czwartek, 17 października 2019

"R"- jak: rozsądne róże i radosne rudbekie.

Dzisiejsze kwiatowe spotkanie niech nam przybliży piękno przemijania.
Słyszałam kiedyś takie zdanie, że trzeba się umieć pięknie starzeć.
Róże to potrafią- starzeć się w rocznym cyklu, gdy wszystko zaczyna obumierać, one z godnością podejmują każdą inicjatywę jesieni.
Mam mnóstwo pięknych czerwcowych zdjęć, ale dziś chcę pokazać "jesienne róże", które są jak te, z nastrojowej piosenki w wykonaniu M. Fogga.


"Jesienne róże szepczą cicho o rozstaniu
Jesienne róże mówią nam o pożegnaniu
I w liści chmurze idziemy przez parku głusz
Jesienne róże więdną już."

Różom można przypisać wiele cech, ale właśnie rozsądek sprawia, że kwitną nieprzerwanie do późnej jesieni, bądź powtarzają kwitnienie( niektóre z odmian).
I wówczas, gdy w ogródku zostaje niewiele roślin, one potrafią zachwycać i opierać się nawet małym przymrozkom.
Rozsądni ludzie nie boją się panicznie upływu lat, utraty urody, sprawności, przejścia na emeryturę. Wiedzą, że każdy wiek ma swoje prawa, a jesień życia też jest nam po coś zadana, każdemu stawia inne zadania i można ją pięknie wykorzystać, jak robią to róże- aż do dużych mrozów...
W mojej kwiatowej twórczości róże stanowią ogromną część i wszystkie gdzieś znalazły swoje miejsce.
W moim październikowym klimacie ogromnie ważną rolę pełni różaniec, zresztą nie tylko w październikowym.
To zawsze moja Ostoja...
Dlatego ogromnie ucieszyła mnie przesyłka od Małgosi https://sutaszgochy-artsmak.blogspot.com/
której główną zawartość stanowiła bransoletka- różaniec. Gosia w rocznicę swojego bloga obdarowała wszystkie Osoby, które poprosiły o różaniec. I ja mam (kolejny zresztą od Małgosi) praktyczny różaniec, który będzie zawsze" pod ręką", bo staram się zawsze mieć przy sobie różaniec i wykorzystać każdą wolną chwilę na modlitwę. Ogromnie Ci Gosiu dziękuję za ten dar od serca.
 Przesyłka zawierała również inne ważne elementy daru Małgosi, oto one.
Tym przemiłym darem Małgosia uświadomiła mi jak ważni w naszym życiu są ludzie radośni.
Nie należy mylić radości z brakiem cierpień i trudnych doświadczeń- te ma każdy z nas.
Ludzie radośni potrafią się cieszyć drobiazgami, wprowadzają w nasze życie dobro, słońce, " przygaszają" nasze zbyt wielkie mroki.
Ich odpowiednikiem w ogrodzie są rudbekie. Wyrastają same z nasion, nie straszne są im trudy życia, nie martwią się o to, że inne kwiaty mają strojniejsze suknie.
Wystawiają główki ku słońcu i cieszą się nieustannie.
Pozwalam rosnąć każdej roślince i każda mnie cieszy.
W tym radosnym nastroju wyruszam do ogródka, czeka mnie wiele pracy, a Was zapraszam już na kolejnego posta, który będzie niespodzianką:-)
Dużo codziennych radości Wam życzę.

czwartek, 10 października 2019

"P"- jak: pewne pelargonie, pachnące piwonie, przedsiębiorcze petunie, pomysłowy pieris, pyszny pigwowiec, przemądrzała pokrzywka, pospolity pierwiosnek i pyszniąca się pysznogłówka.

Literka "p" - "pewnie" wygra w kwiatowym alfabecie, a więc zaczynamy!
Eksperymentowałam z wieloma roślinami balkonowymi, balkony mam od wschodu, więc przez długą część dnia operuje tam słońce, często wieją silne wiatry, a ulewy nie oszczędzają kwiatów.
Wyniki moich badań są następujące: pelargonie, pelargonie i jeszcze raz pelargonie, oczywiście bluszczolistne. Te o niepełnych kwiatach, kwitną nieprzerwanie od maja do listopada. W tym roku, dwudniowy październikowy mróz, zakończył przedwcześnie ich żywot.
Sadzonki, w liczbie ogromnej, kupuję każdego roku u tego samego producenta, a gdy wchodzę do szklarni, widok jest imponujący.
Od dwóch lat mieszam w donicach czerwone z różowymi i wygląda to bardzo ciekawie.
W donicach uprawiam też pelargonie rabatowe, ale one wyjątkowo nie lubią deszczu.
Przez kilka lat, z sentymentu do angielskich pelargonii stojących na skromnych parapetach okien w starym domku Babci, kupowałam ich wielobarwne odmiany, ale były zbyt podatne na ataki mszyc.
Zatem pelargonie bluszczolistne są pewne, nie płatają psikusów, są przewidywalne, zawsze z klasą.
I takich ludzi znam, jestem pewna, że się na nich nie zawiodę. Mówimy czasem" to pewny człowiek", czyli ten, który nigdy nie zawodzi naszego zaufania.
Ozdobą wiejskich ogródków, chyba od zawsze były piwonie. I ja wprowadziłam je do ogródka, mimo ubogiej gleby.
Oczywiście z powodów sentymentalnych i dlatego, że pięknie pachną, choć ich kwiatowy czas jest bardzo krótki. Jesienią zdobią się w kolorowe liście.
Z zapachami u ludzi różnie bywa, nie wszystkie są trafione. Osobiście lubię ciężkie, słodkie perfumy, ale mam umiar w ich stosowaniu.
Piwonia wchodzi w skład wielu zapachów.
Dla jednej z Koleżanek blogowych namalowałam właśnie te piwonie.
Bardzo przedsiębiorcze bywają petunie i potrafią tak oczarować właścicieli ogrodów, że są w stanie pogonić inne kwiaty z rabat. Ponieważ stroją się w różne sukienki, to wyglądają bajecznie na rabatkach.
Przedsiębiorczy ludzie dochodzą do wielu sukcesów, oby tylko nie za cenę wypierania innych z rabatek życia!
Pieris jest bardzo pomysłowy, a to wybarwia liście, a to zakwita drobnymi kwiatuszkami, a to stroi się w szron.
Jego pomysłowość sprawia, że znalazł swoje miejsce w wielu ogródkach.
A ja podziwiam pomysłowość wielu Blogerek w różnych dziedzinach pracy twórczej.
Znam osoby, które są kopalnią pomysłów i oddaję im szacunek.
Pigwowiec zaliczyłam do pysznych, bo jego owoce odpowiednio przygotowane, czynią cuda z sokami, dżemami i nalewkami.
Piękne też są i wiosną stroją się w ciepłe barwy.
Przemądrzała pokrzywka potrafi nie robić problemów, szybko rośnie, fantastycznie się wybarwia, do życia wystarczy jej woda i akceptacja ogrodnika.
Wtedy wypełnia kosze i donice, a jak ją uszczkniesz, to się nie obraża, tylko pięknie krzewi.
Zbyt "przemądrzali" ludzie nie są łatwi, bo tylko ich zdanie jest słuszne i tylko ono się powinno liczyć.
Pospolitym człowiekiem też nikt być nie chce, bo wtedy ginie w tłumie i ciężko mu zdobyć wiele spraw.
Ale pierwiosnek może być pospolity, bo przecież jego główne miejsce jest na łąkach.
Jednak w ogródku też radośnie potrafi wywoływać wiosnę.
Wśród innych kwiatów pyszni się pysznogłówka. Ma intensywny, miętowy zapach i liście podobne do mięty, kwiatki ma niepozorne, ale jak widać, nie trzeba być królową by nosić wysoko głowę.
Bywa, że ci, którzy powinni głowę opuścić, zadzierają ją niewspółmiernie do barwy swoich postępków... i to trzeba przetrwać...
Podobał się post? Pokazał prawdę? Piszcie proszę. Pozdrawiam pięknie.

niedziela, 6 października 2019

"O"- jak okazałe ostróżki, oryginalne onętki i odważne osteospermum.

Onieśmielony ołowniku i oddane orliki, wybaczcie brak waszych zdjęć na blogu, ale niestety nie znalazłam was w zasobach, mimo, że gościłyście u mnie, ale zasady nie zmieniam i cudzych zdjęć nie dodaję:-)
Zatem zacznijmy od okazałych ostróżek.
Nazwałam je okazałymi, mimo, że ten przymiotnik rezerwowany jest dla "serduszek okazałych".
Mam swoją własną nomenklaturę i właśnie ostróżki, tak sądzę, są okazałe.
Te o dużych kwiatach kwitną oszczędnie, ale te o drobnych, biorą latem we władanie cały ogródek, nawet nie pytając mnie o zgodę.
Tak jak pewni ludzie, którzy chcą i muszą być wszędzie, nawet tam, gdzie nie są oczekiwani...
Oryginalne onętki były u nas od zawsze. W kolorze białym i różnych odcieniach różu.
Nasiona tych kwiatów przysłała z Ameryki, siostra mojego dziadka ( tego, który pobudował we wsi domy po wielkiej powodzi z 1934 roku) Julia, po której zachowało się do dziś tylko jedno zdjęcie i te kwiaty nieprzerwanie wysiewające się od lat. A Julia pewnie teraz przygląda się im z innego świata...
Ogromnie je lubię, w przeciwieństwie do panów, którym przeszkadza ich inwazyjność.
W tym roku Kasia z Tajwanu przysłała mi nasiona żółtych i już zdążyły się u mnie zadomowić.
Jak widać, to już tradycja, że przybywają z daleka.
Samosiejki rosną w potężne rośliny i w fazie pełnego kwitnienia są niesamowite, mają tysiące kwiatów i zero wymagań.
Znane są też pod nazwą kosmosu i warszawianki.
Są oryginalne, nie przejmują się pogodą, uporczywie rosną wbrew tym, którzy ich nie lubią i mają ogromną moc przetrwania.
W naszym otoczeniu też mamy ludzi, których nazywamy " oryginałami".
Rzucają się w oczy swoją odmiennością w wyglądzie, zachowaniu, zainteresowaniach.
Z nimi świat jest bardziej kolorowy:-)
Dziękuję Kasiu za żółte i Tobie Julio za białe i różowe.
Nawet nocą wyglądają pięknie.
Tak je lubię, że kiedyś je uwieczniłam pędzlem.
Odważne osteospermum czyli stokrotka afrykańska nie boi się suszy, ani wiosennych, czy też jesiennych przymrozków. W pochmurne dni potrafi jednak zamknąć kwiaty, jakby się obrażała na cały świat, że nie ma słońca.
Podziwiam ludzi odważnych, zwłaszcza odważnych w wierności swoim zasadom, ideom, odważnym, aż po śmierć...
Zwłaszcza tych, którym przyszło żyć w czasach wojny i wszelkiego zniewolenia.
Jesienną zagadkę, prawidłowo, jako pierwsza, rozwiązała Agatka https://aggajas.blogspot.com/
i do niej poleci nagroda niespodzianka.
Tak właśnie wyglądają nasiona naszej czarującej magnolii.
Natomiast Kasia uświadomiła mi, że " niepewna nemezja" to motylek pierzasty.
Dziękuję Ci Kasiu, Ty znasz wszystkie rośliny świata.
Was zachęcam do zobaczenia jakie kwiatowe i owocowe cuda goszczą na blogu Kasi http://melia1821.blogspot.com/.
Do zobaczenia przy "P". POZDRAWIAM.

czwartek, 3 października 2019

"N"- jak niewinne narcyzy, niezbędne nagietki, niebezpieczne naparstnice i niepewne nemezje.

Za oknem pochmurna i dżdżysta jesień, a u mnie kwiatowy korowód otwiera wiosna.
Sklepy ogrodnicze oferują dziś wiele różnorodnych i pięknych odmian narcyzów, ale dla mnie najpiękniejsze i jedyne są właśnie te, białe, delikatne, subtelne i przepięknie pachnące, narcyzy mojego dzieciństwa. Kwiaty Babci, Mamy, Sąsiadek, kwiaty naszych wiejskich, dawnych ogródków.
Kojarzą mi się z niewinnością i delikatnością i przywołują na myśl takie skromne osoby, które całe swoje życie żyły dla innych...
W wiejskim ogródku nie brakowało nagietków, zwłaszcza tych z pojedynczą koroną płatków.
Gospodynie wykorzystywały je na różny sposób bowiem nagietek ma wiele właściwości leczniczych.
Wracam pamięcią do tych czasów, gdy wiejskie kobiety wymieniały między sobą wiedzę dotyczącą domowych sposobów leczenia ludzi i zwierząt i chętnie świadczyły wzajemną pomoc w tym zakresie.
Współczesny świat oferuje inny model, zazwyczaj nasza choroba przebiega w odosobnieniu, a chętnych do odwiedzin chorego jest coraz mniej.
W czasie kilkuletniej choroby mojej Mamy przekonałam się o tym osobiście.
Naparstnice mają swój niebezpieczny urok, same chętnie wyrastają każdego roku, ale przy obecności małych dzieci są niepożądane, więc muszę je usunąć z ogródka, bo znów się wysiały.
Są bardzo trujące, mimo, że właściwie użyte też znajdują zastosowanie w lecznictwie.
W tym przypadku nie wolno jednak eksperymentować- to jedna z najbardziej trujących roślin!!!
Każdy z nas, gdzieś tam w otoczeniu bliższym lub dalszym, ma takiego truciciela, który zjawia się nieproszony, pięknie mówi, pięknie wygląda, ale skutki przebywania w jego towarzystwie można porównać z działaniem naparstnicy! Unikam takich ludzi! Problem w tym, że nie zawsze szybko rozpoznajemy taką " naparstnicę"!
Niepewne nemezje czarują obfitością barw i kolorów.
Dlaczego niepewne? Bo kupiłam wiosną dwie cudne sadzonki i do dziś nie jestem pewna, czy to były nemezje?
Liczę na Waszą pomoc, bo wśród Czytelników jest wielu dobrych Ogrodników.
W kontaktach z ludźmi jest podobnie. Bywa, że nie jesteśmy pewni co do intencji niektórych osób, nie słuchamy ostrzeżeń innych, gdy ktoś nas zbyt szybko i powierzchownie oczaruje.
Człowiek uczy się na własnych błędach i to nie do końca, bo niekiedy sprawdza się znane powiedzenie, że " doświadczenie nas uczy, że niczego nas nie uczy"
Wracając do jesieni...zauważyłam, że w zbiorach mojej poezji jest bardzo dużo strof poświęconych tej porze roku.
Należę do tej grupy osób, które kochają jesienne liście, kasztany, owoce dzikiej róży i głogu, żółte trawy kołysane przez wiatr i to nieustanne przemijanie, które każe nam z nadzieją oczekiwać na nowe życie...
Dla Was ten wiersz...a ja wybieram się dziś do naszej wspaniałej biblioteki gminnej na spotkanie w ramach XXIX Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej...


Nie wołam rozpaczliwie o miłość
przeżyłam już
smutne i wesołe barwy jesieni
stąpałam po zakamarkach ziemskich rajów
i przemakałam w deszczu łez
otwieram ramiona
na dary jesieni
umiem smakować dojrzałe owoce
wszak byłam pilną uczennicą
mój wymagający nauczyciel
któremu na imię życie
każdego dnia
rozdzielał nagrody i kary
do dziś nie wiem
według jakich prawideł
dziś
zrywam kwiaty i owoce
zbieram liście i kasztany
i … ludzkie uczucia
nie wołam o miłość
choć wiem że jest obok
niejedno ma imię
nie wołam o miłość
przyszedł czas
aby się jej nauczyć naprawdę.

Na koniec zagadka, tym razem łatwa, Autor pierwszej poprawnej odpowiedzi zostanie nagrodzony.
Co przedstawia to zdjęcie?
Jesienne serdeczności ślę...