Nie będę się wysilać na analizy tego, co dzieje się w świecie.
Każdy ma dostęp do mediów, czyta, co chce, myśli jak chce, wierzy, komu chce.
Nie jest moją intencją nikogo przekonywać, ani " nawracać". Chcę się jedynie podzielić kilkoma spostrzeżeniami niemłodej kobiety, której wydawało się, że spędzi życie w cichej wiosce wśród głosów natury...
Niektóre spostrzeżenia mnie radują, inne martwią, jak to w życiu bywa.
Oto obrazek codzienny, dzień wywozu odpadów z okolicznych wiosek. Przed bramami posesji piętrzą się worki z odpadami segregowanymi, dobrze, że pilnuje się segregacji, ale człowiek produkuje tak dużo śmieci, że kiedyś nas one przykryją jak popiół wulkanów starożytne miasta.
W czasach mojego dzieciństwa większość opakowań szklanych było zwrotnych, kosztowały, więc się opłacało oddać je do sklepu. Słoiki po przetworach gospodynie zatrzymywały by mieć na kolejne, własne przetwory, tworzywa sztuczne nie były stosowane do pakowania wszystkiego, we wszystko, a papier zużywało się na rozpałkę. W praktyce, gospodarstwa domowe zużywały nieliczne wówczas odpady, w sposób zgodny z naturą. Dziś sprawa wydaje się prosta, wyspecjalizowane firmy zabiorą i... i co dalej, dalej w nieskończoność?
Poranny budzik w postaci koguta został zastąpiony odgłosami strzelaniny rozlegającej się z pobliskiej strzelnicy od najwcześniejszych godzin porannych do późnej nocy.
Gdy piszę ten tekst, ktoś w pobliży strzela od kilku godzin ( do czego nie wiem) bo odgłosy bliskich wystrzałów mieszają się z rykiem quadów opanowujących coraz większe przestrzenie przez coraz młodszych ludzi. O samolotach tnących niebo na wszystkie możliwe sposoby nie wspomnę, szczególnie o tych latających bardzo nisko nad ziemią. I niech mi nikt nie wciska kitu, że samochody elektryczne uratują planetę, bo jakiż jest rozkład tych potężnych baterii- akumulatorów i jakie zagrożenie w przypadku pożaru.
Oto znaki czasów, nie piszę tego by walczyć z cywilizacją, rozumiem postęp, który jest konieczny i nieuchronny, ale mam świadomość, że nawet w małych, wiejskich obszarach coraz trudniej o niezmąconą ciszę, o niczym niezakłócone śpiewy ptaków i głosy leśnej zwierzyny.
Nie oszukujmy się, nie ma już zdrowej żywności, jest tylko trochę mniej skażona, ale wierzcie mi, żeby rolnik mógł zebrać plony, musi stosować chemię, bo inaczej, nic z tego nie będzie.
A te własne jarzynki, z własnej działki, podlewane ogólnodostępnym deszczem i oddychające ogólnodostępnym powietrzem to nie jest zdrowa żywność, tylko nieco zdrowsza...
Jako optymistka, mimo wszystko, wypieram czarne myśli i biegnę w pola, żeby sobie wbić do głowy, że nie jest tak źle, bo jeszcze są zioła i kwiaty i jeszcze bociany brodzą po łąkach. A może one też sobie wbijają do głowy, że tak musi być i basta!
W środę przygotuję bukiet z ziół, zbóż i kwiatów i poświęcę go w czwartek na Zielną, jak każe zwyczaj zawieszę na ścianie domostwa, by młodzi ludzie uczyli się polskich tradycji, tego, co nas pięknie różni od innych narodów, bo każdy naród powinien pielęgnować własne zwyczaje.
Zbieram
zioła i kwiaty na łąkach
brodzę o
świcie razem z bocianami
pośród
nawłoci odbierających barwy
promieniom ogromnego
słońca
dotykam
pełni lata
zaczarowanej
w mocy ziół
nie umiem Ci
zaśpiewać Godzinek jak dawne kobiety z mojej wioski
więc Cię proszę Święta Panienko
byś mnie przyszła wyręczyć
bo wiem, że tęsknisz do ziół i pól
i razem z
nami zrywasz bukiety
gdy lud Cię jako Zielną przyzywa...
z pozdrowieniami...

















.jpg)







































