wtorek, 8 września 2015

"Nigdym ja ciebie, ludu nie rzuciła..."

Wracam czasami do wierszy Marii Konopnickiej, które są przepełnione miłością do ziemi ojczystej, do wiary przodków i szacunkiem dla pracujących na roli.
Dziś do takiego powrotu skłoniło mnie święto Matki Bożej Siewnej, czas poświęcenia ziarna pod zasiewy. To dzień urodzin Matki Bożej, a przecież świętujemy urodziny Tych, Których kochamy. Zgodnie z tradycją,  w dniu 8 września błogosławi się ziarno przeznaczone na siew.
Biorąc do ręki kromkę chleba, zazwyczaj nie myślimy ile dni musi upłynąć, ile pracy i wyrzeczenia potrzeba byśmy mieli ten dar codzienny.
Nie upiekłam chleba, choć dobrze pamiętam pieczenie chleba z czasów mojego dzieciństwa.
Ale upiekłam drożdżowe ciasto wg przepisu p. Zosi, świetnej Gospodyni, którym to przepisem chętnie się dzielę. Bo pajda takiego drożdżowca świetnie się komponuje z filiżanką kawy zbożowej zabielonej mlekiem i widokiem jesiennych pól, na których pozostało tylko wspomnienie kłosów pełnych ziarna.
Z przepiśnika p. Zosi:
Zrobić rozczyn z 1 szkl. mleka, 3 dag drożdży, 1 łyżki cukru i odrobiny mąki.
Gdy dobrze wyrośnie dodać 2 żółtka, 2 łyżki cukru, 1 łyżkę miękkiego masła, szczyptę soli i mąki ile zabierze ( ok. 2 szkl.) Dobrze wyrobić! Ja zrobiłam ciasto na dużą blachę, więc z dwóch porcji, bo chętnych jest wielu:-)
Zostawić do wyrośnięcia, następnie wyłożyć na blaszkę wysmarowaną tłuszczem, ułożyć połówki węgierek, skórką do dołu, posypać kruszonką zagniecioną z 1 szkl. mąki, połowy szkl. cukru i połowy masła. Upiec i delektować się super zdrowym, lekkim ciastem.

Mimo wielkiej suszy, mężowska uprawa dalii przetrwała. Wystarczyło kilka chłodniejszych dni, by georginie ( wolę tę starodawną nazwę) zaczęły się pięknić:-)
Kilka lat temu zmarła p. Stanisława, mieszkanka naszej Gminy. Taka lokalna Konopnicka. Całe życie pracowała na roli. Kochała wieś i jej mieszkańców. Miała piękne, wrażliwe serce, które przelewało na papier swoje przeżycia związane z jej maleńkim wiejskim światem.
W dedykacji do tomiku " Dzień w kroplach rosy", pięknym kaligraficznym pismem, niedługo przed śmiercią napisała mi" by skromne rymowanki przypominały to co przeszło, to co było, co w smutku cieszyło". Z wielkim wzruszeniem wspominam zacną p. Stanisławę czytając jej proste, chwytające za serce, strofy.
Zawsze świętowała Siewną...oto fragment jej wiersza:

Codziennie rano ze słońcem wstaje
I rannych ptasząt wita go śpiew
Co dzień swe siły w ofierze daje
Tej czarnej ziemi, tej matce swej.
                  ...
Co rok mu plony wydaje ziemia,
Co rok się staje odwieczny cud,
Kiedy w bochenek chleba się zmienia
Rolnika praca, rolnika trud.


Wiernym Czytelnikom wraz z pozdrowieniami zdjęcia kwiatowych piękności posyłam z zapewnieniem, że to tylko część kolekcji.

piątek, 4 września 2015

Dawno temu oczarowały mnie swoją urodą, historią zapisaną w drewnianych sercach i niepowtarzalnym klimatem...





Cerkiew parafialną grecko- katolicką       
Opieki Bogarodzicy w Owczarach zbudowano w 1653 r.
Polichromia pochodzi z 1938 r, gdyż cerkiew była wielokrotnie remontowana.
Wyposażenie świątyni stanowi XVIII wieczny ikonostas z rzadko spotykaną ikoną Chrystusa w Grobie.
Na szczególną uwagę zasługują dwa barokowe ołtarze boczne, jeden z ikoną Matki Bożej z Dzieciątkiem ( XIX w) i drugi z ikoną Św. Mikołaja ( XVIII w.)












W 2013r ta przepiękna świątynia została wpisana na listę zabytków UNESCO.







Cerkiew reprezentuje typ łemkowski. Aktualnie sprawuje się w niej nabożeństwa w obrządku rzymskim i greckokatolickim.
 Ściany, strop i wnętrze pozornych kopuł zostały pokryte polichromią w 1938 r., namalowaną z okazji 950. rocznicy chrztu Rusi. Jest to polichromia ornamentalna. W kopułach namalowano Ducha Świętego pod postacią gołębicy i czterech cherubinów oraz iluzjonistyczny widok otwartego na niebo okulusa z wijącymi się kwiatami.




 W tej pięknej krainie można też podziwiać pozostałości łemkowskch zabudowań, przydrożnych elementów kultu religijnego.

Panuje tam atmosfera ciszy, naturalnego rytmu przyrody.
Wszystko to sprawia, że chcesz pozostać tam dłużej i powracać w znajome miejsca.
















 Owczary to wieś łemkowska położona w dolinie potoku Siary, wśród pagórków Magury Małastowskiej. Klasyczne domy łemkowskie to tzw. chyże, które pod jednym dachem kryły całe gospodarstwo. Budynek przedzielony był boiskiem; po jednej jego stronie znajdowała się izba i komora, po drugiej stajnia, obora lub owczarnia. Poddasze wykorzystywane było najczęściej jako miejsce składowania siana lub zboża.
Kolejny anioł Lawendowy, z moich zbiorów zdaje się przystawać do tamtejszych klimatów. I tym stwierdzeniem żegnam się z Wami do następnego posta.

wtorek, 1 września 2015

Mieszanka:-) ze szkolnym uśmiechem:-)

Post jest bardzo jubileuszowy, więc zmiksuję moje pasje, bo kto mnie odwiedza, wie, że nie jest to blog monotematyczny i nie będzie, bo musiałabym kilka blogów założyć:-)))
350 to całkiem fajna liczba, więc ogłaszam NIESPODZIANKĘ, którą może wylosować każdy, kto tu komentarz z deklaracją przygarnięcia tejże niespodzianki pozostawi bez innych dodatkowych formalności. A czas macie do 20 września, bo z tym dniem upływa termin składania wielu dokumentów szkolnych, a jak wiecie szkoła to moja pasja:-)

Ja też się całe życie uczę:-)Tym razem pobrałam wielce owocne nauki u Ani, która fantastycznie piecze, gotuje i przetwarza:-) http://kuchnia-domowa-ani.blogspot.com 
więc na zakończenie wakacji zrobiłam sodziaki od Ani:-)
1 września to dla mnie data ważna od 47 lat, bo tyle lat chodzę już do szkoły:-)
Właściwie ta data kojarzy mi się z trzema sprawami:
-oczywiście z rozpoczęciem roku szkolnego i radością wynikającą z faktu bycia uczniem coraz to wyższej klasy, do pewnego czasu:-)
-z rocznicą wybuchu II wojny światowej, która to data lękiem napawała dziecko recytujące strofy " ze spuszczoną głową powoli, idzie żołnierz z niemieckiej niewoli..."
- z rocznicą ślubu moich rodziców, którym dane było przeżyć wspólnie 49 lat.
Od wielu lat patrzę na kwitnące georginie, znak łączący lato z jesienią...i wspomnienie wielu wrześniów mojego życia...
W tym roku te piękne, kolorowe kwiaty ucierpiały niezmiernie od długotrwałych upałów.
W taki piękny, wrześniowy dzień, pierwszego dnia miesiąca moi Rodzice zawarli sakrament małżeństwa.
60. rocznicę ślubu obchodzą na niebiańskich wrzosowiskach, znów razem...
Jestem im winna wspomnienie domu, w którym wiodłam wiejskie i ubogie, lecz szczęśliwe dzieciństwo.
W domu rodzinnym zawsze kwitły kwiaty
chmurki i astry i malwy wysokie
pod czujnym okiem mamy i taty
życie płynęło jak jasne obłoki.
Dzieci bezpieczne nie znały goryczy
ani szarości dorosłego życia
a w wiejskiej chacie czas pełen słodyczy
odmierzał zegar w takt kurantów bicia.
Mama fartuchem ocierała oczy
gdyśmy zmęczeni wracali ze szkoły
obiad podając z uśmiechem uroczym
dom znów się stawał ciepły i wesoły.
A tata z dumą patrzył na swe dzieci
troską malując ich przyszłość daleką
aby w ciemnościach światełko zaświecić
i dać drogowskaz życia wierną rzeką.
W tym domu wszystko było jasne, czyste,
miłość dawano razem z kromką chleba
wszyscy wiedzieli, że serce przejrzyste
buduje drogę na ziemi do nieba.
Do tego domu wracam z każdej drogi
gdziekolwiek pójdę cała tam zostanę
tam mnie kierują w utrudzeniu nogi
bo tam najlepsze na ziemi mieszkanie.
Bądź pochwalony liśćmi obsypany
domu rodzinny pośród wiejskich brzóz
tyś mi na zawsze w me życie wpisany
wśród niepokojów, radości i burz.


 Niech dobre anioły, których powstały całe rzesze w moim malarskim świecie, strzegą nas u progu kolejnego roku szkolnego...
Zatem ruszajmy...

piątek, 28 sierpnia 2015

Cuda o zmierzchu...

Takie zachody słońca bywają w Bieszczadach. Natura chyba usłyszała moją tęsknotę za Bieszczadami i użyczyła mi takich widoków wokół mojego domu...
Zapadał zmierzch, na zachodzie płonęło słońce, a na wschodzie korony drzew kąpały się w złocie.


Cichy mrok zarzuca płaszcz łagodności 
na płaską równinę
moich dni
zacierają się kontury
lasów i myśli
ciepło odpędza
niedawne niepokoje
bezmierna cisza
wypełnia przestrzeń
w której wypatruję moich bliskich
słońce odpędza chmury
szukające w przestworzach śladów miłości
gdzieś daleko błyska światełko
dające znak w milczeniu
grafit wieczoru syci się dojrzałą barwą
teraz widać tylko rzeczy ważne
inne zginęły dawno w ciepłym oddechu lata
stoję w bezruchu pośród pól
spoglądając w niebo
choć moje stopy tak mocno
dotykają ziemi.
                                                                                                             
Od JUSTYNKI otrzymałam wspaniałą przesyłkę, której wymiankowym tematem wiodącym były wakacje. Justynka spędziła w Paryżu kilka dni jako młoda mężatka, ale o tym poczytajcie na jej blogu, do którego Was odsyłam.
Ja natomiast raduję oczy wieloma pocztówkami z Paryża, który nadal jest obiektem moich marzeń.
Oprócz tych widoków są breloczki, ramki na zdjęcia, magnesy, przydasie, słodkości, a całość opakowana w gustowny woreczek. Dziękuję Justynko za wszystkie upominki wakacyjne.









Do Justynki pofrunęły moje poezje, kolczyki z wakacyjnego wyjazdu, foldery z zachętą zwiedzenia urokliwych miejsc w Małopolsce i element zalipiański " nóż kuchenny" :-)





Organizatorem kolejnej zabawy była EWA, której tą drogą dziękuję za możliwość wakacyjnej wymianki.
Zachęcam do odwiedzenia bloga Ewy, która ma tysiące pomysłów i niespożytą energię.




Przy okazji zapraszam wszystkich moich blogowych Gości do wędrówek małopolskimi szlakami.
Serdecznie pozdrawiam życząc dobrego, ostatniego wakacyjnego weekendu.

We wtorek ZACZYNAMY:-)