sobota, 12 stycznia 2019

NAJMNIEJSZA, LECZ JEDYNA, BO NASZA WŁASNA

Obiecałam, że będą wspomnienia, dziś zamieszczam sentymentalny tekst o mojej wiosce, w której nie ma nawet żadnego sklepu, ani szkoły, nie mówiąc o innych obiektach użyteczności publicznej.
A jednak...

Kiedyś była dla mnie całym światem…
Po jakimś czasie zauważyłam, że jest mała i biedna i niewiele ma do zaoferowania.
Po latach widzę, że jest jedna i jedyna, a jej bogactwem są krzewy bzów i jaśminów, złociste pola zbóż, rozliczne zioła zakwitające na łąkach i przydrożnych rowach, jaskółki, które każdego roku powracają do swych gniazd i brzozowo- sosnowe zagajniki, dla których nie są straszne, piaszczyste, nieurodzajne gleby. Nad moją wioską niezmiennie rozciąga się błękit nieba, a wieczorna muzyka świerszczy rozpala gwiazdy. Wielki Wóz na nieboskłonie jest nieustannie gotów do żniw i sianokosów, a ja nadal widzę Matkę Bożą na tarczy księżyca w pełni, zaglądającego do mojego ogródka, by przyjrzeć się floksom i malwom pamiętającym zupełnie inne czasy. Kocham moją maleńką wioskę, którą opuszczałam jedynie na czas moich studiów w krakowskiej Akademii Górniczo- Hutniczej.
Stąd moja mama, w śnieżny, zimowy poranek, w popielcową środę, wyjechała by wydać na świat w pobliskim szpitalu swoją córeczkę. Od tej pory zaczęłam zapuszczać korzenie w mojej małej ojczyźnie, którą najpierw pokazywał mi mój tato prowadząc na spacery wyboistą, błotnistą drogą. Do mojej biednej wioski nie docierały autobusy, a jedyny we wsi samochód, dostojna „Warszawa”, był w posiadaniu pana Józka. W jesienne słoty i zimowe śnieżyce, wezwane na pomoc pogotowie, nie miało szans dotrzeć na miejsce, a ciężko chorego trzeba było jakoś przetransportować  nawet do Olesna. Nic dziwnego, że rodzice drżeli o życie swoich dzieci, gdy zaspy śniegowe sięgały dachów, a kilkunastostopniowe mrozy utrudniały wszelkie podróże. Mimo tych warunków, ciepło opatuleni, dziarsko zmierzaliśmy do szkoły w Gorzycach, wyciągając się wzajemnie z zasypanych śniegiem rowów.  Do odległych o 5 km, kościoła, poczty, ośrodka zdrowia, stacji PKP, urzędów i sklepów szło się gromadnie, najczęściej pieszo, bez cienia narzekania na bolące nogi.
Wprowadzanie córki w teraźniejszość było domeną taty, podczas gdy mama udawała się do miejscowego sklepu, w którym pracowała jako ekspedientka by zarobić środki na skromne utrzymanie rodziny.
Wprowadzanie mnie w przeszłość i historię naszej okolicy należało do babci, która pamiętała odległe czasy, pracę w breńskim dworze, wrześniowe walki w 1939r.  i nerwową ucieczkę Niemców połączoną z wysadzeniem mostu na Żabnicy. Do babci miałam pretensje, że nie wyszła za mąż za przystojnego ułana, tylko za starszego o trzynaście lat, cieślę.
W czasach mojego dzieciństwa, wzdłuż drogi przez wieś, stały rzędem drewniane, wapnem bielone domki pobudowane w 1934 r. po wielkiej powodzi, podczas której rozlane wody Dunajca zgarnęły stare, drewniane chatki niczym pudełka kryte słomą. I tu przydał się dziadek  cieśla, bardziej niż ułan, który  wybudował wiele domów we wsi. Do okien tych chatek zaglądały akacje, kolejne po brzozach i sosnach drzewa, którym nie przeszkadzała wioskowa bieda.
Najważniejszym miejscem w wiosce był pobliski most na Żabnicy ( dwukrotnie przebudowywany) i stojąca tuż przy nim, na skrzyżowaniu piaszczystych dróg,  kapliczka Serca Jezusowego. Polubiłam to miejsce, bo było ono jakoby bramą wejściową do mojej wsi, punktem orientacyjnym gdy trzeba było wezwać karetkę pogotowia lub powitać przybyłych gości.
Mój Chrystus, bo sobie Go przywłaszczyłam dziecięcym sercem, witał mnie każdego dnia po trzykilometrowej wędrówce ze szkoły, która wiodła ścieżkami poprzecinanymi rowami melioracyjnymi wypełnionymi po brzegi wodą.
Wieczorami Chrystus tonął w ciemnościach, bo elektryczności nie było. Do trzeciej klasy szkoły podstawowej uczyłam się przy lampie naftowej, a jej słabe światło nie osłabiło wcale mojej miłości do książek. Choć w okolicznych wioskach od lat świeciły elektryczne latarnie, o naszej biednej Dąbrówce przypomniano sobie dopiero w 1971 r. ale tylko w kwestii elektryczności, bo nadal nie było asfaltowych dróg, telefonów, sieci wodociągowej, ani gazowej. Mieliśmy za to studnie, w których wody było maleńko i nasączona była azotanami z pobliskiej Żabnicy, którą z Niedomickich Zakładów Celulozy płynęły cuchnące, czarne ścieki pokryte białą pianą.
Przydrożny Chrystus z wysokości swojej kapliczki ufundowanej w 1956 r. przez Salomeę Woleńską przyglądał się razem ze mną kolejnym zmianom dotyczącym wprowadzenia podstawowych udogodnień we wsi. Wzruszał się razem ze mną, gdy po objęciu przeze mnie obowiązków dyrektora Gimnazjum w Oleśnie w 1999 r. w mojej wiosce po raz pierwszy pojawił się autobus dowożący dzieci do szkoły. I ten sam Chrystus odprowadzał kolejnych mieszkańców wioski na miejsce wiecznego spoczynku… bo ostatnia droga wiedzie obok kapliczki, przez wspomniany most na rzece.
Temuż Chrystusowi opowiadałam o kolejnych radościach i smutkach mojego życia, gdy przychodziłam wiosną sadzić żółte bratki, a zimą pomagałam bratu w zakładaniu bożonarodzeniowych świecidełek.
Mijały lata, dorośli moi synowie, wzrastają moje wnuki, które prowadzę teraz do najważniejszego Mieszkańca naszej wioski.
Z ręką wyciągniętą w geście powitania, przygląda się faceliowym polom i łanom zbóż, otwiera serca słonecznikom i nieustannie oczekuje na wędrowców, którzy przemierzają wyznaczone im drogi życia.
A ja starzeję się razem z moim Chrystusem dziękując Mu za wszystkie dary i za te słowa, którymi mogę Mu oddać pokłon.  

                                           
                                                                                                      

50 komentarzy:

  1. Dziękuje Basiu za piękny tekst o Twojej małej Ojczyźnie... moje wspomnienia są związane z moja miejscowością dopiero od 10 roku życia bo wcześniej moi rodzice zmieniali miejsca zamieszkania ...i w ten sposób moje obecne miasto jest moim obecnym i jedynym, w którym znam chyba każdy kątek i dosyć dużo ludzi... i co najważniejsze moje dzieciaki zawsze z sentymentem wracają do domu i do miasta swojego dzieciństwa i młodzieńczych lat. Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny tekst Basiu... Mimo że zapominano o Was w kwestiach "asfaltowych dróg, telefonów, sieci wodociągowej, gazowej..." i Twoja maleńka wioska miała niewiele do zaoferowania, to dała Ci ona życie, wychowała Cię na wspaniałego człowieka. Pięknie, gdy ludzie to dostrzegają i są za to wdzięczni, jak Ty. Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny post! Pochodzę z podobnej wioski, też uczyłam się przy lampie naftowej, a zamiast Warszawy mieliśmy motocykl marki Junak;) Nikt nie przejmował się wtedy że dzieci muszą daleko chodzić (zimą przez zaspy) do szkoły, to nie to co teraz, że rodzic podwozi prawie pod drzwi szkoły.Jako najstarsza z rodzeństwa miałam dużo obowiązków, ale to było szczęśliwe dzieciństwo.
    Dziękuję Basiu za te wspomnieniowe posty:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Basiu powinnaś pisać książki, historie prawdziwe, pełne wspomnień, czułości i radości w każdym aspekcie życia, to jak piszesz to jest piękne i dogłębne, można się zanurzyć, doświadczać przyrody, miejsca które są cudowne w Twoim opisie, jestem pod wrażeniem, zawsze miło tu być, Twój blog jest pełny wartościowych doświadczeń, duchowych doznań, gdzie bije ciepło, PIĘKNIE NAPISANE
    serdecznie pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się w ogóle nie dziwię Basiu, że tak pokochałaś swoją wioskę - czystym dziecięcym sercem. Potem kwitła ta miłość do ziemi, kapliczek i ludzi. Dziś o tej miłości piszesz nam tak pięknie, że wzruszam się za każdym razem i wciąż chcę więcej... Basiu - pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne wspomnienia Basiu, pięknie napisane.Ten pełen nostalgii tekst przywołał i moje wspomnienia, gdy w mroźne noce woda w wiadrze zamarzała a niedzielne wizyty u dziadków, niby przypadkiem, na porę obiadową przypadały.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie napisane, słowa pełne miłości do tego co bliskie, mimo że takie proste ktoś może powiedzieć.
    Wiele osób kocha swoje miejsca rodzinne i to jest dobrze, że nie zapominamy skąd wywodzimy się. Dziękuje Ci za takie wspomnienia. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Twoja malutka mieścina bez sklepów, szkół i innych obiektów użyteczności publicznej ma swój skarb pod postacią ludzi, którzy tworzą wspaniałą społeczność. Wiadomo, że coś tam się zawsze wydarzy, ale duszą danej miejscowości zawsze są jej mieszkańcy. Jestem Warszawianką, co roku wyjeżdżałam na wieś do babci na wakacje i powiem Ci, że dopiero tam czułam i widziałam czym jest społeczność lokalna, pomoc sąsiedzka, przyjaźnie, ta taka zwyczajna ludzka życzliwość. To jest ogromny skarb i żadne muzeum, hipermarket, akademia tego nie zastąpi :)
    Moc uścisków na niedzielny poranek, piękny post :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny tekst o twojej wiosce. Pozdrawiam cieplutko. Ewelina.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna historia :-) momentami jakbym czytała o sobie :-) taka namiastka mojego życia tu gdzie obecnie mieszkam:-) nasza mała ojczyzna. Piękny post, wspomnienia:-) było ciężko, jest lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tam dom nasz gdzie nasze serce. Najważniejsze to umieć to docenić i postrzegać świat tak, jak Ty to robisz Basiu. To sztuka ale i ogromny dar.
    Miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Basiu, przepiękny, wzruszający post. Twoja mała wioska stała się ukochanym miejscem.
    Wiem, że nie wyobrażasz sobie życia gdzie indziej, To jest twoje miejsce na ziemi!
    Szczęśliwej i radosnej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję Wam, że zechcieliście poczytać o mojej wiosce.

    OdpowiedzUsuń
  14. Basiu piękny i wzruszający tekst o Twojej małej ojczyźnie. Nie zawsze komentuję....ale bardzo lubię czytać Twoje posty. Bo naprawdę czytając je, w głowie...w wyobraźni wszystko doskonale widać:)
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniale opisałaś swoje miejsce na ziemi. Takich wiosek dziś jest już mało. Ale coraz więcej ludzi szuka spokoju i odosobnienia, które można znaleźć własnie w takich miejscach. Życzę spełnienia i szczęścia.
    Pozdrawiam Alina

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj Basiu
    Jestem, jestem nie zapomniałam o Tobie.
    Dni stają się jednak coraz dłuższe, ale jeszcze tego nie odczuwam. Słońcu nie chce się pracować, więc dlaczego i ja nie mogę trochę się polenić? Jednak moja dusza wyrywa się do wirtualnego świata.
    I dzisiaj utonęłam w Twojej pięknej opowieści. Także zamieszkałabym w takim miejscu. Zresztą każdy z nas ma swoje miejsce na ziemi. Ja mam ich dwa. Kiedyś napiszę o nich. Zmotywowałaś mnie do tego.
    Dzisiaj życzę Tobie spokojnego styczniowego dnia, w którym odnajdziesz piękno, radość…..

    OdpowiedzUsuń
  17. Basieńko, z wielkim wzruszeniem przeczytałam ten tekst sercem pisany. Masz dar poruszania słowami najczulszych strun w duszy...
    Tulę.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mój Koniec Świata jest podobny - lubię tam wracać ale...niekoniecznie chciałabym tam mieszkać;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Piekny post, pelen wspomnien, ktore i mnie nie sa obce. Nasza wioska ma ogromny urok. Za kazdym razem powracam do niej z przyjemnoscia, podziwiam jej piekne pejzaze i odwiedzam moje ulubione zakatki.

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękny tekst, jak i piękna miłość do swojego miejsca na ziemi...

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudownie Basiu, że tak kochasz swoją małą ojczyznę, swoje miejsce na ziemi.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękny post. Basiu tak wiele Twoich wspomnień czytam i czuję się tak jakby to było o mnie z lat dzieciństwa i młodości. W takiej właśnie biedniutkiej wsi się wychowałam. Tak właśnie wspominam dzieciństwo. Ile wówczas było wzajemnej troski, życzliwości wśród ludzi dzielących taki sam trud. Ja jednak opuściłam moją wioseczkę, bo tak musiałam. Dziś mieszkam niedaleko i ciągle wracam odwiedzając groby moich rodziców i jeździmy na spacery do lasu otaczającego nasz dom. Dziś jednak jest już nie tak samo, bo mieszkają tam już inni ludzie i trochę się zmieniło. Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
  23. masz swoje miejsce na ziemi....sercem i duszą jesteś wielka!

    OdpowiedzUsuń
  24. Nasza wieś podobna do Twojej. Sklep ma dopiero być na wiosnę. Mamy tu tylko straż pożarną :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Pierwszy raz spotykam się z tym,że ktoś pokochał trudy życia.Ja wychowywałam się na obrzeżach miasta i dalej w tej okolicy mieszkam, ale cieszę się,że miasto przyszło do mnie.Brak sklepów i autobusów wspominam jako coś bardzo uciążliwego,skutkującego skrzywieniami kręgosłupów mieszkańców, a aktualny brak pól zbożowych w pobliżu mojego domu nie przeszkadza mi zupełnie.Pozdrawiam Cię Basiu serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak już musi być, że jedni wybierają wieś, inni miasto:-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Basiu, w każdym Twoim słowie czuć wielką miłość do miejsca w którym mieszkasz. Pięknie to wszystko opisałaś. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wzruszający wpis.

    I jak dobrze mieć takie swoje miejsce, jaki to piękny dar!!!

    OdpowiedzUsuń
  29. Jak pięknie Basiu napisałaś o swojej małej Ojczyźnie. Widać, że ją kochasz i jesteś z niej dumna. To musi być cudowne uczucie iść przez wieś i widzieć domy wybudowane ręką dziadka - nie ułana.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych domów już prawie wcale nie ma, ostał się jeden, a przedostatni zapada się już pod ziemię...

      Usuń
  30. Basiu,wspaniały post,masz piękne wspomnienia :)
    Serdeczności przesyłam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Piękne wspomnienia
    Wspaniałe jest mieć takie swoje miejsce

    OdpowiedzUsuń
  32. Dziękuję za dobry początek dnia!
    Gosia (z robótki)😚💕💕

    OdpowiedzUsuń
  33. Już kocham ten zakątek na ziemi :-) Przypomniały mi się opowieści Kochanej Teściowej o swojej biednej wiosce i chodzeniu do szkoły przez śnieg, przez błoto, przez kwitnące pola 2 kilometry dzień dnia w jedną stronę, :-) Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ciekawie napisane, fajnie sie czyta:) Gdyby tak każdy potrafił się cieszyć ze swego miejsca na ziemi, z tego co ma.

    OdpowiedzUsuń
  35. Piękna historia o miłości:) Ja mam taką wioskę w pamięci...spędzałam tam wakacje ferie weekendy, mieszkali tam moi dziadkowie, dom w którym mieszkali był najwspanialszy miejscem na ziemi ...
    Dom się wali A wioska jakby też:/ Ale zawsze będzie w mojej pamięci...

    OdpowiedzUsuń
  36. Wzruszający tekst Basiu. Zostałaś wychowana na wspaniałego człowieka.:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Basiu, przychodzę z rewizytą😊
    Czuję się zaszczycona, że mogłam przeczytać ten post. Wspaniale piszesz, masz lekkie pióro, świetnie się czyta! Mało dziś ludzi, którzy potrafią przyznać się, że pochodzą z małej miejscowości i z takimi pozytywnymi emocjami o tym pisać oraz widzieć w swoim życiu tyle piękna. Pokazujesz swoje wspomnienia z uroczym wzruszeniem. Spodobało mi się u Ciebie, będę przybywać w odwiedziny.
    Pozdrawiam radośnie, do kolejnego poczytania:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie zapraszam Alinko i dziękuję za Twoje słowa oraz wizytę.

      Usuń
  38. Cieplutki, przyjemny tekst. Dziękuję. Tego mi było potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
  39. Piękne wzruszające wspomnienia !
    Miło się czyta Twoje posty !
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  40. Wspaniałe świadectwo i fotografie, które czytelnikowi pozwalają jeszcze lepiej Panią zrozumieć... i ten świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się pokazywać tę cząstkę naszego świata, w którym wzrastałam.

      Usuń
  41. Pięknie opisałaś swoją historię. My z tęsknoty za wiejskimi klimatami przeprowadzilismy się z miasta na wieś. Będę zaglądać. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń