Najpierw szło się błotnistą drogą ok. dwóch kilometrów, a po wyjściu na drogę asfaltową jeszcze ponad trzy. Czasami " ucinaliśmy" sobie drogi, zamiast iść koło " Świętych", skracaliśmy drogę idąc przez zagajnik, choć tam, na odludziu było trochę " straszno".
Jak głosił przekaz słowny, obok mostka rozstrzelano w czasie drugiej wojny światowej żydowską kobietę.
Na naszym terenie wówczas siał postrach Guzdek, kat Powiśla, który zabijał bez powodu. Więc każda opowieść miała swoje uzasadnienie.
Ten prawie ostatni odcinek drogi do kościoła był prosty. Otoczony urodzajnymi polami, z jednym tylko gospodarstwem po drodze.
Już z daleka rysowały się dwie wysokie wieże kościoła, piękne i dostojne.
Szliśmy gromadką, więc niestraszny był nam zmierzch, tylko buty czasami wyrządzały stopom niepotrzebne szkody.
Nie byłam tym zachwycona bo nasza rodzinna wioska należała do parafii Olesno i tam był " mój" kościół.
W podobnej sytuacji znaleźli się po latach moi synowie, ale wtedy już były samochody:-)
Do tego samego kościoła uczęszczał w czasach dzieciństwa mój mąż, ale wtedy nigdy się nie spotkaliśmy.
Ów obowiązek szkolny sprawił, że wówczas nie odkryłam piękna tej świątyni, zniszczonej w czasie I wojny światowej i bardzo szybko po niej, odbudowanej wg projektu znanego architekta Jana Sasa- Zubrzyckiego.
Dziś świątynia góruje nad okolicą, a ja nawiedzam ją z własnej woli i za każdym pobytem odkrywam kolejne perełki jej wnętrza.
Z zewnątrz prezentuje się równie pięknie.
Lubię siadać w jej chłodnym wnętrzu, w samotności i wspominać czasy mojej szkolnej edukacji, mojej pracy zawodowej w tejże szkole, czasy zbierania materiałów i dokumentów oraz nadania szkole w Gorzycach imienia Stefanii Łąckiej.
Powoli, niespiesznie odkrywam jej piękno i nie czuję się " rozdarta między dwiema świątyniami".
Bo każda z nich wyryła w moim sercu trwały ślad i w każdej podziwiam coś innego.
Pewnie bym dziś nie napisała o tym kościele gdyby nie fakt, że 29 czerwca, w dzień odpustu na świętych Piotra i Pawła obchodzono tam uroczyście jubileusz 700- lecia parafii.
Siedem wieków to piękny jubileusz i ja tam byłam, nagrodę dla Natalii za zajęcie 2. miejsca w konkursie " Pocztówka z Otfinowa", odebrałam i pięknego koncertu Eleni wysłuchałam.
"Piotrze, ty jesteś opoką, a na tej opoce zbuduję kościół mój..."
Jak zawsze, dzieci dołożyły swoją cegiełkę i spontanicznie zasiadły na stopniach ołtarzowych tworząc cudowne tło dla pełnej pokory, obdarzonej przepięknym głosem, Eleni.
A to pocztówka Natalki z symbolami Apostołów, Piotrowe klucze i Pawłowy miecz.A ja nadal wspominam beztroskie wędrowanie z czasów dzieciństwa, siadam w cichym kościele i chłonę coraz to nowe obrazy...nikt mnie nie zobowiązuje, sama tego pragnę.I zachwycam się jak mała dziewczynka, bo przecież dobrze jest mieć w sobie coś z dziecka...
Tymczasem róże bukietowe pnące, które posadził mój mąż na przedwalu Żabnicy karczując dla nich ciernie i zarośla, kwitną z zapałem.
Widać je z okien naszego domu, a najpiękniej wyglądają na tle błękitnego nieba o złotej godzinie.
To taka nasza radość pośród różnych cierni...
Doskonale się wpisują w krajobraz pól złoconych zbożem...
Taka to nasza mała, piękna Ojczyzna...
I tym sposobem weszliśmy w drugie półrocze.
Życzę Wam wszystkim, by było dla Was dobre i piękne...



















Piękna historia Basiu. Piękny kościół. Wrażenie zrobiła na mnie ogromne kropielnica z ukrzyżowanym Chrystusem nad nią... przywołała wspomnienie podobnej.
OdpowiedzUsuńNatalka wykonała wspaniała kartkę:) Zdolniacha!
Serdecznie Cię pozdrawiam Basiu!
Kropielnica z krzyżem pochodzą ze starej, drewnianej świątyni, którą na początku XX w. zastąpiono nową, okazałą świątynią.
UsuńWitaj Basiu
OdpowiedzUsuńJakże lubię te Twoje opowieści.
Piękna świątynia. A te witraże... Zwłaszcza w takie upalne dni dobre miejsce do wyciszenia się, pomyślenia.
Wiadomo po kim Wnusia odziedziczyła talent.
Pozdrawiam letnim powiewem wiatru
Witraże są przepiękne. Po Narodzeniem zawsze jest wykonywany żłóbek, a pod Zmartwychwstaniem Grób Pański.
UsuńKościol przepiękny ,obrazy ,witraże. Daleko miałaś do kościółka. Jako dziecko miała 7 min a teraz może 4 minuty .Gratulacje dla wnusi , utalentowowane dziecko.Róża robi wrażenie, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDo tego " mojego " kościoła też jest 5 km drogi. Trochę bliżej niż do Otfinowa.
UsuńGłupio tak mieszkać na granicy dwóch Parafii. Ale tak czasem bywa jak mieszka się na wsi. Fajne masz wspomnienia z dzieciństwa choć pewnie wtedy był człowiek rozdarty.
OdpowiedzUsuńWnusia zdolniacha, wielkie gratulacje dla niej, wiadomo po kim odziedziczyła takie zdolności. Fajnie że mogłaś przy tej okazji odebrać jej nagrodę i w kościele wysłuchać super koncertu !!
Pozdrawiam
Koncert był piękny.
UsuńPiękna i wiekowa świątynia, 700 lat robi wrażenie. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńIleż historii przemknęło w tym czasie...
UsuńPięknie pokazujesz, jak miejsca z dzieciństwa z czasem nabierają zupełnie nowego znaczenia i jak coś, co kiedyś było obowiązkiem, po latach może stać się świadomym wyborem i źródłem wzruszeń. Szczególnie podoba mi się motyw powrotu do kościoła już nie z przymusu, ale z potrzeby serca. A zakończenie z różami i „małą, piękną Ojczyzną” zostawia bardzo przyjemne, spokojne wrażenie. Miłego dnia!
OdpowiedzUsuńAngelika
Człowiek dojrzewa całe życie, jak zboże do pełnych żniw...
UsuńPiękne opowiastki. Róże cudowne. Wszystkiego dobrego.
OdpowiedzUsuńDziękuję Agatko.
UsuńPiękna historia...i jakie piękne róże...♥️
OdpowiedzUsuńRóże próbują wrócić do dawnej świetności, ale to potrwa.
UsuńPiękne wspomnienia z dzieciństwa. Twoje posty zawsze są bardzo ciekawe. Bije z nich spokój , dobroć i radość z tego co się ma. Pozdrawiam serdecznie 🌷🌷🌷
OdpowiedzUsuńSą takie zwyczajne, ale bardzo mi bliskie.
UsuńPiękne kwiaty <3
OdpowiedzUsuńDziękuję
UsuńZachwycające masz róże Basiu. Ja też byłam rozdarta między dwiema świątyniami. Kościół Garnizonowy był od dzieciństwa moją parafią. Tam brałam ślub, chrzciliśmy dzieci itp. 20 lat temu zaradny ksiądz zaczął budowę kościoła, w samym środku osiedla i złościł się na ludzi, że nadal chodzą do Garnizonowego, praktycznie w tej samej odległości. Mówił, że to tak, jakby szli do sąsiada się najeść. Nie wszyscy się z tym zgadzali, ale w końcu większość wsparła finansowo nową świątynię. Jednostkę wojskową w Skierniewicach zlikwidowano. Mieszkańcy osiedla korzystają z obydwu kościołów. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńSiła przyzwyczajenia jest duża.
UsuńCudne róże i bardzo ciekawy wpis :) Basiu bardzo dziękuję za przepiękna kartkę przepraszam ze dopiero teraz dziękuję, ale dopiero teraz mogę coś napisać. Karteczkę oprawiłam i stoi na komodzie :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCieszę się Wandziu, że mogę być w Twoim domu.
UsuńDlatego właśnie o wspomnieniach trzeba pamiętać i o wspomnienia należycie dbać. Z wiekiem stają się bezkresną skarbnicą z których zasobów aż miło korzystać. Brawa dla Natalki, piękna praca :)
OdpowiedzUsuńJa już mocno korzystam z tych zasobów.
UsuńTa historia jest przepiękna, a jeszcze opleciona cudnymi zdjęciami. Przekaż moje uznanie dla Natalii, jej -praca jest świetna,
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)*
Przekażę z wielką radością.
UsuńPiękna opowieść i piękne zdjęcia.
OdpowiedzUsuń