sobota, 9 lipca 2016

Skazana na łąki i pola ogłasza " ziołowy" konkurs:-)


Oglądam Wasze relacje i fotografie z pięknych miejsc Polski i świata.
W niektórych byłam i tęsknię za nimi, w niektórych nigdy nie będę i żal...
Cieszę się, że mogę je zobaczyć wirtualnie, dzięki Wam i za to dziękuję.
Mnie w te wakacje przypadła fantastyczna, choć bardzo odpowiedzialna rola opieki nad rocznym już Konradusiem.
Dlatego podczas codziennych spacerów w pola i łąki poznajemy zaczarowany świat tego, co najbliżej natury. I nie zamierzamy się nudzić.
A dla Was ogłaszam konkurs.
Kiedyś myślałam o nich- chwasty, dziś wiem, że większość z nich to wspaniałe dodatki do sałatek, mięs, wyszukanych potraw.
Wiele z nich cechuje się właściwościami leczniczymi.
Jest ich tak dużo, że nigdy nie zdołam zapamiętać wszystkich ich nazw i przeznaczenia.
Zatem zapraszam Wszystkich do konkursu, miłośniczkę roślin Kasię z Tajpej również:-).
Proszę podawać nazwy zgodnie z podanymi numerami na mojego maila
basia.olesno@gmail.com
Osoba,która poda najwięcej poprawnych odpowiedzi otrzyma nagrodę. A może nagród będzie więcej- to taka wakacyjna, pożyteczna zabawa edukacyjna:-)
Rozwiązanie konkursu i ogłoszenie wyników nastąpi 15 sierpnia, w dniu Matki Bożej Zielnej, w którym jak każe tradycja, święci się wieńce dożynkowe i bukiety z dojrzałych ziół i kwiatów.  Zapraszam...
                                                                                          1.
                                                                                           2.
                                                                                       3.
    4.
                                                                                     5.
                                                                                      6.
                                                                                    7.
                                                                                    8.
                                                                                    9.
                                                                                   10.
                                                                                 11.
      12.
      13.
                                                                                    14.
       15.
      16.
        17.
       18.
        19.
     20.
                                                                                    21.
          22.
        23.
          24.
          25.
         26.
       27.
Wystarczy, choć zioła w swej ilości są niezmierzone...

niedziela, 3 lipca 2016

Będzie chleb i bułeczki...zboża już się wyzłociły...

Lipiec w słońcu się złoci
i bielą głaszcze kłosy
skąpany w skwarze południa
pod niebo wzlatuje ciszą
pszczoły zwołuje zapachem
lip szumiących prastarych
i ziołom kwitnąć każe
na łanach ojczystej ziemi
cykadami rozbrzmiewa wieczorem
nucąc melodie lata
upałem otula serca
poszukujące ziaren dobroci.
Lipiec w naszym klimacie stał się miesiącem upałów, żniw i dojrzewania wszystkiego, co zrodziła wiosna.
W tym miesiącu, w ubiegłym roku urodził się Syn mojego starszego Syna, a mój młodszy Syn w tym właśnie upalnym miesiącu wstępował przed kilku laty w związek małżeński.
Jest więc podwójna okazja do radości.
Gdy mieszka się wśród pól, nie sposób nie radować się dojrzewaniem zbóż, wieczornym graniem cykad i barwami ogrodu, nad którym tańczą motyle.
 Kiedyś namalowałam taki właśnie lipcowy obraz...
Wszystkiego dobrego na kolejne dni lipca życzę Czytelnikom mojego bloga.

wtorek, 28 czerwca 2016

Marzenia są jak obłoki...

 Marzenia muszą być jak obłoki
żeby nie mogły przedwcześnie spadać na ziemię
więc bywają lekkie i pierzaste
siadają puchem na błękicie nieba
tańczą nad moją głową
wbrew rozumowi każą wierzyć
uporczywie myśleć że nadejdzie niedościgłe
że stanie się kolejny cud
a skoro obłoki płyną z każdą chwilą
więc nie miej za złe marzeniom
gdy ubiorą się w inne kształty i kolory...
Moje marzenia o Prowansji są jak najbardziej aktualne.
Ale jak to marzenia...ciągle przybierają nowe kształty, więc moje ubrały się w lawendowe sukienki w przydomowym ogródku.
Przegapiłam kwitnienie pól lawendowych w kilku miejscach Małopolski, a tam już lawendowe żniwa.
U mnie też.
Na tę okoliczność wyciągnęłam stary, pamiątkowy sierp po mojej Babci- po kądzieli.
Babcia Józia chodziła z nim " na zielone". I wówczas nie słyszała nawet o lawendzie. Wszak przyszła na świat w 1902 roku.
Sierp jest bardzo stary. Ma wybity znak SFK, co oznacza, że był wykonany w Starobielskiej Fabryce Kos.
Nie wiem, czy służył kobietom z wcześniejszych przed Babcią pokoleń- być może.
Dla mnie jest pamiątką po mojej kochanej Babci, której powierzałam dziewczęce tajemnice, jako że moja Mama, a jej córka, była dla mnie zbyt surowa w tych kwestiach.
Marząc o Prowansji, namalowałam trzeci już, lawendowy obraz.
Starą kapliczkę, która za towarzystwo ma łany lawendy i spaloną słońcem ziemię. I błękitne niebo.
Ta kapliczka mieszka w moich marzeniach, może kiedyś naprawdę ją spotkam...
Jeśli ją spotkam, podziękuję w jej wnętrzu za wszystkie spełnione marzenia, a jeśli jej nigdy nie spotkam, też podziękuję...
 Tymczasem obraz czeka na nabywcę- jakiegoś miłośnika lawendowych klimatów.
 Zebrana zaś, przy pomocy Babcinego sierpa, lawenda, będzie zdobić wazony w bliskich mojemu sercu Rodzinach.
 A Babcia pewnie się cieszy, że się sierpem nie pokaleczyłam:-) A może żniwuje teraz na niebiańskich poletkach...
 Dodam jeszcze, że przed laty, żniwa przypadały później, w ósmym miesiącu roku, który został nazwany sierpniem właśnie od tego głównego niegdyś, żniwnego narzędzia pracy.
Żniwa będą u nas w lipcu i sierpów też w polach nie będzie. Inne czasy, inni ludzie, inny cykl wegetacyjny.
Wszystkiego dobrego Wam życzę, niech Wasze marzenia nie spadają przedwcześnie na ziemię...

piątek, 24 czerwca 2016

Koniec roku szkolnego, robaczki świętojańskie i lato w najcieplejszej odsłonie.

Zakończenie roku szkolnego nieodmiennie kojarzy mi się z różami.
Przed wieloma laty, dzieci na zakończenie roku szkolnego, przynosiły nauczycielom wraz z podziękowaniami, różane bukiety z ogrodu rodziców.

 
Te zamożniejsze dzieci, rzecz jasna, bo te biedniejsze, przynosiły bukiety goździków zwanych żelaznymi lub brodatymi.
 Piękne są i trwałe...
 A wielość kolorów jest ogromna.
Wszystkie wpomnieniowe kwiaty pochodzą z mojego ogrodu, a moi Uczniowie odgadli chyba moją miłość do łąk i pól, bo oto dziś w podziękowaniu za trud edukacyjny otrzymałam przepiękny bukiet zebranych przez nich kwiatów z polskich łąk.
Jak co roku, były ciepłe słowa pożegnania, mnóstwo nagród i dyplomów i niejedna łza się w oku zakręciła...
 A że dziś uroczystość św. Jan Chrzciciela to i zboże już bieleje, a wieczorem na naszym podwórku pojawiły się robaczki świętojańskie- takie latające świetliki!
 Lato w pełnej krasie, upały ogromne, więc żniwa będą niebawem.
 
Na ten piękny czas, wspaniale obdarowała mnie Janeczka z http://janeczkowo.blogspot.com/  wszechstronnie utalentowana i niezwykle pracowita Osoba, od której wszelka biżuteria wzbudza zachwyt moich współpracowników.
Sami zobaczcie:
 Janeczce spodobał się mój poetycki komentarz w Jej candy i obdarowała mnie pięknie- letnim, frywolitkowo- koralikowym naszyjnikiem, który miał już swoją u mnie premierę oraz pyszną różaną kawą, która przydała się na finiszu roku szkolnego, bo przemęczona jestem nieziemsko!
Była też czekolada, którą pochłonęłam przed zrobieniem fotki i karteczkowe piękne podziękowania.
Janeczce bardzo dziękuję za prezent, który sprawił mi wiele radości, a Wam prawdziwej radości życzę na każdy dzień polskiego lata.