Wróćmy jednak do malw- najpierw na lewadach! Otóż lewady to kanały irygacyjne na Maderze, które od XVI w służyły do nawadniania upraw owoców transportując wody deszczowe z północy na południe. Charakterystyczna dla lewady jest ścieżka biegnąca wzdłuż kanału ( obecnie wiele z tych ścieżek stanowi trasy spacerowe).
Od lat pielęgnuję malwy w swoim ogrodzie i przenoszę swoje malarskie wizje na płótno. Poniżej dwa przykłady mojego zauroczenia tymi kwiatami.
A malując je myślałam o tych co rosły dawniej w każdym wiejskim ogródku. U mnie rosną od lat i to nic nowego. Natomiast prawdziwą osobliwością jest to, że rosną pięknie rzędem na wale rzeczki małej zazwyczaj, ale w czasie gwałtownych opadów niezwykle groźnej.
Malwy były od zawsze- zwyczajne, takie jak przed wielu laty, kiedy to zaglądały przez biedne okna do biednych chatek, żeby towarzyszyć biednym rodzinom w ich codziennym trudzie...
Symbol wsi żyjącej prosto, skromnie i pogodnie.
W ich kwiatach zamyka się niewyszukane piękno, pełne dostojeństwa i siły.
Dziś rzeczka jest mało widoczna- na szczęście! Ale bywają dni, gdy napawa lękiem, sięga wałów- groźna.
Liście noszą ślady gradu. Na szczęście malwy są silne- jak ludzie wśród których znalazły upodobanie.
Widok to niezwykły- rząd malw na kawałku ziemi ozyskanej po wykarczowaniu cierni i dzikich zarośli nad rzeką wśród pól, jednakże widocznych z okien domu...
Większość z nich stroi się dopiero we właściwe barwy.
Ale te pierwsze odbierają zasłużony podziw:-)
W towarzystwie róż czują się równie dobrze.
Czekam na ich pełny rozkwit, one cały czas pną się ku niebu i ku słońcu...

