sobota, 15 lipca 2017

Walczymy o ich przetrwanie...

Połowa lipca...może ktoś z Was pamięta post sprzed kilku lat opowiadający o tym jak moja znajomość dokładnej daty bitwy pod Grunwaldem uratowała mój geodezyjny zespół podczas studenckich praktyk AGH przed odrzuceniem operatu geodezyjnego, w którym kilka pomiarów odbiegało od rzeczywistości, właśnie z powodu olbrzymich upałów panujących w lipcu.
Przypomnę w skrócie:
Prof. Tadeusz Wędzony, specjalista z  górnictwa, geodezji górniczej, geodezji i kartografii, u którego zaliczaliśmy operat będący wynikiem czterotygodniowych pomiarów dokonywanych na obszarze kilku kilometrów kwadratowych w okolicach Żywca ( wówczas nie było telefonów komórkowych, a porozumiewanie się pomiędzy członkami zespołu było możliwe po przebyciu pieszo i w upale, kolejnej górki, która np. zasłaniała pole widzenia) wykazał nam kilka błędów. I nie podchodził z entuzjazmem do zaliczenia pracy... Waga problemu była duża. Było to 15 lipca 1982 r. czyli 35 lat temu, a wydaje się, że dopiero wczoraj... Wówczas Profesor ( później  dziekan Wydziału Geodezji Górniczej AGH) dał nam szansę: zaliczy, jeśli ktoś z naszej piątki powie, co wydarzyło się 15 lipca. Rzutem na taśmę- odpowiedziałam, że to dzień bitwy pod Grunwaldem, Profesor się uśmiechnął i powiedział jedno słowo na wagę złota: ZALICZAM.
Nie muszę pisać jak wielka była studencka radość wynikająca z faktu zaliczenia całej pięciotygodniowej praktyki.
Profesor Wędzony zmarł w 2006 r. a ja dopiero dziś dowiedziałam się, że był utalentowanym rzeźbiarzem. Jego twórczość artystyczna to płaskorzeźby i figury, których motywem przewodnim jest wiara w Boga i umiłowanie polskiej wsi. Jego rzeźby to głównie postaci świątków ludowych, stylizowanych na mieszkańców Podhala i Tatr.
Wówczas nie malowałam, może byłaby to okazja do rozmowy z Profesorem wśród żywieckich pól zbożem malowanych...
A u nas zaczęły się żniwa, facelia zebrana, teraz kombajny pracują pośród jęczmienia.
Wobec powyższych wspomnień i faktów, prezentuję mokry jeszcze obraz żniwny:
Ale wróćmy do tematu, bo popłynęłam niebezpiecznie we wspomnienia, a tymczasem obiecałam zdać rzeczową relację z walki o przetrwanie.
Nieodłącznym elementem krajobrazu wsi są jaskółki. Zgodnie z miejscową tradycją, ich obecność dobrze świadczyła o gospodarzach miejsca. I choć brudziły niebywale, nikt nie śmiał zrzucić ich gniazda. " Nasze" jaskółki przylatują do nas każdego roku i budują gniazdo w budynku gospodarczym. Dwa lata temu dochowaliśmy się piątki jaskółczych dzieciaków, w ubiegłym roku samiec nie znalazł partnerki i pozostał przez cały sezon samotny, a tego roku znów zamieszkała u nas parka.
Niestety pierwsze pięć jajeczek padło ofiarą prawdopodobnie srok, które całą plagą rozpanoszyły się w okolicy i wytrzebiły prawie wszystkie ptaki, łącznie z turkawkami, a nawet sójkami, nie wspomnę już o kosach, których przepiękny śpiew umilał nam życie.
Teraz pilnowaliśmy bardzo drugiego rzutu jaskółek i spośród złożonych czterech jajeczek, wykluły się prawdopodobnie trzy jaskółeczki. Każdego dnia ktoś z nas wstaje o 6 rano i otwiera " starym" drzwi budynku by mogły wyfrunąć i zdobyć pożywienie.
A wieczorem każdego dnia gdy one już odpoczywają, zamykamy budynek by żaden szkodnik nie wyrządził im krzywdy.
Oboje z Mężem liczymy, że zdołamy uchronić te wiecznie głodne maleństwa, że wyrosną i kolejnej wiosny zasiedlą znów nasz budynek.
Zdjęcia są słabe, bo nie chcę podchodzić zbyt blisko, by nie stresować ich rodziców, którzy czuwają nad nimi.
Ale wierzcie mi, że są niezwykłe ze swymi ogromnymi kielichami czekającymi na pokarm.
A dorosłe jaskółki wprowadzają tyle radości swym szczebiotem, że warto się trudzić by im pomóc w dziele wychowania następnego pokolenia.
A teraz obiecane usprawiedliwienie.
Czemu mnie tak mało na blogu? Otóż przez cały ubiegły tydzień uczestniczyłam w pracach komisji ds. awansu zawodowego nauczycieli. Każdego dnia awansowaliśmy 8 nauczycieli. W następny tydzień dalszy ciąg prac.
I chociaż praca jest wyczerpująca ( wymaga dokładnej analizy dokumentacji za trzyletni okres stażu, sporządzenia protokołów, przeprowadzenia rozmowy z nauczycielem) to daje wiele satysfakcji, że mamy wielu wspaniałych nauczycieli pasjonatów, którzy potrafią młodym ludziom przekazać część swoich zainteresowań i pokazać bogactwo działań na rzecz drugiego człowieka.
Wczoraj, na zakończenie pracy, awansowała P. Joasia, nauczycielka gimnastyki korekcyjnej, która jako pierwsza Polka przebiegła maraton na wszystkich 7. kontynentach.
Opowiadanie o jej pasji to potwierdzenie, że człowiek jest w stanie pokonać wichry i mrozy Antarktydy oraz wilgotne upały Azji czy Afryki.
Wszystkim, którzy zdobyli ten kolejny tytuł w karierze zawodowej życzę, by nigdy nie zabrakło im pasji i wytrwałości...
A blogowy świat proszę o wyrozumiałość wobec mojej nieobecności i wakacyjnego zapracowania.
Dla Was też kwiaty- lipcowe- z mojego ogródka ( wymagającego również natychmiastowej pracy).

64 komentarze:

  1. Piękny, żniwny anioł Basiu!
    Rzeczywiście jaskółek jest coraz mniej. Mam nadzieję, że Wasze maleństwa bezpiecznie dorosną. Te otwarte dzióbki na zdjęciu są wzruszające.
    Przesyłam uściski i życzę Ci miłego, weekendowego wypoczynku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie uchwyciłaś te małe jaskółcze dzióbki,to wygląda jak cudowne kwiaty.Jesli chodzi o Twoje wspomnienia ze żniw to powinny wzorem lat 80-tych się zaczynać.Mokro wszędzie dookoła ,deszczu co chwila nadmiar ,to żniwny czas przesunie się na koniec sierpnia.A obraz wyjątkowy ,taki cudowny,artystyczny,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas do niedawna była susza więc jęczmień zdążył dojrzeć.

      Usuń
  3. Oj, przypomniałaś mi studenckie "zaliczenia"- wiele by opowiadac....hahahahha.....Obraz urzekajacy, maja ye Twoje dzieła w sobie taka prawdę, która wzrusza...Co do ptaków, nie darzyłam srok jakims sentymentem a teraz to już w ogóle! Nie miałam pojęcia , że to takie szkodniki :-(
    Kocham ptaki, pasją zaraził mnie mój tata, ale przyznam, że jak ściagam pranie i całe jest obsmarowane, to naprawdę jestem zła....he he he he.....Co do awansu, to muszę Ci powiedzieć, że ja juz dawno po dyplomowanym, ale ten egzamin wspominam wspaniale- co za miłe pani w komisji, to tez była sama przyjemność z nimi rozmawiać! Pozdrawiam Cię gorąco, buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sroki to okropne szkodniki a teraz rozmnażają się w sposób niekontrolowany.

      Usuń
  4. przepiękny obraz i zdjęcia :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się zdziwiłam jak u mnie w mieście pojawiły się jaskółki:))zawsze przypisywałam je do wsi i gniazda robione przy suficie w stajni:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo na wsi żyją jaskółki dymówki a w miastach oknówki czyli te które budują gniazda na zewnątrz nad oknami.

      Usuń
  6. 10 lat temu tez przeżyliśmy przygodę z małymi jaskółkami
    i powiedziałam nigdy więcej...
    Cały czas były pilnowane,żeby koty je nie zjadły...
    Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Basiu kochana, piękna studencka historia o ty, że... warto znać historię.
    Podziwiam żniwnego anioła - niech pomaga wszystkim, którzy pracują w polu.
    A za opiekę nad jaskółeczkami uwielbiam Cię jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Małgosiu że Ty też byś postąpiła tak samo.

      Usuń
  8. Basiu, ja sie tez mam z tymi jaskolkami, bo brudza niesamowicie. U mnie zrobily sobie gniazdo na tarasie przed domem, tuz nad drzwiami wejsciowymi;) Gniazdo mamy juz jakies 5-6 lat i co roku wracaja i co roku 3-4 malych. Jak juz tak nabrudza to obiecuje ze jak wyfruna to im to gniazdo zwale, ale potem nie mam sumienia. Raz naawet mi wpadly do domu, bo otworzylam drzwi na cala szerokosc, zeby troche przeciagu zrobic. zajelo nam z pol godziny zanim wylecialy. No ale prawa jest ze sa uroczymi ptaszkami:) Milego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przeganiaj ich, tradycja mówi że przynoszą szczęście domowi pod którym się chronią.

      Usuń
  9. Przypomniało mi się jak u mnie po wprowadzeniu się do bloku jaskółki zrobiły gniazdo na balkonie. Były chyba z trzy lata, wcale mi nie przeszkadzały. akurat pod gniazdem dałam deseczkę i nie brudziły. Jak ja lubiłam obserwować je. W następnych latach przyleciały wróble rozwaliły do połowy gniazdo i przez rok same w nim mieszkały. Teraz niestety blok ocieplili i nie ma jaskółek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deseczka to dobry i niezawodny sposób:-)

      Usuń
  10. Basiu ja co roku mam dwa gniazda z jaslolkami. Pod strzechs garażu i pod strzecha w domu. Mówią że jak się ma gniazdo jaskółek to szczęście w domu. O cos w tym jest. Basiu masz cudzego wnuka, ma piękne długie rzęsy. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkim te rzęsy wpadają w oko- cudny naprawdę:-)

      Usuń
  11. Piękny ten Anioł Basiu, a żniwami mnie zaskoczyłaś. U nas nawet rzepak jeszcze nie zupełnie dojrzały. Prawie co dzień pada. Pięknie opisałaś historię ratowania jaskółek. Można je uratować przed srokami, ale czy uda się je uratować przed nadgorliwymi urzędnikami? Z uporem maniaka wymyślają co raz to głupsze przepisy pseudosanitarne. A to jaskółki przegonić z obory, a to kotów nie wpuszczać. Ciekawe jak powstrzymają przed wlatywaniem do obór muchy i wchodzeniem tam myszy? Czy muchy i myszy roznoszą mniej zarazków niż koty i jaskółki? Cieszę się, że u Ciebie rośnie następne pokolenie Bożych śpiewaków.Nie wyobrażam sobie polskiej wsi bez jaskółek. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oburzają mnie te " dziwne" wymysły obcych...

      Usuń
  12. Basiu, pozdrawiam serdecznie. Bardzo lubię tu przychodzic...

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam twój blog, lubię czytać Twoje wpisy :-) jako czytelniczka uważam że jesteś "bogatym" człowiekiem,ach te Twoje obrazy... wrażliwość i wspomnienia. Wypoczynku życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj tak, niestety. Mimo mej ogromnej sympatii do srok to przeganiam je bardzo. Podobnymi wrogami ptasich siedlisk są wiewiórki, które też wykradają jaja.
    Pozdrawiam niedzielnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, a wiewiórki tak niewinnie wyglądają.

      Usuń
  15. Dwa lata temu dużą ich ilość dymówek widzieliśmy w Białowieży, kiedyś też we Fromborku. Macie dużo szczęścia, że u Was gniazdują.
    Sroki bardzo lubię, za ich inteligencję, ale co ta tym idzie szukają łatwej wyżerki.
    U mnie na balkonie sikorze dzieciaki przylatują na końcówkę migdałów a kot nieustannie poluje zza siatki. Niestety jeden maluch zmieścił się przez oczka i musiałam kota ewakuować aby uniknąć katastrofy.
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Twój Anioł na obrazie jest po prostu przepiękny. Od samego patrzenia robi się cieplej na sercu :).
    Ładna fotorelacja z życia jaskółek. Miło, że o nie dbacie.
    Sroki to po prostu jedne z drapieżników regulujących ilość małych ptaków. A inteligencję mają niesamowitą. Równają się z naczelnymi. Potrafią rozpoznać się w lustrze i urządzić coś na kształt "pogrzebu" dla nieżyjącego pobratymca. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, trudno je przechytrzyć!!!

      Usuń
  17. Podziwiam Twoje Basiu zaangażowanie w ochronę i opiekę nad jaskółkami. U mnie blisko moich okien na brzozie gniazdo uwiły sroki.
    Pozdrawiam ciepło !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawniej mawiano, że sroki zwiastują gości:-)

      Usuń
  18. Jaskółki zawsze będą mi się kojarzyły z naszą piękną, polską wsią. Szkoda, że jest ich coraz mniej. Anioł zachwycający i tak mądrze patrzy mu z oczu. A z wiedzą, to ja miałam na studiach podobną przygodę, tylko że ze znaczeniem słowa "zecer". Podobno byłam pierwszą studentką od lat, która potrafiła powiedzieć kim on był. I Profesor od razu życzliwiej patrzył na naszą grupę do końca zajęć w semestrze. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Karolinko, że wiele słów odchodzi w niepamięć:-)

      Usuń
  19. Piękny żniwny obraz i śliczne jaskółeczki, Basiu !! Rozumiem Twoją troskę o małe jaskółki, u mnie ptaków jest dużo i co roku mam przygody z ratowaniem małych...niestety nie zawsze z pozytywnym zakończeniem...! Bardzo lubię obserwować jaskółki jak szybują po niebie !! To są piękne widoki !
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami nie radzimy spbie z prawami przyrody niestety...

      Usuń
  20. Basiu jakie kochane te jaskółeczki :-) bardzo popieram pomoc :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Basiu ! Twoje kolejne zdjęcia z twojego ogródka to lipcowe podziwianie świata. Jaskółcze gniazdko kiedyś i u mnie się pojawiło na siódmym pietrze, kiedy mieszkałam w bloku. Oj działo się wtedy, poczekaliśmy aż młode się wyklują, odchowają i odlecą. Niestety trzeba było gniazdo zdjąć, bo okno niestety wymagało remontu, Odchody tych ptaszków zniszczyło drewniane ościeże. Najlepiej jednak jaskółki się mają na wsi. POzdrawiam Cię wakacyjnie i życzę wspaniałego tygodnia

    OdpowiedzUsuń
  22. Basiu Droga, zawsze z wielkim zainteresowaniem i ciekawością czytam Twoje słowa. Niezmiennie wzruszające, bo nieustannie traktujące o życiu... Co do jaskółek- to one przywołują obrazy wiejskich obejść i posiadłości. Uwielbiam... Serdeczności posyłam i życzę jak najszybszego odpoczynku od obowiązków ;) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółki są na stałe wpisane w polskie pejzaże.

      Usuń
  23. u siebie wcale nie widzę ostatnio Jaskółek a szkoda...
    śliczne kwiaty ogrodowe
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Czy te kwiaty to floksy? Nie wiem czy dobrze pamiętam z dzieciństwa :)
    Fajnie uchwyciłaś rozdziawione dzióbki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to floksy u nas zwane chmurkami😜

      Usuń
  25. Anioł sliczny , a jaskóki są u mojego św. pamięci Taty , pod dachem zrobiły gniazdo

    OdpowiedzUsuń
  26. Pomyliłam się o 5 dni, och ta pamięć. Teraz to już zapamiętam. Podziwiam i gratuluję tak wspaniałych wakacji. Myślę, że przynoszą dużo radości i satysfakcji :-) Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Śliczne kwiaty. I bardzo mi się podobają zdjęcia jaskółek na drutach. U nas są jerzyki, tabuny jerzyków, im na szczęście sroki nie zagrożą.

    OdpowiedzUsuń
  28. Witaj Basiu, ja także zapracowany jestem , ale na emeryturze i wreszcie robię to, co lubię, a nie co muszę, aczkolwiek, do zawodu nauczycielskiego przystępowałem z nabożeństwem, bo z powołania ( później, u schyłku lat mojej pracy zaczęto mnie skutecznie zniechęcać). Moi nauczyciele robili awanse i zaczął się swoisty "wyścig szczurów". Ja, mając olbrzymie osiągnięcia w pracy zawodowej oraz społecznej, nie wziąłem udziału w tym wyścigu, bowiem od początku uważałem, że przynajmniej tytuł nauczyciela mianowanego powinniśmy my, starzy , doświadczeni i zasłużeni belfrzy, otrzymać obligatoryjnie. ALE NIE, MIELIŚMY TO UDOWODNIĆ PRZED KOMISJĄ. W naszym regionie wielu nauczycieli aktywnych w trakcie stania o awans, po jego otrzymaniu obniżyło loty i stali się oni zwykłymi wyrobnikami.
    Jaskółki to moje dzieciństwo, młodość na wsi. Teraz, będąc w mieście, widzę jedynie jeżyki łapiące w locie komary. Pozdrawiam. Tomasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyplomowałam się w 2001 r, potem wszyscy moi nauczyciele, ale atmosfera w zespole była miła. Ludzie pomagali sobie wzajemnie, współpracowali, byli życzliwi.Ominął nas wyścig szczurów. Prawdziwi nauczyciele nadal dobrze pracują, a ci leniwi zawsze takimi będą. Obecnie planuje się wydłużyć ścieżkę awansu, bo w tej chwili po 10 latach można zostać dyplomowanym, a to trochę zbyt szybko, zważywszy na to,że pracować trzeba przynajmniej 35 lat do emerytury.

      Usuń
  29. Piękne kwiaty, aż przyjemnie odpoczywać w takim ogrodzie i napawać się ich urokiem:) bardzo lubię takie jaskółeczki, zawsze sprawdzam jaką pogodę przynoszą:) i oczywiście szczęście w domu, w którym zagoszczą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na deszcz latają nisko:-) na dobrą pogodę- wysoko:-)

      Usuń
  30. Fajne,studenckie wspomnienia i anioł uroczy.Praca w komisjach,to odpowiedzialna sprawa,a 8 komisji dziennie,to już taśma,jak Ty to wytrzymujesz Basiu? Ja mam podobne zdanie na temat awansowania nauczycieli poza szkołą,jak pan Tomasz,tylko chyba chodziło mu o stopień nauczyciela dyplomowanego, a nie mianowanego. Ci,którzy zbierają papierki do awansu mają mniej czasu na pracę z uczniami.Gdyby wszyscy nauczyciele pracowali tak,jak opowiadają, to byśmy mieli najlepsze szkoły na świecie. Członkowie komisji muszą wykazać się ogromną wiedzą i doświadczeniem,by odróżnić ziarno od plew. Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stopień nauczyciela mianowanego otrzymywało się obligatoryjnie w momencie wejścia w życie ustawy o awansach pod warunkiem zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin i zgodnie z wymaganymi kwalifikacjami.A podczas awansów pojawiają się zarówno " wyrobnicy" jak i prawdziwi mistrzowie- tak jak w każdym innym zawodzie. Bardzo lubię tę pracę, można się wiele nauczyć od tych nauczycieli z pasją, poznaje się nowych ludzi. Mimo upału, braku klimatyzacji i małych pokoików w tarnowskiej delegaturze KO panuje miła atmosfera, dlatego z chęcią uczestniczę każdego roku w takich działaniach.

      Usuń
  31. Żniwny anioł jest piękny....U nas sporo jaskółek, na szczęście:) Spokoju i powodzenia przy pracy w komisji:) Pani Joasia to na pewno cudowna osoba:) I kwiaty, jak zwykle cudowne:)))

    OdpowiedzUsuń
  32. Tych najwspanialszych profesorów nazwiska pamiętamy przez całe życie, a niektórzy nie zostawili żadnego sladu w moim sercu i nawet nie potrafię sobie przypomniec ich nazwisk... Fajne dzióbki mają te ptaszki:) Przyroda jest niesamowita:) Twój obraz piekny:)

    OdpowiedzUsuń
  33. Dawniej też mogłam obserwować jaskółki na moim podwórku, ale od jakiegoś czasu już nie zakładają tu gniazd. Piękne ptaki:)

    OdpowiedzUsuń
  34. Plaga srok jest i w mojej okolicy,potrafią skrzeczeć na koty,które leniwie spędzają czas na trawie.Co do jaskółek,to faktycznie ich jakby mniej w mojej okolicy,za to pojawiają się inne ci mnie bardzo cieszy,odgłosy jakie wydają wiecznie głodne pisklęta bezcenne.
    Kolejny piękny Anioł i te zdjęcia piskląt cudne😊
    Serdeczności zostawiam dla Ciebie 😊😘

    OdpowiedzUsuń