piątek, 9 stycznia 2015

Biedne pierogi i wojenne wspomnienia.

Gotuję je od lat, lecz dopiero niedawno zaczęłam się zastanawiać, skąd taka potrawa znalazła stałe miejsce w moim domu. Pierogi z ziemniakami, nie ruskie, ale z farszem ziemniaczanym wykonanym z utłuczonych ziemniaków wymieszanych z dużą ilością podsmażonej cebulki i pieprzu. Tylko tyle, bez dodatku sera. Gotowała je moja babcia, moja mama, a od lat ja gotuję te " biedne" pierogi. Moim zdaniem są wyśmienite. W wersji biednej polewa się je masełkiem, w wersji luksusowej, skwareczkami ze świeżej słoninki lub boczku.

Długo myślałam nad pochodzeniem tej potrawy i znalazłam pewne uzasadnienie.
W mojej wiosce panowała wielka bieda, ziemie były piaszczyste, nieurodzajne, gospodarstwa maleńkie i zaniedbane, ot biedna wieś galicyjska. Druga wojna światowa spotęgowała biedę. Maleńkie, drewniane chatki, jak te poniżej na zdjęciu, dawały schronienie wielodzietnym rodzinom, a dodatkowo przyjmowały pod dach ze staropolską gościnnością, uciekinierów ze Wschodu. W takiej chatce żyło ok. 20 osób, więc nic dziwnego, że starszym dzieciom urządzano posłanie w stajni wśród bydła ( tam było względnie ciepło).
Jeśli w gospodarstwie była krowa i pozostało trochę mleka, by zrobić ser, gospodyni szła pieszo na jarmark z tym serkiem do miasta odległego o 10 km, żeby ser i jajka sprzedać i kupić niezbędne w domu produkty.
I tym sposobem sera na ruskie pierogi nie było, a ziemniaki były w każdym domu. Ale nie zawsze, na " przednówku" ( koniec zimy, początek wiosny) i ziemniaków brakowało.


Dodatkową bolączką ludności wiejskiej były kontyngenty, czyli przymusowe dostawy płodów rolnych na rzecz III Rzeszy.
W domu moich Dziadków, jedna Krasula żywiła 9 osób. Pewnego dnia do ich domu zawitał sołtys, który oznajmił:
 " z bólem serca Józefie, muszę wam zabrać ostatnią krowę". Nie pomogły błagania i sugestie, że u bogatszych gospodarzy są w oborach po trzy krowy...Sołtys był nieubłagany, wszak biedaka najłatwiej obedrzeć ze skóry!



W tej sytuacji, kilkuletnie dzieci musiały pójść na służbę, by zarobić na strawę.
O tym jak moja ośmioletnia mama " zarabiała" na zeszyty, opowiem w następnym poście.











Gdy myślę z czcią o tamtych trudnych czasach, sięgam niekiedy po pióro lub pędzel, by ocalić te wspomnienia od zapomnienia.
I fotografuję bez końca moją ubogą wioskę, której się nigdy nie wstydziłam, mimo, że dzieci ze wsi w latach siedemdziesiątych, były w małomiasteczkowych szkołach średnich wyśmiewane i traktowane jako coś gorszego ( nawet przez niektórych nauczycieli).



A teraz czas już na kolejną prezentację uroczych prezentów. Moja była Uczennica Kasia wyszukała w Tajwanie tego cudnego, porcelanowego aniołka z misiem, robiąc mi niesamowicie miłą świąteczną niespodziankę.










Aniołek zagościł na stałe w moim domu i został przyjęty przez anielską rodzinę, której liczebność w setkach się mierzy:-)))))
A od Drogiej Jadzi z bloga http://jadwiga-sercemtworzone.blogspot.com/
otrzymałam ten wspaniały album, w którym znajdą miejsce zgromadzone przez lata " święte obrazki". Niektóre z nich są bardzo stare i żal się ich pozbywać, skoro mieszkały z nami tyle lat. Dziękuję Ci Jadziu za piękny album ( przysłana modlitwa zajmie w nim czołowe miejsce), a gdy go zapełnię, pochwalę się nim wówczas moim Czytelnikom.
Serdecznie witam nowych Obserwatorów i życzę dużo dobra na nadchodzące dni.

49 komentarzy:

  1. pierogi prezentują się pysznie, zdjęcia wspaniałe, a sądze że każdy z nas ma korzenie na wsi i to żaden wstyd, ja tęsknie za wakacjami u babici na wsi to były czasy

    OdpowiedzUsuń
  2. witaj Basiu :)
    ja również Ludzi z "tamtych lat" bardzo szanuję bo Oni wiedzieli co to znaczy człowiek a dziś takich osób jest mało bo każdy myśli tylko o osbie i swoim podwórku ...
    geneza pierogów bardzo podniosła i piękna :)
    już czekam na kolejny na pewno wzruszajacy post:)
    ściskam ciepło i pozdrawiam również Mamę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przywołałaś Basiu wspomnienia. Mój tato miał piętnaścioro rodzeństwa i w czasie wojny wykarmić taką gromadę to było wyzwanie, stąd w moim domu często były smaki dzieciństwa taty.Smaki, które zapadły w pamięć i serce. Muszę przyznać, że oboje z bratem bardzo to lubiliśmy. Na przykład woda z gotowanych szarych klusek była okraszana słoninką, w to wrzucało się kluchy, pajda chleba i każdy najedzony. Gdyby babcia miała nakarmić kluskami siedemnaścioro domowników, to pewnie z kuchni by nie wychodziła. Placki ziemniaczane tato jadł długo jeszcze na chlebie, a czasami robił też zupę tzw. wojskową na czerstwym chlebie. Babcia robiła to po to, zeby ich wszystkich nakarmić, a tato od czasu do czasu, aby przypomnieć sobie te smaki. Bardzo mi go teraz brakuje i tych smaków.

    OdpowiedzUsuń
  4. takich pierogów jeszcze nie jadłam, pozdrawiam cieplutko:))

    OdpowiedzUsuń
  5. O widzisz Basiu , na emigracji tez brakuje takiego twarogu na ruskie , a inne sery jakos są za wilgotne , za słodkie i nie kleją sie .... Moze mojej rodzinie , która ruskie lubi bardo zrobię biedne pierogi ;);)
    Zobaczymy :):)
    Zawsze i tak jest rytuał moczenia ich w śmietanie , oryginalnie Kwaśnej , ktore tez tu nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele potraw znamy, gotujemy ale nie znamy ich źródła pochodzenia, albo dlaczego tak a nie inaczej się nazywają. Po prostu smakują (albo nie).
    Przyznam się, że nie znałam pierogów z samych ziemniaków. Myślę, że jeśli się odpowiednio przyprawi to będą znakomite. Kiedyś zrobiłam pierogi z ziemniakami ale zamiast białego sera dodałam ser żółty. Tak więc wszystko do przyjęcia i do spróbowania.
    Basiu, przywołałaś piękne wspomnienia, zamieściłaś śliczne zdjęcia i zrobiło się tak ciepło na sercu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie robiłam takich, tylko ruskie, ale ja uwielbiam ziemniaki. Chyba dlatego, że mam chłopskie pochodzenie i stąd być może kocham jedzenie proste i nie lubię sobie dogadzać w jedzeniu.
    U mnie w domu było nie biednie lecz bardzo skromnie, tak to nazwę, bo tata pracował więc może i dlatego przyzwyczaiłam się do prostego, ale smacznego jedzenia, takiego jak moja mama gotowała.
    Dzisiaj nie szanuje się jedzenia, je się zbyt obficie i niezdrowo i może dlatego wymierają dzisiaj ludzie z poprzedniego pokolenia od starości, Ci którzy przeżyli niedojadanie i umiera nasze pokolenie od chorób cywilizacyjnych.

    POzdrawiam Basiu ciepło.l

    OdpowiedzUsuń
  8. Parę lat temu szukałam potraw bardzo tzw nowoczesnych, kupowałam książki takiej i innej kuchni, obecnie wracam do starych potraw jakie przygotowywała moja mama

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierogów z samymi ziemniakami też jeszcze nie jadłam:) Robię ruskie... z ziemniakami, serem i odrobiną mięty. Moja mama też w podobny sposób opowiada swoje młode lata, wspomina też swoją matkę jak borykała się z trudnościami dnia codziennego. Pewnie chcieli zrobić wiele:) Czas nieubłaganie pędzi, doba za krótka a sił ubywa:) Chyba życie właśnie na tym polega. Obraz prześliczny! Jak widać na obrazie młodzi mieli wiele radości, optymizmu w sercach! Wspaniałe prezenty dostałaś! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj Basiu!
    Twoje pierożki zrobię dzisiaj na obiadek bardzo apetycznie wyglądają gratuluję albumu ,aniołki śliczne a Twoje ręce namalowały
    cudowny obraz serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierogi to moje ulubione danie, uwielbiam je pod każdą postacią :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Basiu tai to ja jeszcze nie jadła ,ale warto spróbwać , takie były czas ,a Twoje opiowieści świetnie się czyta czekam na wiecej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię Twoje wspomnienia. Takie to były czasy...Moja babcia odwrotnie,chodziła do wsi (w czasie wojny) aby kupić ser, mleko i jajka.Chodziła nocami aby nie spotkać Niemców, czasem 20 km. Ale tym sposobem wyżywiła dzieci, mojego tatę, a czasem udawało jej się coś rzucić przez druty do obozu na Majdanku. Mieszkali bardzo blisko, nie chciała opowiadać co tam widziała, a rzucenie czegokolwiek wiązało się ze śmiercią. Teraz nie doceniamy tego co mamy, tego spokoju i dostatku. Ciągle jakieś niesnaski , niedomówienia...Cieszmy się tym wszystkim co posiadamy i okazujmy miłość innym. Zycie jest tak kruche...
    Tak jakoś mi się zebrało na taki dziwny komentarz, ale na prawdę ludzie nie doceniają tego co jest:) Buziaki Basiu.Ania

    OdpowiedzUsuń
  14. piękna ta chatka i na pewno pysze pierogi "biedne" ale swojskie bez ulepszaczy!
    podobnie jak Ty też nigdy się nie wstydziłam ze jestem ze wsi a nawet powiem więcej jestem z tego dumna i zadowolona!

    pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  15. W domu mojej Mamy też się nie przelewało. Na śniadanie najczęściej jadali ziemniaki w łupinach, bo tak było więcej ziemniaka do zjedzenia, niż z tego w wersji obranej przed ugotowaniem. I jeszcze chudy żur i tym podobne. I prażuchy z cebulą, bez skwarek, ale w wypasionej wersji i te się zdarzały:-) I nieustannie kawa inka do picia. A jeśli kawałek mięsa to jedynie w niedzielę. I były to czasy dobrze powojenne, bo przy licznej grupie sióstr i braci mojej Mamy, Babcia choć uwijała się jak mogła, nie miała z czego zrobić "na bogato". A i tak na Wielkanoc był dla każdego zajączek w ogrodzie - robione przez moją Babcię krówki i pakowane, w robione także przez nią, pudełeczka - zajączki. Na Boże Narodzenie każdemu też coś wymyślała. A to nowa halka - koszulka z płótna, oczywiście szyta przez Babcię, a to sweter na drutach zrobiony.
    Z takich bieda - dań w moim domu jada się często właśnie prażuchy, które teraz dla nas są przyjemnością, nie "obowiązkiem" i tomka:-) Tomek to bieda - jajecznica. W domu rodzinnym mojej Mamy i tak była rzadko i była luksusem, bo - w powojennej rzeczywistości - niemal wszystkie jajka szły na sprzedaż, tak by za nie coś do domu kupić, tak jak o tym pisałaś. A tomka (nie mam pojęcia skąd ta nazwa i nikt w rodzinie Mamy też już nie pamięta) robi się poprzez dodanie do dwóch jajek ok. pół szklanki wody i mąkę dla zagęszczenia tego płynu. Dodaje się dużą ilość szczypioru i smaży, a potem kładzie na chleb, im bardziej czerstwy tym smaczniej:-) Pyszota!
    Piękny aniołek, nic dziwnego, że zaprzyjaźnił się z Twoją gromadą. A prezent od Jadwigi to zawsze przyjemność:-)
    Twoje zdjęcia, Basiu, jak zawsze pełne magii.
    Pozdrawiam:-)))))

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj, Basiu, nikt tak jak Ty nie potrafi ocalać wspomnień!

    OdpowiedzUsuń
  17. Pięknie wspominasz Basiu.Czekam na kolejne... :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zawsze lubię czytać wspomnienia - tak sie ocala świat i ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo poruszający post, Basiu, zawsze mi się łezka kręci w oku, jak czytam takie wspomnienia . Czy rodzina biedna, czy bogata, myślę , że najważniejsze jest to poczucie przynależności...Jesteś mocno związana z ziemią, na której się wychowałaś i korzeniami i to jest bardzo piękne:) Muszę kiedyś spróbować takich pierożków:)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  20. Basiu, wszystko co opisujesz tak bardzo mnie dotyka, bowiem też je pamiętam (pierogi). Jednak nie wspominam ich z mile, gdyż nie lubiłam tych pierogów. Pamiętam ich przykry smak; jako dziecko, płakałam, jak mi je serwowano :/ Co do aniołka- jest cudowny i ten kontuzjowany misiu w jego objęciach. Piękne zdjęcia, cudowne wspomnienia i malowidla zatrzymujące czas... Pozdrawiam cieplutko i do serca tulam :) Ps. cieszę się, że album dotarł <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Basiu, te pierogi to smak mojego dzieciństwa, zawsze ukradkiem wyjadaliśmy ziemniaczany farsz, pycha.
    Dzięki za przywołanie pamięci, za śliczny obrazek i zdjęcia.
    Basia a jadłaś pierogi, w których farsz to biały ser wymieszany z powidłem, polane masełkiem lub śmietana z cukrem, mniam
    Cieplutko pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Basiu, uwielbiam czytać Twoje posty. Te wspomnieniowe, szczególnie.
    Chatka i obraz są prześliczne. Historia pierogów, wzruszająca.
    Nie znam pierogów z ziemniakami ani ruskich... W moim rodzinnym domu pierogi były i są bardzo lubiane.
    Mamusia robiła z kiszoną kapustą, grzybami, mięsem, pasztetową, owocami... Pamiętam pierogi z jagodami. Ależ one były pyszne.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Z radością przeczytałam Wasze komentarze, dużo się z nich dowiedziałam...Widzę, że czasy dzieciństwa powracają wśród Was często. Danusia przypomniała mi pierogi, których dawno nie robiłam, u nas ser mieszało się ze smażonymi jabłkami.Kapusta do pierogów szła bez grzybów, nigdy kiszona, zawsze smażona z dużą ilością zeszklonej cebulki i pieprzu po uprzednim ugotowaniu białej kapusty.O przysmakach domowych Edytki czytałam w jej postach. Jutro zrobię proziaki z przepisu Olgi, inne niż moje! Cieszę się Waszymi komentarzami, przez nie poznaję Was, umacniam się w przekonaniu jak wielu ludzi czyni dobro, ot chociażby Babcia Ani- Pawanny to dla mnie bohaterka. A dawne jedzenie- samo zdrowie, więc warto korzystać z przepisów innych stron, by karmić się tym, co najlepsze. Jutro ugotuję " jałowej" kapusty- to dopiero pycha i samo zdrowie;-) I tego zdrowia Wam życzę:-)

    OdpowiedzUsuń
  24. oj tak, dobrze napisałaś: "ze czcią"...

    OdpowiedzUsuń
  25. Poruszony przez ciebie temat - to temat rzeka. Twój wspaniały post i komentarze wywołały lawinę wspomnień. Czy to sytuacji rodziny przekazywanej przez rodziców, czy swoich własnych przeżyć. Gdy rozpoczynałam szkołę średnią też miałam ogromny strach jak się znajdę w dużym mieście. I wspomnienia potraw jadanych dawniej. A taki przysmak jak chleb umoczony w mleku (lub wodzie) i posypany cukrem? Cukierków na zawołanie nie było.Prażuchy też pycha. Muszę je zrobić, bo zupełnie o nich zapomniałam.
    Basiu, dziękuję za takie świadectwo i serdecznie pozdrawiam. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  26. Piękne wspomnienia. Ja lubię każde pierogi, a Twoje na pewno by mi smakowały. Cudowny aniołek i oczywiście Twój obraz w fajnym folkowym, a zarazem retro klimacie. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Nigdy pierogów nie kojarzyłam z biedą. Podobne pierogi, tylko z dodatkiem białego sera lub z kapustą i grzybami bardzo lubią moje dzieci, więc je z mężem lepimy w dużych ilościach i rozwozimy po domach ten rarytas. Raz chciałam poczęstować nimi koleżankę z Kresów, a ona zdecydowanie odmówiła, mówiąc coś o przesycie, wolała kanapkę. Teraz wiem, o co jej chodziło. Masz rację Basiu, dawne, proste jedzenie, to samo zdrowie, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  28. Witaj Basiu !
    Piękna chatka, bardzo podobna do chatki mojej babci. Babcia miała jeszcze mały ganeczek i okiennice !
    Ciekawa historia o pierogach. Moja babcia robiła pierogi z kaszą gryczaną...na samo wspomnienie ślinka mi cieknie...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Pierogi z kaszą gryczaną też są świetne. cieszę się, że przywołałam tyle wspomnień- dobrych wspomnień:-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Witaj Basieńko kochana!

    Piszesz o bardzo ciężkim, trudnych czasach, ale wiesz, wtedy przynajmniej ludzie sobie nawzajem pomagali, często bezinteresownie. Każdy dzielił się tym co ma, cieszył się małymi osiągnięciami, małymi rzeczami. Teraz wszystkiego mamy pod dostatkiem, w sklepach mnóstwo jedzenia, większość z nas może sobie pozwolić na drobne przyjemności, a tak nieczęsto to doceniamy. Mamy wszystko podane na talerzu, nie musimy się martwić głodem, wybór jedzenia ogromny, nie trzeba kombinować, aby wymieniać ser na jajka, wystarczy parę złotych... Ale za to są też i inne czasy - czasy w których człowiek już tak bardzo się nie liczy...czasy, w których człowiek rozpycha się łokciami, aby mieć więcej i więcej i więcej...Straszne czasy pod względem moralnym, straszne czasy pod względem wartości, tych prawdziwych wartości... Ale dobrze, że są wciąż tacy cudowni ludzie jak Ty.

    A zdjęcia są prześliczne! Ja uwielbiam takie stare chatki, przepiękne!

    Ściskam mocniutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ludzie potrafili się cieszyć z drobiazgów...

      Usuń
  31. Basiu. ja pochodzę z Kujaw więc tam nie ma pierogowej tradycji, ale w czasie studiów moja najlepsza koleżanka z którą mieszkałyśmy w pokoju przywoziła z domu pierogi z ziemniakami i kapustą kiszoną, pyszne. A że zawsze częstowałyśmy się na wzajem tym co przywiozłyśmy z domu, to mogłam ich często spróbować. Ja bardzo lubię proste jedzenia, jeżeli coś ma więcej niż 3-5 składników zazwyczaj odrzucam taki przepis.
    W piękny sposób potrafisz przekazać nam swoje wspomnienia, a niektóre również i mi są bardzo bliskie....Pozdrawiam Basiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było przede wszystkim " zdrowe jedzenie".

      Usuń
  32. Jeszcze są "biedne" pierogi z kaszą gryczaną i skwarkami - odmiana ze Wschodu. A pierogi z ziemniakami jadłam kiedyś w knajpce hinduskiej. Wersja z Indii była nie gotowana, ale smażona na patelni. Dobre byly.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre, muszę je zrobić, dziękuję za podpowiedź.

      Usuń
  33. Delicious! I LOVE pierogies! Yours are probably homemade, right. I have to admit that I purchase mine made by Ukrainians. ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Basiu dziękuję za odwiedziny na moim blogu i komentarz :)
    Te biedne pierogi powinny nazywać się luksusowe. Sporo przy nich pracy a zawsze smakują niebiańsko.
    Pozdrawiam serdeczniście

    OdpowiedzUsuń
  35. Basiu napisałam długi komentarz i wcięło...
    Pięknie i wzruszająco piszesz. Ujęło mnie zdanie, że w mieście dzieci wyśmiewały się z tych ze wsi... To nieludzkie. Pamiętam, jak w liceum wyśmiewali się z mojej koleżanki. Broniłam Jej jak lwica.
    A pierogi lubię, chociaż nie znam ich z dzieciństwa. Za to pamiętam smażone ziemniaki i zsiadłe mleko. Też biedny i skromny posiłek.
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To były częste przypadki, ale ja nie miałam kompleksów i bardzo szybko poradziłam sobie z problemem, a nauczycieli przekonałam wynikami w nauce i świetnymi podstawami wyniesionymi z wiejskiej podstawówki.

      Usuń
  36. Az mi zapachniały te te twoje biedne pierogi Basieńko :) I tez nigdy nie wstydziłam się mojej biednej wsi, najpiekniejszej na świecie, Siemiatycz i Podlasia:) które często nazywano Polską B:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz wielcy tego świata chcą mieszkać na wsi.

      Usuń
  37. The cabin looks nice and the sky is beautiful!

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja już planuję na emeryturze zamieszkać na wsi, z dala od zgiełku. Kiedyś spędzałam tam wakacje, i wspaniale je wspominam! Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
  39. O tym jak ciężko było znaleźć cokolwiek do jedzenia opowiadała mi moja babcia, podczas wojny i o wojnie było bardzo ciężko :(( pierogi robiła najlepsze na świecie :))

    OdpowiedzUsuń