K+M+B 2016 -Christus mansionem benedicat 2016, czyli niech Chrystus mieszkanie błogosławi
Święto Trzech Króli czyli Objawienia Pańskiego.
Kredę poświęcę, wszak to nadal jedno z ważnych narzędzi mojej pracy.
Wiersz L. Staffa niech posłuży dobrym rozmyślaniom, a Autorce tytułowych słów poświęcam część moich dzisiejszych refleksji.
A oto kilka zwyczajów dziś już zapomnianych:
Król Jan Kazimierz miał zwyczaj, że w uroczystość Objawienia Pańskiego
składał na ołtarzu jako ofiarę wszystkie monety bite w roku ubiegłym.
Święconym złotem dotykano całej szyi, by uchronić ją od choroby.
Kadzidłem okadzano domy i nawet obory, a w nich chore zwierzęta. Przy
każdym kościele stały od świtu stragany, na których sprzedawano kadzidło
i kredę. Kadzidłem wierni okadzali swoje mieszkania. Mirra
to żywica drzewa Commiphore, a kadzidło - to żywica z różnych
drzew, z domieszką aromatów wszystkich ziół.
W dawnej Polsce w domach pod koniec obiadu świątecznego roznoszono
ciasto. Kto otrzymał ciasto z migdałem, był królem migdałowym. Dzieci
chodziły po domach z gwiazdą i śpiewem kolęd, otrzymując od gospodyni
"szczodraki", czyli rogale. Śpiewało się kolędy o Trzech Królach. Czas
od Bożego Narodzenia do Trzech Króli uważano tak dalece za święty, że
nie wykonywano w nim żadnych ciężkich prac, jak np.: młocki, mielenia
ziarna na żarnach; kobiety nawet przerywały przędzenie.
W święto Objawienia Pańskiego czyli w uroczystość Trzech Króli przed moimi oczyma przesuwają się misyjne obrazy.
Minął rok od śmierci Autorki wspaniałego bloga i książki pod tym samym tytułem http://lavieestbelleijatez.blogspot.com
" La vie est belle- życie jest piękne, czy pod górkę, czy z górki, a wszystko zależy od tego, jak patrzymy na to, co nam się w życiu przydarza. Każdy z nas jest piękny pomimo wszelkich wad, które mamy, a bez których nie bylibyśmy takimi, jakimi jesteśmy,
i mamy co robić, aby być jeszcze piękniejszymi i aby nasze życie było jeszcze bardziej belle..." To słowa s. Judyty, do której nieustannie wpadałam by posilić się duchową strawą.
Trzymam w ręku Jej książkę, z dedykacją i czytam pełne poczucia humoru, słowa o Jej misyjnej dwunastoletniej pracy w Kamerunie
" będzie co opowiadać w niebie..."
Judyta była szczęśliwa do końca i jestem pewna, że nadal jest szczęśliwa.
A to właśnie Królowie Judytki.
Na Rajskiej Wyspie pracuje nasz Przyjaciel z lat licealnych o. Ryszard Wajda pochodzący z naszej parafii. W Papui Nowej Gwinei jest od trzydziestu lat i tam z radością głosi Dobrą Nowinę.
A w Boliwii nasz kolejny parafianin ks. Kazimierz Stępniowski ewangelizuje od wielu lat dobrocią serca i uśmiechem. Misyjne zdjęcia zaczerpnęłam ze stron misyjnych. Dodam, że obaj Misjonarze kilkakrotnie odwiedzali podczas urlopów naszą szkołę, a młodzieży udało się nawiązać kontakt z tamtejszymi dziećmi.
Wszystkim Misjonarzom, którzy podjęli trudną pracę życzę radości z każdego, nawet najmniejszego okruchu dobra.
A Was pozdrawiam ze zmrożonej wioski:-)
wtorek, 5 stycznia 2016
piątek, 1 stycznia 2016
W porannej ciszy pierwszego dnia roku...
Deska do krojenia była stara i zniszczona. Służyła kiedyś, dawno temu, mojej Mamie, gdy zamieszkiwaliśmy stary dom.
Potem podzieliła los przedmiotów nieużytecznych, ale nie do końca, bowiem udało się jej ukryć przed spaleniem.
Po wielu latach odnaleziona, została potraktowana jako jedna z pamiątek po nieobecnych.
Na dwa dni przed świętem Bożej Rodzicielki postanowiłam połączyć pamięć z radością macierzyństwa i malarską pasją.
A najodpowiedniejszym tematem na sentymentalną deskę, która pozostanie w domu, wydała mi się Matka Boża, od której miłości może się uczyć każda ziemska matka. I tak oto powstał akrylowy obrazek, na którego odwrocie zanotowałam jego historię dla potomnych.
W ostatni dzień oktawy Bożego Narodzenia obchodzimy święto Matki Boga, przez którą spełniły się obietnice dane ludzkości. Tego dnia z wszystkich przymiotów Maryi czcimy szczególnie Jej macierzyństwo. Dziękujemy Jej także za to, że swą macierzyńską opieką otacza cały Lud Boży.
Poświęcenie Maryi pierwszego dnia rozpoczynającego się roku ma także inne znaczenie. Matka Jezusa zostaje ukazana ludziom jako najdoskonalsze stworzenie, a zarazem jako pierwsza z tych, którzy skorzystali z darów Chrystusa.
Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi to najstarsze maryjne święto. Do liturgii Kościoła wprowadził je dość późno papież Pius XI w roku 1931 na pamiątkę 1500. rocznicy soboru w Efezie (431), podczas którego pierwszy dogmat maryjny, uznający Maryję za Bożą rodzicielkę, został oficjalnie włączony do kanonu Kościelnego.
Ostatnie dni przyniosły mi niezwykły prezent- drugi już tomik poezji lirycznej Basi z http://szeptyserca.blogspot.com
Dar niezwykły, bo pisany sercem, za który Basi dziękuję, a Was odsyłam do Basi na candy, bo właśnie u niej można wygrać ten niezwykły tomik.
Ogromna wrażliwość Poetki sprawia, że w jej wierszach odnajdujemy to, co najpiękniejsze...
Dziękuję też za życzenia i piękne kartki świąteczne:
Janeczce http://janeczkowo.blogspot.com/
Edytce
http://strzepki-okruchy.blogspot.com/
Agatce http://aggajas.blogspot.com/
Bardzo dziękuję za miłe życzenia, niech się spełnią.
A to już moje marzenia o zimowej bieli...
Miękkość zimowej bieli
łagodzi szelest kroków
miliony złotych gwiazdek
hojnie rozrzuconych na białym dywanie
migocą wesoło
i lśnią jak oczy gwiazdy szczęśliwej dziewczyny
białe obłoki
żeglują łagodnie nad uśpionymi lasami
muślinowe czapy śniegu
skradły zieleń długim igłom sosen
idź ostrożnie by nie spłoszyć
zanurzonego w zimowej bieli ptaka.
A jeszcze mała dygresja do minionej nocy.
Nasza atmosfera musiała uporać się wczoraj z niezliczoną ilością pirotechnicznych cudów.
Nie wspomnę o tym jak boją się, tych pięknych lecz trwających każdego roku coraz dłużej wystrzałów, zwierzęta i ptaki.
" Publiczność oklaskuje sztuczne ognie, ale nigdy wschód słońca."- powiedział Christian Friedrich Hebbel. Więc dla równowagi:
Wszystkiego dobrego Drodzy Czytelnicy!
Potem podzieliła los przedmiotów nieużytecznych, ale nie do końca, bowiem udało się jej ukryć przed spaleniem.
Po wielu latach odnaleziona, została potraktowana jako jedna z pamiątek po nieobecnych.
Na dwa dni przed świętem Bożej Rodzicielki postanowiłam połączyć pamięć z radością macierzyństwa i malarską pasją.
A najodpowiedniejszym tematem na sentymentalną deskę, która pozostanie w domu, wydała mi się Matka Boża, od której miłości może się uczyć każda ziemska matka. I tak oto powstał akrylowy obrazek, na którego odwrocie zanotowałam jego historię dla potomnych.
W ostatni dzień oktawy Bożego Narodzenia obchodzimy święto Matki Boga, przez którą spełniły się obietnice dane ludzkości. Tego dnia z wszystkich przymiotów Maryi czcimy szczególnie Jej macierzyństwo. Dziękujemy Jej także za to, że swą macierzyńską opieką otacza cały Lud Boży.
Poświęcenie Maryi pierwszego dnia rozpoczynającego się roku ma także inne znaczenie. Matka Jezusa zostaje ukazana ludziom jako najdoskonalsze stworzenie, a zarazem jako pierwsza z tych, którzy skorzystali z darów Chrystusa.
Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi to najstarsze maryjne święto. Do liturgii Kościoła wprowadził je dość późno papież Pius XI w roku 1931 na pamiątkę 1500. rocznicy soboru w Efezie (431), podczas którego pierwszy dogmat maryjny, uznający Maryję za Bożą rodzicielkę, został oficjalnie włączony do kanonu Kościelnego.
Ostatnie dni przyniosły mi niezwykły prezent- drugi już tomik poezji lirycznej Basi z http://szeptyserca.blogspot.com
Dar niezwykły, bo pisany sercem, za który Basi dziękuję, a Was odsyłam do Basi na candy, bo właśnie u niej można wygrać ten niezwykły tomik.
Ogromna wrażliwość Poetki sprawia, że w jej wierszach odnajdujemy to, co najpiękniejsze...
Dziękuję też za życzenia i piękne kartki świąteczne:
Janeczce http://janeczkowo.blogspot.com/
Edytce
http://strzepki-okruchy.blogspot.com/
Agatce http://aggajas.blogspot.com/
Bardzo dziękuję za miłe życzenia, niech się spełnią.
A to już moje marzenia o zimowej bieli...
Miękkość zimowej bieli
łagodzi szelest kroków
miliony złotych gwiazdek
hojnie rozrzuconych na białym dywanie
migocą wesoło
i lśnią jak oczy gwiazdy szczęśliwej dziewczyny
białe obłoki
żeglują łagodnie nad uśpionymi lasami
muślinowe czapy śniegu
skradły zieleń długim igłom sosen
idź ostrożnie by nie spłoszyć
zanurzonego w zimowej bieli ptaka.
A jeszcze mała dygresja do minionej nocy.
Nasza atmosfera musiała uporać się wczoraj z niezliczoną ilością pirotechnicznych cudów.
Nie wspomnę o tym jak boją się, tych pięknych lecz trwających każdego roku coraz dłużej wystrzałów, zwierzęta i ptaki.
" Publiczność oklaskuje sztuczne ognie, ale nigdy wschód słońca."- powiedział Christian Friedrich Hebbel. Więc dla równowagi:
Wszystkiego dobrego Drodzy Czytelnicy!
wtorek, 29 grudnia 2015
Tak szybko mija kolejny rok...więc...
Nie robię podsumowań, nie wyliczam, nie analizuję, nie określam jakościowo i ilościowo...
Nie tworzę planów na następny rok. Życie i tak napisze własny scenariusz, zazwyczaj inny niż ten, przez nas wymyślony. Jedno wiem.
Za każdą chwilę trzeba dziękować i każda ma swój sens, nawet ta trudna...choć ciężko w to uwierzyć. Każdy ma własną filozofię życia. Mojej nikomu nie narzucam, szanuję wybory innych ludzi, choć tak trudno czasami zrozumieć egoizm ludzi, którzy nawet dobrami przyrody nie chcą się dzielić...
Ale o tym pisać dziś nie będę.
Na koniec Starego Roku i początek Nowego, niech będzie pozytywnie.
Dwa obrazki:
Starszy mężczyzna, który przed wielu laty był w pewnym zakładzie produkcyjnym podwładnym mojego Męża, podróżuje rowerem po okolicy, by w końcu odnaleźć dom naszego Syna Kamila i przekazać dla Taty uzbierane przez siebie i zamarynowane grzybki- z wdzięczności za kiedyś, bo dziś żadną miarą nie zależy od Męża. Tak po latach, zwyczajnie, żeby zdążyć, bo starość nie zawsze chce czekać...a wdzięczność " jest pamięcią serca".
W jeden ze świątecznych dni spotykam młode małżeństwo. Ona wyciąga małą torebeczkę z aniołkiem w środku. Czatowaliśmy na panią- powiada, bo chcieliśmy podziękować za pomoc w pewnej sprawie. Mały aniołek- taki drobiazg- od serca...
I takie obrazki dają człowiekowi radość i nadzieję i nakazują nie wspominać o tych, co tylko dla siebie...
To właśnie ów wspomniany aniołek, a obok niego karteczka z życzeniami od pamiętającej zawsze Małgosi z http://sutaszgochy-artsmak.blogspot.com/
A kolejny znak pamięci nadszedł od Ani, która nie prowadzi tradycyjnego bloga, ale pokazuje swoje przepiękne prace na http://deccoria.pl/profil,anna12126.html
Warto zobaczyć...
Ania wielokrotnie przysyłała mi piękne dzieła swoich rąk- dziękuję Aniu.
I jeszcze życzenia, tym razem od Joli, co wszystko potrafi, po prostu ma cudowne ręce, a na dodatek świetne pióro
http://yolanda-art.blogspot.com/
A skoro o aniołach mowa, to wziąwszy pod uwagę moc aniołów, które zostały w ostatnim roku stworzone przez Wasze zdolne ręce, słów o nich kilka...
Istnienie aniołów należy do prawd naszej wiary. Pośredniczą oni między Bogiem i ludźmi.
Na podstawie Pisma św. możemy podzielić aniołów na chóry przyjmując za kryterium stan natury, łaski i chwały. Jedną z grup anielskich są Aniołowie Stróżowie. Każdy z nas ma swojego Anioła Stróża, który towarzyszy człowiekowi przez całe jego ziemskie życie. Uśmiecham się na samą myśl ile pracy mają niektórzy aniołowie biorąc pod uwagę ich roztargnionych niektórych podopiecznych:-)
Aniołom oddawano cześć już w liturgii starochrześcijańskiej, a pierwsze wzmianki o ich kulcie spotykamy u św. Justyna ok. 165 r.
Od IV w. rozwinął się kult św. Michała Archanioła, a od średniowiecza trwa kult Aniołów Stróżów.
W moich pracach malarskich jest ogromna ilość aniołów, są one również obecne w mojej poezji, bo są naprawdę obecne w moim życiu. Chcę by moje wiersze i moje prace były modlitwą zanoszoną za pośrednictwem Aniołów, a nie tylko znakiem mody.
Do mojego Anioła
Aniele Stróżu Boży – i mój
na wąskiej kładce mojego życia
ponad gruzami lęków
pod błękitem miłości
cichy tak samo o zmierzchu
jak o poranku
a ja z wyciągniętą ręką
czekam na anielskie pióro
które wiecznie gubię
w labiryncie
moich poplątanych spraw.
A moje balkonowe wciąż żywe kwiaty( tego jeszcze nie bywało) odbijają swe oblicze w świątecznych światełkach:-)
I tym niecodziennym akcentem żegnam się z Wami do Nowego Roku.
Niech on będzie dla Was źródłem wielu radości oraz spełnieniem marzeń i planów.
A za wszystkie Wasze obecności w mijającym roku, tu na blogu i w moim domu pod postacią wszelkich przepięknych dzieł Waszych serc, serdecznie dziękuję.
Zapraszam w Nowym Roku, bo jeśli Czytelnicy licznie przybywają, to i autor powinien się starać:-)
Nie tworzę planów na następny rok. Życie i tak napisze własny scenariusz, zazwyczaj inny niż ten, przez nas wymyślony. Jedno wiem.
Za każdą chwilę trzeba dziękować i każda ma swój sens, nawet ta trudna...choć ciężko w to uwierzyć. Każdy ma własną filozofię życia. Mojej nikomu nie narzucam, szanuję wybory innych ludzi, choć tak trudno czasami zrozumieć egoizm ludzi, którzy nawet dobrami przyrody nie chcą się dzielić...
Ale o tym pisać dziś nie będę.
Na koniec Starego Roku i początek Nowego, niech będzie pozytywnie.
Dwa obrazki:
Starszy mężczyzna, który przed wielu laty był w pewnym zakładzie produkcyjnym podwładnym mojego Męża, podróżuje rowerem po okolicy, by w końcu odnaleźć dom naszego Syna Kamila i przekazać dla Taty uzbierane przez siebie i zamarynowane grzybki- z wdzięczności za kiedyś, bo dziś żadną miarą nie zależy od Męża. Tak po latach, zwyczajnie, żeby zdążyć, bo starość nie zawsze chce czekać...a wdzięczność " jest pamięcią serca".
W jeden ze świątecznych dni spotykam młode małżeństwo. Ona wyciąga małą torebeczkę z aniołkiem w środku. Czatowaliśmy na panią- powiada, bo chcieliśmy podziękować za pomoc w pewnej sprawie. Mały aniołek- taki drobiazg- od serca...
I takie obrazki dają człowiekowi radość i nadzieję i nakazują nie wspominać o tych, co tylko dla siebie...
To właśnie ów wspomniany aniołek, a obok niego karteczka z życzeniami od pamiętającej zawsze Małgosi z http://sutaszgochy-artsmak.blogspot.com/
A kolejny znak pamięci nadszedł od Ani, która nie prowadzi tradycyjnego bloga, ale pokazuje swoje przepiękne prace na http://deccoria.pl/profil,anna12126.html
Warto zobaczyć...
Ania wielokrotnie przysyłała mi piękne dzieła swoich rąk- dziękuję Aniu.
I jeszcze życzenia, tym razem od Joli, co wszystko potrafi, po prostu ma cudowne ręce, a na dodatek świetne pióro
http://yolanda-art.blogspot.com/
A skoro o aniołach mowa, to wziąwszy pod uwagę moc aniołów, które zostały w ostatnim roku stworzone przez Wasze zdolne ręce, słów o nich kilka...
Istnienie aniołów należy do prawd naszej wiary. Pośredniczą oni między Bogiem i ludźmi.
Na podstawie Pisma św. możemy podzielić aniołów na chóry przyjmując za kryterium stan natury, łaski i chwały. Jedną z grup anielskich są Aniołowie Stróżowie. Każdy z nas ma swojego Anioła Stróża, który towarzyszy człowiekowi przez całe jego ziemskie życie. Uśmiecham się na samą myśl ile pracy mają niektórzy aniołowie biorąc pod uwagę ich roztargnionych niektórych podopiecznych:-)
Aniołom oddawano cześć już w liturgii starochrześcijańskiej, a pierwsze wzmianki o ich kulcie spotykamy u św. Justyna ok. 165 r.
Od IV w. rozwinął się kult św. Michała Archanioła, a od średniowiecza trwa kult Aniołów Stróżów.
W moich pracach malarskich jest ogromna ilość aniołów, są one również obecne w mojej poezji, bo są naprawdę obecne w moim życiu. Chcę by moje wiersze i moje prace były modlitwą zanoszoną za pośrednictwem Aniołów, a nie tylko znakiem mody.
Do mojego Anioła
Aniele Stróżu Boży – i mój
na wąskiej kładce mojego życia
ponad gruzami lęków
pod błękitem miłości
cichy tak samo o zmierzchu
jak o poranku
a ja z wyciągniętą ręką
czekam na anielskie pióro
które wiecznie gubię
w labiryncie
moich poplątanych spraw.
A moje balkonowe wciąż żywe kwiaty( tego jeszcze nie bywało) odbijają swe oblicze w świątecznych światełkach:-)
I tym niecodziennym akcentem żegnam się z Wami do Nowego Roku.
Niech on będzie dla Was źródłem wielu radości oraz spełnieniem marzeń i planów.
A za wszystkie Wasze obecności w mijającym roku, tu na blogu i w moim domu pod postacią wszelkich przepięknych dzieł Waszych serc, serdecznie dziękuję.
Zapraszam w Nowym Roku, bo jeśli Czytelnicy licznie przybywają, to i autor powinien się starać:-)
czwartek, 24 grudnia 2015
" Słowa tyle rozdadzą, ile serce czuje..."
Znów jest Boże Narodzeniew betlejemskiej szopce i w twoim sercu
do którego zaglądam ostrożnie
by po raz kolejny zobaczyć cud
tej samej wciąż dobroci
cichutko rozwieszanej
na oczekujących gałęziach codzienności
szukając cudu w twoim sercu
odnajduję wiecznie młodą radość
mimo upływających lat
i kolejnych ciężarów branych na ramiona
Boże Narodzenie niesie znów niezwykłe dary
tak jak kiedyś zrodziło niezwykłego człowieka
po to też bym mogła
bezustannie szukać iskierek szczęścia
zatem
pielęgnuję cud Bożego Narodzenia
darowany niezwykłym rodzicom
by powiew wiatru zanosił
w szare nadwiślańskie równiny
niezwykłą dobroć
odbitą również w moich oczach
której obfitość zagarniam
spragnionymi cudu dobroci rękoma
dobrze że Boże Narodzenie
zdarza się każdego dnia.
Powyższe słowa napisałam na jedno z minionych Świąt.
Tyle ich już było w moim życiu i za wszystkie dziękuję...
Dla Was oprócz słów i życzeń mam dziś całe pola gwiazd betlejemskich od Kasi z Taipei.
I zgodnie z obyczajem piszę posta w Wigilię, bo co robisz w Wigilię, będziesz robić przez rok cały:-)
W dawnych latach kobiety mocno się pilnowały, by nie dać się wciągnąć w kłótnie w tym dniu:-)
Tylko w ten jedyny, niepowtarzalny wieczór pojawia się w naszych domach biały opłatek.
Jest to cieniutki płatek chlebowy wyrabiany z białej mąki i wody, bez drożdży, soli i zakwasu.
Pojawił się w średniowieczu i był wypiekany w klasztorach i kościołach. Ozdabiano go symbolami religijnymi, scenami z narodzin Jezusa oraz roślinnymi ornamentami Nie wiadomo dokładnie, kiedy tradycja dzielenia się opłatkiem na stałe zagościła w polskich domach. Pierwsze wzmianki pochodzą z XVIII wieku. Kiedy nasz kraj przestał istnieć na mapach świata, to nasi przodkowie chcieli zachować jedność mimo, że mieszkali w różnych krajach, dlatego zaczęli posyłać sobie w listach chleb. Niemożliwym było posyłanie chleba w jego codziennej formie, wymyślono więc opłatek, który można było włożyć do koperty. Starsze pokolenie do dziś kultywuje ten zwyczaj. W kopercie ze świąteczną kartką od moich cioć i wujków znajduję w bibułce mały opłatek i napis " łamiemy się z Wami opłatkiem". Piękny zwyczaj.
Piękne i szczere życzenia nadeszły do mnie w ostatnich dniach od :
Ewy http://jadzidka.blogspot.com
Eluni http://rekodzieloeluni.blogspot.com/
i Ani http://dziergankitoniewszystko.blogspot.com
Wszystkie karteczki zawisły w oknie na firance w ramach świątecznej radości i wdzięczności.
Bardzo Wam dziękuję, że wciąż obdarzacie mnie swoimi pięknymi pracami, a przez nie swoim sercem.
Niebo raduje nas ostatnio takimi pięknymi widokami. Samoloty znaczą na nim swój ślad, a ja myślę, że w nich podróżują ludzie, którzy spieszą do swoich bliskich, by w te piękne święta dzielić się z nimi radością.
Powtórzę za Autorem tekstów do jednej z Perełek wydanych w 1998 r.
przez Edycję Św. Pawła:
" Słowa tyle rozdadzą, ile serce czuje.
Zanim ciepłym blaskiem choinka rozbłyśnie
i kruchy opłatek pojawi się w dłoni,
a wokół zawiruje rdosna kolęda,
napełnij serce światłem, radością, pokojem.
Tylko słowa miłości odkruszą
coś z serca i uczynią darem..
Najważniejsze, aby usta,
pełne drżących życzeń,
królewską drogą miłości
się stały.
Niech zatem ten Czas będzie dla Was wszystkich czasem najpiękniejszych przeżyć płynących prosto z serca...
niedziela, 20 grudnia 2015
Zamyślenia tuż przed Wigilią...
Posprzątałam Ci pokój Mamo
idą święta
a Ty wciąż lubisz porządek
więc starłam kurze
które chciały przykryć wspomnienia
i podlałam ukochane storczyki
a kiedy przetarłam wasz stary ślubny portret
spojrzałaś z napomnieniem
że niezbyt dokładnie
a przecież przez łzy
nie widać odrobinek kurzu...
Za kilka dni Wigilia. W wielu domach pozostanie puste miejsce po kimś bliskim.
Każdego roku taka pustka dotyka wielu domów.
Kiedyś również po nas zostaną puste miejsca...
Póki jesteśmy tutaj, starajmy się dobrocią zasłużyć na wdzięczną i wierną pamięć...
W tym roku odeszło wielu moich Bliskich i Znajomych. Jedni po długich i ciężkich chorobach, inni- niespodziewanie. Wigilijnych potraw nie skosztuje moja pracowita Mama i jej energiczna bardzo siostra Anielka, zatroskana o wszystkich ciocia Stenia i elegancki pan Stanisław, dobra poetka pani Jadzia i jej córka Alicja, żyjąca kiedyś sprawami niepełnosprawnych- pani Stanisława i nasza wspaniała koleżanka blogowa- pogodna siostra Judyta i wiele innych osób, które pozostały w sercu... Wigilia to dzień szczególny, wtedy tęsknota przybiera mocniejszy odcień...
Do rodzinnej wigilii już 17. raz przygotowaliśmy się poprzez wspólne przeżywanie cudu Miłości w spektaklu Bożonarodzeniowym przygotowanym przez uczniów naszego Gimnazjum.
Był spektakl, były życzenia przy opłatku, były wigilijne potrawy i pełna sala Gości...
Wszyscy razem, w atmosferze życzliwości i zrozumienia- NIEPRAWDA, że gimnazja są złe, ale nie czas dziś dywagować na ten temat, jest zbyt świątecznie by dawać upust emocjom.
A w przedświątecznym zabieganiu bardzo dziękuję za pamięć, piękne karteczki i nadesłane życzenia:
Tereni z bloga http://tessart57.blogspot.com/
i Agatce z http://agatekmix.blogspot.com/
oraz Magdusi http://nitkiariadny.blogspot.com/
i Bożence http://mojadroga-blog.blogspot.com
Przed nami piękne dni.
Ale życzenia złożę w Wigilię, jak każe tradycja, by robić to przez cały rok:-)
środa, 16 grudnia 2015
Co jest źródłem Twojej radości?
Usłyszałam niedawno pytanie: Co jest źródłem Twojej radości?
I na myśl przyszło mi pewne zdarzenie.
Do lokalnego sklepiku z odzieżą i sztuczną biżuterią weszła starsza kobieta, skromnie ubrana mieszkanka jednej z pobliskich wiosek. Poszukiwała spodni, bo jak wyznała sprzedawczyni, jeździ często na zabiegi w związku z bardzo zaawansowaną chorobą reumatyczną. Zagadnięta o powód zasiniaczonego oka opowiedziała krótko przygodę z dźwiganiem męża, który zasłabł, a w pobliżu oprócz niej nie było nikogo. Po nabyciu potrzebnych spodni, owa starsza kobieta poprosiła o pierścionek. Wybór był trudny, bo miał on być " złoty" i koniecznie z oczkiem, a żaden z tam obecnych nie chciał przejść przez zwyrodniały staw palca serdecznego. Jednak właścicielka sklepiku się postarała i w końcu na palcu owej kobiety zabłysnął pierścionek za 20 zł.
I tu finał historii: trzeba było zobaczyć tę radość starej, schorowanej kobiety opiekującej się chorym mężem, dla której " złoty" pierścionek z oczkiem stanowił źródło niewysłowionej radości.
Obserwowałam tę scenę zza zasłony przymierzalni i choć nic tego dnia nie kupiłam, cieszyłam się w duchu razem z tą kobietą. Pomyślałam też o wszystkich malkontentach, wiecznie niezadowolonych posiadaczy dóbr wielkich, którzy nie potrafią się cieszyć z niczego...
A przecież wystarczy drobiazg, jeśli tylko serce jest piękne...
Wszystkim, którzy nie mają okazji odwiedzić świątecznego Krakowa, obiecałam kilka kolejnych pogodnych fotografii...
Zaczarowany Kraków przegląda się moich źrenicach
z radością wpada do mojego serca
w dźwiękach słowach i obrazach
tańczy z aniołami pod kolorową choinką
przysiada na ramieniu wędrowców
wiruje z promykami słońca wokół mariackich wież
budzi wieszcza ze snu
i razem z gołębim łoskotem spada na kamienie historii
gładzi moje rozczochrane myśli
i każe się uśmiechać do dorożek i koni
wystrojonych w świąteczne marzenia.
Ilekroć myślę o radości, spoglądam w stronę dzieci bowiem od nich można się uczyć najprawdziwszej radości:-)
Poczucie humoru wszak nie jest zależne od wieku:-)
A te dzwoneczki obwieszczają światu radość adwentowego oczekiwania.
Zaczarowane dorożki królują w moim obiektywie o każdej porze roku.
Przyjeżdżam tu jak do świata baśni...
Przemierzam znane trakty i ciągle na nowo odkrywam ich urok. Floriańska- bez niej ani rusz...
A w kościele Mariackim czeka zawsze św. Juda Tadeusz od spraw trudnych i beznadziejnych.
A to już radość wypływająca ze smaku prostych potraw z czasów, gdy takie kromki były marzeniem...
Przedświąteczną i niespodziewaną radość sprawiła mi Beatka http://pasjebet.blogspot.com
która kultywuje tradycje, dba o piękno i sama tworzy piękne rzeczy.
Ten piękny naszyjnik miał już wczoraj premierę, a karteczka wzbogaciła zbiór ślicznych świątecznych drobiazgów. Bardzo Ci Beatko dziękuję. A Was zapraszam na bloga Beaty.
I na myśl przyszło mi pewne zdarzenie.
Do lokalnego sklepiku z odzieżą i sztuczną biżuterią weszła starsza kobieta, skromnie ubrana mieszkanka jednej z pobliskich wiosek. Poszukiwała spodni, bo jak wyznała sprzedawczyni, jeździ często na zabiegi w związku z bardzo zaawansowaną chorobą reumatyczną. Zagadnięta o powód zasiniaczonego oka opowiedziała krótko przygodę z dźwiganiem męża, który zasłabł, a w pobliżu oprócz niej nie było nikogo. Po nabyciu potrzebnych spodni, owa starsza kobieta poprosiła o pierścionek. Wybór był trudny, bo miał on być " złoty" i koniecznie z oczkiem, a żaden z tam obecnych nie chciał przejść przez zwyrodniały staw palca serdecznego. Jednak właścicielka sklepiku się postarała i w końcu na palcu owej kobiety zabłysnął pierścionek za 20 zł.
I tu finał historii: trzeba było zobaczyć tę radość starej, schorowanej kobiety opiekującej się chorym mężem, dla której " złoty" pierścionek z oczkiem stanowił źródło niewysłowionej radości.
Obserwowałam tę scenę zza zasłony przymierzalni i choć nic tego dnia nie kupiłam, cieszyłam się w duchu razem z tą kobietą. Pomyślałam też o wszystkich malkontentach, wiecznie niezadowolonych posiadaczy dóbr wielkich, którzy nie potrafią się cieszyć z niczego...
A przecież wystarczy drobiazg, jeśli tylko serce jest piękne...
Wszystkim, którzy nie mają okazji odwiedzić świątecznego Krakowa, obiecałam kilka kolejnych pogodnych fotografii...
Zaczarowany Kraków przegląda się moich źrenicach
z radością wpada do mojego serca
w dźwiękach słowach i obrazach
tańczy z aniołami pod kolorową choinką
przysiada na ramieniu wędrowców
wiruje z promykami słońca wokół mariackich wież
budzi wieszcza ze snu
i razem z gołębim łoskotem spada na kamienie historii
gładzi moje rozczochrane myśli
i każe się uśmiechać do dorożek i koni
wystrojonych w świąteczne marzenia.
Ilekroć myślę o radości, spoglądam w stronę dzieci bowiem od nich można się uczyć najprawdziwszej radości:-)
Poczucie humoru wszak nie jest zależne od wieku:-)
A te dzwoneczki obwieszczają światu radość adwentowego oczekiwania.
Zaczarowane dorożki królują w moim obiektywie o każdej porze roku.
Przyjeżdżam tu jak do świata baśni...
A w kościele Mariackim czeka zawsze św. Juda Tadeusz od spraw trudnych i beznadziejnych.
A to już radość wypływająca ze smaku prostych potraw z czasów, gdy takie kromki były marzeniem...
Przedświąteczną i niespodziewaną radość sprawiła mi Beatka http://pasjebet.blogspot.com
która kultywuje tradycje, dba o piękno i sama tworzy piękne rzeczy.
Ten piękny naszyjnik miał już wczoraj premierę, a karteczka wzbogaciła zbiór ślicznych świątecznych drobiazgów. Bardzo Ci Beatko dziękuję. A Was zapraszam na bloga Beaty.
Dziś nadeszły też życzenia świąteczne i miły upominek od Ewuni z bloga ewebellart.blogspot.com
Sami zobaczcie, jak mile Ewunia mnie zaskoczyła. Piękna karteczka, słodycze, równie słodki miś i tealighty ( ciekawe skąd wiedziała, że właśnie zużyłam ostatnie). Dziękuję, jest mi niezmiernie miło!
W ubiegłym tygodniu trafiłam na bloga Bogusi, niezwykle uzdolnionej plastyczki i poetki, która zmaga się z ciężką chorobą.
Bogusi można pomóc w leczeniu przez zakup ostatniego tomiku jej poezji, który jest lirycznym zbiorem przeżyć kobiety doświadczonej chorobą, a jednocześnie kochającej życie i ludzi.
Wszelkie informacje u Bogusi na:
Jestem w trakcie zapoznawania się z jej refleksjami i przeżyciami.
Jej wiersze trafiają prosto do serca, mówią o zwyczajnych sprawach i zwyczajnych dniach, dlatego są nam bliskie. Bogusia przekazuje nam treści ważne i wskazówki jak się nie zagubić w ciemnościach.
Jej wiara uczy nas góry przenosić...Skorzystajmy z tego, że pomagając komuś, sami zyskujemy znacznie więcej.
A i pokłonić się Nowonarodzonemu będzie prościej...
Oto fragment wiersza Bogusi " Jutro wigilia"
...zobacz...posyłam ci wigilijnego Anioła
zaproś go do stołu miejsce przy sobie zrób
on polotu doda twoim marzeniom
uskrzydli przyziemne sny
będziesz wtedy mogła usłyszeć
myśli swojego kota
ptaków rozmowy zrozumiesz
i co szczeka twój pies
...tak wiem że to dopiero jutro wigilia...
ale gdy słuchasz sercem
wszystko możliwe już dzisiaj jest...
Jeśli zechcesz, napisz, co jest źródłem Twojej radości...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















































