niedziela, 14 lipca 2019

Nawet Salomon nie był tak ubrany jak jedna z nich...

"Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich." / z Ewangelii św. Mateusza/
Ten fragment Pisma Świętego dawno zapadł mi w pamięć.
Salomon znany był bowiem ze swego przepychu, a liliom nie dorównał.
Od kilku lat próbuję uporczywie pielęgnować lilie w moim piaszczystym ogródku pełnym nornic, które uwielbiają cebulki lilii.
Nie daję za wygraną i każdą lilię otaczam troską, podlewam, sprawdzam codziennie zakres jej piękna. Mam do nich słabość.
Gdy czytałam w dzieciństwie "Królewnę Czarodziejkę", zachwycił mnie fragment, w którym ukrywająca się przed królewiczem księżniczka, zamieniła się w lilię.
Królewicz jednak szybko ją rozpoznał wśród setek innych lilii bo na jego widok " pokraśniała".
Jeszcze inne spotkanie z lilią odbyło się podczas mojej pierwszej Komunii Św.
Wówczas dziewczynki dzierżyły w dłoni lilijkę- Józefkę, żal mi, że ten zwyczaj zaginął, bo był piękny. Niestety, moje próby wyhodowania tej lilii kończą się niepowodzeniem za każdym razem!!!
Wysoka, smukła i obwieszona okazałymi kwiatami lilia biała (L. candidum) ma wiele nazw zwyczajowych. W Polsce znamy ją jako lilię św. Józefa i lilię św. Antoniego. Wynika to z faktu, że na obrazach religijnych Opiekuna Świętej Rodziny często przedstawia się z pędem kwitnącej lilii o śnieżnych płatkach – symbolem czystości, szlachetności i sprawiedliwości. Ten sam atrybut służy św. Antoniemu z Padwy, który symbolikę lilii jako rośliny pięknej i leczniczej wykorzystywał w swoich kazaniach.
Wyciąg z płatków tej pięknej, pachnącej lilii wspomaga leczenie trądziku, owrzodzeń i przyspiesza gojenie się ran.
Niestety, aktualnie nie ma jej w moim ogródku. W następnym roku spróbuję ją uprawiać w dużej donicy.
Natomiast są inne, też piękne i do oglądania ich zapraszam.
Te kwitnące piękności oraz obrazy tworzone przez Monikę z https://foto-evolia.blogspot.com/ ( jeden z takich kiedyś otrzymałam od Moniki) zainspirowały mnie do namalowania moich lilii.
A wieczorem można usiąść w ogrodzie, posłuchać świerszczy, rozkoszować się zapachem lilii i poczytać książkę, choćby
z ciekawą akcją zmuszającą do głębszej refleksji nad zawiłościami życia.
Serdecznie pozdrawiam i dobrych dni życzę zaglądającym tu wiernym Czytelnikom.

wtorek, 9 lipca 2019

Między oczekiwaniem a spełnieniem.

Żniwa, jeśli są udane, można nazwać spełnieniem oczekiwania.
Ale wróćmy do poprzedniego wpisu, który wywołał wiele refleksji nad czekaniem i oczekiwaniem. 
To niezwykłe doznanie czytać Wasze odczucia i przemyślenia- wszystkie są dla mnie cenne.
Po wnikliwej analizie komentarzy, nagrodą niespodzianką chcę wyróżnić Ewunię J.
Oczekiwanie na nowe życie- tak- dla mnie to najpiękniejsze oczekiwanie. Miałam to szczęście dwukrotnie, a po latach, jako babcia, czterokrotnie- oczekiwać na narodziny Dzieciątka.
Jeśli doliczyć do tej gromadki, dzieci bliskich memu sercu osób spoza najbliższej rodziny, to tych pięknych oczekiwań było więcej. I stąd pomysł na tytuł dzisiejszego posta, który nawiązuje do spełnienia.
Lipiec kojarzy mi się od lat nieodmiennie ze żniwami. Teraz też się zaczęły, ale gospodarze twierdzą, że kłosy puste- to na pewno nie był dobry rok dla rolników. Każdego ranka spaceruję z kolejnym Wnukiem wśród pól i wdycham zapach, chłonę piękno złocistych zbóż. Za kilka dni już ich nie będzie, pozostaną ścierniska, a jeszcze później, zaorane zagony.
Ale jeszcze teraz spoglądam z wdzięcznością ( no to kolejny post będzie o wdzięczności) na bogactwo barw i kształtów niewielkich poletek poprzecinanych trawiastymi miedzami, na których panoszą się liczne zioła rosnące na pożytek ludziom.
Nawet piaszczyste dróżki, po których tak ciężko pcha się dziecięcy wózek, są dla mnie pomostem między "dawnymi, a nowymi laty".
Są już ścierniska, pojawiają się owoce jeżyny, a jarzębina zaczyna nabierać koloru.
Cóż tu więcej mówić, lipiec się spełnia, koncertują koniki polne, więc zapraszam Was na wędrówkę po polach złotem malowanych...
Maleńki Kubuś poznaje świat pól i polską wieś.
Spełnienia oczekiwań Wam życzę...a może zechcecie znów napisać o tym jak spełnia się zwyczajne szczęście?

poniedziałek, 1 lipca 2019

Między czekaniem a oczekiwaniem...

Czerwiec ma to do siebie, że nie nadążamy za kwiatami. Kwitną mimo upałów, to ich czas, nie czekają, aż my będziemy mieć wolną chwilę, by je podziwiać.
Czekamy na kolejne kwiaty, czekamy kiedy znikną komary, czekamy aż odezwą się świerszcze, czekamy...
Ciągle na coś czekamy...
Czekamy z obawą, czekamy z nadzieją, czekamy z drżeniem serca...
No właśnie: na co czekamy, a czego oczekujemy?
Czy zastanawialiście się kiedyś, jaka jest różnica między czekaniem, a oczekiwaniem?
Naszym rozważaniom niech pomogą królewskie róże, bo one właśnie kojarzą mi się z oczekiwaniem.
Bo oczekiwanie jest przyjemniejsze niż czekanie.
W oczekiwaniu ukrywa się nasze pragnienie, łączy się ono z czymś przyjemnym, czego chcielibyśmy doświadczyć.
Z czekaniem może być inaczej. Niekoniecznie to, co ma nastąpić, będzie dobre i przyjemne.
Mam nadzieję, że wywołam dyskusję i że będą Osoby, które zechcą się podzielić wspomnieniem jakiegoś ważnego dla nich OCZEKIWANIA.
A ja proponuję wiersz, który kiedyś napisałam w oczekiwaniu...
                                   Oczekiwanie
W moim oczekiwaniu
jest drżenie warg
cicho proszących o ciepłe słowo
bez względu na porę roku
jest tęsknota
za pięknem głęboko skrywanym
w sercu drugiej osoby
takim co nie zna
smaku próżności ni cienia pychy
jest pokora
co zgina czoło niepotrzebnie podniesione
jest też ufność
że słowa znów wypowiedziane
spadły z błękitu
spowijającego proste zawierzenie
i są łzy radości
że istnieje niewidzialna nić
której wymiar
pokonuje wszystkie odległości świata
i po której okruszyny dobra
płyną czasami pod niebiosa
wtedy gdy serca zbyt zajęte
nie słyszą wołania
moje oczekiwanie
jest tajemnicą
pilnie strzeżoną przed światem
który nie chce zrozumieć
że miłość może być przejrzysta.

Oczekiwanie jest jak te nasze róże, nasze, a dokładniej mojego Męża, bo to on dba o nie z troskliwością dobrego ogrodnika.
Czekanie nie zawsze bywa piękne.
Bywa, iż wiemy, że przyniesie ból i smutek, ale nie można uciec przed czekaniem na nieuniknione...
Trudno pisać, że czekamy na koniec spektaklu kwitnących róż, ale wiadomą jest rzeczą, że powoli dobiega ono końca.
Będziemy znów czekać na jesienne kwitnienie i na to kolejne, czerwcowe...
człowiek zawsze ma nadzieję i wierzy, że jeszcze wiele kwitnących różanych sezonów przed nim.
Czekam na Wasze ciekawe spostrzeżenia.

czwartek, 27 czerwca 2019

Ma być z ziół i roślin leczniczych.

Najpierw zbiera się zioła...
Wczesnym rankiem, w czwartek oktawy Bożego Ciała.
Zbieranie ziół jest kolejną okazją do podziwiania pól i łąk czerwcowych.
 (Gdyby się jeszcze jakoś pozbyć alergii i przestać kichać setki razy dziennie...)
Potem trzeba upleść wianek.
Ma być prawdziwy, z ziół i roślin leczniczych, z dużym dodatkiem dzikiej pietruszki- tak mawiała moja kochana Babcia Józia, która do wieczności odeszła 25 lat temu, a ja ją widzę nadal siedzącą na zydelku i plotącą wianek, duży, z pietruszki i ziół.
Taki wianek, poświęcony w ostatnim dniu procesji ( kiedyś był to dzień ostatni, a od pewnego czasu procesje idą również w dzień następny, w piątek, który jest świętem Najświętszego Serca Jezusowego), zawiesza się na ścianie domu, by, jak mówi tradycja, chronił od chorób i nieszczęść.
Ponieważ jest wykonany z ziół, w dawnych czasach w przypadku choroby bydła, gospodyni gotowała z niego wywar i podawała zwierzęciu do wypicia.
Wiadomo, że suszone zioła są dobrym lekarstwem na wiele schorzeń.
I ja każdego roku święcę wianek, choć zwierząt gospodarskich nie mam, ale wianek zgodnie z obyczajem przodków wisi na zewnątrz domu do czasu poświęcenia kolejnego wianka.

Dzierlatką nie jestem, ale odrobina fantazji podczas pracy nie zaszkodzi:-)
Serdecznie pozdrawiam z upalnej Małopolski.