Przypomniała mi się dziś ta piękna książka A. Świrszczyńskiej, a właściwie historia Polski wierszem pisana.
" Opowieści dawnej treści".
Muszę odszukać mój zacny egzemplarz z bardzo dawnych lat, bo warto.
Tymczasem chłodne poranki, które wiodą mnie w pierwszym tygodniu listopada na cmentarz przypomniały mi o pewnym, ciepłym przyodziewku.
I tu się zaczyna moja listopadowa opowieść.
Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku, a zwłaszcza ich początek, świeciły sklepowymi pustkami.
Z trudem zdobywało się najpotrzebniejsze rzeczy, a kiedy sytuacja z zaopatrzeniem się poprawiła, kobiece marzenia o fajnych ciuchach tłumiła " niezasobność" portfela.
Moja Mama całe zawodowe życie spędziła za sklepową ladą i choć nie pracowała w sklepie bławatnym, ale w Wiejskim Domu Towarowym, była ekspertem od tkanin.
Pewnej nocy, podczas burzowej ulewy, stary dach " gs-owskiego " budynku mocno przepuścił opady i część tkanin została zalana.
W takiej sytuacji zarząd nakazywał " przecenę", żeby ktoś to jednak wykupił. I cała bela szarego " filcowego" materiału poszła w świat za grosze.
Mama zachęciła mnie, abym skorzystała z tej okazji i tak oto kupiłam stosowną ilość na kurtkę i spódnicę.
Zaprojektowałam ów strój i poprosiłam P. Stasię, wiejską krawcową z wioski, w której pracowałam, o jego uszycie.
Żeby ożywić całość wymyśliłam bordową lamówkę bo miałam torebkę w tym kolorze.
Spódnicy już nie ma, ale kurtka ( tak ja nazwałam) mimo prawie czterdziestu lat ma się dobrze:-)
Nie ma już wśród żywych ani mojej Mamy, ani P. Stasi, ani wielu z tych, którym ten przyodziewek podobał się w tamtych siermiężnych czasach.
Ale jest okazja by w pierwszym tygodniu listopada wspomnieć ludzi, którzy poprzez swoje usługi, bądź pomoc wpisali się na trwałe w naszą pamięć. Co niniejszym czynię na blogu, ale również w sferze modlitewnej.
Od kilku lat pierwszy tydzień listopada przyciąga nas piękną słoneczną pogodą i warstwami szeleszczących pod stopami liści.
Kocham ten czas, gdy wszystko wokół jest " takie malarskie", mimo bardzo chłodnych poranków.
A ta biała róża właśnie zakwitła dla mojej Stefci Łąckiej, której proces beatyfikacyjny rozpoczął się już na etapie rzymskim, a która zmarła w wyniku obozowych przeżyć 79 lat temu, dokładnie 7 listopada...Przeżyła niespełna 33 lata, ale w swym krótkim życiu dokonała tak wielu heroicznych czynów, że powszechnie nazywano ją Aniołem Dobroci.
Kończę listopadowy post z pomysłem na kolejny, na który serdecznie zapraszam i dziękuję Wszystkim, którzy mnie wiernie odwiedzają...do następnego spotkania...
I jak się okazuje, Pan Kajetan do Krakowa spod Tarnowa przyjechał, to niemalże mój sąsiad:-))))
















Piękne zdjęcia. Przyznam szczerze, że na groby chodzę tylko raz w roku.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do obejrzenia mojego nowego obrazu :)
Z przyjemnością zobaczę.
UsuńKurtka jest przepiękna, wspaniała :)
OdpowiedzUsuńPrzetrzymała niejedną stylizację:-)
UsuńCudowne zdjęcia:-)
OdpowiedzUsuńPięknie łączysz osobiste wspomnienia z historią i pięknem listopadowych chwil.
Pozdrawiam serdecznie.
Z każdym rokiem tych wspomnień przybywa.
UsuńBasiu taką kurtkę i dzisiaj bym nosiła, piękna jest.Bylam dzisiaj na cmentarzu i wór liści zebrałam, chryzantemy pięknie kwitną na grobach.Twoje chryzantemy też piękne,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJeszcze ją czasem zakładam
UsuńListopad w tym roku zaczął się zachęcająco. Podczas takiej pogody i szeleszczących liści spacer cmentarnymi alejkami niesie nie tylko zadumę ale też nadzieję.
OdpowiedzUsuńPrawdziwe słowa...
UsuńZnam tą książeczkę.
OdpowiedzUsuńTak listopad jest w tym roku rzeczywiście pogodny, kolorowy. Zatrzymaj się zatem czasem i rozejrzyj dookoła
Pozdrawiam serdecznie
Witaj w klubie:-)
UsuńMoja ciocia siostra babci też była krawcową i to dość utalentowaną. Zawsze szyła mi i mojej siostrze piękne sukienki. Sukienka do komuni też była jej autorstwa. Pisała także piękne wiersze i malowała. Moja babcia zawsze czuła się na całego zaopiekowana przez najstarszą siostrę. Ile razy jestem na cmentarzu zawsze odwiedzam grób cioci Ireny która leży z moją prababcią Kasią. Obie były wspaniałe kobiety, miały tysiąc talentów. Szkoda że prababci nigdy nie poznałam. Mama mówiła, że mam imię po prababci, bo była silna, zaradna i odważna.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam najserdeczniej Basiu
Takie wspomnienia Kasiu są niezwykle cenne, dają nam siłę w codziennych zmaganiach.
UsuńA dzisiaj ubrania zazwyczaj po niedługiej chwili nadają się co najwyżej do wyrzucenia. Jakością przeszłe czasy stały, obecnie królują ilość z bylejakością...
OdpowiedzUsuńTaka prawda.
UsuńWhat a lovely way to close your post! 🌟 I love how you invite readers to join you for the next one — it feels warm, personal, and appreciative. Looking forward to your next update already! 💛✨
OdpowiedzUsuńnanajee.com
For flights and hotel search
Thank you very much for visiting
UsuńPiękna kurteczka. Ponadczasowa. Basiu pewnie mamy podobny gust, bo moja krawcowa, która mieszkała nieopodal uszyła mi płaszcz z takim samym kołnierzem. Sama go zaprojektowałam, a Ona pięknie uszyła mój płaszcz. Służył mi bardzo, bardzo długo. Szkoda, że nie ma u nas teraz tak utalentowanych pań. Często Ją wspominam. Nie lubię sieciówek, a klasyka zawsze się obroni. Zdjęcia jesieni przepiękne. Pozdrawiam serdecznie i życzę wspaniałego listopada:):):)
OdpowiedzUsuńTo były złote rączki Pań Krawcowych.
UsuńBasiu jak zawsze przepiękne są Twoje wspomnienia. Kurteczka prześliczna. Trudno uwierzyć, że ma tyle lat. Pierwsze dni listopada były wyjątkowe i warto je było utrwalić na zdjęciach.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Potwierdza tezę o wytrwałości starych pokoleń:-)
UsuńTeraz kurtki i inne ubrania nie są takie jak kiedyś 🙂 kurtka bardzo ładna i na pewno jeszcze Ci trochę posłuży 😊
OdpowiedzUsuńJesień zachwyca kolorami, co pokazałaś na zdjęciach 🙂
Serdecznie pozdrawiam.
Zakładam ją jeszcze i dobrze służy.
UsuńUrocza kurtka. Ale miałaś babcię anioła, wspaniale...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie, oczywiście, Basiu ♥️
Dziękuję
UsuńBasiu, miłe i wzruszające są wspomnienia, którymi się z nami podzieliłaś. To wielka wartość ludzkich relacji i nawiązanych więzi, jak zapadają nam w pamięci Ci, którzy już odeszli oraz nasza wola, by pamięć o nich pielęgnować...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam najserdeczniej życząc wiele dobra na kolejne, listopadowe dni.
Anita
Bardzo dziękuję Anitko za te piękne słowa.
Usuńhehe "bym nie ufał byle komu" Na szczęście ufam Ci Basieńko i poznaję w Tobie nie byle kogo :-). U nas dziś w Warszawie cieplutko i słonecznie, aż kawkę wypiłam na powietrzu. Zazdroszczę osobistego krawca. To też nie byle jaki fart. Pozdrawiam serdecznie. Wrócę i ja niebawem do weselszych historii. Uściski :-)
OdpowiedzUsuńCieszę się Marzenko z Twoich odwiedzin.
Usuń