Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róźności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róźności. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 października 2024

Nie bójmy się trudnych tematów...

" Nie bójmy się trudnych tematów"- to stwierdzenie wypowiedziane przed wielu laty przez moją sympatyczną, piętnastoletnią wówczas Uczennicę, zapadło tak głęboko w moją pamięć, że wraca często i w różnych sytuacjach.
W obecnych czasach nie brakuje nam trudnych tematów w każdej dziedzinie życia.
Każda epoka też ma " swoje" trudne tematy, stosownie do czasów i zdarzeń, ale niektóre trudne tematy są "uniwersalne", jak chociażby temat przebaczenia.
Cudownie by było gdybyśmy nie mieli powodów do przebaczania, ale wraz z długością życia przybywa ich coraz więcej.
Mówimy, że życie nas nie oszczędza, a tak naprawdę to osoby, które nas otaczają, nas nie oszczędzają.
Bardziej lub mniej świadomie wyrządzają nam głębokie krzywdy raniąc nas słowem, czynem, intrygami, oszczerstwami, robiąc to bezpośrednio lub w przysłowiowych " białych rękawiczkach".
Niektórzy są tak doskonali w perfidii, że w końcowym efekcie sami udają pokrzywdzonych, niewinnych, sponiewieranych.
Każdy z nas na pewno przełknął w życiu wiele pigułek goryczy z rąk osób, które wydawałoby się, nie mają powodu nam szkodzić.

Ludowe porzekadła przekazują nam wiele myśli sprawdzonych życiem, znamy je, zgadzamy się z nimi i ciągle wierzymy, że nas to nie spotka.
A tymczasem spotyka...nazbyt często.
Najbardziej boli, gdy cios przychodzi od osoby, której poczyniliśmy w życiu wiele dobra...
Każdy człowiek jest inny, każdy też inaczej leczy rany, z inną długością czasu przechowuje złe wspomnienia.
I tu pojawia się problem przebaczenia.
Rozpatruję go w kontekście ogólnym, bo wiadomo, że dla katolików Chrystusowa nauka dotycząca przebaczenia nie pozostawia wątpliwości.
Przecież codziennie wypowiadamy słowa " i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom", a więc zgadzamy się na miarę jaką sami wyznaczamy w kontaktach z innymi, z naszymi krzywdzicielami.
Ja jednak chcę tu poruszyć problem ogólnoludzki, wszak nie wszyscy tu zaglądający są katolikami, a problem dotyczy wszystkich bez względu na wyznanie.
Noszenie w sercu poczucia krzywdy, niesprawiedliwości, poranienia, sprawia, że nasze cierpienie staje się jeszcze dotkliwsze.
Jeśli sprawca to widzi, niewątpliwie cieszy się, że nam " dobrze dołożył".
On się cieszy, my cierpimy, a powinno być odwrotnie...
Przebaczyłam wielu osobom, nie życzę im niczego złego, niech życie samo weryfikuje ich samopoczucie.
Byłam wiele razy skrzywdzona, niektórzy myślą, że nie znam sprawcy, a ja znam...
Jaki zatem jest złoty środek by nie pozwolić zrobić z siebie permanentnej ofiary?
Jak nie zatruć się goryczą, która wsącza się w nasze serce?
Jak znieść widok osoby, której po ludzku wypadałoby nienawidzić?
Te i inne pytania krążą w naszych umysłach z mniejszą lub większą częstotliwością.
Każdy z nas musi być dla siebie psychologiem i terapeutą...
Czasami musimy być nimi dla innych, może z racji życiowych predyspozycji i doświadczeń.
Przebaczenie to trudna sztuka, dlatego pozwolę sobie zacytować słowa, które głęboko trafiają do mojego wnętrza.
"Wybaczenie komuś nie oznacza akceptowania jego zachowania. To nawet nie znaczy zapomnieć tego, jak cię skrzywdził. Przebaczenie oznacza pogodzenie się z tym, co się stało. Oznacza to przyznanie się do rany, pozwolenie sobie na odczucie bólu i zrozumienie, że nie potrzebujesz już tego bólu. To oznacza uwolnienie się od bólu i urazy, abyś mógł się uleczyć i iść naprzód. Przebaczenie jest darem dla samego siebie. Uwalnia od przeszłości i pozwala żyć teraźniejszością. Kiedy wybaczasz sobie i innym, jesteś naprawdę wolny. Przebaczać oznacza uwolnienie więźnia i odkrycie, że tym więźniem byłeś TY".  / św. O. Pio/
Może te dzisiejsze jesienne rozmyślania sprawią, że podzielicie się w komentarzach swoim spojrzeniem na tę trudną kwestię.
Ania kiedyś powiedziała : " nie bójmy się trudnych tematów..."
Dla wszystkich, którzy dobrnęli do końca i przez moment zastanowili się nad postawionymi pytaniami zamieszczam jeden z moich obrazów i krótki wiersz.
ZACHÓD
Nie zachodź słoneczko tak prędko
dzień ma jeszcze tyle spraw
zostań mimo pleców bolących
wbrew dawnej piosence zostań
ozłoć nasze troski i smutki
niech się zamienią w złoto
którego ani mól, ani rdza zniszczyć nie może...

poniedziałek, 15 kwietnia 2024

Jestem bogaczem:-)

 „Bogaty – to nie ten, kto ma dużo pieniędzy, lecz ten, kto może sobie pozwolić na życie wśród uroków, jakie roztacza wczesna wiosna”. Antoni Czechow

O tym moim bogactwie pisałam już wiele razy, ale niedawno trafiłam na ciekawe cytaty o wiośnie na równie ciekawym blogu Urocznicy urocznica.pl/blog/ i postanowiłam pokazać ten mój wiosenny majątek, którym się delektuję każdej wiosny.
Biel kwitnących sadów na tle wiosennej zieloności lasów tak bardzo mnie czaruje, że chyba zaryzykuję twierdzenie, że to najpiękniejszy obraz natury.

Przez kilka ostatnich dni chłonęłam kwietniowe piękno świadoma, że nic nie trwa wiecznie, a każda następna wiosna nie jest nam zagwarantowana.
Moją radość mącił jedynie niepokój, że tak mało pszczół pracowało w tym czarującym sadzie, może wiosna przyszła zbyt wcześnie...
W naszej Małopolsce pojawiła się o miesiąc wcześniej niż w ubiegłym roku.
Wystroiła się jak najpiękniejsze panny młode...
Zanurzałam się więc w ten majątek wielokrotnie, strzegąc jak stary skąpiec, każdego kwiatu.
Podchodziłam, wdychałam głęboki zapach, bo każde drzewko kwitnące pachnie inaczej.
Las pomieszany z sadem mieści też bzy i kaliny, wyściela trawniki milionem stokrotek i mniszków, kosmatką łąkową i bluszczykiem kurdybankiem.
Słońce dokonuje cudów między gałęziami drzew, a liczne ptactwo koncertuje o każdej porze dnia.
Czy ktoś jeszcze wątpi, że jestem bogaczem?
Oby tylko porywisty wiatr, zimny deszcz, nie okradli mojego majątku...

niedziela, 10 marca 2024

O samotności w kolorowym świecie...

Kolorowy Chrystus z mojego obrazu osadzony w realiach kolejnego Wielkiego Postu niech będzie dla Czytających ów post źródłem własnych refleksji, które rodzą się każdego dnia w zmaganiach z życiem wypełnionym różnorodnymi troskami.
Mimo ogromu dobra, które nieustannie czynił, On również doświadczył samotności...

Mnie dziś przychodzi na myśl problem samotności, która jest coraz bardziej widoczna i ogarnia coraz więcej ludzi.
Kiedyś myślało się o samotności w odniesieniu do osób bardzo wiekowych, najczęściej wdów lub wdowców, mieszkających w starych chatkach, które zostały opuszczone przez ich dzieci w poszukiwaniu chleba bądź łatwiejszego życia. 
Taka osoba mogła liczyć na pomoc, odwiedziny, wsparcie różnych osób z wioski, bowiem dzieci, od najmłodszych lat były wychowywane w szacunku wobec starszych, chorych, opuszczonych. 
W każdej rodzinie wielopokoleniowej była jakaś babcia lub dziadek, bądź schorowany krewny, więc opiekuńcze cechy kształtowały się już u małych dzieci.
Jako uczniowie szkoły podstawowej, pod opieką nauczycieli, każdej jesieni pomagaliśmy pewnemu samotnemu człowiekowi w wykopkach.
Nikt z rodziców nie protestował, że jego dziecko musi pracować w polu i może się przemęczyć.
Wychowanie do życia, któremu towarzyszył dobry przykład ze strony dorosłych, odbywało się w sposób naturalny.

Dziś samotność nie oszczędza żadnej grupy wiekowej. A najbardziej " dobiera się do młodych ludzi w wieku od 13 do 29 lat.
Jest to pokolenie, które od urodzenia wzrastało w świecie w pełni scyfryzowanym.
Dorastające pośród nowoczesnych technologii, które skutecznie odciągały od realnego świata. 
Ludziom z pokolenia " Z", tzw. " zoomerom", urodzonym po 1995 roku, zwanym cichym pokoleniem, towarzyszy brak wsparcia, słaba, zanikająca więź z innymi ludźmi, brak osoby, z którą można dzielić swoje problemy i wzmożone poczucie osamotnienia.
Sytuację potęguje fakt, że wielu młodych nie rozumie przyczyn odczuwania przez nich samotności, a na ich izolację bardzo wpływa internet i media społecznościowe.
Działania odgórne, zastosowane podczas pandemii, przyniosły wielkie szkody w tej dziedzinie, wielu młodych " nauczyło" się żyć bez kontaktów z rówieśnikami. Komputer i telefon okazał się być " bezpieczniejszym", bo w przypadku wyśmiania, odrzucenia, można coś zablokować, albo znaleźć inną grupę osób, które będą bardziej tolerancyjne.
W efekcie, dzieci nie umieją się bawić same, ciągle potrzebują mentora, pomocy dorosłych i szybko się nudzą.
Przebywanie w naturalnym środowisku " to również nuda".
Coraz częściej depresja atakuje dzieci i nastolatki.
Samotność przezywana w wieku dorastania może skutkować trudnościami w budowaniu relacji w wieku dorosłym.
Współczesna cywilizacja pośpiechu i rywalizacji nie pozwala się skupić na problemach nawet najbliższych osób.
O pewnych sąsiedzkich zachowaniach ( pożycz mi proszek do pieczenia, przyjdź podźwignąć ze mną szafkę, zabierz mnie samochodem na zakupy) trzeba będzie, niestety, zapomnieć.
Miejsce takich zachowań coraz częściej zastępują hejty, publiczne oczernianie innych z wykorzystaniem mediów internetowych i nieustanna rywalizacja wzmacniana coraz gorszymi sposobami.
Czy ludzie będą się w stanie obudzić, by przysiąść na ławeczce przed domem i porozmawiać o codzienności?
Czy rodzice znajdą czas na spokojne rozmowy z dziećmi na każdy temat?
Czy ktoś napisze list? Czy przypadkowy przechodzień obdarzy nas życzliwym uśmiechem?
Czy rzeczywiście potrzebujemy tylko pieniędzy?
Na te i inne pytania można sobie odpowiedzieć wędrując po świecie, który tak jak dawniej, zaczyna się stroić w najpiękniejsze szaty nic sobie nie robiąc z pogoni za źle pojętą cywilizacją.

piątek, 16 grudnia 2022

Przedświąteczny czas inny niż zwykle.

Wokół piękna zima, jak za dawnych lat.
Baśniowe widoki starają się otulać mój smutek i lęk, ale to nie jest takie proste pomimo próby racjonalnego układania wszystkich spraw.
Ale zobaczmy znów nasz sad i las, który zmienia swoje oblicze w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy ( opisanych w poprzednim poście).




 







W tym roku proszę Was o zrozumienie, jako że nie mam możliwości wysłania Wam tradycyjnych życzeń, nie zrobiłam kartek, prawie nie opuszczam domu.
Choroby, z którymi zmagał się przez długie lata mój jedyny Brat pozostający pod całkowitą opieką moją i Męża, od listopada zaatakowały z ogromną siłą i wieloma aspektami uniemożliwiającymi samodzielną egzystencję.
Dlatego nasze życie znów się zmieniło diametralnie, stąd moja mniejsza aktywność w tym pięknym blogowym świecie.
Te kilka słów wyjaśnienia niech służy dla zrozumienia mojego innego, niż w poprzednich latach, zachowania.
W tym miejscu dziękuję wszystkim, którzy wysłali do mnie tradycyjną drogą karteczki i upominki, a na mój podobny gest nie mogą liczyć.


Zgodnie z wolą Ismeny https://szimena.blogspot.com/, otworzyłam drugą kopertę w oznaczonym czasie ( zawartość pierwszej prezentowałam w poprzednim poście) i mogłam się cieszyć wyjątkowo pięknymi życzeniami ukrywającymi się pod tą karteczką oraz kalendarzem, który niech mi towarzyszy przez kolejne 12 miesięcy. Bardzo dziękuję Ismenie za jej zawsze oryginalne i ciekawe podejście do tematu życzeń. I za wierną pamięć...

Niezwykła paczka dotarła do mnie od Agusi https://odnowionaja.blogspot.com/
Cudeńka wykonane przez uzdolniony duet, Agusia- Aniołek, jej cudowna Mama- świąteczne domostwo, a do tego pięknie namalowana karteczka i życzenia, takie od serca, prawdziwe, ciepłe, dające otuchę...
Bardzo Wam Drogie Panie dziękuję, bardzo. Sprawiłyście mi wiele radości i cenię to sobie szczególnie.
Zobaczcie, jaka to misterna praca.
No i moja "nieblogowa" Iwonka zawsze o mnie pamięta i przez piękne słowo pisane oraz wędrówki, na które mnie przez swoje opowieści zaprasza, pozwala mi zwiedzić ciekawe miejsca w Polsce i poznać wiele faktów i legend z nimi związanych.
Dziękuję Ci Iwonko za wszystkie upominki, za szczegółowe dzielenie się ze mną Twoimi zapiskami z podróży, a Mateczka oczywiście Kodeńska, a " Błogosławioną winę" czytałam z zapartym tchem.
To, co daje mi chwile wytchnienia, to moje wieczorne czytanie, więc Wam polecam ciekawą lekturę na grudniowe wieczory:
Serdecznie pozdrawiam i zapraszam na kolejne przedświąteczne napisanie.