sobota, 21 grudnia 2019
O kobietach z moich okolic i Aniołach opowieści ciąg dalszy.
Anioł zapala świece
na gałęziach dzieciństwa, przywołuje dobre wspomnienia i ludzi, których już obok nie ma...pojawia się każdego roku w naszych domach, ogrodach, lasach, wszędzie tam, gdzie człowiek tęskni za kolejnym Bożym Narodzeniem.
Ten Anioł namalowany w adwentowym czasie jest wyrazem mojej wdzięczności dla Osób, które niosą dobro w różnorodny sposób...
Jako, że cykl pamiątek na blogu trwa, w czasie przedświątecznych przygotowań w roli ważnej wystąpił tasak.
W babcinej izbie, w starym, drewnianym domu, za wielkim chlebowym piecem był wydzielony fragment ściany drewnianej, pobielonej wapnem barwionym ultramaryną zakupioną na pobliskim jarmarku. Owa przestrzeń obleczona w ceratę, która miała chronić ścianę przed zachlapaniem wodą, wyposażona była w zawieszki wykonane z dużych gwoździ. Na każdej takiej zawieszce znalazły swoje miejsce kuchenne naczynia: garnki, warzechy, tasaki, sita, duże noże, chochle, druszlaki ( w mojej okolicy nie było durszlaków), dla których zabrakło miejsca w kredensie wypełnionym innymi kuchennymi "precjozami".
W centralnym miejscu wisiał tasak, przed którym ostrzegała Babcia i który długo budził we mnie grozę jako narzędzie w żadnym wypadku nie przeznaczone do dziecięcych zabaw!
Mogłam się tylko przyglądać jak Babcia siekała kapustę gotowaną z główki przyniesionej z warzywnego zagona.
Bo w naszym domu od zarania dziejów robiło się pierogi z białej kapusty, której smak podkreślała podsmażona cebulka, sól, pieprz i długotrwałe smażenie aż do uzyskania złotobrązowego koloru.
Po ugotowaniu, smak podbijały świeże skwarki ze słoniny i żadnych innych " wzmacniaczy smaku" nie używano.
Z wiekiem, Babcia zaprzestała sztuki gotowania i tasak przejęła moja Mama, a potem, ja.
Taka kolej rzeczy! Pierogowy debiut miałam w 8 klasie szkoły podstawowej. Moja Mama często pracowała w niedzielę. Była kierowniczką i zarazem ekspedientką w WDT ( wiejski dom towarowy) w miejscowości, w której ja znacznie później przewodziłam miejscowemu gimnazjum.
Wszelkie przeceny ( obniżki cen) i remanenty ( inwentaryzacje) działy się w niedzielę, więc postanowiłam wówczas uraczyć rodzinę pierogami. Były dobre, ale trochę się rozpadły podczas przelewania zimną wodą na " druszlaku". Od tej pory gotuję te tradycyjne pierogi nie tylko na wigilię. Ich smak jest smakiem dzieciństwa i nie ma lepszych na świecie( tak twierdzi mój starszy Brat).
Czas przedświąteczny zaznaczyłam kilkoma namalowanymi aniołami i choinką, która została przystrojona w anioły.
Moją anielską pasję wywołała kiedyś kobieta o anielskim sercu- Roma. Była ona matką jednej z moich nauczycielek i wiekowo mogła być moją matką. Zresztą jej córka twierdzi, że miałyśmy wiele wspólnego, to prawda. Roma, bo tak się do niej, na jej prośbę zwracałam podarowała mi kiedyś anioła ( obok na zdjęciu) i od niego wszystko się zaczęło.
Kiedyś Romcia mnie odwiedziła i stwierdziła, że anioły dodają naszemu domowi wyjątkowego klimatu. Tak powiedziała, wszak sama była aniołem, który dla rodziny i przyjaciół zapominał o sobie...
Na kilka dni przed wigilią wspominam jej opowieści o dawnych czasach i wojennej ucieczce z Kresów, o bardzo wczesnej śmierci pięknej matki i o...kiszeniu buraczków na wigilijny barszczyk. Miałyśmy to wszystko z Martą, jej córką, zanotować, ale był styczeń i do wigilii było daleko.
Tymczasem Roma odeszła szybko nie sprawiając nikomu kłopotu, jakby chciała zaznaczyć, że całe życie była kobietą wielkiej klasy...I choć nie była moją krewną, to zapisała się w moim sercu najpiękniej, zresztą nie tylko w moim...To nasze ostatnie zdjęcie, pachnące opowieściami o wigilijnych potrawach Kresowian.
Wiem, że jestem sentymentalna i pieczołowicie gromadzę zdjęcia i pamiątki, dlatego też ogromnie sobie cenię wszystkie podarunki służące mojej pasji ocalania od zapomnienia.
Na tym polu ogromne zasługi ma Jadzia kolejna wspaniała kobieta, która tworzy sercem i daruje z sercem
http://jadwiga-sercemtworzone.blogspot.com/
Oto świąteczny prezent, a w nim cudowne albumy, które będą mieścić zdjęcia moich ukochanych Wnucząt.
Każde z nich, a więc: Konradek, Natalia, Kubuś i Tomuś, ma prowadzone własne albumy.
To będzie kiedyś dar dla nich od sentymentalnej babci:-)
Zdjęć przybywa i kolejne albumy są potrzebne, dlatego przeogromnie za liczne prezenty Jadzi dziękuję.
Piękne kartki ze świątecznymi życzeniami nadeszły od:
Magdaleny http://nitkiariadny.blogspot.com/
Teresy https://szarasowa.blogspot.com
Edyty http://eda-z-szafirowego.blogspot.com/
Krystyny http://kuchniaukrysi.blogspot.com
Klaudii http://domprzywiosennej5.blogspot.com/
Małgorzaty papierowy-jarmark.blogspot.com/
Ewy http://ogrod-cardmaking-pasje.blogspot.com/
Elżbiety http://elizaart-handmade.blogspot.com/
Bardzo dziękuję za te karteczki i wszelkie życzenia, ( Lenko, Twoja karteczka czeka na rozpakowanie, zgodnie z wolą), każda forma pamięci jest miła. W sposób szczególny dziękuję tym, którzy na moją prośbę odpowiedzieli włączeniem się w Robótkę 2019, niebawem ukaże się tam filmik, który będzie podsumowaniem radości Niegowian.
A ja zapraszam na wigilijnego posta z tradycjami ( wszak to już tradycja na moim blogu), bo co się w wigilię robi, przez cały rok się powtarza:-)
niedziela, 15 grudnia 2019
Przedświąteczny czas sprzyja Aniołom.
Niektórzy ludzie budzą do życia swoje anielskie kolekcje w okresie przedświątecznym.
Moje, w ilości ogromnej, królują w moim domu o każdej porze roku i tak się z nimi zżyłam, że nie wyobrażam sobie by było inaczej.
Namalowałam ich wiele, większość z nich otrzymała przeznaczenie daru dla kogoś, komu chciałam wyrazić moje pozytywne uczucia i odczucia.
Bardzo niedawno zauroczona makramą poprosiłam Agnieszkę prowadzącą fantastycznego bloga ze świetnymi tekstami, wyjątkowymi fotografiami, wypełnionego rodzinnym ciepłem, http://odnowionaja.blogspot.com/
o wykonanie choinki makramowej.
Aga spełniła prośbę natychmiast, a ja postanowiłam namalować dla niej Anioła z blaskiem w sercu, otoczonego skrzydlastym sercem by otoczył opieką wspaniałą Rodzinę i Przyjaciół Agi. Jestem pewna, że od razu poczuł się w tym domu dobrze, a od Agnieszki wiem, że ten prawdziwy, który kryje się za malarskim wizerunkiem już wykonał dobrą robotę.
Ja natomiast wystroiłam okno pokoju gościnnego w ten piękny komplecik otrzymany od Agi: choinkę i zawieszkę, które dodały mu wyjątkowego klimatu.
Czekolada jeszcze jest schowana na tzw. czarną godzinę, a karteczka powędrowała zgodnie z moim zwyczajem na wystawę w korytarzowym oknie.
Ogromnie Ci Agnieszko dziękuję za dar Twojego serca i Twoich rąk, a Was zachęcam do odwiedzenia bloga Agi, zapewniam, że tam pozostaniecie.
Jako, że cykl pamiątkowy został rozpoczęty, dziś będzie mowa o tybetkach mojej Mamy.
Kobiety z mojej rodziny, sąsiadki i inne spotykane w kościele mężatki, zawsze nosiły w chłodniejsze dni na głowach tybetki.
Potoczna nazwa chustek pochodzi od tkaniny tybetowej, którą sporządzano z wełny czesankowej owiec lub kóz tybetańskich
Były one wiązane pod brodą, a kolor chustki ściśle związany był z okresem liturgicznym.
O tybetkach pisałam już kiedyś posta na okoliczność uszycia po śmierci mojej Mamy, z jej chust, letniej sukienki dla mnie.
Tego lata, gdy ją zakładałam, wiele kobiet pytało mnie o jej rodowód twierdząc, że niczego podobnego nigdzie nie spotkały.
A ja połączyłam białą, kremową i czarną chustę o tym samym wzorze, by w ten sposób upamiętnić moją Mamę, która w tybetkach paradowała w zimne dni.
Czas Adwentu, przed laty postrzegany był jako czas postu, zupełnie inaczej niż dzisiejszy Adwent rozumiany jako czas radosnego oczekiwania na przyjście Zbawiciela.
Wówczas to był czas powagi, pokuty, prostowania życiowych ścieżek.
W tym czasie kobiety zakładały na głowę tybetki w kolorze ciemnym: bordowe, ciemnozielone, granatowe, fioletowe, a najczęściej czarne.
Wiele z nich miało tureckie wzory i " pasiaste kraje", a wiele przedstawiało motyw kwiatowy. Moja Mama nie lubiła czarnego koloru, ale po śmierci Taty, koleżanki przysłały jej z Ameryki te czarne, stosowne na czas żałoby. Takie zakładały kobiety również na uroczystości pogrzebowe.
Dziś w kościele, odnajduję tylko kilka takich nakryć u starszych pań trzymających się tradycji.
Jakiś czas temu, tybetki wróciły jednak do łask.
Na czas zwykłych niedziel zakładało się chusty w kolorze czerwonym, żółtym, kremowym, zaś duże święta wymagały koloru białego.
W Boże Narodzenie, białe tybetki wypełniały kościół.
Mama lubiła najbardziej czerwone, jak określała " twarzowe".
Każda gospodyni miała stosik takich chust i były one przedmiotem dumy i zwracania uwagi na te najładniejsze.
Trzymam je wszystkie w szafie, a czasami zawiązuję pod szyją jak apaszkę chcąc zachować ciągłość rodzinnej tradycji. Bardzo jestem ciekawa ile białych tybetek pojawi się na Pasterce?
Czasami udaje mi się oderwać od moich licznych zajęć ( nieprawdą jest, że na emeryturze ma się czas!) i zadumać się nad pięknem świata...
Do następnego posta się z Wami żegnam, dziękując jednocześnie za Waszą obecność i komentarze.
środa, 11 grudnia 2019
Każda szanująca się gospodyni miała własne wędliny!
Zanim o pamiątkach i wędlinach będzie mowa, jestem zobowiązana podać wyniki kwiatowego zapytania w związku z zakończeniem mojego alfabetu kwiatów.
Przyznam, że wiele Waszych porównań do kwiatów bardzo mnie wzruszyło i za wszystkie dziękuję. Te komentarze pod kwiatowymi postami były podziękowaniem złożonym kwiatom za kilka lat ich starań.
Mój ogród w ostatnich latach bardzo zmizerniał. Kwiaty muszą zaczekać.
Najpierw odsunęła je na bok konieczność ośmioletniej, stałej opieki nad ciężko chorą Mamą.
Zaraz po Jej śmierci zaczęły się pojawiać na świecie moje kolejne ukochane Wnuki, którym poświęcam jak najwięcej czasu.
A że jest ich czwóreczka, a wszyscy są w bardzo młodym wieku, to czasu na kwiaty zostaje maleńko. Mam świadomość, że kwiaty poczekają, a dzieci dorastają tak szybko i żaden dzień nie powróci.
Korzystam zatem z moich zbiorów fotograficznych, a dorywczo wpadam do ogródka i nadal coś mi tam zakwita:-)
Wróćmy jednak do konkursu:
Bywają takie słowa, które potrafią uruchomić lawinę wspomnień, wzruszeń, piękna zachowanego na wieki w sercu.
Tym razem taką lawinę wspomnień poruszyła Oleńka https://wewanderers.blogspot.com/
która w komentarzu napisała:
" A co do kwiatka, z którym ja bym się utożsamiała....Myślę, że to niezapominajka. Nie pamiętam, czy pisałaś o niej, ale dla mnie to ważny kwiatek, bo kojarzący mi się z ciepłymi, radosnymi chwilami, gdy jeszcze żyła moja Mama. Nie zapominam o Niej, wciąż jest ze mną chociaż Jej nie ma. Kwitnie w moim sercu na niebiesko, bo to był jej ukochany kolor. Barwa niezapominajek i fiołków. Jak ulubiony prochowiec Mamy, jak jej fartuszek kuchenny, który mam do teraz...Jak pogodne spojrzenie w odległą przeszłość, gdy zawędrowałyśmy z Mamą w głąb leśnego uroczyska i dostrzegłyśmy tam tak cudne niezapominajki, jakich nigdy wcześniej nie widziałyśmy. Błękitna polana jak ze snu. Jak kawałek nieba w środku lasu. Udało nam się wówczas wykopać maleńką kępkę tych kwiatków i posadzić w naszym ogrodzie. Kwitną do dzisiaj tworząc niebieski kobierzec, choć od tamtej pory ponad trzydzieści lat minęło...Ilekroć tutaj, na Pogórzu wędruję lasami i dojrzę niezapominajki od razu uśmiecham się na wspomnienie tamtego spaceru z Mamą a w oczach szklą mi się łzy. I cieszę się, że i w moim ogrodzie niezapominajki kwitną co roku przy płocie. Takie ufne, skromne i nieśmiałe, ale wierne i pełne delikatności. Moje niezapominajki....
Wyobraziłam sobie w jednej chwili całą tę scenę i to uroczysko, które swym pięknem zapadło w serce Oleńki i trwa do dziś, i trwać będzie już zawsze.
Dlatego postanowiłam namalować Oleńce "niezapominajkowego" Anioła na krążku brzozy, bo to moje ulubione drzewo, z którym wiąże się wiele wspomnień mojego życia.
Każdy z nas ma takie miejsca, które rzuciły kiedyś na niego urok.
Ja przeżyłam takie olśnienie wędrując poprzez stary, jabłoniowy, kwitnący sad, do maleńkiej cerkiewki skąpanej w promieniach słońca.
Ten widok i to poruszenie serca, którego wówczas doznałam, nie często się zdarza, ale jeśli już się zdarzy, nie sposób go zapomnieć. Jeśli chcecie zobaczyć to cudo, zapraszam na posta sprzed kilku lat:
https://5porroku.blogspot.com/2014/05/u-nas-dosc-gowe-podniesc-ilez-to-widokow.html
A może ktoś z Was, w komentarzu pod tym postem zechce napisać o swoim uroczysku...będę bardzo wdzięczna.
Tymczasem czas na pamiątki i wspomnienia.
Ten opuszczony dawno temu dom, kiedyś tętnił życiem, był piękny i zadbany.
Dziadkowie mojego Męża "pobudowali" go zaraz po powrocie z Ameryki w latach międzywojennych.
W tym domu pierwsze lata swojego życia spędził mój Mąż, jako, że w tamtych czasach wszędzie istniały rodziny wielopokoleniowe, a system wychowawczy był zupełnie inny niż współczesny.
W takim domu, otoczonym " guldynem" była sporych rozmiarów kuchnia, a w niej ważne miejsce zajmował ten właśnie przedmiot czyli solidny młynek do mielenia pieprzu.
W każdym gospodarstwie hodowano świnie, nikt ich nie badał, gospodarz sam wiedział, czy są zdrowe, nikt ich nie ewidencjonował i nie musiały spełniać " europejskich norm".
Nawet jaskółkom dymówkom wolno było budować w stajniach gniazda i zgodnie bytować z innymi zwierzętami.
Dwukrotnie w ciągu roku, przed świętami Bożego Narodzenia i przed Wielkanocą, urządzano w domu świniobicie.
Starannie przygotowywano wyroby, nic się nie mogło zmarnować, zabezpieczano je przed zepsuciem, wykorzystując różne znane metody, bo przecież nie było wówczas lodówek i zamrażarek. Zatem pieprz był nieodzowną przyprawą.
Ten młynek w czasach swojej świetności zmielił wiele ziaren pieprzu, pachnącego, mocnego w swej sile. Potem powędrował do nowego domu wybudowanego przez moich Teściów, którzy dawno już nie żyją, a od wielu, wielu lat jest pamiątkowym eksponatem bo ponad stuletni wiek daje mu takie uprawnienia.
Długi żywot i wiele pracy odcisnęły na nim swoje piętno, dlatego odpoczywa sobie spokojnie.
Wspomnienia przychodzą o różnych porach, ale zachody słońca sprzyjają im w sposób szczególny, zwłaszcza te jesienne.
Zapraszam więc na kolejne " wspominki", na ile czas przedświąteczny pozwoli.
Przyznam, że wiele Waszych porównań do kwiatów bardzo mnie wzruszyło i za wszystkie dziękuję. Te komentarze pod kwiatowymi postami były podziękowaniem złożonym kwiatom za kilka lat ich starań.
Mój ogród w ostatnich latach bardzo zmizerniał. Kwiaty muszą zaczekać.
Najpierw odsunęła je na bok konieczność ośmioletniej, stałej opieki nad ciężko chorą Mamą.
Zaraz po Jej śmierci zaczęły się pojawiać na świecie moje kolejne ukochane Wnuki, którym poświęcam jak najwięcej czasu.
A że jest ich czwóreczka, a wszyscy są w bardzo młodym wieku, to czasu na kwiaty zostaje maleńko. Mam świadomość, że kwiaty poczekają, a dzieci dorastają tak szybko i żaden dzień nie powróci.
Korzystam zatem z moich zbiorów fotograficznych, a dorywczo wpadam do ogródka i nadal coś mi tam zakwita:-)
Wróćmy jednak do konkursu:
Bywają takie słowa, które potrafią uruchomić lawinę wspomnień, wzruszeń, piękna zachowanego na wieki w sercu.
Tym razem taką lawinę wspomnień poruszyła Oleńka https://wewanderers.blogspot.com/
która w komentarzu napisała:
" A co do kwiatka, z którym ja bym się utożsamiała....Myślę, że to niezapominajka. Nie pamiętam, czy pisałaś o niej, ale dla mnie to ważny kwiatek, bo kojarzący mi się z ciepłymi, radosnymi chwilami, gdy jeszcze żyła moja Mama. Nie zapominam o Niej, wciąż jest ze mną chociaż Jej nie ma. Kwitnie w moim sercu na niebiesko, bo to był jej ukochany kolor. Barwa niezapominajek i fiołków. Jak ulubiony prochowiec Mamy, jak jej fartuszek kuchenny, który mam do teraz...Jak pogodne spojrzenie w odległą przeszłość, gdy zawędrowałyśmy z Mamą w głąb leśnego uroczyska i dostrzegłyśmy tam tak cudne niezapominajki, jakich nigdy wcześniej nie widziałyśmy. Błękitna polana jak ze snu. Jak kawałek nieba w środku lasu. Udało nam się wówczas wykopać maleńką kępkę tych kwiatków i posadzić w naszym ogrodzie. Kwitną do dzisiaj tworząc niebieski kobierzec, choć od tamtej pory ponad trzydzieści lat minęło...Ilekroć tutaj, na Pogórzu wędruję lasami i dojrzę niezapominajki od razu uśmiecham się na wspomnienie tamtego spaceru z Mamą a w oczach szklą mi się łzy. I cieszę się, że i w moim ogrodzie niezapominajki kwitną co roku przy płocie. Takie ufne, skromne i nieśmiałe, ale wierne i pełne delikatności. Moje niezapominajki....
Wyobraziłam sobie w jednej chwili całą tę scenę i to uroczysko, które swym pięknem zapadło w serce Oleńki i trwa do dziś, i trwać będzie już zawsze.
Dlatego postanowiłam namalować Oleńce "niezapominajkowego" Anioła na krążku brzozy, bo to moje ulubione drzewo, z którym wiąże się wiele wspomnień mojego życia.
Każdy z nas ma takie miejsca, które rzuciły kiedyś na niego urok.
Ja przeżyłam takie olśnienie wędrując poprzez stary, jabłoniowy, kwitnący sad, do maleńkiej cerkiewki skąpanej w promieniach słońca.
Ten widok i to poruszenie serca, którego wówczas doznałam, nie często się zdarza, ale jeśli już się zdarzy, nie sposób go zapomnieć. Jeśli chcecie zobaczyć to cudo, zapraszam na posta sprzed kilku lat:
https://5porroku.blogspot.com/2014/05/u-nas-dosc-gowe-podniesc-ilez-to-widokow.html
A może ktoś z Was, w komentarzu pod tym postem zechce napisać o swoim uroczysku...będę bardzo wdzięczna.
Tymczasem czas na pamiątki i wspomnienia.
Ten opuszczony dawno temu dom, kiedyś tętnił życiem, był piękny i zadbany.
Dziadkowie mojego Męża "pobudowali" go zaraz po powrocie z Ameryki w latach międzywojennych.
W tym domu pierwsze lata swojego życia spędził mój Mąż, jako, że w tamtych czasach wszędzie istniały rodziny wielopokoleniowe, a system wychowawczy był zupełnie inny niż współczesny.
W takim domu, otoczonym " guldynem" była sporych rozmiarów kuchnia, a w niej ważne miejsce zajmował ten właśnie przedmiot czyli solidny młynek do mielenia pieprzu.
W każdym gospodarstwie hodowano świnie, nikt ich nie badał, gospodarz sam wiedział, czy są zdrowe, nikt ich nie ewidencjonował i nie musiały spełniać " europejskich norm".
Nawet jaskółkom dymówkom wolno było budować w stajniach gniazda i zgodnie bytować z innymi zwierzętami.
Dwukrotnie w ciągu roku, przed świętami Bożego Narodzenia i przed Wielkanocą, urządzano w domu świniobicie.
Starannie przygotowywano wyroby, nic się nie mogło zmarnować, zabezpieczano je przed zepsuciem, wykorzystując różne znane metody, bo przecież nie było wówczas lodówek i zamrażarek. Zatem pieprz był nieodzowną przyprawą.
Ten młynek w czasach swojej świetności zmielił wiele ziaren pieprzu, pachnącego, mocnego w swej sile. Potem powędrował do nowego domu wybudowanego przez moich Teściów, którzy dawno już nie żyją, a od wielu, wielu lat jest pamiątkowym eksponatem bo ponad stuletni wiek daje mu takie uprawnienia.
Długi żywot i wiele pracy odcisnęły na nim swoje piętno, dlatego odpoczywa sobie spokojnie.
Wspomnienia przychodzą o różnych porach, ale zachody słońca sprzyjają im w sposób szczególny, zwłaszcza te jesienne.
Zapraszam więc na kolejne " wspominki", na ile czas przedświąteczny pozwoli.
czwartek, 5 grudnia 2019
Adventus – znaczy przyjście.
Oczekującym na prezenty od św. Mikołaja proponuję adwentowy post.
Takie widoki są dla mnie wielkim upominkiem, dlatego gromadzę je zachłannie, póki mam taką możliwość, wszak nic nie jest nam dane na zawsze.
Na wielu blogach oglądałam piękne wieńce adwentowe, a ja postaram się zamieścić kilka informacji dotyczących aktualnego okresu liturgicznego, pierwszego w roku liturgicznym, czyli Adwentu.
Po zakończeniu serii alfabetu kwiatowego, biorąc pod uwagę sugestię Szarej Sowy, rozpoczynam cykl pamiątek.
Aby nudno nie było, postaram się wplatać " opowiastki z dawnego życia wzięte".
Nieprzypadkowo, na pierwszy post w cyklu, wybrałam stary modlitewnik należący niegdyś do mojej Mamy, a wcześniej do Babci.
Jest on " przedsoborowy" bo wydany w 1950 r, a w niektórych miejscach zawiera obok tekstu w j. polskim, odpowiednik łaciński.
Mocno zniszczony jest świadectwem na jego częste używanie.
Moja Mama wpisała tam osobisty akt zawierzenia Matce Bożej Nieustającej Pomocy jako 28- letnia młoda mężatka.
Ktoś inny ( nie wiem kto) wykorzystał tę stronę do zawiłości matematycznych.
To najstarszy modlitewnik w moim domu, gdy biorę go do ręki, widzę postać Babci, wysokiej, słusznie zbudowanej kobiety, ubranej w zimowe okrycie, w ciepłej chuście zawiązanej "pod brodą", idącej z innymi kobietami, wczesnym rankiem, w ciemnościach i śniegu, ze świecą w ręku, na roraty.
5 km do kościoła i 5km drogi powrotnej, wyboistą drogą, wiodącą przez pola i tylko w środkowej części zabudowaną domami wioski Adamierz.
Przyszła mi teraz do głowy taka myśl, namalować kiedyś taki właśnie obraz, widok czegoś, co bezpowrotnie minęło, a było pięknym wyznaniem wiary prostego ludu...
Drogę powrotną rozświetlały takie właśnie widoki wschodzącego nad śpiącymi wioskami, słońca...
Dni, w które kobiety nie szły do kościoła, rozpoczynały Godzinkami śpiewanymi podczas gospodarskiej krzątaniny.
A o zachodzie tak bywało...
Widoki pól zimą pozostały niezmienne.
Zimą było więcej czasu na czytanie książek. Niestety, wszechobecna bieda zmuszała do oszczędności. Dziadek napominał małą Marysię, żeby szła spać, bo szkoda nafty ( świecono lampami naftowymi). Na prośbę (przeczytaj jeszcze jedną kartkę) sąsiada, kolegi z klasy, który uwielbiał słuchać Marysinego czytania, dziewczynka skręcała do minimum płomień, ale po kolejnym napomnieniu surowego ojca posłusznie odprawiała kilkuletniego chłopca do swojego domu.
Jeśli kogoś z Was zafascynował Folwark Konstancji i Niebieska sukienka, zachęcam do przeczytania kolejnego tomu.
A na koniec, dziękuję za wszelkie życzenia imieninowe i za karteczki, które przybyły z Zacisza Lenki, z Papierowego Jarmarku i od Alusi S.
Zapraszam na kolejne wspomnienia...wszak zimowe wieczory wspominkom sprzyjają.
Takie widoki są dla mnie wielkim upominkiem, dlatego gromadzę je zachłannie, póki mam taką możliwość, wszak nic nie jest nam dane na zawsze.
Na wielu blogach oglądałam piękne wieńce adwentowe, a ja postaram się zamieścić kilka informacji dotyczących aktualnego okresu liturgicznego, pierwszego w roku liturgicznym, czyli Adwentu.
Adwent jest wyjątkowym czasem dla chrześcijan. Słowo Adwent pochodzi z
języka łacińskiego „adventus”, które oznacza przyjście. Dla chrześcijan to
radosny czas przygotowania na przyjście Pana. Oczekiwanie na przyjście
Chrystusa musi rodzić radość, gdyż jest oczekiwaniem na przyjście Jezusa.
Dlatego też Adwent jest nie tyle czasem pokuty, ile raczej czasem pobożnego i
radosnego oczekiwania.
Najbardziej
charakterystycznym zwyczajem adwentowym, zwłaszcza w Polsce, są roraty.
Jest to
msza św. sprawowana ku czci Najświętszej Maryi Panny, zwykle bardzo wcześnie
rano. Wierni, często w ciemnościach przenikniętych jedynie blaskiem trzymanych
w ręku świec, wraz z Maryją czekają na wybawienie jakie światu przyniosły
narodziny Zbawiciela.
W niektórych miejscach na roratnich mszach na początku w
procesji z kruchty kościoła do ołtarza z lampionami w ręku idą dzieci. Mszę św.
rozpoczyna się przy wyłączonych światłach, mrok świątyni rozpraszają jedynie
świece i lampiony. Dopiero na śpiew „Chwała na wysokości Bogu” zapala się
wszystkie światła w kościele. Uczestnictwo dzieci w mszach roratnich wiąże się
ze zwyczajem podejmowania różnych dobrych postanowień na czas Adwentu. Dzieci
często zapisują te postanowienia na kartkach, składanych następnie przy
ołtarzu. Mają one wyrażać wewnętrzne przygotowanie do Bożego Narodzenia i chęć
przemiany życia.
W naszym kościele dzieciaki losują figurki Matki Bożej, które zabierają na jeden dzień do swojego domu.
Z roratami
związany jest zwyczaj zapalania specjalnej świecy ozdobionej mirtem, nazywanej
roratką. Symbolizuje ona Maryję, która jako jutrzenka zapowiada przyjście
pełnego światła – Chrystusa. Innym zwyczajem jest zawieszanie w kościele wieńca
z czterema świecami oznaczającymi cztery niedziele Adwentu. Z upływem kolejnych
tygodni podczas rorat zapala się odpowiednią liczbę świec. Świece i lampiony
tak często używane w liturgii adwentowej wyrażają czuwanie. Nawiązują one do
ewangelicznych przypowieści m.in. o pannach mądrych i głupich. Światło jest też
wyrazem radości z bliskiego już przyjścia Chrystusa.
Nazwa „roraty” pochodzi od pierwszego słowa łacińskiej
pieśni na wejście śpiewanej w okresie Adwentu – „Rorate coeli” (Niebiosa,
spuśćcie rosę).
(powyższe informacje zaczerpnęłam ze strony:
misyjne.pl)
Poniżej adwentowy wystrój w naszym kościele.
Po zakończeniu serii alfabetu kwiatowego, biorąc pod uwagę sugestię Szarej Sowy, rozpoczynam cykl pamiątek.
Aby nudno nie było, postaram się wplatać " opowiastki z dawnego życia wzięte".
Nieprzypadkowo, na pierwszy post w cyklu, wybrałam stary modlitewnik należący niegdyś do mojej Mamy, a wcześniej do Babci.
Jest on " przedsoborowy" bo wydany w 1950 r, a w niektórych miejscach zawiera obok tekstu w j. polskim, odpowiednik łaciński.
Mocno zniszczony jest świadectwem na jego częste używanie.
Moja Mama wpisała tam osobisty akt zawierzenia Matce Bożej Nieustającej Pomocy jako 28- letnia młoda mężatka.
Ktoś inny ( nie wiem kto) wykorzystał tę stronę do zawiłości matematycznych.
To najstarszy modlitewnik w moim domu, gdy biorę go do ręki, widzę postać Babci, wysokiej, słusznie zbudowanej kobiety, ubranej w zimowe okrycie, w ciepłej chuście zawiązanej "pod brodą", idącej z innymi kobietami, wczesnym rankiem, w ciemnościach i śniegu, ze świecą w ręku, na roraty.
5 km do kościoła i 5km drogi powrotnej, wyboistą drogą, wiodącą przez pola i tylko w środkowej części zabudowaną domami wioski Adamierz.
Przyszła mi teraz do głowy taka myśl, namalować kiedyś taki właśnie obraz, widok czegoś, co bezpowrotnie minęło, a było pięknym wyznaniem wiary prostego ludu...
Drogę powrotną rozświetlały takie właśnie widoki wschodzącego nad śpiącymi wioskami, słońca...
Dni, w które kobiety nie szły do kościoła, rozpoczynały Godzinkami śpiewanymi podczas gospodarskiej krzątaniny.
A o zachodzie tak bywało...
Widoki pól zimą pozostały niezmienne.
Zimą było więcej czasu na czytanie książek. Niestety, wszechobecna bieda zmuszała do oszczędności. Dziadek napominał małą Marysię, żeby szła spać, bo szkoda nafty ( świecono lampami naftowymi). Na prośbę (przeczytaj jeszcze jedną kartkę) sąsiada, kolegi z klasy, który uwielbiał słuchać Marysinego czytania, dziewczynka skręcała do minimum płomień, ale po kolejnym napomnieniu surowego ojca posłusznie odprawiała kilkuletniego chłopca do swojego domu.
Jeśli kogoś z Was zafascynował Folwark Konstancji i Niebieska sukienka, zachęcam do przeczytania kolejnego tomu.
A na koniec, dziękuję za wszelkie życzenia imieninowe i za karteczki, które przybyły z Zacisza Lenki, z Papierowego Jarmarku i od Alusi S.
Zapraszam na kolejne wspomnienia...wszak zimowe wieczory wspominkom sprzyjają.
niedziela, 1 grudnia 2019
To już naprawdę przedświąteczny czas.
Wraz z rozpoczęciem Adwentu zaczynam okres przedświąteczny.
Tak było od zawsze, czyli od wczesnego dzieciństwa gdy przez cały grudzień gromadziłam cukierki i ozdoby choinkowe, żeby święta mnie nie zaskoczyły:-)
Adwent się zaczął, a w naszym kościele dodatkowo wypadł na ten dzień odpust z racji św. Katarzyny Aleksandryjskiej.
Postanowiłam Wam pokazać nasz kościół w kilkunastu fotografiach, we wszystkich pięciu porach roku, bo od dzieciństwa kocham go miłością niezmienną...
A oto przedwiośnie...
wiosna...
lato...
jesień...
zima...
Nowa część świątyni ma ponad sto lat, stara, ponad dwieście pięćdziesiąt, a najstarsza- kaplica liczy czterysta lat.
Kościół jest zadbany, piękny, a delikatny i subtelny wystrój sprzyja modlitewnej atmosferze.
Odnowiona przed kilku laty polichromia to dzieło znanych artystów: Stanisława Westwalewicza i Jakuba Beresia.
Zachwycona urodą świątyni i wychowana w jej klimacie nie mogę sobie odmówić zaprezentowania wiersza, który dawno temu napisałam. Rzecz o św. Katarzynie zamiast adwentowego wieńca.
Rzecz o Patronce mojego kościoła

Święta Katarzyna z mojego kościoła
wsparta o koło co pękło przed świętością
w ranek pogodny spogląda śmiało
by nas zachwycić Dziewicy czystością.
W południe palmą pierwszeństwa nas wita
w orszaku świętych przed Bogiem klękając,
o czystość serca i o wiarę pyta
z mądrością wielką na nas spoglądając.
Zwoje pism starych przed mędrcami rozkłada
uczenie dysputuje – sercem chwaląc Boga
ludzką mądrością przedziwnie włada,
nie zna co strach i przed śmiercią trwoga.
Wiarę i mądrość zasiewa dokoła
z pięknością serca przedziwnie ją miesza,
o pokój, dobroć i uczciwość woła
z rozumem i radą wątpiącym pośpiesza.
W Jej oczach nieba piękno się odbija,
Aleksandryjska Panna, Katarzyna Święta
szukającego ratunku człowieka nie mija
o każdym z nas przed Bogiem pamięta.
Wieczorem w gwiazdach nauki rozczytuje
i kościół w Oleśnie ma pod swą opieką,
Stwórcy za ludzi i ich życie dziękuje
Święta Patronka – nasza już od wieków.
Wrosła w nasz pejzaż jedyny na świecie,
w którym się naszą Orędowniczka stała,
codziennie z niebem łączy ziemię przecież
za to Katarzynie cześć i wieczna chwała.
Ponieważ jeszcze piszecie komentarze pod ostatnim kwiatowym postem, zaczekam kilka dni z ogłoszeniem werdyktu, a tymczasem kieruję do Was moją prośbę.
Od kilku lat włączam się w dzieło https://jestrobotka.blogspot.com/
W tym roku to już 10. edycja Robótki.
Bardzo proszę wszystkich, którzy zamierzali przysłać mi piękne karteczki ze świątecznymi życzeniami, by je wysłali na adres Tych, którzy w Niegowie czekają z wielką nadzieją na skromny dar. Ja się ucieszę z życzeń na blogu, a Oni mają tyle radości, jeśli dostają choćby najskromniejsze podarunki.
Więcej informacji o Mieszkańcach Domu w Niegowie i ich zainteresowaniach znajdziecie na stronie robótkowej, z góry dziękuję Wszystkim, którzy zechcą podzielić się z Nimi odrobiną serca.
Niech to będzie nasz wspólny adwentowy dar...
A ja zapraszam Was na kolejną serię postów, już niebawem...
Tak było od zawsze, czyli od wczesnego dzieciństwa gdy przez cały grudzień gromadziłam cukierki i ozdoby choinkowe, żeby święta mnie nie zaskoczyły:-)
Adwent się zaczął, a w naszym kościele dodatkowo wypadł na ten dzień odpust z racji św. Katarzyny Aleksandryjskiej.
Postanowiłam Wam pokazać nasz kościół w kilkunastu fotografiach, we wszystkich pięciu porach roku, bo od dzieciństwa kocham go miłością niezmienną...
A oto przedwiośnie...
wiosna...
lato...
jesień...
zima...
Nowa część świątyni ma ponad sto lat, stara, ponad dwieście pięćdziesiąt, a najstarsza- kaplica liczy czterysta lat.
Kościół jest zadbany, piękny, a delikatny i subtelny wystrój sprzyja modlitewnej atmosferze.
Odnowiona przed kilku laty polichromia to dzieło znanych artystów: Stanisława Westwalewicza i Jakuba Beresia.
Zachwycona urodą świątyni i wychowana w jej klimacie nie mogę sobie odmówić zaprezentowania wiersza, który dawno temu napisałam. Rzecz o św. Katarzynie zamiast adwentowego wieńca.
Rzecz o Patronce mojego kościoła

Święta Katarzyna z mojego kościoła
wsparta o koło co pękło przed świętością
w ranek pogodny spogląda śmiało
by nas zachwycić Dziewicy czystością.
W południe palmą pierwszeństwa nas wita
w orszaku świętych przed Bogiem klękając,
o czystość serca i o wiarę pyta
z mądrością wielką na nas spoglądając.
Zwoje pism starych przed mędrcami rozkłada
uczenie dysputuje – sercem chwaląc Boga
ludzką mądrością przedziwnie włada,
nie zna co strach i przed śmiercią trwoga.
Wiarę i mądrość zasiewa dokoła
z pięknością serca przedziwnie ją miesza,
o pokój, dobroć i uczciwość woła
z rozumem i radą wątpiącym pośpiesza.
W Jej oczach nieba piękno się odbija,
Aleksandryjska Panna, Katarzyna Święta
szukającego ratunku człowieka nie mija
o każdym z nas przed Bogiem pamięta.
Wieczorem w gwiazdach nauki rozczytuje
i kościół w Oleśnie ma pod swą opieką,
Stwórcy za ludzi i ich życie dziękuje
Święta Patronka – nasza już od wieków.
Wrosła w nasz pejzaż jedyny na świecie,
w którym się naszą Orędowniczka stała,
codziennie z niebem łączy ziemię przecież
za to Katarzynie cześć i wieczna chwała.
Ponieważ jeszcze piszecie komentarze pod ostatnim kwiatowym postem, zaczekam kilka dni z ogłoszeniem werdyktu, a tymczasem kieruję do Was moją prośbę.
Od kilku lat włączam się w dzieło https://jestrobotka.blogspot.com/
W tym roku to już 10. edycja Robótki.
Bardzo proszę wszystkich, którzy zamierzali przysłać mi piękne karteczki ze świątecznymi życzeniami, by je wysłali na adres Tych, którzy w Niegowie czekają z wielką nadzieją na skromny dar. Ja się ucieszę z życzeń na blogu, a Oni mają tyle radości, jeśli dostają choćby najskromniejsze podarunki.
Więcej informacji o Mieszkańcach Domu w Niegowie i ich zainteresowaniach znajdziecie na stronie robótkowej, z góry dziękuję Wszystkim, którzy zechcą podzielić się z Nimi odrobiną serca.
Niech to będzie nasz wspólny adwentowy dar...
A ja zapraszam Was na kolejną serię postów, już niebawem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































