Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiastki z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiastki z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 października 2026

Ta miłość jest odwzajemniona.

Dla prawdziwej miłości robimy wiele, ja nawet blogi zaniedbałam by się nią nasycić.
Kocham ją od dawna i ona o tym wie, bo widzi moje zachwyty, towarzyszy mi podczas wyjazdów i spacerów i cierpliwie pozwala się fotografować.
To jesień w mojej wiosce i w mojej okolicy, która w tym roku odgrywa najpiękniejszy spektakl.

Przez parę dni nosiłam się z zamiarem ponarzekania na ludzi, którzy coś powinni, a nie chcą, którzy nie pamiętają dobrego, a widzą zło w wyostrzonych kolorach, których interesują niewłaściwe sprawy, ale pomyślałam, że rozpamiętując nieprzyjemne chwile i zdarzenia, sama stałabym się zgorzkniałą kobietą, więc porzuciłam ten chwilowy pomysł i zwróciłam oczy ku naturalnemu pięknu.

Jesień odmieniła moje postrzeganie świata, a Przyjaciółka spod Gdańska odmieniła moje nastawienie do ludzi okazując mi wiele dobrych odruchów serca, uprzednio pokonawszy setki kilometrów, by w Małopolsce zaczerpnąć z bogactwa mojej małej Ojczyzny.
W podziękowaniu za jej " walkę o dobro", otrzymała te kwiaty
i tę jesień, która zaczytuje się w książkach.
Łagodność wyzwala łagodność, więc wróćmy do jesiennych kadrów, które Wam ofiaruję wraz z kilkoma słowami o jesiennej przyjaźni...
Przyjaźń przybywa jak spokojna jesień
otula się rudymi i czerwonymi chustami
cichutko kroczy po złotych dywanach liści
zatroskana o los każdego liścia i każdego słowa
wsłuchuje się w szelest serca i niczym dobra wróżka
zabiera tajemnice i rozkłada je powoli
na zamglonych zagonach wierności
przyjaźni nie można dokładnie opisać
bo zmienia barwy każdego dnia
a jedna barwa piękniejsza od drugiej...

niedziela, 11 października 2026

Każda róża jest inna...

Przyglądam się różom już 65 lat.
Kocham róże, wprawiają mnie w zachwyt bo mimo późnej pory nadal kwitną zachwycająco.

Czasami snuję opowieści w jakiś ważny sposób związane z tymi kwiatami.
Ze względu na swoje piękno i subtelność stały się częstym upominkiem na różne okazje.
Towarzyszą ludziom w chwilach radosnych i szczęśliwych, ale są też obecne podczas smutnych uroczystości.
Ostatnio dostałam taką elegancką różę ( uprawianą specjalnie do sprzedaży) i ona właśnie natchnęła mnie do wspomnień.
Bo październik, bo Dzień Nauczyciela, bo kwiaty...
W czasach mojego dzieciństwa kwiaciarniane bukiety ze względu na swoją cenę i powszechne ubóstwo na wsi, nie były dostępne dla wszystkich.
Dzieci z biedniejszych rodzin przynosiły ( zwłaszcza na zakończenie roku szkolnego) bukiety z wiejskich ogródków i czuły z tego powodu pewne zażenowanie.
Mogło się im wydawać, że wytworne bukiety uczniów pochodzących z bogatszych rodzin są cenniejsze i milsze nauczycielom.
Analizując ten problem stwierdzam, nie od dziś, że ogrodowe kwiaty były i są o wiele cenniejsze od tych zakupionych
i wypielęgnowanych przez fachowców.
Bo przecież ktoś je zasadził i pielęgnował, rozmawiał z nimi i dbał o nie, nie dla zarobku, ale z miłości do kwiatów.
Dlatego tak wielka jest wartość kwiatów łąkowych, ogrodowych i polnych, kompozycji zrobionych własnoręcznie, nawet jeśli ich żywot jest znacznie krótszy niż tych nabytych za wysoką cenę.
Sami zobaczcie jakie one są piękne, bez dodatkowych ozdobników:
Październik jest mi szczególnie bliski przez ukochaną modlitwę różańcową...to moja tarcza, radość, obrona, wyciszenie, ratunek, zrozumienie...
Przywołuję Cię październikowa Przyjaciółko
po paciorkach drewnianego różańca 
biegnę na spotkanie z Tobą 
przynoszę Ci moje tajemnice 
te radosne i bolesne codziennością pisane
proszę byś mi wytłumaczyła 
jak zrozumieć chwalebne i światła 
w ciągłym pośpiechu przytulam się do Ciebie 
i ściskając w spoconej dłoni wysłużony różaniec
oddycham coraz spokojniej…
Rozmawiam z Tobą 
Matko Radosna i Matko Bolesna
przynoszę Ci swoje życie i nie tylko swoje
wiesz o wszystkim jak wie Najlepsza Matka
ale muszę Ci to powiedzieć kolejny raz...
żeby uspokoić skołatane serce...
 
Kończąc kwiatowy post z październikowymi różami życzę wszystkim Osobom w jakikolwiek związanym ze szkołą ( 14 października)
i służbą zdrowia ( 18 października) by pamiętali każdego dnia, że służba drugiemu człowiekowi wymaga każdego dnia pozytywnego zdawania egzaminu z człowieczeństwa.
Wszystkim tu obecnym dedykuję kilka jesiennych kadrów z mojej wioski i okolic.
Taka to piękna nasza jesień.
Bardzo dziękuję za Wasze wizyty i ciepłe słowa...

niedziela, 30 sierpnia 2026

Czas na opowieść o...krawcowych...

Odkąd sięgam pamięcią, ładne elementy nabytej garderoby zawsze wprawiały mnie w dobry humor, ale nie od zawsze można było je mieć.
Rozpoczęcie roku szkolnego zawsze było okazją do zakupu czegoś nowego:-)
Ponieważ urodziłam się w ubiegłym wieku na początku lat sześćdziesiątych, dużą rolę w zakresie mojego " przyodziewku" odegrały krawcowe.
Dziś to ginący zawód, ale kiedyś szyło się wszystko. Ale zacznijmy od początku.
Mała Basia miała kilka pięknych, chińskich sukienek kupionych w Wiejskim Domu Towarowym, w którym jej Mama była ekspedientką. W tamtych czasach chińskie ubranka dla dzieci były szyte z najlepszych materiałów, były śliczne, pięknie wykończone, z ciekawymi dodatkami.
Ale kiedy trzeba było uszyć białą sukienkę do sypania kwiatków pojawiła się w moim życiu pierwsza krawcowa, pani Irena.
Mieszkała w drewnianym domku, nieopodal sklepu, w którym pracowała moja Mama.
P. Irenka nie miała własnych dzieci, wyglądała na wiekową osobę i była bardzo miła.
Spodobały mi się wizyty u niej... od wielu już lat odwiedzam ją na wiejskim cmentarzu...
Gdy zaczęłam się przemieniać w podlotka, chińska odzież była zbyt mała, więc pojawiła się P. Marysia. 
Była ekspedientką w sklepie spożywczym, ale miała smykałkę do szycia i " obszywała" mnie na wszystkie szkolne uroczystości.
Ona też uszyła dla mnie suknię ślubną z żorżety " upolowanej" w " peweksie po wielu miesiącach odwiedzania tego typu
sklepów w Polsce południowej. 
Kto pamięta rok 1982, wie o czym mówię, bo sklepy świeciły pustkami i nawet peweksy oraz z ogromnym wyrzeczeniem zakupione dolary, nie pomogły w tym zakresie.
Ale P. Marysia zakończyła przygodę z szyciem i musiałam poszukać kolejnej krawcowej.
P. Marysię też już odwiedzam na tym samym co P. Irenkę, cmentarzu...
Kolejny wybór padł na sympatyczną P. Jasię, która starała się sprostać moim modowym projektom.
Przez kilka lat to właśnie ona spełniała moje marzenia.
Kiedy poszłam do pracy w Gorzycach dowiedziałam się, że w tejże miejscowości, kilka lat młodsza ode mnie Danusia, zgłębiła tajniki szycia od swojej mamy. 
Danusia potrafiła wyczarować wszystko, co mi się zamarzyło. Wiedziała co trzeba ukryć w mojej figurze, a co wyeksponować. 
Moje garsonki, sukienki, bluzki i spódnice były oryginalne, niepowtarzalne i na każdą większą uroczystość szyte na " wczoraj".
Kiedy Danusia wyszła za mąż, ze względów rodzinnych zarzuciła ten rodzaj pracy.
A ja odkryłam Agatkę, równie zdolną, sympatyczną i szaloną w tym temacie jak ja.
Agatka szyła mi nawet na " przedwczoraj" :-)
Moje " ciuszki" nie były markowe, niewiele mnie kosztowały, ale były śliczne i niepowtarzalne.
Z Agatką też " oszukiwałyśmy" ludzi tak, że dawali mi o dwa rozmiary mniej niż było w rzeczywistości.
Ale Agatka wyjechała z rodziną do USA, dla mnie to było straszne rozstanie.
Na szczęście Danusia powróciła do krawieckiego fachu, a ja wróciłam do Danusi. 
I znów były kreacje, pomysły, przeróbki i kombinacje, wszystko za nieduże pieniądze, z dużą dawką radości.
No i nadszedł czas, gdy Danusia powiedziała, że koniec z szyciem kreacji, najwyżej może mi coś przerobić, czas zrobił swoje, obie jesteśmy babciami:-)
I znów coś się powtarza.
Moja Mama w swej starości nie akceptowała ubrań wykonanych z byle jakich materiałów, niedbale uszytych, tęskniła za tymi, które były kiedyś...
Ja też nie akceptuję ubrań co mają pasować na każdego, " pasuje od 36 do 44", jak mówi opis.
Nie akceptuję seryjnych sukienek, sweterków które kulkują się od samego patrzenia na nie:-)
Nauczycielska emerytura nie pozwala mi bywać tam, gdzie ubierają się ludzie bardzo zamożni.
Ale nie cierpię z tego powodu.
Wyciągam moje fatałaszki z szaf, coś przerobię, coś doszyję, przypomnę sobie historię związaną z każdym z nich.
Jak chociażby ten żakiecik, ciągle dobry, w którym przed 25 laty jako dyrektor Gimnazjum wraz z Wójtem witałam Cudowny Obraz MB Częstochowskiej w naszej parafii.
Każda rzecz ma przecież swoją historię...

Nadal " czynny"  żakiecik czasami zakładam...mimo, że liczy sobie ponad ćwierć wieku.
Tym wspomnieniem chcę podziękować osobom, które " nie stały na świeczniku", ale swoją rzetelną pracą sprawiały innym codzienne radości, przy okazji ciężko pracując na utrzymanie rodziny.
Dziękuję moim wspaniałym Krawcowym, dzięki którym mogłam zawsze elegancko wyglądać i mieć dobre samopoczucie, co w ścisły sposób przekłada się na atmosferę w pracy.
Moje wspomnienia współgrają z końcówką wakacji, które spędziłam wraz ze swoimi Wnukami w scenerii SIEDLISKA, jak to określił prof. Święch będąc w komisji konkursowej w trakcie oceniania prac " Malowanej Chaty".
Kocham to nasze " siedlisko", a w oknie starej chatki zawsze migocze płomyczek lampki by mi przypominać o Tych, co odeszli do innego świata.
Wszędzie sieją się " panienki", a ja dziękuję za każdy dzień utrudzenia pośród rozlicznych zajęć.
Wylosowałam też dziś " bożą krówkę" i taki oto cytat znalazłam na wewnętrznej stronie opakowania:
" Troska o dziecko jest pierwszym i podstawowym sprawdzianem stosunku człowieka do człowieka" / św. Jan Paweł II /
Te słowa powinny zawisnąć w każdym domu i w każdej szkole żeby " kłuły oczy"...
Ze szkołą jestem związana poprzez swoją pracę oraz czwórkę Wnucząt uczęszczających do szkół podstawowych.
Jak co roku, od lat, 1 września rozpocznę od uczestnictwa we Mszy św. bo nie jest łatwo współczesnym uczniom odnaleźć się w tym labiryncie ofert i zdarzeń.
Wszystkim Uczniom życzę systematyczności, wytrwałości i spotkania ofiarnych nauczycieli.
Wszystkim Rodzicom, Nauczycielom i Pracownikom szkoły życzę sił i wytrwania w odpowiedzialnym wychowaniu powierzonych dzieci na mądrych i dobrych dorosłych ludzi.
Wszystkim szkolnym Emerytom życzę realizacji życiowych pasji i choć czasem spotkania się z wdzięcznością dawnych podopiecznych.
Niech nadchodzący rok szkolny będzie bezpieczny dla Wszystkich.

sobota, 22 sierpnia 2026

Choć zmienia się świat, pewne sprawy pozostają niezmienne.

Dwie sprawy z ostatnich dni skłoniły mnie do refleksji i wysnucia wniosków, że są rzeczy i sprawy na tym świecie, które mimo zachodzących w nim gwałtownych zmian, pozostały nadal takie same.
Zacznę od tej prozaicznej, która łączy się z moim nieposkromionym apetytem na domowe ciasta.
W dobie łatwego dostępu do tysięcy przepisów kulinarnych, ja wybieram te najprostsze ciasta z dawnych lat, tym razem jest to kruchutkie ciasto z " węgierkami", takie jak kiedyś piekła Mama w "bradrurze" pieca starego domu.
W przypływie tęsknoty zdaje mi się czasami, że widzę unoszący się z komina dym i  choć wiem, że nie pojawi się nigdy naprawdę,
to i tak wierzę, że go czasami widzę oczyma mojej duszy...
A obok domu nadal kwitną te same kosmosy, które sieją się same od niepamiętnych czasów.

Druga niezmienność świata to budowanie dziecięcych " baz".
W czasach mojego dzieciństwa, potem w czasach dzieciństwa moich synów, szukało się ustronnego miejsca w lesie, obok mostu na Żabnicy, w sadzie, w zagajniku, gdzieś za domem.
To miejsce, dobrze " zagospodarowane" służyło za schronienie przed resztą świata.
Można było sobie tam przynieść kanapki wykonane z prostych, dostępnych zawsze w domu, produktów i oranżadę lub kompot bo przecież był tam " stół" wykonany z deski opartej na dwóch starych cegłach.
W " bazie" były różne skarby skrzętnie zbierane przez użytkowników " bazy", a więc kamyki, piórka zgubione przez ptaki i oczywiście kwiatki z przydomowego ogródka.
" Baza" była systematycznie upiększana i sprzątana, miała też przywilej podsłuchiwania dziecięcych tajemnic.
Tajemnicze miejsce zapewniało świetną wakacyjną zabawę i dostarczało pomysłów na kreatywność.
Mogłoby się zdawać, że w dobie telefonów komórkowych i komputerów, " baza" odejdzie w zapomnienie, a tymczasem kolejne pokolenie buduje "bazy". 
Oczywiście przy " grubszych" robotach wymagających cięcia, gięcia i noszenia ciężarów przydaje się babcia, która z radości zapomina o swoim zacnym wieku i prawie do odpoczynku.
Ileż radości daje taka " baza" wnukom i ile babci skoro postanowiła umieścić ją w poście.
Ta nieprzemijalność pewnych zachowań daje nadzieję na trwałość międzypokoleniowych więzi i kreatywność dzieci pomimo zbyt wielu " udogodnień".
Babcia chętnie dzieli się kwiatami, które jeszcze w sierpniu wabią motyle i pozwalają odpocząć oczom.
I choć dawno minęło święto Matki Bożej Jagodnej, zapragnęłam w tym otoczeniu letnich darów przyrody namalować w stylu ikony na starej desce,  Maryję tak chętnie odwiedzającą każdą współczesną Elżbietę, która otworzy serce na Jej dobroć...
A teraz dla Was zadanie i prośba:
Napiszcie co dla Was jest taką nieprzemijającą sprawą, która trwa wbrew modom i zmianom.
Jestem ciekawa Waszych doznań w tym zakresie.
Serdecznie pozdrawiam.

sobota, 15 sierpnia 2026

A gdy będziemy schodzić z tego świata, niech nas, niosących pełne naręcza dobrych czynów...

Tak, my wszyscy, wierzący i niewierzący będziemy kiedyś schodzić z tego świata...
I bez względu na światopogląd powinny po nas zostać naręcza dobrych czynów.
Ludowe powiedzenie mówi, że " jedna jest sprawiedliwość na tej ziemi, każdemu trzeba umrzeć".
W tym temacie nic nie zmienimy, ale dobrze, że dzień i godzina są przed nami zakryte.
W tytule posta zacytowałam fragment błogosławieństwa bukietów ziół, przypadającego w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, które znane również jako Zaśnięcie NMP, a w wersji popularnej to dzień Matki Bożej Zielnej.
Dla mnie to dzień szczególny, bo moja Mama urodzona 13 sierpnia świętowała swoje imieniny 15 sierpnia, a w wigilię święta Wniebowzięcia  O. Maksymilian Kolbe zakończył ziemski żywot w głodowym bunkrze oddając życie za ojca rodziny, Franciszka Gajowniczka. 
W taki szczególny dzień poświęcony św. Maksymilianowi, przed 44 laty Barbara i Kazimierz powiedzieli sobie sakramentalne TAK
i każdego roku dziękują za wszystko, co na tej wspólnej drodze zostało im postawione.

Tradycja Maryjnego święta i Maryjna duchowość kultywowana w rodzinach, z których oboje wyszliśmy jest wielka, dlatego wykonanie bukietu z ziół i kwiatów jest dla mnie rzeczą oczywistą od zawsze. Uwielbiam wychodzić w pola i wyszukiwać zioła, to czas, gdy przemawia natura...
Cieszy mnie fakt, że ta tradycja stała się bardzo powszechna, podobnie jak tradycja wykonania wieńców dożynkowych, a dzięki dużemu zasięgowi w mediach społecznościowych rozszerza się na tereny całej Polski. Prężnie działające w ostatnich latach Koła Gospodyń Wiejskich wykazują w tym temacie duże zaangażowanie. I dobrze. Nasza polska kultura jest tak bogata, że nie musimy na siłę wprowadzać zapożyczonych z innych rejonów świata zwyczajów, wystarczy, że będziemy należycie pielęgnować własne.
W drodze do miejscowego Sanktuarium w Odporyszowie zauroczył mnie widok bocianiej pary, zapewne żegnającej się powoli z naszą gościnną Ojczyzną ( dzieci już dawno opuściły domostwo- gniazdo).
Na ten widok i na widok łąk mieniących się purpurą i fioletem ( krwawnica pospolita i wrzos) oraz sierpniowym złotem ( nawłoć) ogarnia mnie nostalgia, coś odchodzi, na coś znów trzeba będzie czekać, ale tak to w życiu bywa. Dzięki tej zmienności i nieoczywistości uczymy się cenić pewne sprawy.
Pożegnanie zawisło w powietrzu
sierpniowe słońce rozpala wrzosowiska
wibruje gorące powietrze na złotych wiechach nawłoci
purpurowy dywan krwawnic przygląda się bocianiej parze
dziękującej w cichości za gościnę
czas pożegnania ludzi i ptaków
wędruje w świąteczne popołudnie do Wniebowziętej
Odporyszów jest na wyciągnięcie ręki...
A w ogrodzie królują sierpniowe piękności, mieczyki albo inaczej gladiole.
Roztańczone lato niech pozostanie z nami jak najdłużej...