Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkursy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkursy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2026

Rozdzielona pomiędzy dwie świątynie...

 Najpierw szło się błotnistą drogą ok. dwóch kilometrów, a po wyjściu na drogę asfaltową jeszcze ponad trzy. Czasami " ucinaliśmy" sobie drogi, zamiast iść koło " Świętych", skracaliśmy drogę idąc przez zagajnik, choć tam, na odludziu było trochę " straszno".
Jak głosił przekaz słowny, obok mostka rozstrzelano w czasie drugiej wojny światowej żydowską kobietę.
Na naszym terenie wówczas siał postrach Guzdek, kat Powiśla, który zabijał bez powodu. Więc każda opowieść miała swoje uzasadnienie.
Ten prawie ostatni odcinek drogi do kościoła był prosty. Otoczony urodzajnymi polami, z jednym tylko gospodarstwem po drodze.
Już z daleka rysowały się dwie wysokie wieże kościoła, piękne i dostojne. 
Szliśmy gromadką, więc niestraszny był nam zmierzch, tylko buty czasami wyrządzały stopom niepotrzebne szkody.  

Moje wyprawy traktowałam jako pewien obowiązek szkolny, bo szkoła podstawowa należała do parafii Otfinów i tam byłam zobowiązana do uczestnictwa w przygotowaniach do I Komunii Świętej.
Nie byłam tym zachwycona bo nasza rodzinna wioska należała do parafii Olesno i tam był " mój" kościół.
W podobnej sytuacji znaleźli się po latach moi synowie, ale wtedy już były samochody:-)
Do tego samego  kościoła uczęszczał w czasach dzieciństwa mój mąż, ale wtedy nigdy się nie spotkaliśmy.
Ów obowiązek szkolny sprawił, że wówczas nie odkryłam piękna tej świątyni, zniszczonej w czasie I wojny światowej i bardzo szybko po niej, odbudowanej wg projektu znanego architekta Jana Sasa- Zubrzyckiego.
Dziś świątynia góruje nad okolicą, a ja nawiedzam ją z własnej woli i za każdym pobytem odkrywam kolejne perełki jej wnętrza.
Z zewnątrz prezentuje się równie pięknie.
Lubię siadać w jej chłodnym wnętrzu, w samotności i wspominać czasy mojej szkolnej edukacji, mojej pracy zawodowej w tejże szkole, czasy zbierania materiałów i dokumentów oraz nadania szkole w Gorzycach imienia Stefanii Łąckiej.
Powoli, niespiesznie odkrywam jej piękno i nie czuję się " rozdarta między dwiema świątyniami". 
Bo każda z nich wyryła w moim sercu trwały ślad i w każdej podziwiam coś innego.
Pewnie bym dziś nie napisała o tym kościele gdyby nie fakt, że 29 czerwca, w dzień odpustu na świętych Piotra i Pawła obchodzono tam uroczyście jubileusz 700- lecia parafii. 
Siedem wieków to piękny jubileusz i ja tam byłam, nagrodę dla Natalii za zajęcie 2. miejsca w konkursie " Pocztówka z Otfinowa", odebrałam i pięknego koncertu Eleni wysłuchałam.
"Piotrze, ty jesteś opoką, a na tej opoce zbuduję kościół mój..."
Jak zawsze, dzieci dołożyły swoją cegiełkę i spontanicznie zasiadły na stopniach ołtarzowych tworząc cudowne tło dla pełnej pokory, obdarzonej przepięknym głosem, Eleni.
A to pocztówka Natalki z symbolami Apostołów, Piotrowe klucze i Pawłowy miecz.
A ja nadal wspominam beztroskie wędrowanie z czasów dzieciństwa, siadam w cichym kościele i chłonę coraz to nowe obrazy...nikt mnie nie zobowiązuje, sama tego pragnę.
I zachwycam się jak mała dziewczynka, bo przecież dobrze jest mieć w sobie coś z dziecka...
Tymczasem róże bukietowe pnące, które posadził mój mąż na przedwalu Żabnicy karczując dla nich ciernie i zarośla, kwitną z zapałem.
Widać je z okien naszego domu, a najpiękniej wyglądają na tle błękitnego nieba o złotej godzinie.
To taka nasza radość pośród różnych cierni...
Doskonale się wpisują w krajobraz pól złoconych zbożem...
Taka to nasza mała, piękna Ojczyzna...
I tym sposobem weszliśmy w drugie półrocze. 
Życzę Wam wszystkim, by było dla Was dobre i piękne...

niedziela, 14 czerwca 2026

Czerwcowe dzielenie się radością.

W czerwcu rozstrzygają się dwa konkursy.
Jednym z nich jest  Ogólnopolski Konkurs Poetycko- Plastyczny " Błogosławiona Karolino, świeć nam przykładem".
XXIII edycja tego konkursu odbyła się pod hasłem " Uczniowie Chrystusa".
Niestrudzona Organizatorka, dyrektor Zespołu Szkoły i Przedszkola w Woli Radłowskiej, p. Jadwiga Bieś, pomysłodawca i wykonawca projektu ( wraz z gronem zaangażowanych osób) szerzą kult Błogosławionej i dają możliwość plastycznego i poetyckiego wypowiadania się osobom w różnych kategoriach wiekowych, począwszy od najmłodszych, a górnej granicy wieku nie ma.
W tej najstarszej grupie moja praca na desce została uhonorowana 1. nagrodą i zamieszczeniem jej na okładce tomu pokonkursowego.

Wiersz mojego autorstwa zajął 3. miejsce, a konkurencja była bardzo mocna. Jest tam zawsze wiele osób, które piszą głęboką i wartościową poezję.
Uczeń Ja niesforny uczeń z ciągle nieodrobionym zadaniem biegnę do Twojej szkoły Chrystusie. Zawracam gdy jestem blisko by zebrać pozostawione myśli i pragnienia mój ziemski świat. Jednak zmuszam serce do powrotu gdy słyszę Twój głos jeden krok do przodu dwa do tyłu a Ty cierpliwie czekasz z księgą życia- mojego życia bez słów bez napomnień bez nakazów w ciszy która niepokoi moje powroty w nicość. Pragnę się uczyć choć marny ze mnie uczeń... Bardziej od własnych, cieszą mnie sukcesy Wnuków, 2. miejsce Natalii za pracę plastyczną:
i wyróżnienie dla Konrada za wiersz:
OPOWIEŚĆ O KRZYŻU Stary domek wciąż stoi na wiejskim podwórku, pod ciężkim dachem wspomnień wisiał kiedyś stary krzyż z poczerniałym Chrystusem. Moja babcia wyczyściła go z kurzu ale nie ze wspomnień, które wciąż tu żyją, dziś pielęgnuje krzyż i wspomnienia. Czasami nie chce mi się słuchać jej opowieści gdy z zamglonymi oczami wraca w przeszłość, chciałbym już pójść do swoich zajęć. A ona z uporem opowiada o ludziach i zdarzeniach którym przypatrywał się Jezus poczerniały od trosk więc staram się zapamiętać jej słowa. Patrzy tak ufnie na Boga - Człowieka przy którym trwali moi wszyscy przodkowie zanim odeszli po wysłużoną nagrodę. Odkąd zostałem ministrantem rozumiem więcej pewnie babcia powiedziała to naszemu Chrystusowi ze starego krzyża co wisiał w starej chatce.
Bardzo chciałabym przekazać Wnukom moje umiłowanie tradycji i małej Ojczyzny, w której spędziłam całe moje życie. Z tych powodów zachęciłam Natalię do udziału w 63. edycji konkursu " Malowana Chata" w Zalipiu. Malowanie trwało kilka miesięcy, bo kwiaty są bardzo czasochłonne, zwłaszcza dla dziecka. A tak prezentował się efekt prac Natalii pod wnikliwym okiem babci.
W efekcie Wnuczka stanęła wyżej na podium niż babcia ( oczywiście kategorie były różne) i z tego babcia się niezmiernie cieszy:-)
Na koniec tego radosnego posta pragnę Wam powiedzieć, że bardzo ucieszyły mnie ( jestem wierna tradycji) karteczki
z pozdrowieniami nadesłane tradycyjną drogą pocztową, od Maksa z Pragi i od kuzynki, Danusi znad morza.
Ożyły dawne wspomnienia z czasów, gdy nie było sms-ów, a listonosz przynosił kartkę, na której nasi bliscy zawiadamiali, jaka jest pogoda, jak mija wypoczynek i przesyłali pozdrowienia z miejsca, w którym się aktualnie znajdowali. 
Takie gesty mocno mnie cieszą, wszystkie trzy pocztówki zawisły w oknie wystawowym z nadzieją na kolejne...
Tymczasem jaśminy i irysy, tudzież piwonie zakończyły swój bajeczny spektakl, szkoda, ale tak musi być...
Dzieląc się z Wami tymi radościami zapraszam nieustannie do odwiedzin i serdecznie pozdrawiam.

wtorek, 2 września 2025

Uprzejmie informuję...

Jury w zróżnicowanym wiekowo składzie, po wnikliwej analizie wspomnień, ogłasza że wszystkie były niezmiernie ciekawe i ich lektura była prawdziwą przyjemnością.
Wspomnienia mają to do siebie, że wraz z upływem czasu pięknieją i stają się coraz bliższe sercu. Wszystkim Autorom komentarzy najpiękniej dziękujemy ( my jurorzy), że zechcieliście się podzielić z nami cząstką Waszych osobistych przeżyć.
A skoro nagroda ma być jedna, zatem ogłaszamy, że zgarnia ją Ismena za następującą opowieść.

Opowieść prawie jak z Zielonego Wzgórza.

W szkole, na początku podstawówki Mała Dziewczynka siedziała w ławce. Takiej prawdziwej. (Babcia Basia na pewno taką swoim Wnukom pokaże). W takiej dawnej ławce siedzisko stanowiło całość z blatem, w którym znajdowało się wgłębienie na przybory do pisania i rysowania oraz specjalny otwór na kałamarz. Za Małą Dziewczynką siedział wysoki, silny chłopiec. Gdyby Mała Dziewczynka miała warkocze, to pewnie by ją za nie ciągnął. Ale Mała Dziewczynka miała króciutkie włosy. Zatem chłopiec wpadł na inny pomysł. Zaczął czymś ostro zakończonym kłuć ją w plecy. Pewnie był to porządnie zatemperowany ołówek, bo cóż w pierwszej klasie mogło mieć dziecko ostrego przy sobie? Po którymś ukłuciu Mała Dziewczynka nawet się nie zastanawiała. Chwyciła leżący przed nią elementarz Falskiego, odwróciła się i z całej siły uderzyła chłopca.

Czy mama Małej Dziewczynki była wezwana do szkoły? Tego nikt nie pamięta. Ale na pewno babcia chłopca przyszła rozżalona do mamy Małej Dziewczynki. A mama? Mama po cichu się ucieszyła, że jej córka da sobie radę. Bardzo się o nią wcześniej martwiła. W pierwszej klasie Mała Dziewczynka była bowiem najmniejsza i najdrobniejsza.

Kilka lat później Mała Dziewczynka czytając Anię z Zielonego Wzgórza uśmiechnęła się na to wspomnienie.

Ponieważ mamy przełom lata i jesieni, czas odlatujących ptaków i żółknących liści, niech nagrodą będą te dwie akwarelki w kolorach wrześniowych wspomnień.


Wszystkim Uczestnikom konkursu i miłym Gościom dedykujemy garść kwiatów z naszego sierpniowo- wrześniowego ogrodu.

Dziś wzruszyła mnie pewna młoda Kobieta...ku mojemu zaskoczeniu wyraziła tymi kwiatami swoją wdzięczność nawiązując do pewnego wydarzenia sprzed 20 lat...
Bukiet jest przepiękny, ale jej serce jeszcze piękniejsze...
Takie chwile umacniają...dziękuję...
Do następnego spotkania.

niedziela, 31 sierpnia 2025

Jak to dawniej ze szkołą bywało...

Cieszę się, że wywołałam lawinę wspomnień, ale zanim przystąpię do ogłoszenia werdyktu jury, ja również wrócę myślami do ubiegłego stulecia.
To było lato 1968 roku. Poszłam z Mamą do zapisu! Nie wiem, czy wszystkie dzieci były takim obowiązkiem objęte, ale te które nie uczęszczały do przedszkola i mieszkały w innej wiosce, na pewno musiały się pokazać.
Zatem poszłyśmy, bo ja podpadałam pod oba wspomniane kryteria.
Do przedszkola nie uczęszczałam bo było ono odległe od mojego domu o 2,5 km, a drogę tę, zarówno latem jak i zimą należało pokonać pieszo bo żadna inna poza konną, komunikacja nie istniała.
W kancelarii kierownika szkoły, za biurkiem siedział p. Stanisław ze srogą miną, a obok jego żona, nauczycielka z łagodnym wyrazem twarzy. Moja Mama wszystko owej pani wyjaśniła i rozpoczął się " egzamin". W zasadzie miałam opanowany materiał pierwszej klasy, płynnie przeczytałam fragment z Gazety Krakowskiej( pamiętam) i surowe dotąd oblicze pana kierownika rozpogodziła się, a werdykt brzmiał: pani córka pójdzie do drugiej klasy z pominięciem pierwszej. Jakże byłam szczęśliwa, a Mama dumna.
Niestety, moje szczęście nie trwało długo, bo p. Stanisław został przez władzę doceniony i z małej szkoły w Gorzycach przeszedł do Olesna, gdzie powierzono mu budowę nowej, dużej szkoły, która w przyszłości miała stać się tzw. dziesięciolatką. 

Na miejsce zasłużonego, bardzo wymagającego p. Stanisława powołano nowego kierownika
i mój pierwszy życiowy awans poległ w gruzach.
Mawiają, że trzeba być cierpliwym, więc zaczęłam pierwszą klasę, a moją wychowawczynią została żona nowego kierownika.
Pewne metody jej pracy zaczęły mi się od początku nie podobać!!!
Nigdy nie wołała mnie do tablicy, bo pisać już umiałam. Byłam pokrzywdzona, bo kreda tak miękko sunęła po starej wysłużonej tablicy, a mnie pozbawiono tej przyjemności.
Rozwiązałam problem znalazłszy sobie kawałek pilśniowej płyty, po której pisałam bez końca po powrocie ze szkoły.
Ale czarę goryczy dopełniło zbiorowe czytanie. Kiedy moja pani kolejny raz kazała mi przestać czytać bo zbyt szybko mi to szło, zebrałam się w sobie i gdy klasa zakończyła tekst, grzecznie, podnosząc rękę do góry, poprosiłam o głos.
Wyjaśniłam zaskoczonej pani, że ja miałam rozpocząć edukację od drugiej klasy i gdyby nadal rządził tu poprzedni kierownik, tak by się stało! Tymczasem przyszedł nowy- kontynuowałam swoje żale-o niczym nie wiedział, zostałam w pierwszej klasie i takie są oto efekty tej niewiedzy!
Pamiętam minę mojej nauczycielki ( bezcenna), wszak była to żona kierownika!!!
W końcu wydusiła z siebie: wiem, Basiu, wiem...
A ja usiadłam z ulgą, że może nareszcie moja pani zobaczy we mnie normalną uczennicę i przestanie mnie traktować jak powietrze.
W taki oto sposób zawalczyłam o normalność.
Niestety, większość dzieci nie jest w stanie obronić się w wielu szkolnych sytuacjach, a dorośli nawet nie podejrzewają, że dziecko cierpi.
Każde zdarzenie jest po coś.
Po 17 latach od owego incydentu stanęłam po drugiej stronie biurka i uświadomiłam sobie jak bogate wewnętrznie jest każde dziecko, a ilekroć o tym ( nieświadomie)  zapomniałam, to tyle razy się tego wstydzę...
A p. Irenę i p. Stanisława odwiedzam czasem spacerując po miejscowym cmentarzu.
Gdybym mogła przekazać młodym nauczycielom cały bagaż moich szkolnych doświadczeń... wiele by skorzystali, ale dziś mało kto chce słuchać...
Najlepiej ponoć uczy się na własnych błędach, ale błędy, które dotykają najmłodszych są brzemienne w skutki...
Bardzo się cieszę, że kilka Osób zechciało się podzielić swoimi wspomnieniami.
Warto do nich wracać, one są i będą częścią naszego życia.
A skoro z czasów mojego dzieciństwa mam niewiele zdjęć, to dzisiejszego posta okraszam kolejnymi obrazami zalipiańskich chatek
i kwiatami z mojego sierpniowego ogródka, codziennym długim podlewaniem wydartymi z objęć wszechwładnej suszy.
Ponieważ konkurs trwa do 1 września włącznie, ponawiam zaproszenie do wspomnień, zanim zbierze się jury:-)
Wszystkim, którzy rozpoczynają przygodę ze szkołą, bądź wracają po wakacjach życzę cierpliwości, wytrwałości i wielu szkolnych radości.
Pamiętajcie, pokora jest gwarantem sukcesu, pycha jest jego zaprzeczeniem...