sobota, 25 kwietnia 2020

O poranku zaglądam do raju.

Mały, przydomowy lasek, pomieszany z sadem, siedlisko naszych dwóch piesków i niezliczonej ilości ptaków, o poranku przywołuje najpiękniejsze myśli.
 Tuż po przebudzeniu, jeszcze przed poranną kawą, kieruję tam swe kroki.
Bez wątpienia, najpiękniej jest tam w czasie kwitnienia jabłoni. Niektóre to staruszki, inne prawdziwie młode panny, a wszystkie zasadzone na przestrzeni ponad trzydziestu lat przez mojego Męża. Rosną bez ludzkiej ingerencji, tak, jak dawniej, a dostęp do nich mają tylko pszczoły i inne latające owady. Z jabłek można korzystać tylko w sezonie, bo nieskalane chemią są znakomitym pożywieniem również dla leśnych, nieproszonych gości. Skoro zjada je robak, muszą być zdrowe.
 Stwierdzam, że piękno kwitnących jabłoni przewyższa piękno osławionych, różnych  krzewów.
Inne drzewka też znajdują tam swoje miejsce.
 Stara, sprawdzona odmiana, antonówka, przoduje pod względem wielkości kwiatu.
Najcudniejszy spektakl daje wczesna jabłoń, której nazwy nie znam, pokrywająca trawnik niezliczoną ilością miękkich, niedużych owoców, które w ciszy lata spadają ze znajomym odgłosem na ziemię. Ona to zaczyna kwitnienie od mocnego różu, prawie fuksji, by potem stopniowo rozjaśniać barwy aż do czystej bieli. W ubiegłym roku, podczas silnej burzy, straciła ogromny konar, ale i tak prezentuje się dumnie. Zasłużyła na wiersz...
Wzrastałaś razem z naszymi
smutkami i radościami
znasz smak goryczy i słodycz szczęścia
trwasz dzielnie na posterunku
gdy słoty, wichry, zawieje i słońce
zawsze wierna i niezmienna
w wędrówce ku niebu
przypominasz o powinnościach
jakie każdy z nas nosi w sercu
ty też masz serce
bo bez niego nie byłabyś tak piękna.





niedziela, 19 kwietnia 2020

W kwietniu kwitną grusze...

W cieniu twoich wspomnień
chronię się od kilku lat
zawsze kochałam kwitnące grusze
a ty weszłaś w moje życie
jak żadna inna- na trwałe
pochyliłam głowę przed twą mądrością
ileż to lat śpiewasz wraz z wiatrem
czyste psalmy płynące do nieba
powiadają, że dwieście lat
stoisz na straży wierności Bogu
i nadal rodzisz owoce czasów
znów obsypałaś się kwieciem bezmiernym
i odbijasz błękitne niebo
w czystości białych płatków
przychodzę do ciebie każdego miesiąca
a osobliwie w kwietniu
by z twojego piękna czerpać garściami
by uwierzyć w nieśmiertelność...

Grusza rosnąca w pobliżu domu bł. Karoliny Kózkówny liczy sobie ok. 200 lat. W jej cieniu kilkunastoletnia Karolinka uczyła wiejskie dzieci prawd wiary, opiekowała się maluchami gdy ich rodzice byli zajęci licznymi pracami polowymi, głosiła Dobrą Nowinę poprzez odpowiednio dobrane zabawy, opowiastki, a nade wszystko, przez osobisty przykład. Żyła krótko, bo zginęła w wieku 16 lat śmiercią męczeńską z rąk rosyjskiego żołdaka, który w listopadzie 1914 roku zapragnął zabawić się polską dziewczyną.
Ale wielkość życia nie mierzy się długością jego trwania...
Grusza, potężnej wysokości, o ogromnym pniu, zupełnie pustym w środku obsypuje się każdego roku, w kwietniu, niesamowitą liczbą kwiatów.
Trudno to sobie wyobrazić, w jaki sposób odżywia całość mając w dolnych partiach do dyspozycji tylko obrąbek pnia, prawie samą korę.
Od kilkunastu lat, każdego 18 dnia miesiąca jest światkiem niezliczonej liczby pielgrzymów przemierzających szlak męczeństwa bł. Karoliny.
W sobotę, 18 kwietnia z powodu rządowego zakazu wstępu do lasu, Droga Krzyżowa, pierwszy raz w historii, odbyła się wokół kościoła, a grusza pozostała samotna w oczekiwaniu na inne, lepsze czasy. Odwiedziliśmy ją z mężem, jej widok musi zachwycić każdego... piękno, majestat, biel kwiatków i tysiące pszczół pracujących wytrwale w kwietniowym słońcu.
To są widoki, których nigdy się nie zapomina...tak się cieszę, że miałam możliwość zobaczenia kolejny raz tego cudu...
W moim "ogrodolesie" też kwitnie dzika grusza i inne drzewa i krzewy.
Kwiecień bywa bardzo malowniczy, szkoda, że taki spektakl trwa zbyt krótko.
 Sami zobaczcie.
A teraz czas na obiecany " Józków sad", którego znacie z licznych moich opowieści.
Niezmiennie piękny i tajemniczy, to miejsce, gdzie można marzyć, podziwiać i cieszyć się życiem.
Niedziela Bożego Miłosierdzia z bezmiarem łask przystroiła się w najpiękniejsze barwy, żal by było nie skorzystać...serdecznie pozdrawiam i do następnego napisania.
 



niedziela, 12 kwietnia 2020

Dar Wielkiej Niedzieli

Trudne czasy mają swoją wymowę, bo za ich przyczyną otrzymałam dziś wielki dar.
Wcale nie myślę tu o dwóch kolejnych amarylkach, które zakwitły dokładnie na Wielką Niedzielę ( choć nimi też się cieszę) ale o możliwości uczestnictwa we Mszy św. w naszym kościele.
Nie było mi to dane przez cztery kolejne niedziele z racji panujących zakazów.
Nigdy wcześniej, w moim życiu nie było aż tak długich przerw w niedzielnych nabożeństwach. Wychowana w duchu szczerej, prostej pobożności tęsknię za żywą obecnością w świątyni, a internetowe przekazy, z których oczywiście, korzystam, nie są w stanie zastąpić pełnego uczestnictwa. I znów z pomocą przyszła Mama, która odeszła do Domu Ojca pięć lat temu, właśnie w Wielką Niedzielę.
W naszym kościele panują jasno określone zasady, według których w nabożeństwie uczestniczy pięć osób zamawiających intencje na dany dzień.
Dziś była to intencja za moich zmarłych Rodziców i dlatego przeżyłam tę obecność tak bardzo mocno.
Każdego roku, w Wielkanoc, przed tym kościołem było gwarno, kolorowo i radośnie.
Przypadkowi znajomi składali sobie życzenia wesołych świąt, zamieniali życzliwe słowa, uśmiechali się do siebie. Dziś było pusto.
Tylko my oboje z mężem, nasi dwaj synowie i mój brat, w ogromnym kościele, który pomieściłby setki wiernych. Przejmujące Alleluja, Chrystus Zmartwychwstał, radosne pieśni wielkanocne i świadomość, że Bóg jest tak blisko.
Tę godzinę poświęciłam w większości na dziękczynienie za otrzymany DAR, ten i inne...
W takich chwilach dojrzewa się duchowo.
Zanosząc prośby za moich Bliskich, pamiętałam również o blogowych Przyjaciołach, którzy potrzebują wsparcia i modlitwy.
Byłam dziś waszym pośrednikiem.
Nie wiem, kiedy znów będą mogła pochylić głowę przed Ofiarą Chleba i Wina, ale wiem, że otrzymałam dziś najwspanialszy prezent i tą radością chcę się podzielić z Wami.

Liczne zakazy nie pozwalają na podróże i spacery, dlatego ja Was zapraszam na wirtualny spacer w pobliżu naszego domostwa, właśnie zakwitły tarniny i dzikie grusze, dając bajeczny widok, którym mogę się zachwycać nawet z balkonu naszego domu.

Dla Was również jeden z moich wierszy wraz z serdecznościami wysłanymi w Waszym kierunku i karteczką, która nie doczekała się wysłania...







Świt
odwalony kamień
pusty grób
biel płócien
jasność poranka
czyste serce
drzwi otwarte na oścież
radość
życie wciąż nowe
miłość ta sama
zwyczajna i niezwykła
teraz trzeba
pójść do Emaus
czy
spotkam Chrystusa
tyle dróg i zakrętów
na rozdrożach
ludzie
stawiają krzyż …
miłość
dlatego
że grób pusty.

piątek, 10 kwietnia 2020

"Dlaczego krzyż uśmiech rana głęboka Widzisz to takie proste kiedy się kocha"

Poezja ks. Jana Twardowskiefo fascynuje mnie niezmiennie.
I tak bardzo pasuje mi do Wielkiego Piątku 2020.
Dlaczego krzyż
uśmiech
rana głęboka
Widzisz
to takie proste
kiedy się kocha...
Wszyscy czekamy na szczęśliwe zakończenie tej nierównej walki, ale od krzyża nie da się uciec, trzeba go przyjąć i nie ma innej możliwości.
Inaczej planowaliśmy, inaczej oczekiwaliśmy, a wszystko jest inaczej...
Czy współczesny człowiek potrafi z tej bardzo trudnej lekcji wyciągnąć odpowiednie wnioski?
Obawiam się, że tylko nielicznym będzie to dane, a ci, którzy mają największy wpływ na bieg ziemskiego bytowania nadal będą chcieli " stać się bogami"- złudne pragnienie...
Nie będzie adoracji Pana Jezusa w Ciemnicy, nie będzie tradycyjnego Adorowania Krzyża i radości Rezurekcyjnej Procesji.
Wszystkie te przeżycia możemy czynić w naszych domach, a przede wszystkim w sercach, jeśli tylko będą otwarte...
Jak każe odwieczny zwyczaj, krzyże i figury przydrożne zostały udekorowane przed Wielkim Piątkiem.
I naszego wioskowego Chrystusa odzialiśmy w wiosenne otoczenie...
A Pan Zmartwychwstanie w Niedzielny Poranek dając nam kolejną szansę i wieczną nadzieję.










Życzę Wam pociechy
płynącej z Otwartego Grobu Chrystusa na ten trudny, niepewny czas, zdrowia i mocnej wiary, która jest zdolna " góry przenosić".

niedziela, 5 kwietnia 2020

Mój Syn zadał mi pytanie...

Pytanie Syna dotyczyło posta o jego Babci, a mojej Mamie, która zmarła 5 lat temu, dokładnie w Wielką Niedzielę, która wówczas przypadła na dzień 5 kwietnia. Dziś też piękne święto- Niedziela Palmowa. Mam cały czas przeświadczenie, że Mama wymodliła sobie taki wyjątkowy dzień przejścia do Domu Ojca- Zmartwychwstanie, które wierzących napełnia nadzieją na szczęśliwość wieczną. Pytanie Syna, czy zamierzam napisać posta wspomnieniowego, bardzo mnie wzruszyło...
Czy moje Wnuki będą kiedyś odczuwać taką wdzięczną pamięć o swoich zakochanych w nich, dziadkach?
Na zdjęciu poniżej moja Mama Marysia z nieżyjącą również koleżanką, też Marysią, prawdopodobnie wybierają się na wesele i dlatego w ich rękach bukiet dla panny młodej.
Być może, to rok 1950, Mama jest dwudziestoletnią Panienką, ekspedientką miejscowego sklepu z pożegnanymi już marzeniami na dalsze kształcenie z powodu biedy panującej w Jej rodzinnym domu. Mama kochała się uczyć, była zawsze przygotowana do lekcji, uwielbiała rachunki ( matematykę) i marzyła by zostać nauczycielką. Najpotrzebniejsze przybory szkolne dostawała od koleżanki z klasy, której pomagała w nauce, a której rodzice prowadzili niewielki sklepik. To była namiastka korepetycji wymuszona ubóstwem i ogromną chęcią zdobywania wiedzy. Gdyby współczesne dzieci zobaczyły obrazek małej Marysi pasącej krowy na służbie u bogatych gospodarzy z zeszytem i książką w ręce, nie uwierzyłyby w jego prawdziwość.
Mama nie została nauczycielką...lata wojenne i powojenne były bardzo trudne, zwłaszcza gdy mieszkało się z dala od świata, w maleńkiej wiosce pozbawionej wszystkich dóbr rozwijającej się cywilizacji.
Ukojenie  i radość odnajdywała przez te wszystkie trudne czasy w gorliwym życiu religijnym.
Pamiętam Wielkie Soboty z dzieciństwa, kiedy wybierała się rowerem do odległego kościoła by uczestniczyć w pięknych obrzędach tego dnia.
Trwały one długo, ale gdy tylko Mama pojawiała się na moście w drodze powrotnej, dla nas był to znak, że zgodnie z tradycją można już przestać pościć i zjeść kiełbasę i jajka, uszczknąć coś ze święconki, bo po liturgii Wielkiej Soboty zaczynało się świętować.
Druga radością Mamy były kwiaty. Swój ogródek pielęgnowała dorywczo, przed pójściem do pracy w sklepie, po wieczornym powrocie z pracy w gospodarstwie, które prowadzili razem z Tatą, by nam, dzieciom zapewnić podstawowe potrzeby. Wstyd mi za mój zaniedbany często ogródek, u Mamy nigdy nie było żadnego chwastu. Wśród ulubionych kwiatów doniczkowych były amarylki.
Mama cieszyła się z każdego kwiatowego prezentu, a ja dziś hoduję amarylki tylko z tego powodu.
Między amarylis a hipeastrum jest wiele różnic, ale dla mojej Mamy wszystkie były amarylkami i ja dziś się tego trzymam.
Pierwsza z nich już zakwitła, dwie następne, mam nadzieję, zakwitną na Wielkanoc, dla Mamy...
Jest coś niezwykłego w tym budzeniu się zasuszonej cebulki, w wyczekiwaniu na pojawienie się pąka, na kwiat, na jego piękno, a potem na jego obumieranie, by za rok znów się pojawić...
Kiedy amarylka nacieszyła moje oczy, zaniosłam ją do starego domku, tego, w którym wychowała się moja Mama, potem ja, do okienka, przez które wyglądała moja Babcia machając mi na pożegnanie gdy wychodziłam z domu.
Czy spełniłam Twoje oczekiwania mój Synu?
A skoro Niedziela Palmowa zwana Niedzielą Męki Pańskiej przypadła na tak trudne czasy trzeba nam podtrzymać to, co zostało niegdyś zasiane w naszych sercach.


Święto Niedzieli Palmowej, zwanej też w dawnej Polsce Niedzielą Kwietną, zostało ustanowione na pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Opis takiej uroczystej Niedzieli Palmowej, która miała miejsce w IV w. zawdzięczamy pątniczce Egerii.
Ta niedziela rozpoczyna Wielki Tydzień i wprowadza wiernych w zbawcze misterium Chrystusa.
Stary obyczaj nakazywał niegdyś kapłanowi idącemu na czele procesji trzykrotnie pukać do zamkniętych drzwi kościoła, co miało uświadomić wiernym iż męka i śmierć Pana Jezusa na krzyżu otworzyła ludziom bramy nieba.
W tym roku dzieci nie pójdą do kościoła z kolorowymi palmami, ale najważniejszą częścią liturgii takiej niedzieli jest wysłuchanie szczegółowego opisu Męki Pańskiej, w tym roku wg Ewangelii św. Mateusza.
Mimo tej trudnej sytuacji myślę o świętach w kontekście silnej wiary mojej Mamy i Babci, którym przyszło przeżyć niejeden trudny czas.
A więc grzybki się pieką:-)




Musimy wierzyć, że te trudne czasy miną jak zły sen.

Głębokiego przeżycia nadchodzącego czasu Wam życzę, a nade wszystko zdrowia.