Karnawał polski, zwany niegdyś zapustami obejmował okres od nowego Roku do Wielkiego Postu. Zwano go też zapustami odnosząc to określenie szczególnie do ostatnich dni przed Popielcem. Trzy ostatnie dni nosiły nazwę mięsopust, czyli pożegnanie mięsa, nazywano je także ostatkami, kusymi lub zapustnymi dniami. Był to czas poczęstunków, tańców, zabaw i swawoli.
Podawano obfite i tłuste posiłki oraz pito mocne trunki. Do ulubionych staropolskich rozrywek, poza balami, należały kuligi szlacheckie, prowadzone od dworu do dworu, a w każdym na gości czekała uczta i przygotowana do tańca sala balowa.
Karnawał chłopski przywoływał stare i ciekawe zwyczaje oraz obrzędy płodności i urodzaju.
We wszystkich domach gotowano dużo obficie kraszonego jadła, kaszy i kapusty, a na stołach pojawiała się słonina, sadło i chleb. Tańczono do upadłego w domach i karczmach, a na wiejskie drogi wychodziły pochody rozbawionych przebierańców.
Przed zbliżającym się postem, wszyscy chcieli się wytańczyć, wyśmiać i wybawić.
I tak pewnego roku moja mama najadłszy się do woli zakończyła karnawał, by mnie urodzić wczesnym rankiem w Środę Popielcową!
Zanim jednak nadejdzie Popielec, próbuję sobie wyobrazić te wspaniałe wieczorne przejazdy drogami wśród pól, po których teraz ja spaceruję...
Stare dzwony,
od lat nawołują wiernych z parafialnej dzwonnicy otoczonej kilkusetletnimi dębami.

Droga wśród pól biegnie w głębię moich wspomnień, gdy jako młoda nauczycielka przemierzałam te rozległe przestrzenie pieszo, każdego dnia, by po takiej wędrówce stanąć przy tablicy przed moimi uczniami, którzy już dawno dorośli, a nawet dorosły ich dzieci.
Moi Synowie: Konrad i Kamil rodzili się w lutym, podobnie jak ja, więc razem ze mną przemierzali bezkresne pola...i wspólnie uczyliśmy się miłości...
Minęły lata, a my nadal zachwycamy się naszą wioską, której ten wiersz zadedykowałam...
Urodziłaś mnie zimowego poranka
dzwoneczki sań rozbiły zimową ciszę
śniegowym puchem wtargnęłaś
do dziecięcego serca
i trwasz niezmiennie
wkradając się barwami pór roku
w każdą cząstkę mojego istnienia
zawładnęłaś mną
zniewoliłaś
i omamiłaś swoją biedą
a ja widzę w tobie zawsze
najpiękniejszą księżniczkę.
Dziś dotarł do mnie upominek- niespodzianka z dalekiej Brukseli.
Agnieszka z bloga http://laviolettee.blogspot.com/
wie, że kocham słodycze ( na szczęście nie zna mojej aktualnej wagi, więc nie będzie miała wyrzutów sumienia:-) i zaopatrzyła mnie w takie wspaniałości, którym nie jestem w stanie odmówić!!!!
Oprócz słodkości przyfrunęły do mnie kosmetyki świetnej firmy, część z nich rozsiała już różaną woń w moim domu.
Bardzo dziękuję Agnieszce, która prowadzi niezwykłego bloga, bo sama jest niezwykła i napisała niezwykłą książkę " Zabiorę cię jesienią do Brukseli". A książka zyskała już wielką popularność, więc pozostaje nam czekać na kolejne bestsellery Agi.
Oto sprawcy różanego zamieszania zimą...






















































