róże i bzy, to jednak te roślinki, które zdołały się oprzeć mrozom, teraz niosą ze sobą wiele radości.

Codziennie zaglądam i wypatruję kolejnych przejawów piękna.
Ale to nie ogrodowi poświęciłam najwięcej uwagi. Postanowiłam bowiem wykorzystać czas majowych tradycji śpiewania pieśni Maryjnych przed naszą wiejską kapliczką, która w tym roku osiągnęła wiek 70 lat. Cieszy fakt, że na te spotkania przychodzą również dzieci i osoby młode, mimo, że nasza wioska jest bardzo mała.
W pobliskim sanktuarium w Odporyszowie odbywały się we wszystkie dni robocze, późnym wieczorem, w kompletnej ciszy przerywanej śpiewem ptaków i ludzi, Apele Jasnogórskie, których klimat jest wyjątkowy i pozwala słyszeć nawet własne myśli.
Tylko pół godziny i tak wiele...
I jeszcze jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi w porze kwitnienia akacji czyli Lasek Siedmiu Boleści NMP z sześcioma kapliczkami i siódmym krzyżem, w których widnieją rzeźby i płaskorzeźby genialnego rzeźbiarza i lotnika, dziewiętnastowiecznego samouka
z Odporyszowa, Jana Wnęka.
W mojej wiosce akacje przemarzły, tam ocalały wszystkie. Górują nad dolinką zasypując kwieciem ścieżki i wiekowe kapliczki. Absolutna cisza przerywana jedynie trelami kosów i innych ptasich śpiewaków oraz brzęczeniem milionów owadów, daje niesamowitą atmosferę spowitą słodkim zapachem akacjowych kiści.
Każdego roku kieruję tam swoje kroki i za każdym razem jestem niezmiennie zauroczona.
A w kolejnej dolince przepływają wspomnienia mojego dzieciństwa gdy z Mamą i sąsiadkami udawałyśmy się ówczesnymi środkami transportu do tzw. Studzienki, gdzie według przekazów trzykrotnie objawiała się Matka Boża dając źródełko oblężonym przez Szwedów mieszkańcom wioski. 
Dziś wielu turystów korzysta z tej krystalicznej wody, która ma wspaniały smak zwłaszcza podczas upałów.
Tam też królują ptaki, akacje i naturalna cisza.
Doceniam piękno w " zasięgu ręki", a wszystkich, którzy będą podróżować po Małopolsce, zachęcam, by " skosztowali" naturalnych darów.
Takie to oto moje małe, majowe szczęścia, którymi się z Wami dzielę serdecznie dziękując za Waszą obecność i pozostawione tu słowa. 
Dziś prezent dla Was w postaci moich konwalii...
...i przemiłych bocianów...

niedziela, 10 maja 2026

Znów przeżywam radość.

Kiedy na świecie pojawiały się kolejno moje Wnuki, szeptałam cichutko prośby, by dane mi było doczekać ich pierwszych komunii świętych.
Dlatego dzisiejszy dzień napełnił mnie ogromną radością, że Natalia,
druga w starszeństwie wnuków, mogła przeżyć dziś ten jedyny w swoim życiu dzień.
Długie, intensywne przygotowania zostały uwieńczone przyjęciem Eucharystii po raz pierwszy w życiu.
I jeśli nawet wzruszenie i wyjątkowość tej chwili sprawią, że nie wszystko pamięta się po latach, to dla każdego, kto przeżył taki dzień, na zawsze pozostaje w sercu piękny obraz.
Dzieci i ich rodzice są w tym czasie zajęci wieloma sprawami organizacyjnymi, ale dziadkowie mogą już postawić tylko na sprawy duchowe.
Dlatego ta radość jest taka świadoma.

Maj się znowu przystroił w komunijne stroje
klęka w małych i dużych świątyniach
pochyla głowę przed Bogiem zstępującym
do serc niewinnych czystszych od majowej bieli
w ciszy i spokoju przychodzi Jezus
i kolejny raz przygarnia swoje dzieci...
Zgodnie z postanowieniem, że każde z wnucząt otrzyma w prezencie na dzień pierwszej komunii świętej obraz namalowany przez babcię na starej desce, przygotowałam dla Natalii tę Matkę o łagodnym sercu i spojrzeniu, taką, by można się było duchowo przytulić do Niej zarówno w chwilach dobrych jak i złych, bo przecież na jedne i drugie napotyka człowiek w swoim życiu.

A na drugą część prezentu piękne pamiątki wykonała mi Agusia https://aga-craft.blogspot.com/
i za ten dar jestem jej bardzo wdzięczna.
Bardzo dziękuję Agnieszko za Twoją bezinteresowność i wspaniałe serce.
Ta prześliczna kartka i torebka niech pozostanie pośród pamiątek tego wyjątkowego dnia przypominając Natalii o pięknie przeżyć związanych z przyjęciem Jezusa.
Uroczystość była piękna, a moje wzruszenie ogromne...

Maj jest nieprzypadkowo wybrany na czas komunii świętych, to przecież miesiąc poświęcony Matce Jezusa, czas kwitnienia, wzrostu, czas radości i wszechobecnego piękna.
I choć maj w tym roku jest mocno chłodny, choć mrozy wyrządziły wiele szkód, to i tak radujemy się wszystkim, co nam z sobą niesie,
a zawsze niesie obficie.
Nie mogę się oprzeć tym widokom i choć w moich zbiorach fotograficznych są podobne obrazy, to ciągle chwytam kolejne chwile, gdy przyroda rządzi się swoimi prawami.
Cieszą mnie różni goście odwiedzający ogród...
i te piękne odgłosy, zapachy i widoki...
Serce się raduje na widok bocianów, które czasami pozwalają nam patrzeć, słuchać i dziękować za to, co nasze, polskie, zakorzenione w tradycji.
Wiosną muszą być bratki, kwitną obficie, a ich różnorodne kolory przywodzą na myśl naszą różnorodność w pojmowaniu świata...
I jeszcze kilka majowych kadrów...
Tym akcentem pełnym radości żegnam się z Wami do następnego napisania.