niedziela, 17 listopada 2013

Stare chatki w pięciu porach roku!

Ciągle fascynują mnie stare chatki, często opuszczone, samotne...Kryją w sobie wiele tajemnic, historii, radości i marzeń. Tak naprawdę tę fascynację przejęłam od Konrada. To on pierwszy " wyłuskiwał" okiem obiektywu rozwalające się domki, stałe zmurszałe chatki z oknami opierającymi się o ziemię. Odkrywając owo piękno wykonał wiele romantycznych sesji ślubnych właśnie w takiej scenerii. Zachwycona jego urokliwymi zdjęciami zaczęłam szukać takich" skarbów" w okolicy i tak zgromadziłam trochę fotografii, a jeszcze więcej malarskich ujęć"odchodzącego świata". Kiedy przeglądam fotografie, moje myśli nieustannie wędrują ku znajomym i nieznajomym  mieszkańcom tych starych domostw. Wyobrażam sobie jak żyli bez tych dobrodziejstw cywilizacji, na które my jesteśmy niejako skazani! Tu na ziemi mamy swoje miejsce i czas, który został nam dany, byśmy zostawili po sobie ślad...Niech kilka refleksji zawartych w moim wierszu posłuży Czytającym tego posta- dziś, jutro, kiedykolwiek...


Ciągle kochamy za mało
nie bacząc na czas
który milowymi krokami
przemierza nasze życie
ciągle czekamy 
na inny czas i na inną chwilę
która chciałaby złamać pozory...
wydaje nam się, że za wcześnie
i pora nieodpowiednia
więc odkładamy miłość na później
bo wstydzimy się serca...
a miłość niespodziewanie zabiera czas
a może czas zabiera miłość
i znów się wstydzimy
że nie zdążyliśmy po raz kolejny
i znów się wstydzimy łzy
która płynie za straconym czasem
co zabrał niespełnioną do końca miłość...












Właśnie tak- stare chatki są piękne o każdej porze roku, bo każda pora roku inaczej odsłania ich tajemnice...



środa, 13 listopada 2013

Czterolistna koniczynka od Pawełka.


Pawełek obchodził urodziny w listopadzie, a dokładnie 13 dnia miesiąca.
Był naszym uczniem nauczanym indywidualnie w domu z powodu jego ciężkiej choroby.
Był nadzwyczajny. Fizyczne kalectwo znosił z uśmiechem, ciekawy świata oczekiwał na kolejne lekcje. Otoczony miłością rodziny cieszył się każdym dniem.
Zmarł bardzo młodo. Półtora roku po jego śmierci, niespodziewanie dla wszystkich, zmarł jego ojciec, który opiekował się najwięcej Pawełkiem. To było tak oczywiste jakby Pawełek chciał natychmiast zabrać swojego kochanego tatę do lepszego świata...
Odwiedzałam Pawła w jego domu, jego bracia ukończyli nasze gimnazjum, jego mama uczyła w innej szkole. W tym domu zawsze panowała miła, niezwykła atmosfera, tam można się było wiele nauczyć- serdeczności, umiejętności niesienia innym pomocy, akceptacji drugiej osoby.
Myśląc o dzieciach, które mają inne możliwości rozwoju, przypomina mi się z jaką miłością podchodził do nich mój ulubiony poeta- ksiądz Jan Twardowski, co znalazło odzwierciedlenie w wierszu " Do moich uczniów".
Kiedyś zadedykowałam Pawełkowi wiersz, mam nadzieję, że nie ma mi tego za złe, że w tym poście publikuję jego fragment.

...i Twoje serce nas uczy pokory
i każe głowę przed Bogiem pochylić
za wszystko dobro codziennie dziękować
bo Stwórca świata nie mógł się pomylić

i jeśli zsyła chorobę, cierpienie
sam Chrystus wtedy prowadzi człowieka
obiecał przecież dać ludziom zbawienie
i dziś na Twój uśmiech Pawełku czeka...

Dziś odnalazłam list sprzed 12 lat, w którym Pawełek dziękował mi za ów wiersz napisany specjalnie dla niego, i który był jak to określił ," jego własny". Opowiadał o nim p. Marcie, naszej pedagog, która z wielkim oddaniem, przez kilka lat dzieliła się z nim nie tylko wiedzą, ale przede wszystkim serdecznością i dobrocią. Do listu Pawełek dołączył karteczkę z czterolistną koniczynką- dla mnie- na szczęście...




Szczęście ma różne odcienie...Jestem szczęśliwa również dlatego, że mogłam uczyć się bycia szczęśliwą od Pawełka, dziecka obdarzonego wielkim sercem.
Nie ma go wśród żywych, pewnie cieszy się radością, o jakiej nam się nawet nie śni.A ja wracam pamięcią do tamtych dni, kiedy opowiadał mi o swoich marzeniach i pieczołowicie przechowuję listy ucznia do nauczyciela.
Wiem też, że życiowe lekcje bywają trwalsze od książkowych, a "czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko"...

niedziela, 10 listopada 2013

Historia grobami pisana...

Listopadowy wiatr przynosi wspomnienia o Polsce z tamtych lat, gdy rodziła się upragniona wolność...
Małopolska jest pokryta cmentarzami z tamtych lat. Obok żołnierzy polskich i austriackich spoczęli Rosjanie. Śmierć pogodziła wszystkich. Stajemy w zadumie myśląc o Ojczyźnie i o tych, którzy oddali za nią swe życie, częstokroć bardzo młode.... Jeden z takim cmentarzy znajduje się w Otfinowie, bowiem walki toczyły się na linii Wisły i Dunajca.





W jednym z majowych postów pisałam o wielkiej Polce, która przyszła na świat w roku wybuchu I wojny światowej. Nauczycielka, więźniarka, Anioł Dobroci, ta, która Polskę ukochała ponad wszystko. Spoczywa na cmentarzu w Gręboszowie tuż obok mogił żołnierskich z I wojny światowej.



Gręboszowski cmentarz kryje wiele historii, stąd przecież pochodził Jakub Bojko i wiele innych postaci znanych z historycznych zapisów.

U stóp Chrystusa spoczywa wielki patriota, nauczyciel i wychowawca kilku pokoleń, ks. Piotr Halak.
A poniższa tablica ( też z gręboszowskiego cmentarza) jest wymownym przypomnieniem misji nauczania!


Jeden z moich pierwszych obrazów przedstawia powstańczą mogiłę.

Zaś wszystkim Rodakom przebywającym z dala od Ojczyzny zadedykowałam ten wiersz ( ze statystyk wiem, że wielu z Was czyta mojego bloga).

 
Tęsknota emigranta

Tęsknię za Tobą
przez fale oceanu
i wichry co szarpią moje serce
boś Ty polska i królewska
a pod Twymi stopami
maki zakwitły krwistoczerwone
dar wieków powstańców i żołnierzy
idących za naszą i waszą wolność
 znaczoną Twoimi łzami

zrywam dla Ciebie
róże na obcej ziemi
które urodą chcą olśnić polską wiarę
wiem że przyjmiesz
róże zbyt blade
by wlać w nie żar
utrudzonego wygnania
Królowo moich myśli
utrudzonych tęsknotą
za Twoimi kapliczkami pośród moich pól
Odporyszowska i Tuchowska
która czekasz na moje powroty
z naręczem maków
jak najlepsza z matek
co wita dziecko
nawet przez mgłę oddalenia.

Poniższy obraz namalowałam w hołdzie Karolinie Kózkównie, która stała się ofiarą okrutnej wojny ( zginęła z rąk rosyjskiego żołnierza broniąc swej niewinności). Od lat organizowane są konkursy  plastyczne i poetyckie o zasięgu ogólnopolskim ( ponad tysiąc prac w każdej edycji) przez szkołę noszącą Jej imię.http://www.zspwolaradlowska.pl/konkurs.html

A teraz czas na powitanie nowych Obserwatorów i podziękowanie Basi z bloga http://barbarahaft.blogspot.com  za prześliczną przesyłkę, która wprawiła mnie w zachwyt i wprowadziła w świąteczny nastrój. Tym samym Basia wzbogaciła grono moich aniołów.


 Bardzo Ci Basiu dziękuję...
I dziękuję wszystkim wytrwałym, którzy przebrnęli mojego posta:-)

środa, 6 listopada 2013

Moje pasje- moje radości!

Dom, rodzina, praca, grono przyjaciół- wartości absolutne i najważniejsze, o nich się nie dyskutuje!
Ale każdy człowiek ma swoje pasje, coś, co przynosi mu radość, daje satysfakcję, wyzwala potrzebę samorealizacji. I właśnie tym chcę się z Wami podzielić w dzisiejszym poście!


Zaczniemy od fotografii, której pozazdrościłam ( pozytywnie) Konradowi. W tym temacie "raczkuję", przede mną wiele nauki, bo dobra fotografia to ogrom wiedzy i doświadczenia. Ja się jak dotąd tylko bawię, ale daje mi to dużo radości, więc ciągam ze sobą aparat, który dostałam od Syna.
I co ważne, ciągle szukam ciekawych kadrów, a więc może " coś ze mnie wyrośnie" :-)


Wędrowanie, góry, nowe miejsca, poznawanie świata na tyle, ile w mojej obecnej sytuacji jest możliwe.
Każda wyprawa ubogaca i utwierdza w przekonaniu, że każdy dzień jest niepowtarzalnym CUDEM!


Poezja, którą tworzę od kilkunastu lat i która pozwala mnie i innym ludziom cieszyć się pięknem otaczającego nas świata. Wydałam kilka tomików, a wiele wierszy oczekuje na swoją kolej.
Poezja towarzyszy mi zawsze. Moim ulubionym poetą jest x Jan Twardowski, ale cenię też wielu innych twórców. Moim zdaniem każdy piszący ma nam coś do przekazania i to jest kwesta osobistego odbioru.


Moje malowanie...tę pasję zaszczepił we mnie mój tato, rysując dla mnie...indyka:-)
Byłam chorowitym dzieckiem, przedszkola w naszej wsi nie było, za to kredek i bloków rysunkowych miałam pod dostatkiem...
Maluję z wielką radością, najczęściej obrazy olejne. Cieszę się, bo wiele z nich trafiło w odległe zakątki świata. Każda wystawa moich obrazów jest dla mnie wielkim przeżyciem.


Anioły- jest ich mnóstwo w moim domu, kupuję, otrzymuję od bliskich, maluję, piszę o nich wiersze, one żyją razem ze mną...


Książki, czytam dużo, od zawsze, to dla mnie wspaniała forma odpoczynku.Mam nadal ulubione książki mojego dzieciństwa, im poświęcę kiedyś oddzielny post...


Kwiaty- tę pasję przejęłam od mamy, która w dawnych czasach pielęgnowała z pietyzmem wiejski ogródek, gromadząc w trudnych materialnie czasach, dostępne okazy. Kocham kwiaty we wszystkich ich odmianach i bardzo rzadko zrywam, wolę, gdy pozostają w naturalnym środowisku...


Od niedawna, bo od 15 lutego, kolejną pasją stał się mój blog, dzięki któremu poznałam wielu wspaniałych ludzi z wieloma pięknymi pasjami. I tu dziękuję Właścicielce bloga http://aniolyanielki.blogspot.com/. za upominek, który miałam szczęście wylosować w jej candy, a więc ręcznie wykonany woreczek z szydełkowym łabędziem, serduszko- zawieszkę, kolejnego aniołka do kolekcji i pyszne śliwki w czekoladzie:-). Prezent wspaniały i bardzo mnie ucieszył!

A następne podziękowania dla Beatki, u której zamówiłam " anielskie"etui na moje wiecznie ginące okulary" do czytania". Beatka z bloga http://catinabag-beata.blogspot.com/. dorzuciła super ozdoby choinkowe ( na zdjęciu powyżej),które będą mi ją przypominać w radosny czas świąteczny.

Zakończę już wyliczanie moich pasji, żeby Was nie zanudzić, bo mam ich jeszcze sporo...
I uśmiecham się promiennie, bo to też jedna z moich pasji!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Widok z mojego balkonu- poranek.




Poranek

Pierwsze krople rosy
tulące jesienne marzenia
chwytają blask słońca
budzącego się codziennie tą samą miłością
której nigdy nie dość kochania
jak nie dość tej radości
zawieszonej miedzy źdźbłami
 zasuszonych wspomnień lata
jak nie dość tej nadziei
że jutro słońce ozłoci tę samą kroplę rosy
moją i twoją naszą
nieuchwytną a wieczną w swoim trwaniu
pośród codziennych wędrówek
w blasku wstającego słońca
które lekkim tchnieniem
usypia puste zagony
zanim wiatr strąci ostatnią kroplę
muszę jej opowiedzieć o szczęściu
którego imiona
błyszczą w porannym blasku rosy.


Taki widok budzi mnie każdego jesiennego poranka...

niby zwyczajny, ale jakże piękny...


Po tych "porankowych" zdjęciach czas na podziękowania, a więc dziękuję Dorotce z bloga:
 Weniger ist mehr - Mniej jest więcej 
za tę piękną sówkę- lampion, którą wygrałam w candy, a Dorotka dorzuciła jeszcze piękne białe serducho i wspaniałą czekoladę:-)

oraz Beatce z bloga
http://magicznapracownia.blogspot.com/
za przesłanie tych oto ozdób, które noszę z wielką radością...

Z radością witam też nowych Gości i zapraszam do częstych odwiedzin.
Jak zawsze pozdrawiam i życzę dobrych chwil na nadchodzące dni.

środa, 30 października 2013

"Do wolności, czy do Matki Ziemi, niech Madonna Ostrobramska będzie z Nami"


Nie wiem czy obrazek Madonny z Ostrej Bramy z powyższym napisem dała matka synowi, czy żona mężowi, a może dziewczyna chłopcu odchodzącemu na wojnę. Znaleziono go w kieszeni munduru jednego z żołnierzy poległych we wrześniowych walkach 1939 roku na terenie Olesna (woj. małopolskie).
Pewne jest, że Ostrobramska była przy nim, gdy jego ciało składano do Matki Ziemi na naszym parafialnym cmentarzu. Nie doczekał wolności, on i 33 jego towarzyszy walk o wolną Polskę.
Być może, że ta, która ofiarowała żołnierzowi święty obrazek, nigdy nie dowiedziała się, gdzie spoczął  bliski jej sercu mężczyzna. Dlatego kolejne pokolenia dzieci i młodzieży zapalają w listopadzie świece w hołdzie tym, którzy złożyli ofiarę na ołtarzu Ojczyzny. To najlepsza lekcja historii i patriotyzmu...

Na tablicy wypisano 9 nazwisk poległych, a spoczywa tam jeszcze 25 bezimiennych.

Na miejscowym cmentarzu znajdują się groby Konopków, właścicieli majątku breńskiego. Jeden z Konopków, uczestnik Powstania Listopadowego, patriota, został bestialsko zamordowany przez rodaków podczas rzezi galicyjskiej- i to są te smutne karty naszej historii.

Wiele kart historii kryją w sobie liczne groby rodziny Witowskich.

Ale również miejscowych prostych chłopów, których młodzi synowie ginęli na frontach I wojny światowej.

Zapomniane nagrobki, pokryte patyną czasu zamykają w sobie wiele opowieści.

Jak ten, który przypomina o czci względem zmarłych.

Mijam nagrobki, wspominam ludzi, których znałam i którym wiele zawdzięczam.

Dedykuję im mój wiersz " Listopadowe myśli".

W płomieniu świecy
dopalają się rozmowy niedokończone
na które z szelestem 
spada jesienny liść 
pożółkły jak kartki listów
zawierających wieczną miłość
listopadowy wiatr odwraca wspomnienia
by przydać im tylko ciepłe barwy
pośród alejek zasypanych jesienią
spotykam dawne słowa
spojrzenia oczekujących oczu
i mądrość,której nie zagłuszą
kolejne zimy

biała brzoza o złotych warkoczach
podsłuchuje moje rozmowy
ze światem odbitym w blasku świecy
stary dąb puka żołędziami
do serc żyjących
bo zmarli rozumieją mowę wiatru
jesienny cmentarz
widziany przez okna naszego życia
rozbłyska światełkiem nadziei
zobacz
znów spadł kolejny liść
na którym zapisano najpiękniejszy wiersz
który cicho poszybuje
do nieba...