niedziela, 12 kwietnia 2020

Dar Wielkiej Niedzieli

Trudne czasy mają swoją wymowę, bo za ich przyczyną otrzymałam dziś wielki dar.
Wcale nie myślę tu o dwóch kolejnych amarylkach, które zakwitły dokładnie na Wielką Niedzielę ( choć nimi też się cieszę) ale o możliwości uczestnictwa we Mszy św. w naszym kościele.
Nie było mi to dane przez cztery kolejne niedziele z racji panujących zakazów.
Nigdy wcześniej, w moim życiu nie było aż tak długich przerw w niedzielnych nabożeństwach. Wychowana w duchu szczerej, prostej pobożności tęsknię za żywą obecnością w świątyni, a internetowe przekazy, z których oczywiście, korzystam, nie są w stanie zastąpić pełnego uczestnictwa. I znów z pomocą przyszła Mama, która odeszła do Domu Ojca pięć lat temu, właśnie w Wielką Niedzielę.
W naszym kościele panują jasno określone zasady, według których w nabożeństwie uczestniczy pięć osób zamawiających intencje na dany dzień.
Dziś była to intencja za moich zmarłych Rodziców i dlatego przeżyłam tę obecność tak bardzo mocno.
Każdego roku, w Wielkanoc, przed tym kościołem było gwarno, kolorowo i radośnie.
Przypadkowi znajomi składali sobie życzenia wesołych świąt, zamieniali życzliwe słowa, uśmiechali się do siebie. Dziś było pusto.
Tylko my oboje z mężem, nasi dwaj synowie i mój brat, w ogromnym kościele, który pomieściłby setki wiernych. Przejmujące Alleluja, Chrystus Zmartwychwstał, radosne pieśni wielkanocne i świadomość, że Bóg jest tak blisko.
Tę godzinę poświęciłam w większości na dziękczynienie za otrzymany DAR, ten i inne...
W takich chwilach dojrzewa się duchowo.
Zanosząc prośby za moich Bliskich, pamiętałam również o blogowych Przyjaciołach, którzy potrzebują wsparcia i modlitwy.
Byłam dziś waszym pośrednikiem.
Nie wiem, kiedy znów będą mogła pochylić głowę przed Ofiarą Chleba i Wina, ale wiem, że otrzymałam dziś najwspanialszy prezent i tą radością chcę się podzielić z Wami.

Liczne zakazy nie pozwalają na podróże i spacery, dlatego ja Was zapraszam na wirtualny spacer w pobliżu naszego domostwa, właśnie zakwitły tarniny i dzikie grusze, dając bajeczny widok, którym mogę się zachwycać nawet z balkonu naszego domu.

Dla Was również jeden z moich wierszy wraz z serdecznościami wysłanymi w Waszym kierunku i karteczką, która nie doczekała się wysłania...







Świt
odwalony kamień
pusty grób
biel płócien
jasność poranka
czyste serce
drzwi otwarte na oścież
radość
życie wciąż nowe
miłość ta sama
zwyczajna i niezwykła
teraz trzeba
pójść do Emaus
czy
spotkam Chrystusa
tyle dróg i zakrętów
na rozdrożach
ludzie
stawiają krzyż …
miłość
dlatego
że grób pusty.

piątek, 10 kwietnia 2020

"Dlaczego krzyż uśmiech rana głęboka Widzisz to takie proste kiedy się kocha"

Poezja ks. Jana Twardowskiefo fascynuje mnie niezmiennie.
I tak bardzo pasuje mi do Wielkiego Piątku 2020.
Dlaczego krzyż
uśmiech
rana głęboka
Widzisz
to takie proste
kiedy się kocha...
Wszyscy czekamy na szczęśliwe zakończenie tej nierównej walki, ale od krzyża nie da się uciec, trzeba go przyjąć i nie ma innej możliwości.
Inaczej planowaliśmy, inaczej oczekiwaliśmy, a wszystko jest inaczej...
Czy współczesny człowiek potrafi z tej bardzo trudnej lekcji wyciągnąć odpowiednie wnioski?
Obawiam się, że tylko nielicznym będzie to dane, a ci, którzy mają największy wpływ na bieg ziemskiego bytowania nadal będą chcieli " stać się bogami"- złudne pragnienie...
Nie będzie adoracji Pana Jezusa w Ciemnicy, nie będzie tradycyjnego Adorowania Krzyża i radości Rezurekcyjnej Procesji.
Wszystkie te przeżycia możemy czynić w naszych domach, a przede wszystkim w sercach, jeśli tylko będą otwarte...
Jak każe odwieczny zwyczaj, krzyże i figury przydrożne zostały udekorowane przed Wielkim Piątkiem.
I naszego wioskowego Chrystusa odzialiśmy w wiosenne otoczenie...
A Pan Zmartwychwstanie w Niedzielny Poranek dając nam kolejną szansę i wieczną nadzieję.










Życzę Wam pociechy
płynącej z Otwartego Grobu Chrystusa na ten trudny, niepewny czas, zdrowia i mocnej wiary, która jest zdolna " góry przenosić".

niedziela, 5 kwietnia 2020

Mój Syn zadał mi pytanie...

Pytanie Syna dotyczyło posta o jego Babci, a mojej Mamie, która zmarła 5 lat temu, dokładnie w Wielką Niedzielę, która wówczas przypadła na dzień 5 kwietnia. Dziś też piękne święto- Niedziela Palmowa. Mam cały czas przeświadczenie, że Mama wymodliła sobie taki wyjątkowy dzień przejścia do Domu Ojca- Zmartwychwstanie, które wierzących napełnia nadzieją na szczęśliwość wieczną. Pytanie Syna, czy zamierzam napisać posta wspomnieniowego, bardzo mnie wzruszyło...
Czy moje Wnuki będą kiedyś odczuwać taką wdzięczną pamięć o swoich zakochanych w nich, dziadkach?
Na zdjęciu poniżej moja Mama Marysia z nieżyjącą również koleżanką, też Marysią, prawdopodobnie wybierają się na wesele i dlatego w ich rękach bukiet dla panny młodej.
Być może, to rok 1950, Mama jest dwudziestoletnią Panienką, ekspedientką miejscowego sklepu z pożegnanymi już marzeniami na dalsze kształcenie z powodu biedy panującej w Jej rodzinnym domu. Mama kochała się uczyć, była zawsze przygotowana do lekcji, uwielbiała rachunki ( matematykę) i marzyła by zostać nauczycielką. Najpotrzebniejsze przybory szkolne dostawała od koleżanki z klasy, której pomagała w nauce, a której rodzice prowadzili niewielki sklepik. To była namiastka korepetycji wymuszona ubóstwem i ogromną chęcią zdobywania wiedzy. Gdyby współczesne dzieci zobaczyły obrazek małej Marysi pasącej krowy na służbie u bogatych gospodarzy z zeszytem i książką w ręce, nie uwierzyłyby w jego prawdziwość.
Mama nie została nauczycielką...lata wojenne i powojenne były bardzo trudne, zwłaszcza gdy mieszkało się z dala od świata, w maleńkiej wiosce pozbawionej wszystkich dóbr rozwijającej się cywilizacji.
Ukojenie  i radość odnajdywała przez te wszystkie trudne czasy w gorliwym życiu religijnym.
Pamiętam Wielkie Soboty z dzieciństwa, kiedy wybierała się rowerem do odległego kościoła by uczestniczyć w pięknych obrzędach tego dnia.
Trwały one długo, ale gdy tylko Mama pojawiała się na moście w drodze powrotnej, dla nas był to znak, że zgodnie z tradycją można już przestać pościć i zjeść kiełbasę i jajka, uszczknąć coś ze święconki, bo po liturgii Wielkiej Soboty zaczynało się świętować.
Druga radością Mamy były kwiaty. Swój ogródek pielęgnowała dorywczo, przed pójściem do pracy w sklepie, po wieczornym powrocie z pracy w gospodarstwie, które prowadzili razem z Tatą, by nam, dzieciom zapewnić podstawowe potrzeby. Wstyd mi za mój zaniedbany często ogródek, u Mamy nigdy nie było żadnego chwastu. Wśród ulubionych kwiatów doniczkowych były amarylki.
Mama cieszyła się z każdego kwiatowego prezentu, a ja dziś hoduję amarylki tylko z tego powodu.
Między amarylis a hipeastrum jest wiele różnic, ale dla mojej Mamy wszystkie były amarylkami i ja dziś się tego trzymam.
Pierwsza z nich już zakwitła, dwie następne, mam nadzieję, zakwitną na Wielkanoc, dla Mamy...
Jest coś niezwykłego w tym budzeniu się zasuszonej cebulki, w wyczekiwaniu na pojawienie się pąka, na kwiat, na jego piękno, a potem na jego obumieranie, by za rok znów się pojawić...
Kiedy amarylka nacieszyła moje oczy, zaniosłam ją do starego domku, tego, w którym wychowała się moja Mama, potem ja, do okienka, przez które wyglądała moja Babcia machając mi na pożegnanie gdy wychodziłam z domu.
Czy spełniłam Twoje oczekiwania mój Synu?
A skoro Niedziela Palmowa zwana Niedzielą Męki Pańskiej przypadła na tak trudne czasy trzeba nam podtrzymać to, co zostało niegdyś zasiane w naszych sercach.


Święto Niedzieli Palmowej, zwanej też w dawnej Polsce Niedzielą Kwietną, zostało ustanowione na pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Opis takiej uroczystej Niedzieli Palmowej, która miała miejsce w IV w. zawdzięczamy pątniczce Egerii.
Ta niedziela rozpoczyna Wielki Tydzień i wprowadza wiernych w zbawcze misterium Chrystusa.
Stary obyczaj nakazywał niegdyś kapłanowi idącemu na czele procesji trzykrotnie pukać do zamkniętych drzwi kościoła, co miało uświadomić wiernym iż męka i śmierć Pana Jezusa na krzyżu otworzyła ludziom bramy nieba.
W tym roku dzieci nie pójdą do kościoła z kolorowymi palmami, ale najważniejszą częścią liturgii takiej niedzieli jest wysłuchanie szczegółowego opisu Męki Pańskiej, w tym roku wg Ewangelii św. Mateusza.
Mimo tej trudnej sytuacji myślę o świętach w kontekście silnej wiary mojej Mamy i Babci, którym przyszło przeżyć niejeden trudny czas.
A więc grzybki się pieką:-)




Musimy wierzyć, że te trudne czasy miną jak zły sen.

Głębokiego przeżycia nadchodzącego czasu Wam życzę, a nade wszystko zdrowia.

niedziela, 29 marca 2020

Wielkopostne barwy w ogrodzie.

Pierwsza część Wielkiego Postu kończy się Niedzielą Męki Pańskiej zwaną Czarną Niedzielą.
V niedziela Wielkiego Postu była w wyobrażeniach ludu polskiego dniem walki zimy z wiosną, walki na śmierć i życie.
Stąd inna nazwa tego dnia – Śmiertelna Niedziela.
W tym roku tylko przez środki masowego przekazu możemy zobaczyć krzyże zasłonięte fioletowym płótnem aż do Wielkiego Piątku.
Fioletowe przesłony odwracają nasz wzrok od okrutnych cierpień Chrystusa każąc nam sięgać w istotę ofiary Jezusa i daru, jaki przez Jego śmierć i zmartwychwstanie, otrzymaliśmy.
Przydomowy lasek na tę niedzielę, jakże inną od minionych czarnych niedziel z lat ubiegłych, pokrył się kobiercami fiołków wygrzebujących swoje główki spod dębowych, zeschniętych liści.
Fiołki mają ten sam kolor co zasłony skrywające cierpienie Chrystusa przed naszymi oczyma.
W ten sam kolor ubrał się pierwszy ogrodowy hiacynt.

Druga część Wielkiego Postu czyli Czas Męki obejmuje dwa ostatnie tygodnie przed Wielkanocą.
Sięgnęłam po " Rok polski", Zofii Kossak, który jest skarbnicą polskich zwyczajów i tradycji.
Zaczytuję się tym, co do powiedzenia miała nasza znakomita, w pewnym sensie, również zapomniana, Pisarka.
Zapomniane nazwy, zapomniane obyczaje, zapomniane piękne karty naszej tradycji.
Dla przypomnienia napiszę dziś nazwy każdej z niedziel Wielkiego Postu, i tak, w kolejności od I do VI nazwały się one: Wstępna, Sucha, Głucha, Śródpostna, Czarna, Palmowa.
Niedzielę Palmową i Wielkanoc będziemy świętować zupełnie inaczej, nie z własnej woli.
W tym roku nie wysyłam żadnych kartek tradycyjną drogą. Muszą wystarczyć życzenia elektroniczne, nie chcę dodawać pracy listonoszom w tym ciężkim okresie, oni też mają swoje rodziny i nie powinni się narażać. Myślę, że wielu z nas myśli podobnie.
Pozostając w tym trudnym czasie, pełnym lęku i niepewności zamieszczam wiersz, niech on wzmocni naszą nadzieję.
      Pieśń nadziei
Rozpięty między niebem
i łanem pól
poczerniały od wichrów i burz
spoglądasz w dal cierpliwie
wiejską drogą
idzie człowiek Twoja tęsknota.
już serce bije niepokojem
już podnosisz zmęczony wzrok
jest tak blisko
na wyciągnięcie przybitej dłoni
odszedł
sam
kamienistą drogą
gwoździe znów kaleczą
święty krzyż
tylko skowronek
śpiewa pieśń nadziei.


Nadzieję naszą chce wzmocnić nieśmiała jeszcze wiosna, która przyobleka się w radosne barwy.
A ja Wam wszystkim życzę zdrowia i nadziei na szczęśliwe wyjście z tej bardzo trudnej sytuacji...
Ten czas pozwala nam wejść w siebie i zobaczyć za Kim i za czym tęsknimy i co wypełnia nasze serca...

wtorek, 24 marca 2020

Marcowe rozważania o życiu.


Każdy z nas pragnie wiosny i spokoju.
Uczymy się wiele w tych trudnych czasach, lekcja jest wyjątkowa.
Nikt nie zna finału i nic nie można zaplanować.
A wiosna powoli odkrywa swoje piękno.
Aktualny czas to czas kwitnienia fiołków.
Taki fiołkowy obraz powędrował do Małgosi https://sutaszgochy-artsmak.blogspot.com/
niech czyni wiosnę w Jej Domu.



















Fiołki też w tym roku są skromniejsze niż w ubiegłym, ale trzeba się cieszyć każdą kępką, póki mamy taką możliwość.
Zawsze trzeba się przygotować na niespodzianki: w zimie nie było u nas śniegu, ale wiosną- jest.
Zmarznięta ziemia tuli do siebie fiołki przemawiając w swoim pradawnym języku.
I ja zamieszczam wiersz, który nawiązuje do rytmu pokoleń wpisanych w pory roku.

Na drabinie pokoleń
Tu każdy ma swoje miejsce
babcia Józia była od historii
tej pradawnej
i tej okrutnej wojennej
mama była od wiary
od świąt, modlitwy i nowenny
ojciec był od ojczyzny
tej zaklętej w stokrotkach i cygankach
i tej w śpiewie skowronka
potem byłam ja
od miłości do moich synów
oni byli od zwyczajnych radości
a od słońca, gwiazd i błękitów
są teraz moje wnuki
ich maleńkie serca
są od okruszków szczęścia
………………………………
tu na drabinie pokoleń
wrosłej w polską ziemię
każdy ma swoje miejsce…

Od lat skrupulatnie poszukuję moich cyganek z najpiękniejszych wspomnień- i oto są, to znak, że wszystko wróci do normy.
Stokrotki też towarzyszą nam niezmiennie...
Moje Wnuki z zainteresowaniem szukają biedronek, które już rozpoczęły swoją aktywność.
Jakie to ciekawe- dwie małe biedroneczki...
A w cyklu pamiątek znajdują swe miejsce książki, te ukochane z mojego dzieciństwa.
Najstarsza z nich- "Królewna Czarodziejka" była wydana w 1965 r i otrzymałam ją w prezencie od Rodziców jako czterolatka stawiająca " pierwsze kroki" w samodzielnym czytaniu.
To dowód na to, że gdy człowiek czegoś bardzo pragnie, jest w stanie pokonać wiele trudów, by osiągnąć wymarzony cel.
Najbardziej zapadła mi w serce baśń J.I. Kraszewskiego " O królewnie Czarodziejce", która nawet za pomocą czarów nie potrafiła się ukryć przed Królewiczem i jego prawdziwą miłością...
Moja radość jest wielka, bowiem Wnuki wykazują zainteresowanie książkami i mam nadzieję, że będą kiedyś czytać z przyjemnością.
Wam wszystkim życzę dużo zdrowia, sił  i nadziei na nadchodzący czas...