Każdego roku, w dniu 11 listopada, uczniowie naszego Gimnazjum podczas Mszy św. za Ojczyznę przedstawiają program sławiący Jej piękno i przypominający Jej historię.
99. rocznica odzyskania niepodległości zbiegła się w czasie z poświęceniem odnowionego pomnika żołnierzy pomordowanych
8 września 1939 r. na terenie Olesna. Dotychczasowy, mocno zniszczony krzyż został zastąpiony nowym pomnikiem, a dla trwałości dziejów przeniesiono pamiątkową tablicę, na której wyryto słowa jakie zapisała na obrazku Matki Bożej Ostrobramskiej swojemu synowi jedna z matek poległych żołnierzy. Być może nigdy nie dowiedziała się gdzie spoczął jej syn...
Widok dawnego krzyża, a poniżej odnowiona tablica w nowym miejscu.
Kartki z kalendarza
Trzymam w ręku
stos kartek z kalendarza
zapisanych wszystkimi barwami pór roku
w których radość przeplata się
w nadzwyczajny sposób
z troską by nic nie zginęło
spoglądam w kartki
w których odbija się blask złota granitów
i serca bez którego
nie zabłysną żadne kamienie światła
w moich kartkach z kalendarza
jest jeszcze wiele słów i myśli
ofiarowanych w podzięce
za najpiękniejsze barwy i pory roku
ciągle przypominających mi
kim byłabym bez innych.
Takie uroczystości są wspaniałą lekcją historii i patriotyzmu. Łączą środowisko i przypominają Tych, którzy przed nami szli, pracowali, cierpieli, kochali...
sobota, 11 listopada 2017
środa, 8 listopada 2017
Sentymentalna opowieść o odpustowym naszyjniku.
Listopad w połączeniu z moim wiekiem bardzo sprzyja opowieściom sentymentalnym.
Niebawem, na św. Katarzynę, jak zwyczaj każe, odpustowi kramarze ustawią swoje kramy i rozpoczną handel.
Ten widok pojawia się dwukrotnie w ciągu roku na kościelnym placu i sprawia, że ożywają wspomnienia.
Nasz wiekowy kościół parafialny p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej, otoczony bardzo starymi kasztanowcami, lipami, dębami, posiadający ogromny parking, wspaniale oświetlony nocą, zachęca do jesiennych wędrówek i refleksji...
Ten naszyjnik był wyjątkowy. Tato znał zamiłowania pięcioletniej Basi do biżuterii i zakupił go podczas jednego z odpustów.
Owo cudo składało się z plastikowych, białych kwiatuszków kształtem przypominających kwiaty bławatka.
Każdy kwiatuszek miał " rubinowe" oczko.
Jak ja kochałam ten naszyjnik. Nigdy potem, nigdzie nie widziałam piękniejszego.
A kiedy w pewnym katalogu pojawił się współczesny naszyjnik odrobinkę przypominający tamten, westchnęłam i opowiedziałam w gronie koleżanek historię owego naszyjnika.
Marzenia czasami się spełniają i wkrótce po tym zdarzeniu, od jednej z koleżanek dostałam ów naszyjnik. Nie zastąpi mi tego odpustowego, ale nie ukrywam, że i ten sprawił mi wielką radość, bo był ofiarowany z serca, pod wpływem szczerego impulsu
A tak naprawdę to wszystkiemu "winna" prababka Wiktoria, która w wiannej skrzyni miała mnóstwo pierścionków i strojów.
Cały " dobytek" Wiktorii roztrwoniła jedna z moich ciotek, a wnuczka wspomnianej, rozdając te cudeńka swoim koleżankom.
Żaden pierścionek się nie ostał, ale najwidoczniej genetyczna nitka z zamiłowaniem do biżuterii przeszła na mnie:-)
Zachodzę na grób Prababci , której nigdy nie spotkałam, ale wdzięczna jej jestem za ten kolorowy gen radości:-)
Odpustowa tradycja nakazywała gospodyniom piec ciasto " na wypadek" gości.
Poniżej zaprezentuję Wam przepis na takie zwyczajne, wiejskie ciasto z owocami, które wygląda jak drożdżowe, ale nim nie jest.
Jest bowiem maślankowe.
składniki: 4 jajka, 1i 1/2 szkl. cukru, 1 cukier wanilinowy, 3/4 szkl. oleju, 2 szkl maślanki, 5 szkl. mąki, 6 płaskich łyżeczek proszku do pieczenia.
wykonanie: ciasto ubijać mikserem w kolejności podanych produktów, mąkę zmieszać z proszkiem i dodawać stopniowo do ubitej masy, mieszając ręcznie ( ja wymieszałam mikserem na najniższych obrotach). Ciasto wylać na wyłożoną natłuszczonym papierem formę, na wierzch ułożyć owoce( śliwki, truskawki, borówki). Posypać kruszonką i piec ok. 1 godz. w temp. 160- 180 stopni.
kruszonka: 3/4 szkl mąki, 1/2 szkl cukru, 1/2 margaryny, zmiksować.
Ciasto smakuje wybornie, ale po takim " obżarstwie" czas na spacer...
Jest 8 listopada, a nasze dalie choć trzymały się dzielnie musiały zakończyć sezon, czas na zimowanie potężnych bulw. Uwieczniłam je na zdjęciach, bo w naszym klimacie to poważny wyczyn:-)
Teraz Mąż ma ogrom pracy, wycinanie dużych krzaków, wykopywanie ogromnych bulw, opisanie kolorów i stanowisk, jakie będą zajmować w przyszłym roku, zwiezienie do przechowalni ponad 60 sztuk i zabezpieczenie na zimę, by nie przemarzły i nie zgniły i zbytnio się nie wysuszyły.
Te królowe są bardzo wymagające i dają się " zbywać".
Ale za to dają w sezonie tyle radości, bo jakiż inny kwiat w naszym klimacie kwitnie nieprzerwanie od lipca do listopada?
To właśnie ostatni tegoroczny bukiet dedykowany Mężowi za pracę i wytrwałość:-)
" i tak trzymać"- jak powiada jeden wesołek:-)
Niebawem, na św. Katarzynę, jak zwyczaj każe, odpustowi kramarze ustawią swoje kramy i rozpoczną handel.
Ten widok pojawia się dwukrotnie w ciągu roku na kościelnym placu i sprawia, że ożywają wspomnienia.
Nasz wiekowy kościół parafialny p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej, otoczony bardzo starymi kasztanowcami, lipami, dębami, posiadający ogromny parking, wspaniale oświetlony nocą, zachęca do jesiennych wędrówek i refleksji...
Ten naszyjnik był wyjątkowy. Tato znał zamiłowania pięcioletniej Basi do biżuterii i zakupił go podczas jednego z odpustów.
Owo cudo składało się z plastikowych, białych kwiatuszków kształtem przypominających kwiaty bławatka.
Każdy kwiatuszek miał " rubinowe" oczko.
Jak ja kochałam ten naszyjnik. Nigdy potem, nigdzie nie widziałam piękniejszego.
A kiedy w pewnym katalogu pojawił się współczesny naszyjnik odrobinkę przypominający tamten, westchnęłam i opowiedziałam w gronie koleżanek historię owego naszyjnika.
Marzenia czasami się spełniają i wkrótce po tym zdarzeniu, od jednej z koleżanek dostałam ów naszyjnik. Nie zastąpi mi tego odpustowego, ale nie ukrywam, że i ten sprawił mi wielką radość, bo był ofiarowany z serca, pod wpływem szczerego impulsu
A tak naprawdę to wszystkiemu "winna" prababka Wiktoria, która w wiannej skrzyni miała mnóstwo pierścionków i strojów.
Cały " dobytek" Wiktorii roztrwoniła jedna z moich ciotek, a wnuczka wspomnianej, rozdając te cudeńka swoim koleżankom.
Żaden pierścionek się nie ostał, ale najwidoczniej genetyczna nitka z zamiłowaniem do biżuterii przeszła na mnie:-)
Zachodzę na grób Prababci , której nigdy nie spotkałam, ale wdzięczna jej jestem za ten kolorowy gen radości:-)
Odpustowa tradycja nakazywała gospodyniom piec ciasto " na wypadek" gości.
Poniżej zaprezentuję Wam przepis na takie zwyczajne, wiejskie ciasto z owocami, które wygląda jak drożdżowe, ale nim nie jest.
Jest bowiem maślankowe.
składniki: 4 jajka, 1i 1/2 szkl. cukru, 1 cukier wanilinowy, 3/4 szkl. oleju, 2 szkl maślanki, 5 szkl. mąki, 6 płaskich łyżeczek proszku do pieczenia.
wykonanie: ciasto ubijać mikserem w kolejności podanych produktów, mąkę zmieszać z proszkiem i dodawać stopniowo do ubitej masy, mieszając ręcznie ( ja wymieszałam mikserem na najniższych obrotach). Ciasto wylać na wyłożoną natłuszczonym papierem formę, na wierzch ułożyć owoce( śliwki, truskawki, borówki). Posypać kruszonką i piec ok. 1 godz. w temp. 160- 180 stopni.
kruszonka: 3/4 szkl mąki, 1/2 szkl cukru, 1/2 margaryny, zmiksować.
Ciasto smakuje wybornie, ale po takim " obżarstwie" czas na spacer...
Jest 8 listopada, a nasze dalie choć trzymały się dzielnie musiały zakończyć sezon, czas na zimowanie potężnych bulw. Uwieczniłam je na zdjęciach, bo w naszym klimacie to poważny wyczyn:-)
Teraz Mąż ma ogrom pracy, wycinanie dużych krzaków, wykopywanie ogromnych bulw, opisanie kolorów i stanowisk, jakie będą zajmować w przyszłym roku, zwiezienie do przechowalni ponad 60 sztuk i zabezpieczenie na zimę, by nie przemarzły i nie zgniły i zbytnio się nie wysuszyły.
Te królowe są bardzo wymagające i dają się " zbywać".
Ale za to dają w sezonie tyle radości, bo jakiż inny kwiat w naszym klimacie kwitnie nieprzerwanie od lipca do listopada?
To właśnie ostatni tegoroczny bukiet dedykowany Mężowi za pracę i wytrwałość:-)
" i tak trzymać"- jak powiada jeden wesołek:-)
czwartek, 2 listopada 2017
Cerkiewne wędrówki na listopadową porę.
Moje wędrowanie zawiodło mnie niedawno do Uścia Wołoskiego, potem Ruskiego, a potem Gorlickiego, a mowa tu o jednej miejscowości, w której od lat wzywa pragnących ciszy i spokoju, piękna cerkiew.
Cerkiew parafialna greckokatolicka św. Paraskewy w Uściu Gorlickim pochodzi z 1786 r.
Jest to cerkiew zachodniołemkowska o konstrukcji zrębowej i ścianach pokrytych gontem.
Jest to budowla trójdzielna. Nad przedsionkiem wznosi się wieża w typie izbicowym, zwieńczona pseudolatarnią z krzyżem. Dach kryty jest blachą. Dachy kryjące cerkiew są typu namiotowego.
Patronka świątyni, święta Paraskewia żyła niedaleko Rzymu w II wieku.
Po śmierci rodziców, którzy byli chrześcijanami, rozdała majątek ubogim i zaczęła głosić Słowo Boże. Została aresztowana przez Rzymian. Nawet pod wpływem okrutnych tortur nie wyparła się wiary.
W 140 r. została ścięta.
Wkrótce stała się patronką chorób oczu, młodych dziewcząt, narzeczonych i ogniska domowego. W Polsce znajduje się ponad 30 cerkwi pod wezwaniem św. Paraskewy
We wnętrzu zachował się osiemnastowieczny ikonostas i polichromia wykonana ok. 1938 r.
Ikony w rzędzie namiestnym zostały ustawione na rzeźbionych cokołach z postaciami Adama i Ewy pod wizerunkiem Matki Bożej oraz grupy proroków pod ikoną Chrystusa.
Jest to unikat, bowiem w cerkwiach trudno o rzeźby czy płaskorzeźby, w tych świątyniach dominują ikony i malowidła ścienne).
Z ikonostasu, jaki znajdował się w pierwszej świątyni w Uściu Gorlickim, zachowała się ikona św. Paraskewy, obecnie znajdująca się w Muzeum Historycznym w Sanoku.
Bardzo ważnymi świętymi w obrządku wschodnim są św. Olga i św. Włodzimierz, którzy bardzo często figurują na starych malowidłach ściennych.
Modlitwie wiernych towarzyszą aniołowie.



Cerkiew parafialna greckokatolicka św. Paraskewy w Uściu Gorlickim pochodzi z 1786 r.
Jest to cerkiew zachodniołemkowska o konstrukcji zrębowej i ścianach pokrytych gontem.
Jest to budowla trójdzielna. Nad przedsionkiem wznosi się wieża w typie izbicowym, zwieńczona pseudolatarnią z krzyżem. Dach kryty jest blachą. Dachy kryjące cerkiew są typu namiotowego.
Patronka świątyni, święta Paraskewia żyła niedaleko Rzymu w II wieku.
Po śmierci rodziców, którzy byli chrześcijanami, rozdała majątek ubogim i zaczęła głosić Słowo Boże. Została aresztowana przez Rzymian. Nawet pod wpływem okrutnych tortur nie wyparła się wiary.
W 140 r. została ścięta.
Wkrótce stała się patronką chorób oczu, młodych dziewcząt, narzeczonych i ogniska domowego. W Polsce znajduje się ponad 30 cerkwi pod wezwaniem św. Paraskewy
We wnętrzu zachował się osiemnastowieczny ikonostas i polichromia wykonana ok. 1938 r.
Ikony w rzędzie namiestnym zostały ustawione na rzeźbionych cokołach z postaciami Adama i Ewy pod wizerunkiem Matki Bożej oraz grupy proroków pod ikoną Chrystusa.
Jest to unikat, bowiem w cerkwiach trudno o rzeźby czy płaskorzeźby, w tych świątyniach dominują ikony i malowidła ścienne).
Z ikonostasu, jaki znajdował się w pierwszej świątyni w Uściu Gorlickim, zachowała się ikona św. Paraskewy, obecnie znajdująca się w Muzeum Historycznym w Sanoku.
Bardzo ważnymi świętymi w obrządku wschodnim są św. Olga i św. Włodzimierz, którzy bardzo często figurują na starych malowidłach ściennych.
Modlitwie wiernych towarzyszą aniołowie.

Scena złożenia Chrystusa do grobu.
Matka Boża i Chrystus Nauczający zajmują najważniejsze miejsce w świątyni.
Uwagę zwiedzających przykuwa wystrój świątyni.


W cerkwi spotkaliśmy przewodnika i diaka, który z wielkim zainteresowaniem opowiadał o historii i zwyczajach cerkiewnych, a na moją prośbę zaśpiewał fragment czytań świątecznych- piękny głos unosił się pod drewnianym stropem i rozbrzmiewał w całej świątyni.
Cerkiewne wędrówki są niezwykłym przeżyciem.
k
wtorek, 31 października 2017
Wyjątkowy czas pamięci i modlitwy.
Wszystkich Świętych- 1 listopada to
uroczystość tych osób, które mogą już cieszyć się Niebem, którzy zostali
świętymi, a więc są w miejscu, do którego cała ich wiara za życia
prowadziła.
Dzień Zaduszny- 2 listopada to święto wszystkich tych, którzy zmarli, a jeszcze nie są w Niebie.
Ludzie wierzący modlą się za dusze swoich Bliskich szczególnie w oktawie tych świąt czyli od 1 do 8 listopada.
Wszyscy inni również wspominają Zmarłych, odwiedzają ich groby, zapalają światła na znak pamięci i wdzięczności.
W polskiej tradycji i kulturze to wyjątkowe dni, mamy tyle pięknych zwyczajów, że moim zdaniem, nie potrzeba wprowadzać nowych, które w żaden sposób nie pasują do polskiej tradycji. Ale każdy ma prawo myśleć inaczej.
Listopad sprzyja refleksji, przyroda obumiera, spadają liście, pogoda bywa dotkliwa, a my swoje kroki kierujemy na cmentarze.
Prawda o przemijaniu jest niepodważalna...
Ale nadzieja życia wiecznego pozwala patrzeć na aspekt śmierci jako na moment przejścia do innego życia.
Lubię odwiedzać cmentarze, te, na których spoczęli moi Bliscy i Znajomi oraz te, na których przemawia do mnie historia.
Za każdym nagrobkiem kryje się opowieść o życiu, które minęło, po którym pozostała wdzięczna pamięć.
Wędrówka po cmentarzach jest lekcją patriotyzmu, warto, by o tym pamiętali rodzice, zwłaszcza młodzi.
W dzisiejszym poście przedstawiam zdjęcia z moich cmentarnych wędrówek, których wiele było w moim życiu.
Tęcza nad cmentarzem widziana jesienną porą jest znakiem łączności ziemi z Niebem...
Stanisław potrafił wszystko naprawić, Maria kochała kwiaty, Natalia była uosobieniem pokory i skromności,
Bronisław był niezwykle pracowity, Józefa czyniła dobro, Zofia tak dużo się modliła,
Kazimiera była duszą towarzystwa, Agnieszka pięknie się śmiała, Ryszard kochał majsterkowanie,
Władysława odwiedzała chorych, Paweł miał wspaniałe serce w kalekim ciele, Leszek walczył ze swoimi słabościami,
Jadwiga pisała piękne wiersze, Krystyna tęskniła za Polską, Stanisława umiłowała wieś i pracę na roli,
Antoni był zawsze pogodny, Judyta prowadziła niezwykłego bloga, Eugeniusz był najlepszym wychowawcą, etc...
a o nas co kiedyś powiedzą?
Dla Nich ta wiązanka...i moja modlitwa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































