sobota, 18 stycznia 2014

Poczytaj mi, mamo...

Odkąd sięgam pamięcią, książki były zawsze obecne w moim życiu! Jako małe dziecko, często chorowałam, więc ich obecność wspaniale rekompensowała mi brak rówieśniczego towarzystwa. Cztery lata starsza ode mnie sąsiadka czytała mi wiele książek do czasu kiedy zdecydowałam, że nie mogę być w tym temacie zależna! I tak oto, w wieku czterech lat posiadłam umiejętność czytania" drukowanego" dzięki podpatrywaniu starszego o 8 lat brata podczas jego nauki. Na moje pytania o kolejne literki, brat odpowiadał z pośpiechem, bo myślał jak wyrwać się z domu razem z kolegami i piłką:-) Ale ja byłam uparta i niebawem czytałam sama. Serię" Poczytaj mi, mamo", Basia czytała samej sobie, mówiąc " poczytaj mi, Basiu". Moi Rodzice nie byli zamożni, ale widząc mój zapał, nie żałowali pieniędzy na zakup książek i prasy.

Przy takiej lampie naftowej czytałam do dziesiątego roku życia, bo w naszej wsi nie było elektryczności. Miałam w tym temacie lepiej niż moja mama, która w czasach wojny podczytywała wespół ze szkolnym kolegą książki, ukradkiem, bo dziadek nakazał oszczędzać naftę, jako, że biedę cierpieli okrutną. Pamiętam owego "czytelnikowego" wspólnika mamy, który do późnej starości pożyczał stosy książek w naszej szkolnej bibliotece.Miłość do książek była silniejsza niż groźby dziadka nakazującego gasić lampę.

Ponieważ moja mama pracowała przez kilkadziesiąt lat jako ekspedientka w Wiejskim Domu Towarowym, zabierała mnie w letnim okresie do tej " dużej wioski" ( obecnie w tej wiosce od 15 lat kieruję gimnazjum), gdzie był kiosk " Ruchu", a w nim przeurocza Pani Marysia, która wpuszczała mnie do kiosku i pozwalała całymi dniami czytać gazety. Po kilku latach takiej komitywy, P. Marysia wybrała dla swojej córeczki imię Basia:-) Do dziś pamiętam tę radość, gdy P. Marysia oznajmiała mi, że właśnie" przyszły" nowe gazety.
Jestem jej wdzięczna za to, że dzięki jej wyrozumiałości moje wakacje były takie wspaniałe.

Cały plik gazet przynosiła każdej niedzieli po powrocie z kościoła, moja babcia.W tej samej co sklep miejscowości był kościół, chodziliśmy wszyscy pieszo na nabożeństwa. Ówczesny kościelny rozprowadzał prasę. Babcia szła na poranną Mszę św. więc po jej powrocie, mogłam zasiadać do lektury. Zakupiony plik gazet podpisany był " Kwapniowo" i widniała na nim cena łączna. Ale babcia też lubiła czytać, mimo, że nie miała dużo pieniędzy, gazety kupowała zawsze. Ach, jaka ciekawa była czarno- biała " Przyjaciółka" z tamtych lat...
Poszukałam więc w zasobach internetu zdjęcia tej wspomnieniowej gazety:

 Tak wyglądał pierwszy numer z 1948 roku...

Kiedyś na starociach kupiłam taką figurkę żeby mi przypominała moją kochaną, światłą, zmarłą przed dwudziestu laty, Babcię.

Jedna z moich młodych koleżanek ma trzyletnią córeczkę. Raz w tygodniu pożycza w bibliotece kilka książek i czyta  z córeczką ok. 1 godziny codziennie. Tak robi od momentu ukończenia roku życia Dziewczynki. Jestem pod wrażeniem mądrości tej młodej mamy. Daje swojemu dziecku, to, co najpiękniejsze...Podziwiam ją i pochwalam. Przywołuje we mnie wspomnienia, kiedy jako mała dziewczynka rowerem jeździłam do odległej kilka kilometrów biblioteki... Moja miłość do książek pozostała niezmienna...
A jeśli tego posta będą czytać młode mamy, chcę im powiedzieć, że warto w dzieciach takie zamiłowania rozbudzać od najmłodszych lat. Wszystkim czytającym życzę wspaniałych lektur i wiele czytelniczych radości... i serdecznie pozdrawiam.
Napiszcie proszę w komentarzach jakie są Wasze ulubione książki....

czwartek, 16 stycznia 2014

Lubię ciszę, bo w ciszy słyszy się głos własnego serca...



Cisza bieszczadzka


przenika moje serce

tylko trawy szumią

językiem zakochanych

w urodzie świata


chwytam ich szelest

chłonę ich mowę całą sobą

zanurzam stopy wędrowca

w jesiennym zakątku świata

zapatrzona w niezwykłą paletę barw

przenoszę myśli na odległe szczyty

moje marzenia

wędrują połoninami

wolne i bezpieczne i takie własne

słońce zmienia obrazy

mienią się kolory zatrzymane w sercu

czekam na zachód

czekam na cud

który na kilka minut

niweczy każdą szarość dnia
nie śmiem wypowiedzieć słów

nie chcę spłoszyć piękna

ale wiem

że serce zostawi ślad na szlaku

by nieustannie tęsknić do powrotów.

Za oknami raczej smutny krajobraz, więc powracam do ciepłych barw jesieni i farbami czaruję wspomnienia.

Tęsknota za pięknem jest nieodłącznie wpisana w każde ludzkie istnienie.

A na zimowe wieczory otrzymałam w prezencie wspaniałą książkę od Ilonki z bloga http://czytaniejakoddychanie.blogspot.com/, oczywiście, że pożyczę ją wielu osobom...

A od Zosi z bloga http://galeriazosi.blogspot.com/ takie oto cudowności na uśmiech... znalazły one już godne miejsce.

Dziękuję Ilonko, dziękuję Zosiu.

niedziela, 12 stycznia 2014

Gdy nie wiemy, w którym pójść kierunku...

Bywają takie dni, że szukamy podpowiedzi. Rozglądamy się jak uczniowie, szukając ratunku!
Bo życie to bardzo trudne zadanie, co rusz sprawdziany, klasówki i egzaminy.
Podpowiadających jest wielu i sztuką jest umieć wybrać właściwą podpowiedź...

Każdy ma własne drogi...
Są dni, że moje drogi wiodą tam...




O Sanktuarium w Odporyszowie i historii Cudownego Obrazu, sięgającej czasów potopu szwedzkiego, pisałam kiedyś. Dziś zamieszczam kilka zdjęć, w tym fotografie płaskorzeźb Jana Wnęka, genialnego chłopa z Odporyszowa, którego śmiało można nazwać prekursorem lotnictwa.
Historia jego życia i pasji brzmi wręcz niewiarygodnie, toteż nazwano go Ikarem znad Dunajca.

Scena Zesłania Ducha Świętego.

Zaślubiny Józefa z Maryją.

W ten klimat pięknie wpisują się upominki i ich Ofiarodawczyni Jadzia
jadwiga-sercemtworzone.blogspot.com , która obdarowała mnie na nadchodzący rok pięknie wykonanym przez nią pamiętnikiem.Podziwiam Jadzię od dłuższego czasu, nie tylko jej prace, ale przede wszystkim bogatą osobowość...


Bardzo dziękuję Jadzi za ten prezent- rzeczywiście, sercem tworzony, oraz za całą moc pięknych ozdobnych elementów, które mają mnie zachęcić do tworzenia:-)

 Zobaczymy, na efekt trzeba poczekać:-)))))

 I jeszcze jeden anioł od Jadzi- wykonany przez wyjątkowe osoby, takie anioły są mi bardzo bliskie...
Po raz kolejny sprawiłaś mi ogromną radość Jadziu!

Dobrego tygodnia Wam życzę!

piątek, 10 stycznia 2014

Z małego, sennego, galicyjskiego miasteczka podziękowania dla Janeczki i nie tylko:-)

Są w Małopolsce takie urokliwe, małe miasteczka, które ja określam mianem " sennych, galicyjskich".
Zadbane, spokojne, wiodą wespół z mieszkańcami ustabilizowany żywot.
Takie miasteczko odwiedziłam dziś bardzo wczesnym rankiem i zachwycona jego skromną, delikatną urodą, zrobiłam kilka fotografii, by z niego wysłać Wam podziękowania za wszystkie ciepłe komentarze, piękne upominki, karteczki i inne przejawy życzliwości.


Wystrojone świątecznie, budzi się do życia...




Witrażowy anioł rozpoczął już modlitewne czuwanie...


W budynku starego ratusza, w dali za dzwonnicą parafialnego kościoła, młodzież " gotuje się" do kolejnego dnia zajęć szkolnych!



I wymowny, rozmodlony Chrystus...czeka...


 Do tej atmosfery pasują niezwykle upominki od Drogiej Janeczki o" złotych rękach" http://janeczkowo.blogspot.com/ , która na moją prośbę o frywolitkowy dzwoneczek w jednym z moich postów, odpowiedziała natychmiast, a do ślicznego dzwoneczka dołączyła " anielską " zakładkę, która jednak zostanie wyeksponowana na stałe razem z dzwoneczkiem, jako, że stanowią nieodłączny duet! Bardzo Ci dziękuję Janeczko za ten śliczny upominek- pierwszy w tym roku ( zobaczymy, czy masz dobrą rękę:-)))))))
Ja też coś do Janeczki posłałam, ale jak zechce, sama pokaże.


Frywolitki oczywiście w kolorze przeze mnie wybranym, bo Janeczka dała mi taką możliwość.
Takie frywolitkowe śliczności podobają mi się od zawsze, a w rękach Janeczki nabierają szczególnego wdzięku. Bardzo się nimi cieszę, a spontaniczność i dobroć Janeczki ujęła mnie niezmiernie!


 Stare drzewa szumią razem z blaskiem romantycznych światełek...


 I już teraz wiecie, jakie to galicyjskie miasteczko- piękne- zapewniam!


... jak piękny jest ten anioł, którego obraz Wam wszystkim dziś posyłam.
W drodze powrotnej do domu zatrzymałam się w jeszcze jednym, bardzo ważnym dla mnie miejscu, ale o tym będzie mowa w kolejnym poście:-)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rocznicowe candy! Zapraszam!

Tym razem- bardzo krótko i treściwie- jak na matematyka przystało:-)


15 lutego- mój blog i ja będziemy świętować urodziny!
Zatem ogłaszam moje trzecie candy, a na refleksje blogowe przyjdzie czas...
Do wygrania:
1. Album promujący "malowaną wieś"- Zalipie, wydany dzięki staraniom wieloletniej dyr. Domu Malarek- Wandy Chlastawy. Wszystkie fotografie wykonał Konrad www.konradwojcik.pl
Mam tam skromny wkład, więc chętnie oddam album w dobre ręce!









 2. Lubię biżuterię, więc do wygrania korale ( wisior) dla miłośników zieleni oraz


3. ...dla miłośników fioletów.


4. Pod tym numerem kryje się NIESPODZIANKA:-)


A więc zaczynamy, zasady proste- komentarz z chęcią udziału w zabawie oraz zaznaczeniem numeru nagrody, umieszczenie podlinkowanego banerka na blogu lub info na fb.
Zgłoszenia do 14 lutego, do północy ( Walentynki).
Losowanie 15 lutego 2014 r.
Miłej zabawy!

niedziela, 5 stycznia 2014

Cichutko, bezszelestnie...

Świąteczny czas sprzyja anielskiej obecności w naszym życiu.
Wokół nas pełno ich ludzkich wyobrażeń...
Maluję je od dawna i piszę o nich wiersze.
Te prawdziwe, przed dziesięcioma laty uratowały mnie i mojemu mężowi życie, wierzę w to mocno.
Może kiedyś napiszę o tym wręcz niewiarygodnym wydarzeniu, żeby " dać świadectwo"...

" Cichutko, bezszelestnie
obok moich myśli
kroczy mój Anioł
przemierza dzielnie
rozległe pola smutku
podnosi z upadków zwątpienia
wydobywa miłość z zakamarków serca
śmieje się wraz ze mną
z kłopotów na wyrost
nie przesypia tego co ważne
zawsze na miejscu
między niebem a ziemią
odsłania piękno
i szeptem przypomina,
że liczy się tylko miłość..."
 
Tymczasem przedstawiam kolejne " anielskie" prace.

Anioł Miłości


Anioł Tęsknoty

 Anioł Uwielbienia

Anioł Spokoju


I mój świąteczny, śpiący, bo przepracowany, aniołek:-)


I jeszcze raz spojrzenie na niebo, ku któremu warto zwracać wzrok nie tylko w chwilach " sztucznych ogni"...

środa, 1 stycznia 2014

Rok polski.

Nikt nie wie, co przyniesie nadchodzący rok!
Każdy z nas snuje plany, maluje marzeniami kolejne dni...
Nie znamy, nie potrafimy, lecz oczekujemy, wierzymy...


Jednak niektóre wydarzenia i święta są zawsze i są częścią naszego życia.
Kocham Polskę, jej tradycje, historię, przyrodę! I tej prostej miłości chciałabym uczyć tych, których życie stawia na mojej drodze. Żyję już dostatecznie długo by umieć cenić drobne, małe szczęścia.

Pożegnaliśmy Stary Rok!
Chciałam uchwycić trochę tych chwil, ale sztuczne ognie chyba zbyt szybko wypływały z rąk Kamila, albo fotografia jest trudną sztuką:-))))))))


Wiernym Czytelnikom mojego bloga dedykuję wiersz, na cały rok, z nadzieją, że odnajdą w nim, to co piękne! Wiersz będzie długi, bo przecież rok jest długi:-)

W styczniowym śniegu, gdy zawieja sroga,
ze świerków czapy śniegowe zdejmuję,
z Trzema Królami spieszę szukać Boga
i razem z mrozem obrazy maluję
                       nie straszna mi trwoga.
Święta Panienka gromnicę zapala
i w dni lutowe do chorych się spieszy,
w kominku ogień marzenia dopala
może stroskanych i smutnych pocieszy
                      i ja bym chciała życiem się nacieszyć,
W marcu przedwiośnie chłodem swym owiewa,
przez post idziemy w modlitwie, zadumie,
Maryja Panna Magnificat śpiewa
słowa Gabryjela pokornie rozumie
                       drogę wskazuje, by służyć umieć.
Chrystus Zmartwychwstał zawołały dzwony,
bociany brodzą po łąkach zielonych,
kwiecień nas wita starym- pochwalony, 
że wiosnę zsyłasz, ratujesz zgubionych
                         za Papieża Polaka bądź uwielbiony.
Już maj zapachniał wonnymi bzami,
dzieci kapliczki stroją konwaliami,
słowik prześlicznie zawodzi nocami,
Królową Polski wielbimy z matkami
                        za macierzyństwo podzięki składamy.
Czerwiec wśród dzieci słonecznikiem słynie,
słońce ogrzewa uśmiechnięte buzie,
a w Boże Ciało procesja płynie,
Pan Eucharystii zamieszkał w tym ludzie
                      bo wiara silna nigdy nie przeminie.
Lipiec zaprasza w cień drzew lipowych,
wakacje w pełni, pszenica się złoci,
radość maluje się w dzieciakach zdrowych
lato napełnia serca w rytm dobroci
                    do pracy, Boże dodaj sił nowych.
Koniki polne koncertują w trawach,
bo to już sierpień ciepły i dojrzały
echa cudu nad Wisłą kładą się w murawach,
dożynkowe wieńce na Zielną powstały
                    oby serca polskie Ojczyznę kochały.
Pierwszy dzwonek zadzwonił, czas wracać do szkoły
jarzębiny się stroją w korale czerwone,
polskie zboże zamknięte w pękate stodoły,
trudy pracy przed Siewną Maryją złożone
                       pokojem utulone.
Babie lato się kładzie nićmi na pastwisku,
a purpurą las dojrzał, w złoto się odziewa,
Różańcowej Maryi powierzamy wszystko
Ona nasze modlitwy zanosi do nieba
                  październikową nutą świat rozbrzmiewa.
Na mogiły wiatr liście złote rozsypuje,
tak bardzo tęsknimy do tych co w wieczności,
wiara w świętych obcowanie ich brak zastępuje
i dlatego trwamy w tej świętej miłości
                 niech nas ona przed rozpaczą ratuje.
Już śnieg nowy gwiazdkami ogłasza nowinę
i choinki się stroją, z każdym dniem pięknieją,
czas do serca przyjmować Maleńką Dziecinę
oby nowy rok polski przywitać z nadzieją
                nasze serca znów młode i oczy się śmieją.
Roku polski, nasz własny z mojej wioski
znów zawitasz, jak zawsze gorąco czekamy, 
zostań z nami, z wiarą ojców tyś prawdziwie polski
i tak samo od wieków radośnie witany
          w naszą zwykłą codzienność na wieczność wpisany...





A zdjęcia, te najprostsze, będące zwyczajną codziennością niech będą potwierdzeniem mojej fascynacji tym, co ojczyste...