sobota, 16 listopada 2019

"Y"- jak Yucca czyli nasza już juka karolińska

Nie spodziewaliście się "Y"?
Skoro moje juki kwitną pięknie każdego roku, więc je prezentuję pod literką Y- Yucca, bo taka nazwa funkcjonuje w wielu kwiatowych przewodnikach.
Ta właśnie, karolińska, cieszy nasze oczy, kiedy obleka się w obfitość kwiatów.
Taka strojna, okazała kojarzy mi się z panną młodą. Nie słyszałam by któraś z dziewcząt wpadła na pomysł wykonania bukietu ślubnego z tej pięknej rośliny, a szkoda, bo byłby oryginalny.
Ponieważ dzisiejsza literka jest bardzo słabo "obstawiona", szukać jej raczej należy w matematyce:-)
pozwolę sobie na publikację kilku jesiennych zdjęć.
Listopad wszedł w drugą połowę, a ja podczas codziennych spacerów z Wnukiem, nadal cieszę oczy złotem i rudościami dzielnie trwającymi na gałęziach brzóz, dębów, topoli, dzikich czereśni.
Tym barwom pewnie poświęcę osobny post, ale to dopiero po zakończeniu alfabetu.
Na dziś wybrałam kilka fotografii nietypowych, sami zobaczcie.
Z racji licznych obowiązków domowych nigdzie nie wyjeżdżam, wobec tego piękno samo przychodzi pod moją furtkę...
Każda pora roku jest niezwykła, a jesień niesie ze sobą smutek, ale też nadzieję, że warto czekać...

niedziela, 10 listopada 2019

"W"- jak wszędobylska wisteria, wierny wrzos i wrzosiec, wytworna wajgela, wspaniały wilczomlecz i Wendyjska Winnica.

Marzyłam o niej długo, potem dostałam sadzonkę i umieściłam ją blisko starego jesionu.
Wyskrobała się szybko na niego, ale nie kwitła. Potraktowaliśmy jej pień siekierą wg zaleceń poradników i...zakwitła.
Cieszyłam się ogromnie, ale do czasu. Wszędobylska wisteria opanowała wszystkie okoliczne drzewa, zdusiła modrzew, walczyła z jesionem, a kiedy dopadła lipę, wyrok zapadł.
Została pozbawiona życia, bo za bardzo panowała nad okolicznymi drzewami, a o przycięciu nie było mowy ze względu na duże wysokości. Pozostały mi zdjęcia i wspomnienia majowego zachwytu, gdy czarowała delikatnymi gronami.
Bardzo przypominała mi wszędobylską znajomą, która zawsze szukała sensacji, zdobyte wiadomości rozprzestrzeniała lotem błyskawicy wchodząc z butami wielokrotnie do cudzego życia.
Z nią też ograniczyłam kontakty do minimum. Są wśród nas tacy ludzie, którzy nie odpuszczą żadnej okazji, nawet w czasie tragedii życiowych innych. Omijam ich szerokim łukiem...
Moja wisteria też nie znała granic...ale była piękna. Może właśnie ta uroda tak ją rozpierała!
Wierne wrzosy potrafią się pięknie zasuszyć i zdobić dom zimową porą, są odporne na niskie temperatury.
W przeciwieństwie do wrzośćców, które są znacznie delikatniejsze.
Te dwie roślinki bywają ze sobą mylone, choć zarówno budowa kwiatu, jak i listki są zupełnie inne.
W naturalnych warunkach wrzośćce zakwitają wiosną, a wrzosy- jesienią.
Te kwiaty kojarzą mi się z wiernością, może dlatego, że od lat wiernie strzegły tras pielgrzymowania na odporyszowskich pastwiskach. Zachwycały mnie w dzieciństwie, gdy w towarzystwie rodziców zdążałam na wielki odpust, na którym zawsze Tato kupował mi " biżuterię"- najpiękniejszą na świecie.
Wierność w kontaktach międzyludzkich sprawia, że czujemy się bezpiecznie.
Wierność ideałom, podjętym zadaniom stanowi o naszym człowieczeństwie.
Zdrada w każdym wymiarze zawsze boli...
Wajgela była jednym z moich ulubionych krzewów, miałam kilka odmian.
Kiedyś musiała ustąpić miejsca bzom, więc raduje moje oczy, gdy zakwita przed wiejską figurką.
Wytworni ludzie zwracają uwagę innych swoją powierzchownością i stylem bycia.
Czasami to tylko tyle...
Wilczomlecz jest wspaniały w swym biało- zielonym ubarwieniu.
W wielu ogrodach sam się rozsiewa, a u mnie nie chce, mimo że darzę go taką sympatią.
O niektórych ludziach mówimy: wspaniali!
Innym się wydaje, że są wspaniali, a nie są.
Werbena i wiciokrzew nie pozostawiły po sobie zdjęć, więc niech lektura na jesienne wieczory współgra z alfabetem.
To epicka opowieść z czasów wojny, która ukazuje rodzinne więzy, siłę miłości, determinację kobiet w trudnym , wojennym czasie oraz w latach powojennych.
Zachęcam do przeczytania tej powieści historycznej, bo warto.
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wszelkie komentarze.

środa, 6 listopada 2019

"U"- jak uniwersalne uzupełnienia i ukraińskie unikaty..

Wracajmy do alfabetu...
Uczep- zloty deszcz mnie nie uratuje, bo go na zdjęciach nie mam, choć wielokrotnie w przeszłości gościł na moim balkonie.
Dlatego w dzisiejszym poście przybliżę Wam kwiaty rodem z Ukrainy oraz uzupełnię alfabet tymi roślinami, które nie znalazły miejsca w alfabetycznych postach, ja natomiast odnalazłam ich zdjęcia.
Zanim dojdziemy do kwiatów malowanych, poświęćmy choć odrobinę czasu tym, z własnego ogródka.
Najpierw lawenda wnosząca w mój skromny ogródeczek klimat słońca i marzeń o Toskanii.
Potem facelia z niepowtarzalnym urokiem okolicznych pól. Parę krzewinek posiałam w ogródku.
Delikatne, różowe dzwoneczki, które dostałam od Klaudii https://domprzywiosennej5.blogspot.com/, właścicielki wspaniałego ogrodu, cudownej matki i żony, mam nadzieję, że się dowiemy prawdziwej nazwy.
Drobniutka bakopa ładnie się prezentuje nad oczkiem wodnym.
Przetacznik też ma swoje miejsce.
A krwawnica wygląda najpiękniej na przydrożnych rowach, ale mam jej namiastkę u siebie.
Nornice podjadają mi hiacynty, więc niewiele ich zostało- a szkoda.
Barwinek jest po to, by zdobić wielkanocne koszyczki ze święconką.
Wajgela kiedyś miała swoje miejsce w ogródku, teraz ostała się przed moją wiejską figurką.
Pęcherznica ma przede wszystkim piękne, bordowe liście, ale kwiaty też mają swój urok.
I bez, którym chwalę się każdej wiosny...
Azalia trwa od lat przy drewnianym płotku, nie żałując sił podczas kwitnienia.
Był też ołownik, ale nie wytrzymał próby czasu, a szkoda, bo był wyjątkowy.
Tyle tytułem uzupełnień, bo przecież obiecałam pokazać kwiaty z Ukrainy.
Moja koleżanka, rodem ze Lwowa, pani psycholog, zakochana w sztuce ludowej, przez dwa kolejne plenery malarskie w Brniu czarowała nas kwiatami malowanymi zgodnie z tradycją ukraińskiej wioski o nazwie Petrykivka, palcami, patyczkami z trzciny i pędzelkami z  kociej sierści
Obrazy Elli są takie jak ona, pełne ciepła, radości i fantazji. Malowane akrylami z niezwykłą starannością i bogactwem wyobraźni, sprawiają, ze każdy oglądający, zachwyca się nimi.
Ella pięknie opowiada o swojej sztuce, nauczyła się języka polskiego i lubi do nas przyjeżdżać, a my z radością ją witamy. To niezwykła Osoba i jej twórczość jest niezwykła.
Bluzeczkę, którą ma na sobie, malowała osobiście.
Zresztą sami zobaczcie, ile w tych obrazach baśniowego piękna.
Ella mnie pięknie obdarowała niezwykłej urody kalendarzem.
Będę prezentować Wam kolejne obrazy w każdym miesiącu następnego roku.
Czyż nie mam racji, że to unikaty!
Kwiatowe rozważania zbliżają się powoli do finału, jeszcze tylko w,x,y,z,ż i ogłoszę konkurs...

sobota, 2 listopada 2019

"Idę przez cmentarz jak przez życie..."

Dzień Zaduszny to drugi z dni listopadowych, w których cmentarze stają się szczególnym miejscem spotkań z Tymi, którzy poprzedzili nas w drodze do wieczności.
W pierwszy dzień, Wszystkich Świętych, radujemy się licznym gronem Świętych, Tych znanych z imienia i Tych, których imion nie znamy, a którzy cichym, skromnym, dobrym życiem zasłużyli na świętość.
Drugi dzień, poświęcony jest modlitwom za dusze Zmarłych, które jeszcze oczekują na spotkanie z Wiekuistą Światłością.
Ta modlitwa jest szczególnie skuteczna w czasie oktawy Wszystkich Świętych.
Dlatego odwiedzam cmentarze bardzo często, bo każdego roku przybywa tam moich Znajomych.
W tym roku pożegnałam pogodną i uśmiechniętą Romę, matkę mojej Koleżanki.
Roma kochała świat, ludzi i moją poezję. Miała zawsze tomik pod ręką, wypisywała wersy, które zapadały Jej w serce, a gdy taki znalazła, dzwoniła do jednej z koleżanek seniorek, by przedyskutować jego treść.
Mimo dużej różnicy wieku, byłyśmy " na Ty" i rozumiałyśmy się doskonale.
Później zmarła p. Ania, matka innej koleżanki, pogodna, uśmiechnięta, którą w końcu pokonała złowroga choroba.
Dwie zwyczajne kobiety, które pozostawiły po sobie tyle ciepłych wspomnień, nawet wśród obcych ludzi.
Są też i Inni, którzy wpisali się w moje życie...
1 Listopada był w tym roku zimny i otulił świat welonem mgły, ale i ten rodzaj pogody sprzyja modlitewnej zadumie.
Nasz parafialny cmentarz nie ma wystawnych nagrobków, nawet baronostwo Konopkowie mają skromne nagrobki z XIX w, ale ma w sobie wyjątkową atmosferę.
Przemierzając go często, szukam starych śladów przemijania i uwieczniam jego piękno i wymowę.




Idę przez cmentarz
jak przez życie
z troskami i radościami
zwyczajnych dni
przystaję często 

z różańcem w ręku
i spoglądam na fotografie
" wieczne odpoczywanie"
przeplata się z anegdotkami
dobrymi słowy z przeszłości
budzi drżeniem serce
by obudzić nadzieję
bo kiedyś Tam...

tak mówi moja wiara
a przecież wierzę prawdziwie...

Listopad zrzuca liście, ale nie pozbywa się pamięci...