czwartek, 14 czerwca 2018

Luźne dywagacje przed końcem roku szkolnego.

" Dzieci są wiosną rodziny i społeczeństwa, nadzieją, która ciągle kwitnie, przyszłością, która bez przerwy się otwiera"-  
św. Jan Paweł II
Od lat otaczam się dziećmi, w domu, w pracy, w sąsiedztwie...
To największy dar i cud- widzieć w oczach dziecka błękit nieba, słyszeć jego beztroski śmiech, obserwować jak dorasta, rozwija talenty, jak " sięga po gwiazdy".
Każdego dnia rankiem, gdy zaczynam pracę w mojej " kancelarii"- lubię to staromodne określenie- słyszę gwar, śmiech i nawoływania. Spoglądam wtedy przez okno i snuję dywagacje na temat zmian, które zaszły przez lata moich życiowych obserwacji.
Dzieci są dowożone do szkoły autobusami, ale tylko niektóre. Inne podjeżdżają z rodzicami pod szkołę wypasionymi " furami". Nieliczni przyjeżdżają rowerami, ale tylko w pogodne dni- dla relaksu.

Nie zobaczysz już szkolnego mundurka! Markowe ciuchy- owszem, są na porządku dziennym.
zamiast " skarbów" w postaci kasztanów, kawałków sznurka, kolorowych recepturek, kieszenie wypychają nowoczesne telefony komórkowe i inne urządzenia tego typu.

Nikt na przerwie nie wyciąga z tornistra pajdy swojskiego chleba smarowanej swojskim masłem, zawiniętej w szary, pakunkowy papier. Są stołówki, dietetyczne dania, sklepiki szkolne ze " zdrową" żywnością.

Dzieci nie bawią się " w klasy", ani w berka, mają przecież nieograniczony dostęp do internetu.

I takich różnic można wymieniać wiele, ale...
Nie zmieniły się oczy dziecka- w nich tak samo jak dawniej, odbija się niebo...

Nie zmienił się lęk dziecka pokrzywdzonego- jest tak samo głęboki....

Nie zmieniła się radość- jest czysta, wręcz krystaliczna, okraszona śmiechem płynącym ze szczerego serca...
Przeżyłam w szkole ponad 33 lata, wychowałam dwóch Synów, raduję się trójką ukochanych Wnucząt i dziękuję każdego dnia za uśmiech dzieci, których spotykam na swojej drodze.
 Dzisiejszym rozważaniom o Dzieciach towarzyszyły kwiaty z mojego ogrodu.
Przede mną pracowity czas końca roku szkolnego, a Wam życzę wielu radości i zauważania nawet tych najmniejszych, które niesie codzienność...


piątek, 8 czerwca 2018

W święto Jezusa z przydrożnej kapliczki.

Zabrnęłam w wysuszone upałem łąki, podrapałam nogi na niskich ostrężynach, ale udało mi się nazbierać trochę ziół i upleść skromny wianek, bo nie wyobrażam sobie by mieszkając na wsi nie kultywować tej tradycji.
Mimo suszy, łąki starają się o barwne kobierce i ucztę dla owadów.
Na sam koniec Oktawy Bożego Ciała kapłan święci przyniesione przez wierny lud wianki uplecione z kwiatów i ziół leczniczych, symbolu Bożych darów, jakimi Stwórca hojnie obdarzył ziemię, ludzi i wszelkie stworzenie.
Do dziś powszechna jest wiara w moc leczniczą i ochronną wianuszków uplecionych  z kwitnącego rozchodnika, macierzanki, mięty, rumianku, kopytnika, koniczyny, jaśminu i róż i innych ziół i kwiatów.
Wianki chronią przed burzą i pożarami,  przed gradobiciem i szkodnikami na polach. 
Pokruszone ziele z wianków stosowano do sporządzania leczniczych herbat oraz do okadzania roślin i zwierząt, także domów przed złymi mocami.
Wianek powieszony w oknie, nad drzwiami wejściowymi lub zatknięty za obraz — przechowuje się przez cały rok,  aż do następnej Oktawy, a po roku można go spalić.
Ilekroć przygotowuję wianek, wspominam moją domową babcię Józię, która powiadała, wijąc wianek, że dzika pietruszka w wianku być musi. A potem z tym wiankiem szła pieszo 5 km do kościoła, by go poświęcić.
Stali bywalcy na moim blogu wiedzą, że na rozstaju dróg, blisko mostu na Żabnicy, stoi Chrystus w czerwonym płaszczu.
Figura ta wyjątkowo wpisuje się w dzisiejsze święto Najświętszego Serca Jezusowego.
Ufundowała ją ciotka pewnej mieszkanki naszej wsi, mieszkanka Tarnowa, ale prawdopodobnie urodzona w mojej wiosce- Salomea.
Figura jest 5 lat starsza ode mnie i jak głosi tekst na tablicy, jest wotum wdzięczności za otrzymane przez fundatorkę, łaski.
Bywam tam często z racji podlewania kwiatów, które tam sadzę, bo mam blisko z mojego domu.
I dlatego tak się zżyłam z wioskowym Chrystusem, który ręką wskazuje na serce pełne miłości wobec każdego człowieka.
I ja z tego daru korzystam, wieczorną porą, gdy kwiaty podlewam...

Przychodzę podlać kwiaty
a może przychodzę ożywić moją miłość
w zaroślach bzu i głogu
chowam się przed światem
Twoje serce jest zawsze otwarte
wiedziałam o tym od dzieciństwa
bo już wtedy chciałam się z Tobą zaprzyjaźnić
dobrze, że Salcia znalazła tu miejsce dla Ciebie
gdzież byłoby Ci lepiej
tu możesz słuchać świerszczy i słowików
gładzić spojrzeniem łany zbóż
możesz wiernie czekać i cierpliwie słuchać
nie wyobrażam sobie, że mogłoby Cię tu nie być…

Niech najbliższe dni będą piękne i pełne dobroci...

wtorek, 5 czerwca 2018

Wystarczyło im równo dwa miesiące.

Przybyły do nas 4 kwietnia, najpierw sam samiec. Wybadał teren i wybrał gniazdo, jako, że w budynku gospodarczym było ich trzy. Potem gniazdko wyremontował i sprowadził ukochaną.
Jak już pisałam, codziennym naszym obowiązkiem stało się otwieranie rankiem i zamykanie wieczorem drzwi do budynku w celu zabezpieczenia jaskółczego gniazda przed drapieżnikami.
Jak się okazało, chroniliśmy też drugie gniazdo, które zasiedliły pleszki.
Równiutko w dwa miesiące później, 4 czerwca, rodzice wyprowadzili cztery młode szkraby na świat.
Pierwsze loty były niezgrabne, ale starszyzna czuwała.
Nie macie pojęcia ile radości jest w takim momencie, jak wesoło szczebiotały ptaki, a my z mężem cieszyliśmy się ogromnie z tego faktu, bo w tym roku do naszej wioski przyleciało mało jaskółek.
Pośród tych szybkich wiosennych zdarzeń, w maju przyszedł na świat nasz kolejny Wnuk- kochany Kubuś, dziadkowie są przeszczęśliwi, że gromadka Wnucząt się powiększa:-)
Niedziela po Bożym Ciele przynosi rozstrzygnięcie konkursu zalipiańskiego " Malowana Chata.
Była to już 55. edycja, a ja od kilku lat biorę udział w tych zmaganiach malarek ludowych.
Nagród jest bardzo dużo, bo uczestników już jest ponad 100, a każdy wychodzi z nagrodą. W tym roku udało mi się zdobyć I miejsce w kategorii: malatura zachowana i odnowiona.
Dziś o 6 rano obudziły mnie dzwony odległego o kilka kilometrów, kościoła w Oleśnie- to znak, że czeka nas upalna, sucha pogoda, bo dźwięk niesie się od wschodu.
Zbliżający się deszcz zwiastują zawsze dzwony kościołów położonych po zachodniej stronie, w Otfinowie i Zalipiu.
Po takim przebudzeniu pierwsze kroki skierowałam do łazienki, a tam tuż przy otwartym oknie, nasze jaskółeczki wyprawiały poranne harce. To piękny początek dnia.
Więc i komórka nie mogła bezczynnie odpoczywać w torebce i oto efekt porannych zachwytów w biegu:-)
Dobrych dni Wam życzę i dziękuję za każde odwiedziny.

czwartek, 31 maja 2018

Na pożytek ludziom i na Bożą chwałę, łąki okryły się czerwienią maków.

 „Jaki dzień w Boże Ciało, takich dni potem niemało”


Raduje się serce moje z każdego kolejnego dnia Bożego Ciała, jakie dane mi było przeżyć.
To wielkie święto, gdy sam Bóg wychodzi do ludzi, przemierza wsie i miasta, łąki i ogrody...



 A tego roku dzień jest piękny, niech i następne takie będą wedle przysłowia.
Dziś też podaję rozwiązanie zagadki, choć dopiero jutro Dzień Dziecka, ale wiadomo już, że pierwsza odpowiedź była prawidłowa.
Jej Autorką jest Małgosia , do niej już poleciała niespodzianka, będziecie ją mogli oglądać na jej wspaniałym blogu http://papierowy-jarmark.blogspot.com/
Zabawne zdjęcie przedstawiało otwarty dziobek pleszki, której rodzice skorzystali z wolnego jaskółczego gniazda w naszym budynku gospodarczym. Wprowadzili się po sąsiedzku, obok rodziny jaskółek. Pleszka była chyba tylko jedna, już wyfrunęła, szybko urosła, bo jej rodzice znosili mnóstwo tłustych robali.
Jaskółeczki są cztery, jeszcze w gniazdku, a my od kilku tygodni wieczorami zamykamy drzwi, otwieramy je o świcie by uchronić maleństwa przed srokami oraz innymi drapieżnikami. Mam nadzieję, że tym razem się uda. Nie zbliżam się zbyt by nie płoszyć ptaków, więc zdjęcia są bardzo niedoskonałe.
 Tu, właścicielka otwartego dzioba:-)
A tu jaskółeczki schowane przed intruzami:-)
Małgosi gratuluję, Wam dziękuję za zabawę i pozdrawiam z makowych pól.

poniedziałek, 28 maja 2018

Różany post z nagrodą.

Była mowa, że będą róże i była obietnica, że będzie nagroda niespodzianka dla jednej osoby, a wszystko to po przekroczeniu liczby 350000 wejść na bloga.
Słowa dotrzymuję, róże już zdążyły zakwitnąć, choć to jeszcze nie jest apogeum:-)
Wszystkie róże są piękne, ale białe mają tę niezwykłą zaletę, że nawet późnym wieczorem uwalniają zgromadzone za dnia piękno.
 Białe pachną migdałami i jaśminem.
 Krzewiasta ucierpiała tej zimy, ale mam nadzieję, że się odbije.
 Róże w deszczu i rosie są melancholijne...
 Róże w słońcu są wesołe.
To moja ulubiona- eteryczna...
Niestety, walka z mszycami jest bardzo uciążliwa. Nie znam sposobu, który skutecznie chroni róże przez dłuższy czas. Mszyce nabierają odporności na wszystko. A jak Wy sobie z tym problemem radzicie, proszę, napiszcie w komentarzach.
 Cytrynowa pachnie tak intensywnie i jest bardzo radosna.
A czerwone są widoczne z bardzo dużej odległości.
 Ta "róża różowa" ma tak dużo lat, że sama nie umiem określić jej wieku.
 Ta poniżej, w formie drzewka ma całe mnóstwo pąków.

 W kąciku różanym- żółto i czerwono.
Ponieważ post jest różany, a hodowcą tych kwiatów jest mój Mąż, on został poproszony o podanie cyfry od 1 do 9, bo tylu było uczestników zabawy ( licznik wejść przekroczył 350000)
I podał nr 1.
Po tym numerem zapisała się Agaja, której serdecznie gratuluję, a wszystkim Czytelnikom bloga dziękuję za 350000 odwiedzin:-)
Agatka ma do wyboru: małe Bieszczady lub większy rzepak:-)
 Proszę o decyzję Agatko, bo muszę odebrać obraz z galerii.
 Przypominam, że Dzień Dziecka przyniesie rozwiązanie zagadki fotograficznej:-)