Pytanie Syna dotyczyło posta o jego Babci, a mojej Mamie, która zmarła 5 lat temu, dokładnie w Wielką Niedzielę, która wówczas przypadła na dzień 5 kwietnia. Dziś też piękne święto- Niedziela Palmowa. Mam cały czas przeświadczenie, że Mama wymodliła sobie taki wyjątkowy dzień przejścia do Domu Ojca- Zmartwychwstanie, które wierzących napełnia nadzieją na szczęśliwość wieczną. Pytanie Syna, czy zamierzam napisać posta wspomnieniowego, bardzo mnie wzruszyło...
Czy moje Wnuki będą kiedyś odczuwać taką wdzięczną pamięć o swoich zakochanych w nich, dziadkach?
Na zdjęciu poniżej moja Mama Marysia z nieżyjącą również koleżanką, też Marysią, prawdopodobnie wybierają się na wesele i dlatego w ich rękach bukiet dla panny młodej.
Być może, to rok 1950, Mama jest dwudziestoletnią Panienką, ekspedientką miejscowego sklepu z pożegnanymi już marzeniami na dalsze kształcenie z powodu biedy panującej w Jej rodzinnym domu. Mama kochała się uczyć, była zawsze przygotowana do lekcji, uwielbiała rachunki ( matematykę) i marzyła by zostać nauczycielką. Najpotrzebniejsze przybory szkolne dostawała od koleżanki z klasy, której pomagała w nauce, a której rodzice prowadzili niewielki sklepik. To była namiastka korepetycji wymuszona ubóstwem i ogromną chęcią zdobywania wiedzy. Gdyby współczesne dzieci zobaczyły obrazek małej Marysi pasącej krowy na służbie u bogatych gospodarzy z zeszytem i książką w ręce, nie uwierzyłyby w jego prawdziwość.
Mama nie została nauczycielką...lata wojenne i powojenne były bardzo trudne, zwłaszcza gdy mieszkało się z dala od świata, w maleńkiej wiosce pozbawionej wszystkich dóbr rozwijającej się cywilizacji.
Ukojenie i radość odnajdywała przez te wszystkie trudne czasy w gorliwym życiu religijnym.
Pamiętam Wielkie Soboty z dzieciństwa, kiedy wybierała się rowerem do odległego kościoła by uczestniczyć w pięknych obrzędach tego dnia.
Trwały one długo, ale gdy tylko Mama pojawiała się na moście w drodze powrotnej, dla nas był to znak, że zgodnie z tradycją można już przestać pościć i zjeść kiełbasę i jajka, uszczknąć coś ze święconki, bo po liturgii Wielkiej Soboty zaczynało się świętować.
Druga radością Mamy były kwiaty. Swój ogródek pielęgnowała dorywczo, przed pójściem do pracy w sklepie, po wieczornym powrocie z pracy w gospodarstwie, które prowadzili razem z Tatą, by nam, dzieciom zapewnić podstawowe potrzeby. Wstyd mi za mój zaniedbany często ogródek, u Mamy nigdy nie było żadnego chwastu. Wśród ulubionych kwiatów doniczkowych były amarylki.
Mama cieszyła się z każdego kwiatowego prezentu, a ja dziś hoduję amarylki tylko z tego powodu.
Między amarylis a hipeastrum jest wiele różnic, ale dla mojej Mamy wszystkie były amarylkami i ja dziś się tego trzymam.
Pierwsza z nich już zakwitła, dwie następne, mam nadzieję, zakwitną na Wielkanoc, dla Mamy...
Jest coś niezwykłego w tym budzeniu się zasuszonej cebulki, w wyczekiwaniu na pojawienie się pąka, na kwiat, na jego piękno, a potem na jego obumieranie, by za rok znów się pojawić...
Kiedy amarylka nacieszyła moje oczy, zaniosłam ją do starego domku, tego, w którym wychowała się moja Mama, potem ja, do okienka, przez które wyglądała moja Babcia machając mi na pożegnanie gdy wychodziłam z domu.
Czy spełniłam Twoje oczekiwania mój Synu?
A skoro Niedziela Palmowa zwana Niedzielą Męki Pańskiej przypadła na tak trudne czasy trzeba nam podtrzymać to, co zostało niegdyś zasiane w naszych sercach.
Święto Niedzieli Palmowej, zwanej też w dawnej Polsce Niedzielą Kwietną, zostało ustanowione na pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Opis takiej uroczystej Niedzieli Palmowej, która miała miejsce w IV w. zawdzięczamy pątniczce Egerii.
Ta niedziela rozpoczyna Wielki Tydzień i wprowadza wiernych w zbawcze misterium Chrystusa.
Stary obyczaj nakazywał niegdyś kapłanowi idącemu na czele procesji trzykrotnie pukać do zamkniętych drzwi kościoła, co miało uświadomić wiernym iż męka i śmierć Pana Jezusa na krzyżu otworzyła ludziom bramy nieba.
W tym roku dzieci nie pójdą do kościoła z kolorowymi palmami, ale najważniejszą częścią liturgii takiej niedzieli jest wysłuchanie szczegółowego opisu Męki Pańskiej, w tym roku wg Ewangelii św. Mateusza.
Mimo tej trudnej sytuacji myślę o świętach w kontekście silnej wiary mojej Mamy i Babci, którym przyszło przeżyć niejeden trudny czas.
A więc grzybki się pieką:-)
Musimy wierzyć, że te trudne czasy miną jak zły sen.
Głębokiego przeżycia nadchodzącego czasu Wam życzę, a nade wszystko zdrowia.