Rozpoczęliśmy na dobre kolejny rok szkolny.
To osiemnasty rok pracy gimnazjów.
Niestety, musimy " wygasnąć", ale temu tematowi poświęcę oddzielnego posta...
Tegoroczny wrzesień częstuje nas piękną pogodą. W salach lekcyjnych panują upały, zdecydowanej większości szkół nie stać na założenie klimatyzacji. Pracuję w szkole ponad 31 lat, a od 25 zmagam się z obowiązkami dyrektora i nie pamiętam takiego roku, by można było sobie pozwolić na zakup wszystkich koniecznych rzeczy i urządzeń. Zawsze coś kosztem czegoś...
Mimo tych finansowych kłopotów chcę dziś mówić o ludziach, o tych dobrych, którzy nie mają pełnego konta, ale mają serce pełne piękna.
Upały przeminą i niebawem będziemy narzekać na zimno i deszcz, krótkie dni, więc cieszmy się każdym jesiennym kwiatem, pajęczyną babiego lata i porannymi spektaklami kolejnych wschodów słońca.
A jeśli o ludziach mowa to proponuję dwa obrazki:
P. Basia pracuje z przedszkolakami, którzy za nią przepadają, a najmłodsi traktują ją jak własną babcię.
Tak być powinno, ale to, że p. Basia ma zawsze w torebce cukierki, którymi obdarza nas dorosłych przy każdym spotkaniu, to już działania ponadprogramowe:-)
Do tych cukierków dołącza zawsze uśmiech i dobre słowo.
P. Ewa nie zarabia zbyt wiele, ma na utrzymaniu rodzinę, ale kiedy się dowiedziała, że będzie spotkanie z Misjonarzem z Papui Nowej Gwinei, bez wahania wyjęła z portfela kilkadziesiąt złotych przekazując je na budowę szkoły w tym dalekim kraju.
O ofiarnej pracy O. Ryszarda na Rajskiej Wyspie będzie mowa w oddzielnym poście.
Takie dwa miłe, jesienne obrazki. Wy też wokół siebie macie takich
ludzi. Piszcie o nich, bo warto w tym świecie pełnym nienawiści
pokazywać tych, którzy kroczą drogą prawdy i miłości.
Mimo wytężonej pracy w zakresie edukacji matematycznej wśród gimnazjalistów:-)
...trochę maluję. Ten obraz zamieszkał już u Małgosi z http://papierowy-jarmark.blogspot.com/ , która obdarowała mnie pięknymi albumami już dwukrotnie i za które jestem jej niezmiernie wdzięczna.
Życzę Wam owocnych spotkań z ludźmi o otwartych sercach.
sobota, 17 września 2016
środa, 14 września 2016
Faceliowy post sentymentalny.
Przez wiele lat patrzył na te łąki przez szybę szkolnego autobusu przemierzając tę trasę dwa razy w ciągu dnia.
Kochał wieś i przyrodę, tu biegał jako małe dziecko, zatrzymywał się na moście nad Żabnicą, tu rodziły się jego marzenia i troski.
Lata pięćdziesiąte, w których mijało jego dzieciństwo nie były łatwe, zwłaszcza w mojej biednej wiosce.
Nigdy nie pytałam go dlaczego wybrał zawód kierowcy, ale wiem, że była to jego pasja.
Najpierw samochody ciężarowe, potem szkolne autobusy stały się jego drugim domem, o który dbał z niezwykłą starannością. Czyściutkie, sprawdzone pod względem technicznym, zimą odśnieżone wczesnym świtem, na bieżąco reperowane, gdy zaszła taka konieczność.
Mój syn Kamil, który autobusem szkolnym dojeżdżał do Gimnazjum mawiał o nim, że Wujek Rysiek to prawdziwa legenda szkolnych dowozów, podziwiał jego fachowość, dyscyplinę i wszelkie umiejętności potrzebne w tym obszarze pracy. Często opowiada miłe humoreski związane z tamtymi latami, kiedy biało- niebieski Autosan Ryśka pierwszy raz przemierzył piaszczyste i wyboiste wówczas drogi naszej wioski. Mnie samej łezka się w oku zakręciła, bo razem z powstaniem Gimnazjum, do naszej wioski zawitał autobus po raz pierwszy w jej historii, a był już przecież rok 1999.
Na tym polu nie rosła wówczas facelia, ale zboże.
A Rysiek kochał kwiaty. Na każdym przedwiośniu dyskutowaliśmy podczas porannego kursu autobusem nad sprawami dotyczącymi zakupu kwiatowych sadzonek i innych ogrodowych rozmaitości. Emeryturą, zasłużoną i wypracowaną nie cieszył się długo.
Na jego prośbę namalowałam trzy obrazy, które woził jako dekoracje autobusu- taka obwoźna galeria sielskich pejzaży. Oto jeden z nich:
Kiedy ciężka, nieuleczalna choroba dobiegała końca, poprosił mnie bym sfotografowała jego zbiory drewnianych eksponatów, którymi cieszył oczy każdego dnia.
W życiu każdego człowieka jest czas radości i czas smutku. Rysiek odszedł na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, jakby został powołany, by TAM przygotować jakiś niebieski autobus.
W ostatnią niedzielę wakacji, tłumy ludzi z naręczami kwiatów przybyły do naszego kościoła z ostatnim pożegnaniem. Rysiek był skromnym, pełnym pokory człowiekiem.
Musiałam poświęcić mu ten post, bo jeśli człowiek potrafi za życia uczynić coś dobrego wart jest wdzięcznej pamięci po śmierci.
Dziś przypada święto Podwyższenia Krzyża Świętego obchodzone zarówno w kościele zachodnim jak i wschodnim, związane z tradycją odnalezienia relikwii Krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus. Jest on dla chrześcijan największą relikwią.
Nabożeństwa ku jego czci sięgają początków chrześcijaństwa.
Kiedy w roku 70 Jerozolima została zdobyta i zburzona przez Rzymian, rozpoczęły się wielkie prześladowania religii Chrystusa, trwające prawie 300 lat. Dopiero po ustaniu tych prześladowań matka cesarza rzymskiego Konstantyna, św. Helena, kazała szukać Krzyża, na którym umarł Pan Jezus. W związku z tym wydarzeniem zbudowano w Jerozolimie na Golgocie dwie bazyliki: Męczenników (Martyrium) i Zmartwychwstania (Anastasis). Bazylika Męczenników nazywana była także Bazyliką Krzyża.
13 września 335 r. odbyło się uroczyste poświęcenie i przekazanie miejscowemu biskupowi obydwu bazylik. Na tę pamiątkę obchodzono co roku 13 września uroczystość Podwyższenia Krzyża Świętego. Później przeniesiono to święto na 14 września, ponieważ tego dnia wypada rocznica wystawienia relikwii Krzyża na widok publiczny, a więc pierwszej adoracji Krzyża, która miała miejsce następnego dnia po poświęceniu bazylik.
Mimo, że ten post nie należy do kategorii wesołych, niesie z sobą nadzieję, że człowiek nie umiera, jeśli żyje w sercach innych.
Kochał wieś i przyrodę, tu biegał jako małe dziecko, zatrzymywał się na moście nad Żabnicą, tu rodziły się jego marzenia i troski.
Lata pięćdziesiąte, w których mijało jego dzieciństwo nie były łatwe, zwłaszcza w mojej biednej wiosce.
Nigdy nie pytałam go dlaczego wybrał zawód kierowcy, ale wiem, że była to jego pasja.
Najpierw samochody ciężarowe, potem szkolne autobusy stały się jego drugim domem, o który dbał z niezwykłą starannością. Czyściutkie, sprawdzone pod względem technicznym, zimą odśnieżone wczesnym świtem, na bieżąco reperowane, gdy zaszła taka konieczność.
Mój syn Kamil, który autobusem szkolnym dojeżdżał do Gimnazjum mawiał o nim, że Wujek Rysiek to prawdziwa legenda szkolnych dowozów, podziwiał jego fachowość, dyscyplinę i wszelkie umiejętności potrzebne w tym obszarze pracy. Często opowiada miłe humoreski związane z tamtymi latami, kiedy biało- niebieski Autosan Ryśka pierwszy raz przemierzył piaszczyste i wyboiste wówczas drogi naszej wioski. Mnie samej łezka się w oku zakręciła, bo razem z powstaniem Gimnazjum, do naszej wioski zawitał autobus po raz pierwszy w jej historii, a był już przecież rok 1999.
Na tym polu nie rosła wówczas facelia, ale zboże.
A Rysiek kochał kwiaty. Na każdym przedwiośniu dyskutowaliśmy podczas porannego kursu autobusem nad sprawami dotyczącymi zakupu kwiatowych sadzonek i innych ogrodowych rozmaitości. Emeryturą, zasłużoną i wypracowaną nie cieszył się długo.
Na jego prośbę namalowałam trzy obrazy, które woził jako dekoracje autobusu- taka obwoźna galeria sielskich pejzaży. Oto jeden z nich:
Kiedy ciężka, nieuleczalna choroba dobiegała końca, poprosił mnie bym sfotografowała jego zbiory drewnianych eksponatów, którymi cieszył oczy każdego dnia.
W życiu każdego człowieka jest czas radości i czas smutku. Rysiek odszedł na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, jakby został powołany, by TAM przygotować jakiś niebieski autobus.
W ostatnią niedzielę wakacji, tłumy ludzi z naręczami kwiatów przybyły do naszego kościoła z ostatnim pożegnaniem. Rysiek był skromnym, pełnym pokory człowiekiem.
Musiałam poświęcić mu ten post, bo jeśli człowiek potrafi za życia uczynić coś dobrego wart jest wdzięcznej pamięci po śmierci.
Dziś przypada święto Podwyższenia Krzyża Świętego obchodzone zarówno w kościele zachodnim jak i wschodnim, związane z tradycją odnalezienia relikwii Krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus. Jest on dla chrześcijan największą relikwią.
Nabożeństwa ku jego czci sięgają początków chrześcijaństwa.
Kiedy w roku 70 Jerozolima została zdobyta i zburzona przez Rzymian, rozpoczęły się wielkie prześladowania religii Chrystusa, trwające prawie 300 lat. Dopiero po ustaniu tych prześladowań matka cesarza rzymskiego Konstantyna, św. Helena, kazała szukać Krzyża, na którym umarł Pan Jezus. W związku z tym wydarzeniem zbudowano w Jerozolimie na Golgocie dwie bazyliki: Męczenników (Martyrium) i Zmartwychwstania (Anastasis). Bazylika Męczenników nazywana była także Bazyliką Krzyża.
13 września 335 r. odbyło się uroczyste poświęcenie i przekazanie miejscowemu biskupowi obydwu bazylik. Na tę pamiątkę obchodzono co roku 13 września uroczystość Podwyższenia Krzyża Świętego. Później przeniesiono to święto na 14 września, ponieważ tego dnia wypada rocznica wystawienia relikwii Krzyża na widok publiczny, a więc pierwszej adoracji Krzyża, która miała miejsce następnego dnia po poświęceniu bazylik.
Mimo, że ten post nie należy do kategorii wesołych, niesie z sobą nadzieję, że człowiek nie umiera, jeśli żyje w sercach innych.
czwartek, 8 września 2016
Idzie przez pola i łąki ziarno rzucając na polską rolę...
Kościół pragnie 8 września, a więc pod koniec lata i na progu jesieni,
uczcić Matkę Bożą, wspominając Jej narodzenie.
Jej przyjście na świat tak bardzo przywołuje w wyobraźni obraz jesiennego siewu.
W święto Matki Bożej Siewnej, jak każe dawny zwyczaj, rolnicy przynoszą ziarno przeznaczone na tegoroczny zasiew.
I tak zaorane zagony czekają na przyjęcie nowego daru - ziemia wkrótce otrzyma nowe ziarno.
Ono jeszcze przed nadejściem zimy uraduje nasze oczy zielenią.
Na wiosnę ziarno przygarnięte przez ziemię, wraz z całą naturą, wybuchnie bogatym wzrostem.
Pod koniec lata znów uraduje nas plonem stokrotnym.
Każdego roku, we wrześniu wyrusza z naszego parafialnego kościoła pielgrzymka do Sanktuarium Matki Bożej w Odporyszowie, gdzie na Siewną trwa tygodniowy odpust. To ważne święto dla wszystkich, którzy kochają pracę na roli.
Wędrując wśród łąk i pól można snuć refleksje by nigdy nikomu nie zabrakło chleba.
I by zawsze smakowały bułeczki:-)
Pięknego września Wam życzę.
Jej przyjście na świat tak bardzo przywołuje w wyobraźni obraz jesiennego siewu.
W święto Matki Bożej Siewnej, jak każe dawny zwyczaj, rolnicy przynoszą ziarno przeznaczone na tegoroczny zasiew.
I tak zaorane zagony czekają na przyjęcie nowego daru - ziemia wkrótce otrzyma nowe ziarno.
Ono jeszcze przed nadejściem zimy uraduje nasze oczy zielenią.
Na wiosnę ziarno przygarnięte przez ziemię, wraz z całą naturą, wybuchnie bogatym wzrostem.
Pod koniec lata znów uraduje nas plonem stokrotnym.
Każdego roku, we wrześniu wyrusza z naszego parafialnego kościoła pielgrzymka do Sanktuarium Matki Bożej w Odporyszowie, gdzie na Siewną trwa tygodniowy odpust. To ważne święto dla wszystkich, którzy kochają pracę na roli.
Wędrując wśród łąk i pól można snuć refleksje by nigdy nikomu nie zabrakło chleba.
I by zawsze smakowały bułeczki:-)
Pięknego września Wam życzę.
piątek, 2 września 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)























































