Na brak aparatu fotograficznego w czasach mojego dzieciństwa i młodości utyskiwałam już wielokrotnie, więc tego czynić już nie będę
i postaram się słowami namalować obrazy, których nie ma na kliszach.
Ismena, która potrafi cudownie tkać swoje wspomnienia, sprowokowała mnie ostatnim swoim postem do snucia "opowieści pociągowej".
I chociaż mój dom był oddalony o 5 km drogi od najbliższej stacji PKP, to jednak pociąg z konieczności wpisał się w moją pamięć.
A im człowiek starszy, tym mocniej koloryzuje dawne wspomnienia.
" Szczucinka" czyli pociąg pasażerski kursował w latach 1906-2000 na trasie niespełna 50 km od Szczucina do Tarnowa przez Dąbrowę Tarnowską i Żabno.
Dla licznej grupy robotników pracujących po 2. wojnie światowej w niedomickich i tarnowskich zakładach przemysłowych był przez wiele lat jedynym środkiem transportu. Tzw. autobusy robotnicze zostały uruchomione w późniejszych latach.
" Szczucinka" była również zbawienna dla uczniów uczęszczających do szkół średnich, a mieszkających w miejscowościach, przez które przebiegały tory.
Na autobusy nie można było liczyć, ilość kursów i miejsc była niewspółmiernie mała do lokalnych potrzeb. Nawet w pociągu o kilku piętrowych wagonach brakowało miejsc siedzących.
Dla nas młodych nie stanowiło to problemu.
Na trasie Olesno- Dąbrowa Tarnowska nie opłacało się siadać, ale już podróż do Tarnowa trwała dłużej.
( zdjęcie z zasobów internetowych).
W miesiącach " niezimowych" na stację PKP w Oleśnie przywoził mnie, a w drodze powrotnej do domu, przyjeżdżał po mnie motocyklem mój Tato lub Brat.
Ale w zimowych miesiącach trzeba było przez 5 km nieść bagaże ( z trudem wypożyczone na ograniczony czas skrypty i uczelniane podręczniki oraz zamkniętą w słoikach żywność na kolejne dwa tygodnie studenckiego wyżywienia).
Nikt nie narzekał, możliwość zdobywania wiedzy na studiach dziennych w Krakowie rekompensowała wszystkie trudy i budziła powszechne uznanie w środowisku lokalnym.
W pociągu spotykali się nieliczni studenci z okolicznych wiosek studiujący w Krakowie.
To były również towarzyskie spotkania, w dobie braku telefonów, każda rozmowa i spotkanie były radością.
W czasach wcześniejszych, licealnych, pociąg towarzyszył nam nie tylko w drodze.
Nasz ogólniak, równie stary, był usytuowany blisko torów. Ziemne boisko sportowe od torów kolejowych oddzielała tylko siatka.
Na długich przerwach zasiadaliśmy grupami na trawniku, a jeśli za sterem maszyny był młody pracownik, zwalniał, trąbił i uśmiechał się do jeszcze młodszych dziewcząt:-)
Część bardziej " luzackich" uczniów wybierała okolice torów kolejowych na wagary.
Dziś stacyjne budynki są mocno zniszczone, ale całkiem poważnie mówi się o reaktywowaniu " Szczucinki".
Póki co, raz w roku pojawia się kurs retro na trasie Tarnów- Żabno, gdzie tory nie zdążyły się jeszcze zakrzaczyć.
Pojawienie się pociągu retro budzi sporo sensacji i ma swoich zwolenników.
Pozostały wspomnienia, które z czasem przybierają kolorowe barwy i pozwalają puścić w niepamięć zmęczenie,
zmarznięte nogi w przemoczonych na polnych drogach, butach, przeciążone ręce od dźwigania niewygodnych bagaży.
Dobrze, że pamięć pozwala wybierać to, co dobre...
Skoro lipiec minął półmetek, to prezentuję część moich lilii, które mimo wiosennych zmagań z aurą ocaliły wiele piękna.
Ich różnorodność i rozmieszczenie w różnych częściach ogrodu, sprawia, że nieustannie się nimi zachwycam.
A poniżej lilie u Bł. Karoliny w Wał- Rudzie, gdzie tak często i z radością spotykam się z naszym Maksem bo łączy nas wiele wspólnych wartości...
Pozdrawiam serdecznie, również z tego wyjątkowego miejsca przed chatą Karolinki.


















Stare czasy, pks w tamtych latach super funkcjonowało, klasa średnia liczyła 44 osoby z czego 7 miejscowych , dojazd miały dobry.W soboty, niedziele też był bardzo dobry dojazd , jeździłam na zabawy do okolicznych wiosek .Te piętrusy też pamiętam.Dzisiaj nie ma dojazdu do syna, żaden pks nie jedzie do mniejszych wiosek a do większych miast to 2 na dzień.Pociągiem jeszcze w dni wolne od pracy dojedziesz , niestety nie wszystkie wioski mają perony .Twoje lilje przesliczne ale ta na tle bł.Karolinki jest niezwykła, Cudenko.Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńInne czasy, inny świat.
UsuńNamalowałaś słowami tak piękne i żywe obrazy, że brak zdjęć z tamtych lat w niczym nie przeszkadza. To niesamowite, jak ludzka pamięć potrafi filtrować wspomnienia i wybierać z nich to, co dobre.
OdpowiedzUsuńTwoje lilie są po prostu zjawiskowe! Pozdrawiam serdecznie.
Cieszę się, że moje wspomnienia budzą zainteresowanie.
UsuńBasiu, dzięki temu pięknemu postowi wróciły też moje pociagowe wspomnienia. Jadąc z Podlasia do Gdańska trzeba było walczyć o miejsce, kilka razy zdarzył się kilkugodzinny postój, wszyscy jechali z wałówką, więc pachnialo w wagonach jedzeniem. I nic, że było zimno i ciemno... Och,jak to dobrze, że to się zmieniło.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię serdecznie.
Jesteś z Podlasia? To moje niezrealizowane marzenie.
UsuńLilie zachwycające.
OdpowiedzUsuńTakie wspomnienia zawsze są bezcenne. Twoje - pięknie namalowane słowami. Czasem mam wrażenie jednak, że przy najlepszych chęciach pełne zrozumienie czy wyobrażenie tych obrazów można mieś, jeśli się tych czasów doświadczyło.
Tak, przeżycia własne podkręcają wspomnieniowe posty.
UsuńPiękne Twoje lilie. Zawsze współczuję jak musi się dojeżdżać do szkoły, czy na studia. Ja studiowałam we Wrocławiu i mieszkałam na stancjach. W każdym kolejnym roku musiałam zmieniać stancje.
OdpowiedzUsuńW liceum mieszkałam na stancji, w czasie studiów w akademiku, więc były to weekendowe powroty.
UsuńNie mam niestety takich wspomnień mieszkam i wychowałam się w mieście gdzie nigdy nie było problemu z dojazdem tak że nie mam takich wspomnień. Pamiętam tylko że jako dziecko jeździłam z rodzicami na wesela na wieś i był problem z dojazdem. Nie było dróg i przyjeżdżali po nas wozem z końmi a dla dzieci to była atrakcja, dlatego z zaciekawieniem przeczytałam Twój post !!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
O tak, to był wtedy ważny środek transportu.
UsuńAle piękne lilie.
OdpowiedzUsuńKocham lilie.
UsuńBasiu, uwielbiam czytać Twoje opowieści. Zawsze przywołują moje wspomnienia na poruszany temat, wyciągają z zakamarków głowy i przywołują dawne uczucia - radosne i smutne, zawsze wzruszające. Dziękuję, że jesteś!
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię mocno!
A mnie zainspirowała Ismena i tak się poukładało.
UsuńPiękne wspomnienia :). Lubiłam jeździć pociągami. Najpierw jako dziecko jeździłam z rodzicami na wakacje do babci na drugi koniec Polski, potem podobnie jak Ty - w czasie studiów, do Wrocławia. Różnie bywało, tłoczno, długo, z tymi wszystkimi bagażami, w zimie czasem psuło się ogrzewanie w wagonach... Ale mimo wszystko zawsze lubiłam te kolejowe podróże :).
OdpowiedzUsuńEch, to były czasy i nikt nie narzekał. Nasza młodość. Ja jestem autobusowiczka, ale aby dostać bilet miesięczny trzeba było przynieść inny od kogoś, kto już zrezygnował z dojazdów. Wrócę tutaj na wspominki. Piękne kwiaty.
OdpowiedzUsuń