wtorek, 13 sierpnia 2019

"A" - jak ambitne astry i atłasowe aksamitki:-)

Mój pomysł na kwiatowy alfabet spotkał się z Waszą aprobatą, zatem ruszamy.
Pragnę Was zapewnić, że wszystkie kwiaty, które tu wystąpią, będą rodem z mojego ogródka, fotografowane w ciągu kilku lat, ale zawsze u siebie.
Jeśli okoliczności będą odpowiednie, w kwiatowy post będzie wpleciona również inna tematyka, tak by posty były interesujące nie tylko dla miłośników kwiatów.
Dziś korowód kwiatowy otwierają astry...
Nazwałam je ambitnymi bo nie chcą rosnąć wszędzie. Pogardzają ubogimi ziemiami jeśli nawet ofiarujemy im miłość. A może ich ambicje bywają wygórowane ? Dlatego nie ma ich u mnie w tym roku. Przez wiele lat starałam się im stworzyć odpowiednie warunki, poświęciłam im dużo czasu, ale nie odwzajemniały moich uczuć. Marniały w oczach, a ponieważ akceptuję prawo do wolności, również w stosunku do kwiatów, niech zatem rosną w innych ogródkach. Tak jak ludzie, jeśli nie chcą mojego towarzystwa, nie zabiegam, niech każdy wybiera według własnych upodobań.
Współczuję tym nadmiernie ambitnym ludziom, którzy chcieliby więcej niż na to pozwalają ich możliwości, a zwłaszcza ich dzieciom, które muszą to, i to, i to, i tamto... nawet za cenę nerwic i stresów!
Mimo tych trudności ( z kwiatami) czasami udaje mi się wyhodować chociaż kilka i właśnie te okazy dziś prezentuję.
A wracając do astrów to kojarzą mi się z moją Mamą oraz Mamą mojego Męża.
Moja Mama miała w ogródku te najzwyklejsze, ale piękne, właśnie takie.
Kwitły na jej urodziny ( 13.08) i na jej imieniny ( 15.08), a ona bardzo kochała wszystkie kwiaty i dla niej prezent kwiatowy był najcenniejszy.
Moja Teściowa miała całą grządkę tych igiełkowych, bordowych. Rosły pięknie w polu, tam gdzie warzywa, na żyznej ziemi wysokiej klasy. Pamiętam taki obrazek kiedy pewnej niedzieli będąc z wizytą u moich Teściów, poszłam z Mamą w pole. W sąsiedztwie dorodnej marchwi, pietruszki i innych warzyw kraśniała cała grządka zdrowych, obficie kwitnących, bordowych astrów.
Byłam nimi zauroczona. Mama, moja skromna Teściowa, zerwała mi całe naręcze tych kwiatów, byłam szczęśliwa, stały długo w wazonie w naszym gościnnym pokoju, a ja wspominam to zdarzenie z wielkim wzruszeniem.
Takie to były astry igiełkowe. Tamte nie zachowały się na zdjęciu, ale jednego roku udało mi się mieć podobne w moim ogródku.
Moja tęsknota za astrami znalazła odbicie w trzech obrazach, które kiedyś namalowałam.
Drugie z tytułowych kwiatów, aksamitki tak naprawdę są aksamitne, ale w słońcu błyszczą jak atłas, niech więc choć jeden raz będą nazwane atłasowymi.
Skromne i niewymagające są prawdziwą ozdobą obwódek i rabatek i chcą rosnąć w skrzynkach przed figurą " mojego" Chrystusa.
Matce Bożej Zielnej poświęciłam kilka postów na moim blogu.
Dziś przedstawiam jedną ze stacji ogrodu różańcowego w Żabnie, gdzie często bywam z kochaną Natunią, jako, że częścią ogrodu jest plac zabaw dla dzieci.
W dzień Wniebowzięcia NMP ( 15 sierpnia) święci się wieńce oraz bukiety z kwiatów i ziół, do tego poniżej trzeba jeszcze dołożyć ziół.
Wszystkiego dobrego Wam życzę na kolejne sierpniowe dni.

czwartek, 8 sierpnia 2019

" H"- jak hojne hortensje

Podczas długich spacerów z wnukami, mam możliwość podziwiania darów natury.
Pomyślałam, że bogactwo kwiatów i roślin jest tak ogromne, że wystarczy mi zdjęć by stworzyć kwiatowe posty na wszystkie niemal litery alfabetu.
Do tych kwietnych rozważań będę też dorzucać krótką refleksję nad " człowieczym losem", by prowokować Was do dyskusji. Jeśli kwiatom przypisuję pewne cechy ludzi...
Skoro zaczęłam od " dziwaczka", to pozwolę sobie dziś na literkę "h", a później wrócę do początku alfabetu.
W tym roku oczarowały mnie hortensje. Królują u mnie od wielu lat, ale teraz odkryłam powtórnie ich piękno i nawet poczyniłam kilka sadzonek- zobaczymy jaki będzie efekt.
W moim wiejskim ogródku są hortensje ogrodowe, bukietowe i drzewiaste.
Zamówiłam dwie kolejne- zobaczymy.
Te ogrodowe zmieniają barwę w zależności od składników pokarmowych, mam więc różowe, fuksjowe, niebieskie, fioletowe i wrzosowe, a każda z nich zaczyna spektakl w innym odcieniu, by potem przechodzić przez kolejne natężenia barwy.
W tym roku musiały przecierpieć zalanie wodą, potem nieznośne upały, a wiadomo, że za pustynnym słońcem nie przepadają. Jednak po podlaniu potrafią się szybko regenerować.
A jeśli hortensje są hojne w obdarowywaniu nas pięknem, wytrwałością, dzielnym stawaniem wobec przeciwności aury, to i ludzie powinni nie wstydzić się hojności.
Bo hojność dotyczy nie tylko spraw materialnych. Ona łączy się z całą sferą naszego człowieczeństwa i każe nam dzielić się z innymi ludźmi, swoimi zdolnościami, wiedzą, czasem.
Jedni robią to nieustannie, nie żałując sił, inni potrafią brać, a z hojności się zwalniają.
Takie życie, taki świat...
Dobrze, że przyroda jest hojna, zatem korzystając z tej jej cechy, zapraszam do podziwiania moich hortensji.
Podjęłam też próbę zasuszenia tych hojnych piękności, czekam na efekt.
W następnym poście zaczniemy alfabet prawidłowo.
Serdecznie pozdrawiam, do następnego napisania.

piątek, 2 sierpnia 2019

"D"- jak dziwny dziwaczek.

Dziwaczki są dziwne.
Mogą mieć żółty kolor, bywają także pomarańczowe, różowe i czerwone, a nawet dwubarwne.Ciekawe, że jednodniowy kwiat potrafi zmienić swój kolor. Rośliny kwitną od lipca do końca sierpnia. Każdy pojedynczy kwiat otwiera się w nocy i pięknie pachnie, żyje tylko jeden dzień i natychmiast jest zastępowany przez kolejny. Kwiaty mają lejkowaty kształt, są jednolite. Przypominają wyglądem kwiaty powojów. Dziwaczek jalapa przez cały okres kwitnienia jest obsypany drobnymi kwiatami.
Dziwny on jest, bo któż go będzie podziwiał nocą, kto będzie sławił jego piękno, skoro wszystko, czym dysponuje, zamyka przed ludźmi, którzy właśnie w dzień chcieliby go podziwiać.
Ze swego dziwactwa ustępuje trochę i nieśmiało otwiera część kwiatów w pochmurny dzień.
A może dziwaczek nie lubi słońca!!!
Tak, czy owak, należy mu się miejsce w ogrodzie. W moim, od lat króluje różowy, ale oczekuję na żółte i białe, których nasionka otrzymałam od blogowej Koleżanki.
W obserwacji dziwaczka pomagają mi świerszcze, które późnym wieczorem wywabiają mnie z domu dając w ogrodzie przepiękny koncert. Upodobały sobie chyba duże krzewy bzu, bo stamtąd dochodzi najwięcej muzyki. Lipiec i sierpień to ich czas.
Cichą, rozgwieżdżoną noc potrafią zamienić w najpiękniejszą halę koncertową. Chłonę tę wyjątkową muzykę, żeby ją zatrzymać na kolejne miesiące, kiedy świerszcze ukryją się przed światem.
Ale cóż chcieć od dziwaczka, że jest dziwny, ludzie też są dziwni...
Za dobro odpłacają złem, szanują tych, których się boją, nie cieszą się z darów jakie niesie im życie...
Dobrze, że nie wszyscy, że są jeszcze tacy, którzy postępują według prawych zasad.
Ale dziś post nie o ludziach, a o kwiatach. Z ich strony nic złego nas nie spotka, wręcz przeciwnie, są źródłem piękna i radości.
A ponieważ jestem sentymentalna, uprawiam mnóstwo kwiatów, które kwitły u nas od zawsze, których piękno pokazywała mi od dzieciństwa moja Mama- sierpniowa Maria.
Miejsce powalonego wichurą, olbrzymiego świerka, któremu poświęciłam odrębnego posta, zajęły kwiaty kosmosu, cynie, słoneczniczki, rudbekie i dziwaczki, właśnie.
W ogródku panują floksy, ulubione kwiaty mojego Taty, przypominające mi czasy, kiedy Rodzice żyli z nami pod dachem wspólnego domu...
Rosną, gdzie chcą, w moim ogródku, kwiaty mają niepisane prawo do wolności.
Floksy, czyli chmurki, nauczyły się żyć w zgodzie z krzakami hortensji bukietowej.
I obok surfinii.
A także w towarzystwie mieczyków, kolejnych kwiatów mojej Mamy.
Rudbekie są wszędzie, im nikt nie przeszkadza.
A cynie pragną tylko dużo wody.
Gailardia sama się wysiewa i jest bardzo piękna.
I rzecz oczywista, nie może zabraknąć malw, one mają niepowtarzalny urok.
Zwłaszcza, gdy są skąpane w porannej rosie.
Wędrówkę po moim wiejskim ogrodzie zakończę podziękowaniami dla Was, że mimo wielu letnich zajęć zaglądacie na mojego wielotematycznego bloga i pozostawiacie wiele miłych komentarzy.
Dziękuję serdecznie za te ostatnie, dotyczące moich obrazów, to dla mnie ogromna mobilizacja by malować nadal.
Mimo braku czasu, polecam do poczytania fantastyczną trylogię Autorki " Stulecia Winnych", trzymającą w napięciu historię życia niezwykłej Alicji.
Bułgarskie korzenie Pisarki są zapewne pomocne w wyczarowaniu niepowtarzalnego nastroju przenikniętego aurą tajemniczości.
Jestem zachwycona stylem Pisarki, akcją, która trzyma w napięciu, pięknym językiem i znajomością wielu dziedzin nauki.
Szczerze polecam, to niebanalna lektura.
Do następnego napisania:-)

piątek, 26 lipca 2019

Modlitwa, Tęsknota lata i Na mostku marzenie, czyli co namalowałam:-)

Czas na rozwiązanie trudnej zagadki...
Obraz pierwszy ( przeznaczony do sprzedaży):
" Modlitwa makowa"- został rozpoznany przez wszystkie osoby biorące udział w zabawie.
Chyba najbardziej charakterystyczny, bo jest tu mój wioskowy Chrystus, zdjęcia tej kapliczki prezentowałam w różnych porach roku, Jemu też poświęciłam wiele strof, znacie Go z mojego bloga.
Zaznaczona na obrazie postać jest symbolem człowieka przychodzącego prosić i dziękować, a może i przepraszać...przynosi bukiet maków ( te kwiaty to marzenie mojego dzieciństwa), których pełno na łące za Chrystusem. Dominuje czerwień i zieleń- kolory miłości i nadziei.
Bo taki jest mój Chrystus...

Obraz drugi ( będzie wystawiony do sprzedaży):
Na kobietę ze słonecznikami postawiło wiele osób. Podejrzewam, że kojarzyliście mnie ze słonecznikami, które kocham- przyznaję.
Obraz nosi tytuł " Tęsknota lata". Lato powoli kończy swoje prace. Kapelusz kobiety ocieka malinowym i jeżynowym sokiem, słoneczniki dojrzewają, to rychły znak, że zbliża się jesień.
I choć stąpamy już po ścierniskach, słuchamy świerszczy, to tęsknota daje o sobie znać...mija nasze kolejne lato, dlatego spojrzenie kobiety jest pełne melancholii...
Obraz trzeci: " Na mostku marzenie"- zostaje w zbiorach breńskich jako ekspozycja.
Zgodnie z regulaminem musiał nawiązywać do zespołu dworsko- parkowego w Brniu, twórcą tych dóbr był Piotr Breński, herbu Półkozic.
Majątek przechodził w ręce kolejnych możnych rodów, a po zaślubinach córki Mikołaja Zebrzydowskiego z Janem Czartoryskim stał się własnością tego rodu. Stanisław Czartoryski wzniósł pałac, a jego syn, Józef w XVIII wieku założył na obszarze 15 ha przepiękny ogród w stylu francuskim zaprojektowany przez słynnego wiedeńskiego projektanta ogrodów Pfaffingera.
Ostatnimi właścicielami byli baronowie Konopkowie, a po wojnie to miejsce służyło Szkole Rolniczej.
Namalowałam spojrzenie na staw z odnowionego mostka, który służył od wieków mieszkańcom tej posiadłości.
W stawie przeglądają się stare drzewa i niebo, a na poręczy przysiadł motyl, żeby pomarzyć.
On jest symbolem naszych pragnień i myśli, które skrywamy w sercu przed światem.
Na ten obraz postawiła tylko Małgosia i Janinka.
Wiele zgadujących " podejrzewało" mnie o lilie.
Autorką tej pracy jest Zosia, która namalowała mój portret. Na obrazie z liliami umieściła widmo Białej Damy, która była uwięziona przez męża-jednego  z właścicieli dworu. Pod jego nieobecność, wg legendy, służba po kryjomu przynosiła chleb swojej pani.
Skoro nie namalowałam lilii to jeszcze raz prezentuję te z mojego ogródka dla tych, co stawiali na lilie.
Są piękne, zwłaszcza z rosą.
Teraz mogę pokazać moją Przyjaciółkę Alusię przy pracy i serdecznie ją pozdrowić.
A widoków malarskich w mojej okolicy przybywa...
Już po żniwach, księżyc pomaga rolnikom...
A na rowach króluje wrotycz i krwawnica- wyglądają najpiękniej w promieniach zachodzącego słońca.
W podsumowaniu stwierdzam, że wiele osób trafnie wskazało na dwa obrazy, nikomu nie udało się wskazać trzech, ale przyznaję, że zagadka była trudna.
Ogromnie Wam dziękuję za zabawę i obiecuję, że będą kolejne- łatwiejsze.
Serdecznie pozdrawiam- Basia od kapliczki, pełni lata i marzeń na drewnianym mostku.