Zobacz Maleńki
bzy już zakwitły i maj się weseli
łąka szybuje na dywanie z dmuchawców utkanym
weź w maleńkie rączki
delikatne kule z marzeń ułożone
wyciąg rączki ku słońcu
i poślij mu buziaka
pozwól wietrzykowi połaskotać uśmiechniętą buzię
i zapamiętaj zapach głogowego kwiecia
zatrzymaj w serduszku
płatki kwiatów dzikiej jabłoni
i nasyć śliczne oczka zielenią łąk
z wioski która Cię pokochała
zapamiętaj żółte bratki
nad którymi pochyla się nasz wioskowy Chrystus
kłaniaj się białym obłokom
naucz się melodii kosa i skowronka
i bądź zawsze piękny i dobry
sercem wiośnie podobny...
Moja biedna wioska stroi się w maju jak najpiękniejsza księżniczka.
Gdzie nie spojrzysz, tam cuda oczom się ukazują. Każdy krótki spacer jest okazją do zdobycia dziesiątek fotografii bo żal tego piękna, które choć nie przeminie, niebawem się przeistoczy.
Ta wiosna jest pierwszą w życiu mojego pierwszego Wnuka Konradusia, którego zabieram na spacery i uczę go miłości do łąk, pól i lasów. Pokazuję mu drzewa, kwiaty i ptaki.
Zatrzymuję się z nim przed przydrożną kapliczką by mu przekazać całą swoją miłość, którą noszę w sercu zakochanym w polskich pejzażach.
Konradek jest maleńki, ale wierzę, że czuje " babciną" miłość.
Wspomniana w wierszu dedykowanym Konradkowi, łąka, pokryła się milionem białych dmuchawców unoszonych pod niebo przez majowy wietrzyk.
Zieleń łąk i drzew współgra z błękitem spokojnego nieba.
Upojnie pachną głogi pokryte tysiącem białych kwiatów rywalizując z kwitnącymi jeszcze dzikimi okazami samotnych jabłoni.
Nad rowami wypełnionymi wodą pojawiają się kosaćce, w których na pewno odbiło się słońce.
A poziomki zarastające zbocza wału Żabnicy mają od lat ten sam niepowtarzalny urok.
Wśród traw znajdują się liczne zioła.
Można tak wędrować i wędrować wśród zieloności łąk...
I słuchać szmeru rzeki.
I patrzeć jak bije kolorowe serce majowej przyrody.
Wszystkim, którzy mieszkają z dala od wiejskich pejzaży, udanych wyjazdów życzę.
środa, 11 maja 2016
niedziela, 8 maja 2016
Szukam cię w dotyku mokrych kiści bzu...
WIOSNA
Szukam cię wiosno
w bzach liliowych
i bzach białych
słodką woń wdycham razem
z tęsknotą za tamtymi wiosnami
szukam cię w dotyku
bzowych kiści bzu
skrywających dłonie ojca
szukam cię wiosno uparcie
we wspomnieniach
które łzami zastępują deszcz majowy.
w bzach liliowych
i bzach białych
słodką woń wdycham razem
z tęsknotą za tamtymi wiosnami
szukam cię w dotyku
bzowych kiści bzu
skrywających dłonie ojca
szukam cię wiosno uparcie
we wspomnieniach
które łzami zastępują deszcz majowy.
Mój Tato kochał bez.
Wszak zakwitał na dzień Jego Imienin, który przypadał w święto biskupa szczepanowskiego, jednego z patronów Polski- św. Stanisława.
Każdego maja Tato podziwiał fioletowe kiście starego krzewu bzu, który rósł na naszym podwórku. Lubił siadać pod nim jakby chciał ten upojny zapach chłonąć całym sobą.
Kiedy Rodzice postanowili wybudować murowany dom, krzak bzu musiał zostać usunięty.
Zamiast niego, przez lata, nasadziliśmy wiele nowych krzewów, są liliowe i biskupie, białe i fioletowe z białym obrzeżeniem, pełne, niepełne i wielkokwiatowe.
Teraz ja je pielęgnuję, bo Tato od dwunastu lat nie zasiada pod krzewami naszych bzów.
Zanoszę naręcza bzu na Jego grób wierząc, że zasiada w jego cieniu.
Dziś dzień św. Stanisława.
A ja wspominam ciężkie życie mojego Taty, zwłaszcza z czasów przedwojennych i wojennych,
i Jego kochające serce...
Szczęśliwe dzieciństwo, a takie dzięki Niemu miałam,
ma przełożenie na całe dorosłe życie.
I bez kocham i wiele innych spraw odnajduję dziś w sobie.
Moi rówieśnicy na wszystkich etapach szkolnych podchodzili w większości z niechęcią do opisów przyrody, nagminnie je pomijając. A ja się zaczytywałam w nich z lubością.
Jednym z najpiękniejszych napotkanych przeze mnie opisów był fragment " Syzyfowych prac", w którym to Marcinek Borowicz nazrywał naręcza mokrego bzu dla swojej matki, a ona nie miała sumienia, by mu wyrzucać, "że obrabował starą, biedną kapliczkę..."
Ilekroć kwitną bzy obok naszej wioskowej kapliczki, tamta scena staje mi przed oczyma.
Wszystkim, którzy kochają kwitnące bzy dedykuję ostatnio namalowany obraz.
Powstał ze wspomnień naszego starego bzu rosnącego przed drewnianym, bielonym domem, pod którym odpoczywał po pracy mój Tato, co nigdy nie odpoczywał od miłości...
Wszak zakwitał na dzień Jego Imienin, który przypadał w święto biskupa szczepanowskiego, jednego z patronów Polski- św. Stanisława.
Każdego maja Tato podziwiał fioletowe kiście starego krzewu bzu, który rósł na naszym podwórku. Lubił siadać pod nim jakby chciał ten upojny zapach chłonąć całym sobą.
Kiedy Rodzice postanowili wybudować murowany dom, krzak bzu musiał zostać usunięty.
Zamiast niego, przez lata, nasadziliśmy wiele nowych krzewów, są liliowe i biskupie, białe i fioletowe z białym obrzeżeniem, pełne, niepełne i wielkokwiatowe.
Teraz ja je pielęgnuję, bo Tato od dwunastu lat nie zasiada pod krzewami naszych bzów.
Zanoszę naręcza bzu na Jego grób wierząc, że zasiada w jego cieniu.
Dziś dzień św. Stanisława.
A ja wspominam ciężkie życie mojego Taty, zwłaszcza z czasów przedwojennych i wojennych,
i Jego kochające serce...
Szczęśliwe dzieciństwo, a takie dzięki Niemu miałam,
ma przełożenie na całe dorosłe życie.
I bez kocham i wiele innych spraw odnajduję dziś w sobie.
Jednym z najpiękniejszych napotkanych przeze mnie opisów był fragment " Syzyfowych prac", w którym to Marcinek Borowicz nazrywał naręcza mokrego bzu dla swojej matki, a ona nie miała sumienia, by mu wyrzucać, "że obrabował starą, biedną kapliczkę..."
Ilekroć kwitną bzy obok naszej wioskowej kapliczki, tamta scena staje mi przed oczyma.
Wszystkim, którzy kochają kwitnące bzy dedykuję ostatnio namalowany obraz.
Powstał ze wspomnień naszego starego bzu rosnącego przed drewnianym, bielonym domem, pod którym odpoczywał po pracy mój Tato, co nigdy nie odpoczywał od miłości...
wtorek, 3 maja 2016
Dana ku obronie naszemu narodowi.
Król Jan Kazimierz, Kardynał Stefan Wyszyński i Papież Jan Paweł II zawierzali kolejno naszą Ojczyznę Matce Bożej czcząc Ją jako Królową Polski.
Święto zostało ustanowione na prośbę biskupów polskich po odzyskaniu niepodległości po I wojnie światowej.
Oficjalnie święto obchodzone jest od 1923 r.
W 1920 r. zatwierdził je dla Kościoła w Polsce papież Benedykt XV.
W latach drugiej wojny światowej i w czasach powojennych święto było zakazane.
Dziś możemy świętować, więc wdzięczni za ten dar, każdego roku w naszym kościele wystawiamy- społeczność gimnazjum- montaż poetycki, w którym oddajemy hołd Królowej Polski
Polska miłość
Świt zamglony przeszłością
chwyta moje myśli lotem skowronka
nucącego pieśń o Polsce
ukrytej w moim sercu
brzask jutrzenki
wynurza garść wspomnień
czerwonych jak krew i maki
błękitnych jak niebo i niezabudki
jestem stąd
gdziekolwiek pójdę
wracam zmierzchem i o świtaniu
w moją przeszłość
która echem leśnych pamiątek
płynie w przyszłość
jasną bo polską
jak moje serce
zakochane w Polsce
przydrożnych bzów i kapliczek
broniących mnie przed zdradą.
W tym dniu obchodzimy też w wigilię św. Floriana święto strażackie.
W naszych szkołach, podstawowej i gimnazjum działa dziecięca drużyna strażacka i młodzieżowa drużyna pożarnicza.
Przyszli strażacy aktywnie uczestniczą w wielu przedsięwzięciach lokalnych, dlatego otrzymali w darze od ks. Proboszcza figurę św. Floriana,którą uroczyście dziś podczas mszy św. za Ojczyznę poświęcono.
I to są właśnie te elementy wychowania patriotycznego i społecznego, z których tak bardzo się cieszę i jestem dumna z młodzieży chcącej nosić strażacki mundur i uczestniczyć w ważnych uroczystościach.
Św. Florian ma za zadanie chronić wiernych przed pożarami i klęskami żywiołowymi.
A kosz biało- czerwonych kwiatów złożony przez władze gminy ma być symbolem wdzięczności za dar wolnej Ojczyzny.
Na chwałę biało- czerwonej zakwitają w maju łąki pokryte mniszkiem, który nosi w sobie całe bogactwo natury.
Wierzcie mi, że obok takich łąk nie można przejść obojętnie. Dobrze, że telefon jest pod ręką, ale umykającej rankiem sarenki nie zdążył zatrzymać w kadrze.
Dzikie jabłonie wprowadzają niesamowity nastrój wśród pól.
Drogiej blogowej Przyjaciółce Jadzi http://jadwiga-sercemtworzone.blogspot.com
z serca dziękuję za to, że wspiera mnie w trudnych chwilach i wówczas gdy potrzebuję dobrego słowa darzy mnie tym, co piękne.
Tym razem Jadzia nadesłała przepiękne wydanie myśli i aforyzmów, bogato ilustrowane reprodukcjami wspaniałych dzieł malarskich.
Dziękuję Ci Jadziu za to, że jesteś i za to, że jesteś prawdziwa, autentyczna, dobra i wierna...
A wszystkim, którzy kochają nabożeństwa majowe i zechcieli o tym napisać,
dziękuję za świadectwo przywiązania do Najlepszej z Matek.
Dodatkiem specjalnym w dzień św. Floriana jest zdjęcie krakowskiego Floriana dedykowane Karolinie 90, która w swym komentarzu opisała ciekawą historię Patrona miasta.
Dziękuję Karolinko!
Święto zostało ustanowione na prośbę biskupów polskich po odzyskaniu niepodległości po I wojnie światowej.
Oficjalnie święto obchodzone jest od 1923 r.
W 1920 r. zatwierdził je dla Kościoła w Polsce papież Benedykt XV.
W latach drugiej wojny światowej i w czasach powojennych święto było zakazane.
Dziś możemy świętować, więc wdzięczni za ten dar, każdego roku w naszym kościele wystawiamy- społeczność gimnazjum- montaż poetycki, w którym oddajemy hołd Królowej Polski
Polska miłość
Świt zamglony przeszłością
chwyta moje myśli lotem skowronka
nucącego pieśń o Polsce
ukrytej w moim sercu
brzask jutrzenki
wynurza garść wspomnień
czerwonych jak krew i maki
błękitnych jak niebo i niezabudki
jestem stąd
gdziekolwiek pójdę
wracam zmierzchem i o świtaniu
w moją przeszłość
która echem leśnych pamiątek
płynie w przyszłość
jasną bo polską
jak moje serce
zakochane w Polsce
przydrożnych bzów i kapliczek
broniących mnie przed zdradą.
W tym dniu obchodzimy też w wigilię św. Floriana święto strażackie.
W naszych szkołach, podstawowej i gimnazjum działa dziecięca drużyna strażacka i młodzieżowa drużyna pożarnicza.
Przyszli strażacy aktywnie uczestniczą w wielu przedsięwzięciach lokalnych, dlatego otrzymali w darze od ks. Proboszcza figurę św. Floriana,którą uroczyście dziś podczas mszy św. za Ojczyznę poświęcono.
I to są właśnie te elementy wychowania patriotycznego i społecznego, z których tak bardzo się cieszę i jestem dumna z młodzieży chcącej nosić strażacki mundur i uczestniczyć w ważnych uroczystościach.
Św. Florian ma za zadanie chronić wiernych przed pożarami i klęskami żywiołowymi.
A kosz biało- czerwonych kwiatów złożony przez władze gminy ma być symbolem wdzięczności za dar wolnej Ojczyzny.
Na chwałę biało- czerwonej zakwitają w maju łąki pokryte mniszkiem, który nosi w sobie całe bogactwo natury.
Wierzcie mi, że obok takich łąk nie można przejść obojętnie. Dobrze, że telefon jest pod ręką, ale umykającej rankiem sarenki nie zdążył zatrzymać w kadrze.
Dzikie jabłonie wprowadzają niesamowity nastrój wśród pól.
Drogiej blogowej Przyjaciółce Jadzi http://jadwiga-sercemtworzone.blogspot.com
z serca dziękuję za to, że wspiera mnie w trudnych chwilach i wówczas gdy potrzebuję dobrego słowa darzy mnie tym, co piękne.
Tym razem Jadzia nadesłała przepiękne wydanie myśli i aforyzmów, bogato ilustrowane reprodukcjami wspaniałych dzieł malarskich.
Dziękuję Ci Jadziu za to, że jesteś i za to, że jesteś prawdziwa, autentyczna, dobra i wierna...
A wszystkim, którzy kochają nabożeństwa majowe i zechcieli o tym napisać,
dziękuję za świadectwo przywiązania do Najlepszej z Matek.
Dodatkiem specjalnym w dzień św. Floriana jest zdjęcie krakowskiego Floriana dedykowane Karolinie 90, która w swym komentarzu opisała ciekawą historię Patrona miasta.
Dziękuję Karolinko!
niedziela, 1 maja 2016
Chwalcie łąki umajone...chwalcie cieniste gaiki...
Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!
W 1815 r. papież Pius VII zatwierdził oficjalnie zapoczątkowane przez jezuitów nabożeństwa majowe.
W Polsce są one odprawiane od 1852 roku, a jedną z najbardziej znanych majowych pieśni Maryjnych jest pieśń napisana przez jezuickiego pisarza Karola Antoniewicza, zatytułowana " Chwalcie łąki umajone", której początek zamieściłam w tym poście, jako że nastał czas łąk umajonych i majowych nabożeństw. W naszej diecezji tradycja każe rozpoczynać te wymowne i radosne w formie nabożeństwa, ostatniego dnia kwietnia. Nie wiem ile lat miałam ( bardzo mało) gdy nauczyłam się śpiewać " łąki umajone" i wiele innych pieśni stosownych do odśpiewania ich w majowe wieczory przed tą właśnie kapliczką.
Dziś, po latach wspominam tamte wieczory i kobiety, których już od dawna nie ma w naszej wiosce, Babcię, Mamę, Sąsiadki, a od których uczyłam się Maryjnej pobożności...
Takie przeżycia pozostają na zawsze. Droga powrotna do domów upływała pod znakiem rozmów, a dzieciom towarzyszyły wesołe zabawy. Nikt się nie spieszył na ulubiony serial i nikomu nie było żal prześpiewanych na chwałę Maryi trzydziestu minut każdego dnia.
Dobrze, że jak w słowach poety- jezuity, łąki umajone, cieniste gaiki, kręte strumyki i cała majowa przyroda sławi Bożą Rodzicielkę, której w liturgii i tradycji maj jest poświęcony.
Pora kwitnienia jabłoni jest dla mnie najcudowniejszą porą, której nie są w stanie pobić nawet kwitnące bzy czy pola konwaliowe.
1 maja to święto św. Józefa Robotnika, patrona ludzi pracujących.
Rzepak zakwita na ten czas jakby chciał przypomnieć, że wieś jest już w pełni swoich zajęć.
na ręce ciągłym cierpieniem znaczone,
co tulą każdego z miłością cierpliwie,
na piękne Oblicze bólem utrudzone.
Maryjo, której lilie hołd składają
i głowy schylają w modlitwy zadumie
spraw niech Cię serca ludzkie słuchają
naucz jak kochać i żyć godnie umieć.
Otulaj troski nasze błękitem nieba
i gwiazdę zapal nad ludzką niedolą
i wracaj zawsze, bo bardzo potrzeba
Twojej bliskości, gdy rany zbyt bolą.
Pokaż jak kochać, tak aby nie ranić
i w dal spoglądać pogodnym wzrokiem
a kiedyś u kresu życia ziemskiego
oczy radować Twym świętym widokiem
A na dzień Królowej Polski, na 3 Maja zakwitają biało- czerwone tulipany, zaś młodzież naszego Gimnazjum przygotowuje jak każdego roku montaż o Ojczyźnie będącej zawsze w głębokiej więzi z jej Królową.
Pięknych majowych dni Wam życzę i umiejętności radowania serca urokami codzienności.
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!
W Polsce są one odprawiane od 1852 roku, a jedną z najbardziej znanych majowych pieśni Maryjnych jest pieśń napisana przez jezuickiego pisarza Karola Antoniewicza, zatytułowana " Chwalcie łąki umajone", której początek zamieściłam w tym poście, jako że nastał czas łąk umajonych i majowych nabożeństw. W naszej diecezji tradycja każe rozpoczynać te wymowne i radosne w formie nabożeństwa, ostatniego dnia kwietnia. Nie wiem ile lat miałam ( bardzo mało) gdy nauczyłam się śpiewać " łąki umajone" i wiele innych pieśni stosownych do odśpiewania ich w majowe wieczory przed tą właśnie kapliczką.
Dziś, po latach wspominam tamte wieczory i kobiety, których już od dawna nie ma w naszej wiosce, Babcię, Mamę, Sąsiadki, a od których uczyłam się Maryjnej pobożności...
Takie przeżycia pozostają na zawsze. Droga powrotna do domów upływała pod znakiem rozmów, a dzieciom towarzyszyły wesołe zabawy. Nikt się nie spieszył na ulubiony serial i nikomu nie było żal prześpiewanych na chwałę Maryi trzydziestu minut każdego dnia.
Pora kwitnienia jabłoni jest dla mnie najcudowniejszą porą, której nie są w stanie pobić nawet kwitnące bzy czy pola konwaliowe.
1 maja to święto św. Józefa Robotnika, patrona ludzi pracujących.
Rzepak zakwita na ten czas jakby chciał przypomnieć, że wieś jest już w pełni swoich zajęć.
Wędruję starymi traktami i wracam myślami do strof przed laty napisanych:
Spoglądam w oczy co patrzą troskliwiena ręce ciągłym cierpieniem znaczone,
co tulą każdego z miłością cierpliwie,
na piękne Oblicze bólem utrudzone.
Maryjo, której lilie hołd składają
i głowy schylają w modlitwy zadumie
spraw niech Cię serca ludzkie słuchają
naucz jak kochać i żyć godnie umieć.
Otulaj troski nasze błękitem nieba
i gwiazdę zapal nad ludzką niedolą
i wracaj zawsze, bo bardzo potrzeba
Twojej bliskości, gdy rany zbyt bolą.
Pokaż jak kochać, tak aby nie ranić
i w dal spoglądać pogodnym wzrokiem
a kiedyś u kresu życia ziemskiego
oczy radować Twym świętym widokiem
A na dzień Królowej Polski, na 3 Maja zakwitają biało- czerwone tulipany, zaś młodzież naszego Gimnazjum przygotowuje jak każdego roku montaż o Ojczyźnie będącej zawsze w głębokiej więzi z jej Królową.
Pięknych majowych dni Wam życzę i umiejętności radowania serca urokami codzienności.
niedziela, 24 kwietnia 2016
Piękności wczesnych lat osiemdziesiątych.
Był kwiecień 1981 roku. Jeszcze nic nie zapowiadało tragicznych wydarzeń, które miały nastąpić w maju, zamachu na Ojca Świętego i rychłej śmierci Prymasa Tysiąclecia.
Przystanek czerwonej " sto trójki", na Czarnowiejskiej w Krakowie był tak usytuowany, że w drodze do A0- budynku głównego AGH, należało przejść przez nieduży, lecz niezwykle barwny skwer. I właśnie tam kwitły w kwietniu przecudnej urody krzewy.
Nigdy wcześniej takich nie widziałam, nie mogło ich być w mojej małej wiosce, nawet nie było ich w powiatowym miasteczku, w którym pobierałam licealne nauki.
Krzewy były wysokie, znacznie wyższe ode mnie i były obsypane czerwonym bądź różowym kwieciem. Każdego dnia zadawałam sobie pytanie, co to za krzewy i jak zdobyć sadzonkę. Ponieważ nikt nie umiał mi powiedzieć, że są to PIGWOWCE, postanowiłam zdobyć maleńką roślinkę.
Stare, macierzyste krzewy miały mnóstwo odrostów od korzeni, które były systematycznie koszone wraz z trawnikiem okalającym kwiatowe piękności.
Przy pomocy stołówkowego widelca udało mi się wykopać taką odrobinkę, która oparła się koszeniu.
Drobinka nie miała prawie wcale korzonków, ale ja mocno wierzyłam, że jak się czegoś bardzo pragnie, to się musi udać. Po tygodniu picia wody ze słoiczka, drobinka została przewieziona z Krakowa do odległej o 100 km wioski i zasadzona w wiejskim ogródku.
Dziś kolejne pokolenie tej samej drobinki cieszy nasze oczy każdej wiosny i przypomina tamte lata, gdy pigwowce były zagadką, a wiara w piękno pozwalała gałązkę wskrzesić do życia.
Dwa rodzaje pigwowca- różowy i czerwony żyją obok siebie w całkowitej zgodzie.
I znów te piękne jabłonie zajmują miejsca w kolejce kwitnienia po gruszach.
Kwitną też wiśnie i czereśnie, ale jest tak zimno, że owady schowały się do swoich domostw.
Czaruje nas ozdobna jabłoń.
Ale jedne z najpiękniejszych obrazów tworzą samotne drzewa przy drogach, dzikie grusze i jabłonie,o które nikt się nie troszczył, a one wbrew wszystkiemu, każdego roku oferują piękno wszystkim, którzy zechcą je widzieć.
Strażniczki pól wyglądających słońca
chylą stare konary nad zaoranym zagonem
oczekującym na ciężkie kłosy
wypełnione życiodajnym chlebem
trwa wiosna
młodości przyjaciółka
w biel strojna jak młoda panna
która stroi się w radości
nim złoto południa wypełni zagon i życie
koszem darów i trosk...
A na koniec rozważań zdjęcie gruszy, pod którą ponad sto lat temu Błogosławiona Karolina z Wał- Rudy uczyła wiejskie dzieci miłości do Boga, Ojczyzny i ludzi...
Dziś wolę pisać o drzewach i krzewach niż o ludziach...
...A jednak chcę pisać o ludziach,o Bogusi, która jest dzielną, wspaniałą kobietą, wrażliwą, pisze cudowne wiersze i pragnie być zdrowa...przeczytajcie proszę http://www.beme.com.pl/kartki-z-kalendarza/hipertermia-daj-mi-szanse-prosze/?utm_source=feedburner&utm_medium=email&utm_campaign=Feed%3A+DrBudwigIJa+%28Dr.+Budwig+i+ja...%29
i kto może niech wesprze Bogusię w tej trudnej walce.
Na tym polega nasze człowieczeństwo, by otworzyć serce i pomóc wtedy, gdy ktoś takiej pomocy bardzo pragnie. Liczy się każdy, nawet najmniejszy gest, proszę w imieniu Bogusi, blogowej koleżanki.
Przystanek czerwonej " sto trójki", na Czarnowiejskiej w Krakowie był tak usytuowany, że w drodze do A0- budynku głównego AGH, należało przejść przez nieduży, lecz niezwykle barwny skwer. I właśnie tam kwitły w kwietniu przecudnej urody krzewy.
Nigdy wcześniej takich nie widziałam, nie mogło ich być w mojej małej wiosce, nawet nie było ich w powiatowym miasteczku, w którym pobierałam licealne nauki.
Krzewy były wysokie, znacznie wyższe ode mnie i były obsypane czerwonym bądź różowym kwieciem. Każdego dnia zadawałam sobie pytanie, co to za krzewy i jak zdobyć sadzonkę. Ponieważ nikt nie umiał mi powiedzieć, że są to PIGWOWCE, postanowiłam zdobyć maleńką roślinkę.
Stare, macierzyste krzewy miały mnóstwo odrostów od korzeni, które były systematycznie koszone wraz z trawnikiem okalającym kwiatowe piękności.
Przy pomocy stołówkowego widelca udało mi się wykopać taką odrobinkę, która oparła się koszeniu.
Drobinka nie miała prawie wcale korzonków, ale ja mocno wierzyłam, że jak się czegoś bardzo pragnie, to się musi udać. Po tygodniu picia wody ze słoiczka, drobinka została przewieziona z Krakowa do odległej o 100 km wioski i zasadzona w wiejskim ogródku.
Dziś kolejne pokolenie tej samej drobinki cieszy nasze oczy każdej wiosny i przypomina tamte lata, gdy pigwowce były zagadką, a wiara w piękno pozwalała gałązkę wskrzesić do życia.
Dwa rodzaje pigwowca- różowy i czerwony żyją obok siebie w całkowitej zgodzie.
I znów te piękne jabłonie zajmują miejsca w kolejce kwitnienia po gruszach.
Kwitną też wiśnie i czereśnie, ale jest tak zimno, że owady schowały się do swoich domostw.
Czaruje nas ozdobna jabłoń.
chylą stare konary nad zaoranym zagonem
oczekującym na ciężkie kłosy
wypełnione życiodajnym chlebem
trwa wiosna
młodości przyjaciółka
w biel strojna jak młoda panna
która stroi się w radości
nim złoto południa wypełni zagon i życie
koszem darów i trosk...
...A jednak chcę pisać o ludziach,o Bogusi, która jest dzielną, wspaniałą kobietą, wrażliwą, pisze cudowne wiersze i pragnie być zdrowa...przeczytajcie proszę http://www.beme.com.pl/kartki-z-kalendarza/hipertermia-daj-mi-szanse-prosze/?utm_source=feedburner&utm_medium=email&utm_campaign=Feed%3A+DrBudwigIJa+%28Dr.+Budwig+i+ja...%29
i kto może niech wesprze Bogusię w tej trudnej walce.
Na tym polega nasze człowieczeństwo, by otworzyć serce i pomóc wtedy, gdy ktoś takiej pomocy bardzo pragnie. Liczy się każdy, nawet najmniejszy gest, proszę w imieniu Bogusi, blogowej koleżanki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























































