poniedziałek, 6 lipca 2020

To nie jest chwalenie się, to jest dzielenie się radością.

Moje pokolenie zostało wychowane w pokorze. Uczono nas, że nie wypada się chwalić, że to nieładnie gdy się opowiada o swoich sukcesach. W myśl " równości" nie wypadało osiągnąć więcej niż inni. Oczywiście " uprzywilejowani" mogli, ale zwyczajni ludzie, nie.
W efekcie większość z nas nie potrafiła podzielić się z innymi, swoimi radościami i sukcesami w obawie przed " niezdrowym oburzeniem znajomych".
Potem był nagły zwrot w preferencjach. Kto umiał " sprzedać" swoje "mocne strony", kto umiał we właściwym czasie stanąć   
" w pierwszym rzędzie", ten osiągał dobre stanowiska, robił błyskotliwą karierę i zdobywał gromkie poklaski.
Jak to bywa, zawsze najlepsze wyniki daje " złoty środek", a więc umiar i rozwaga zawsze będą w każdym temacie, na miejscu.
W blogowym świecie rozumiemy się doskonale i nie ma miejsca na przechwałki, ale jest miejsce na prezentację swoich prac i dzielenie się radością sukcesu.
W ogólnopolskim konkursie poświęconym tematyce związanej z bł. Karoliną, każdego roku uczestniczy ok. 1000 osób w różnych kategoriach wiekowych. Przez wiele lat startowałam w nim z myślą o zdobyciu nagrody, od kilku lat jest inaczej. Teraz moje uczestnictwo w konkursie wynika z innych pobudek.
W tym roku tematyką konkursu było postrzeganie roli chleba w naszym życiu- tego powszedniego oraz eucharystycznego.
Szósty rok uczestniczę systematycznie w comiesięcznych Drogach Krzyżowych szlakiem męczeństwa bł. Karoliny, więc udział w tym konkursie postrzegam jako moją powinność.
Zdobycie nagrody nie jest dla mnie celem głównym, ale miło mi, że jury doceniło moje starania i w kategorii: plastyka- dorośli zdobyłam 3. miejsce, a w kategorii: poezja- dorośli, 2. miejsce.
Konkursowy obraz prezentuję powyżej, a konkursowy wiersz, poniżej.
Ten wiersz jest hołdem oddanym mojej Matce i innym matkom, które chleb dzieliły z wiarą, miłością i nadzieją.

MATKA

Wiarą dzieliła się jak chlebem
z wielkiego bochna odłamywała okruszki
by starczyło dla wszystkich
a może to było serce
zamienione w chleb dla głodnych
chleb i serce to prawie to samo
możesz łamać okruszki miłości
wolno ci się posilić gdy jesteś głodny
nie musisz tęsknić
podchodzisz
łamiesz
bierzesz
rozdajesz
dzielisz jak ona
moja matka
której wiara sprawiała
że starczało dla wszystkich…
W ramach dzielenia się pięknem ( to nie są przechwałki:-) prezentuję dalszy ciąg różanego festiwalu.
Nawet na naszej części wału Żabnicy ( o tę część dba mój Mąż, by była wykoszona i zadbana, bo odpowiednie służby ten temat nie interesuje mimo licznych naszych interwencji) kwitnie nam ogromny krzak róży tzw. lalki, która na tle dzikiej roślinności wygląda przecudnie.
Sami zobaczcie...
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze, miło mi, że chcecie u mnie bywać, nieustannie zapraszam.
Różanym akcentem żegnam się z Wami do następnego posta, bo już tyle kwitnących kwiatów czeka w kolejce...ogród szaleje barwami.

niedziela, 28 czerwca 2020

Małgosi pragnę podziękować szczerze...

Dobrze jest gdy się ma gdzieś tam, choćby daleko, przyjaciół, którzy pomogą w potrzebie.
Taką Osobą jest Małgosia https://papierowy-jarmark.blogspot.com/, czarodziejka z krainy pięknych albumów i wszelkich kartek, która potrafi poratować w potrzebie.
Długo myślałam nad właściwym prezentem dla Kapłana, który już 40 lat służy ludziom realizując w godny sposób swoje powołanie.
Znając jego wielką cześć dla Matki Bożej, pomyślałam, że ofiaruję mu zbiór moich poezji pt. " Rozmowy z Madonnami", który zawiera 25 modlitw do Matki Jezusa przedstawionej w Jej różnorodnych Wizerunkach. Zbiór nie ukazał się jeszcze drukiem, więc należało mu nadać godną oprawę.
Pomyślałam i natychmiast poprosiłam Małgosię o wykonanie albumu, który pomieściłby moje wiersze- modlitwy.
Gosia szybko i z radością przyjęła wyzwanie i sama zaproponowała, że wydrukuje i wkomponuje teksty. Jakież było moje wzruszenie, gdy zobaczyłam, że Małgosia zrobiła wszystko, łącznie ze zdobyciem i wklejeniem odpowiednich wizerunków Maryi.
Album jest przepiękny, każdy najdrobniejszy detal jest wykonany z ogromną starannością, estetyką, smakiem.
Twórczyni włożyła w niego swój talent, pracę i radość wynikającą z dzielenia się z innymi swoimi talentami.
Małgosiu, dziękuję Ci pięknem kwitnących lilii i czekam teraz na Twoją prośbę, bo i ja chciałabym Ci sprawić radość.
Małgosia nie zapomniała o mnie i Wnukach kochających jak babcia, słodycze ( niestety to chyba obciążenie genetyczne!)
Dla babci są również cudne korale, takie jak babcia lubi, duże, okazałe, w pięknej kolorystyce.
To są chwile, które wnoszą  w życie człowieka ciepło i serdeczność.
Małgosi po stokroć dziękuję, a Was zapraszam do podziwiania.
Takie albumy ( Gosia wiele razy mnie obdarowała) zawsze budzą we mnie podziw i szacunek dla Twórcy.
Mimo nawału letnich prac, nie potrafię odłożyć książek i z wielką radością korzystam z dwóch wspaniałych bibliotek: w Oleśnie i w Żabnie.
Od wczesnego dzieciństwa fascynowała mnie powieść historyczna. Tak jak fascynowała mnie historia. Kiedy na końcu roku szkolnego, kupowałam od starszych uczniów książki do następnej klasy, wiadomo było, że w połowie wakacji będę mieć materiał z historii dogłębnie przepracowany. W historii nie było dla mnie nic trudnego, wszystko było ciekawe, związki przyczynowo- skutkowe nie budziły we mnie grozy. Jedną z ulubionych epok był czas obejmujący panowanie Jagiellonów.
Z przyjemnością wzięłam po latach do ręki opowieść o Bonie i jej aspiracjach ukierunkowanych na wzmocnienie pozycji Jagiellonów w Europie.
Zainteresowanie podsycała moja dawna fascynacja dziejami zakazanej miłości Barbary i Zygmunta Augusta. Śledziłam ich losy we wspaniałych kreacjach filmowych stworzonych przez Dymną i Zelnika, a obraz J.Simmlera " Śmierć Barbary Radziwiłłówny" należał niegdyś do moich ulubionych
Z pasją zbierałam przed laty zeszyty " Kroniki Polski" i wszystkie widokówki, które ukazały się nakładem pewnego wydawnictwa. Mam je do dziś, to już pamiątki.
Wszystkim Wam posyłam letnie serdeczności z różanego ogrodu, który wręcz czaruje każdego dnia.
Ale do róż jeszcze powrócimy...
Tymczasem dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze:-)

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Zaniosę Mu bukiet róż...

Wiem, że wiele z Was ma wspomnienia podobne do moich.
Tak bywa z ukochanymi córeczkami tatusiów...
Cieszyłam się Jego ziemską obecnością 43 lata. Niby dużo, ale czas biegnie tak szybko i niesie tyle spraw, że teraz okazuje się, że było to zbyt mało.
Naszych wspólnych fotografii jest niewiele, bo czasy były" niefotograficzne" i Tato nie wbiegał zbyt ochoczo przed obiektyw.
Powyższa fotografia ma 40 lat, a Tato jest tu młodszy niż ja w chwili obecnej.
Dzień Ojca skłania do refleksji, każdego roku głębszej, bo każdego roku jestem bogatsza w różne doświadczenia życiowe.
O Dobroci i miłości mojego Taty mogłabym napisać książkę, ale jedno chcę podkreślić: nigdy nie ograniczał mojej wolności, nie urządzał mi życia na swój sposób, bo kochał mnie najprawdziwiej...
Każdego roku kwitną róże, w czerwcu, na Dzień Ojca, na oktawę Bożego Ciała, na święto Najświętszego Serca Jezusowego, na zakończenie roku szkolnego, na powitanie lata, na wiele innych ważnych okoliczności.
Z tych to powodów, zaprezentuję dziś kilka różanych portretów, choć jest ich znacznie więcej.
Róża z powyższej fotografii, pachnąca cynamonem, ma w każdym kwiatku trzy środki, do tej pory nie spotkałam podobnego ułożenia.
Różanymi portretami składam hołd dobrym Ojcom, tym żyjącym i tym nieżyjącym, bo ojciec jest w życiu dziecka równie ważny jak matka.
Wracając do rozpoczętego dawno temu cyklu pamiątek, przedstawiam pamiątkę " z gór".
Ludowy artysta, na drewnianym krążku, umieścił obrazki Najświętszego Serca Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi.
Byłam wtedy uczennicą szkoły podstawowej i spędzałam wakacyjny czas na obozie harcerskim w Tyliczu, k. Krynicy. To była prawdziwa szkoła życia, ale ja od dzieciństwa wzrastałam w trudnych wiejskich warunkach, więc nie miałam kłopotu z nienagannym ścieleniem łóżek, przyszywaniem guzików, przygotowywaniem wspólnych posiłków czy kilkugodzinnym marszem przez las o północy. Obozy harcerskie były jedyną możliwością wyjazdu z wioski, zobaczenia czegoś nowego, poznania nowych kolegów.
Na tym obozie utrwaliła się moja miłość do przyrody dzięki P. Leśniczemu z pobliskiej Mochnaczki.
Pan Roman Chruściel, który prowadził nas każdego dnia na kolejną wycieczkę, opowiadał w fascynujący sposób o bogactwie górskiej flory i fauny. Każde z nas, harcerskich dzieci, chciało iść tuż obok niego, by usłyszeć i zobaczyć jak najwięcej. W swoim życiu nie spotkałam nikogo, kto potrafiłby z większym zapałem przekazywać swoją zawodową wiedzę.
Nie wiem czy P. Roman żyje, czy jego, młodszy od nas, syn Romek poszedł w ślady ojca, ale wówczas wędrował razem z nami i był bardzo dumny ze swojego taty.
Mój Tato też mi pokazywał piękno mojej małej Ojczyzny, prowadził do okolicznych lasków liściastych, opowiadał i uczył, prowadził do harcerzy, którzy wówczas ( miałam kilka lat) rozbijali namioty w pobliskich lasach.
Ale wróćmy do pamiątki. Z każdej wyprawy przywoziłam Rodzicom upominek.
Wtedy, czterdzieści kilka lat temu, przywiozłam taką pamiątkę, mam ją do dziś i teraz chronię przed zapomnieniem.
Kwitnące róże każdego roku towarzyszyły mi w ostatnich dniach nauki w szkole.
Jakoś zawsze zwracałam na nie uwagę.
Mamy takie własne przyzwyczajenia, które z czasem urastają do rangi rytuałów.
Ten rok szkolny był pierwszym " bez szkoły" w moim dorosłym życiu, ale dziwne czasy i problematyczne zdalne nauczanie sprawiły, że mogłam pomagać wielu dzieciom moich znajomych, którym matematyczne zmagania nie zawsze przynosiły sukces.
Na zakończenie roku, jedna z bardzo ambitnych i pilnych Uczennic obdarowała mnie takim pięknym i wymownym upominkiem.
To jedna z moich najnowszych pamiątek- dziękuję za te słowa, które są najcenniejszą zapłatą.
Tym miłym akcentem kończę dość długiego posta z przypomnieniem by każdy z nas uradował Ojca, inaczej Żyjącego, a inaczej Tego w Wieczności, bo Miłość ma pełne kosze wdzięczności.