niedziela, 16 czerwca 2013

Warto ocalić od zapomnienia!

 Lubię wspomnienia! Choćby dlatego, że pozwalają ocalić od zapomnienia piękne chwile, wszak pamięć ludzka jest ulotna. Dziś z perspektywy wielu lat żałuję niezapisanych wspomnień bliskich mi ludzi, którzy odeszli na tamtą stronę zabierając ze sobą bagaż doświadczeń, historii, ciekawych spraw.
Teraz mam świadomość przemijania, więc zbieram, piszę, wspominam, ocalam, przekazuję tym, co kiedyś będą czytać, oglądać...
  Był słoneczny, wrześniowy, upalny  dzień 1968 roku. Od kilku dni byłam uczennicą pierwszej klasy szkoły podstawowej, która spodobała mi się " od pierwszego wejrzenia" ( ta sama, której po wielu latach nadałam imię Stefanii Łąckiej). Mój dom rodzinny był odległy o 2,5 km drogi, a raczej polnej ścieżki biegnącej wśród łanów zbóż, ściernisk, traw, truskawek, łąk ( w zależności od pory roku).
Nic dziwnego, że owego dnia mój starszy brat przyjechał po mnie rowerem do szkoły. Wracałam szczęśliwa, bo w tym dniu stałam się posiadaczką pierwszej piątki w moim szkolnym życiu ( szóstek wówczas nie było w skali stopni szkolnych). Owa piątka była za rysunek Asa. Piesek był brązowy, miał kędzierzawą sierść, chude nogi i co ważne, umiałam go podpisać- AS. Do dziś pamiętam tę radość pomieszaną z dumą, której dopełnieniem był zakup dokonany przez moich rodziców u ówczesnego " domokrążcy".
  Pojawiali się często w naszej wsi, podając się za głuchoniemych, ludzie handlujący obrazami i kilimami. Izby wiejskich chat zapełniały się oleodrukami świętych, a nad łóżkami wisiały malowane lub tkane jelonki na tle bujnej zieleni.
Tego właśnie dnia, rodzice zakupili duży obraz Świętej Rodziny, do którego jako dziecko często przemawiałam modlitewną rozmową. Ten obraz jeszcze się zachował, darzę go wielkim sentymentem, bo pamięta więcej niż ja nawet.


W starych domach można spotkać jeszcze takie obrazy- pamiątki z przeszłości.
Ten poniżej ma 80 lat.



A ten wisiał od zawsze nad łóżkiem babci. Przyglądałam się z wielkim zainteresowaniem nauczającemu z łodzi Jezusowi i wówczas małej dziewczynce cisnęły się do głowy pytania, na które dorośli nie zawsze potrafili odpowiedzieć.


W oknach stały kwiaty- zazwyczaj krakowiaki, fuksje wodne, pelargonie angielskie, ale bywały też kaktusowate. Niektóre z nich pielęgnuję razem ze wspomnieniami.


Pora wrócić do Asa... Nie zachował się zeszyt z owym arcydziełem:-) Za to przywiązanie do czworonogów pozostało i dziś miejsce Asa zajmują bardzo żywi i bardzo realni koledzy Browar i Rudek

 Tych, którzy dotrwali do końca posta pozdrawiam z  łąki pełnej polnych kwiatów, które przetrwały groźne ataki przyrody!





piątek, 14 czerwca 2013

Szczęście ukrywa się w drobiazgach.

 Czasami chcemy mówić o szczęściu i do tego nie są potrzebne nadzwyczajne wydarzenia, bo szczęście ukrywa się w drobiazgach dnia codziennego. Wystarczy dobre słowo, miły gest, spotkanie z życzliwą osobą, czyjś uśmiech, widok kwitnących kwiatów, pogodne niebo, świergot ptaków karmionych jeszcze przez rodziców, rozpostarte skrzydła bociana, perły rosy mieniące się kolorami... i tak można wymieniać bez końca. Pamiętam rozmowę sprzed lat ( byłam wtedy młodą dziewczyną)  z jednym z moich wujków, który dziwił się jak można cieszyć się takimi drobiazgami i przyznawał, że szczerze zazdrości mi tej radości. Pomyślałam wówczas, że chciałoby się taką radość ze zwyczajnych rzeczy zachować w sercu na zawsze. Jak dotąd, udaje mi się to...
Nie o wszystkim chcemy mówić, ale są sprawy którymi można się dzielić, jak np. ta:
Otóż dziś dostałam od Bożenki z bloga " Tu mieszka miłość", cenną przesyłkę- uszyte i wyhaftowane dwie poszewki na podusie. Jedną mogę pokazać bo jest moja, B jak Basia, ale też B jak Bożenka:-)
Druga ma " robić" za niespodziankę, więc jest schowana, ale wszystko w swoim czasie...


Bożence bardzo dziękuję. Robi to ślicznie i z prawdziwą radością- wiem o tym i dlatego takie upominki są dla mnie niezwykle cenne. To zupełnie coś innego niż kupić rzecz identyczną nawet. Myślę, że kiedyś i ja będę mogła tak ucieszyć Bożenkę.

A na weekend polecam szybkie ciasto z sezonowymi owocami, są pewnie rejony gdzie truskawki są soczyste i zdrowe...
5 żółtek utrzeć z 1 margaryną, cukrem waniliowym, szklanką zwykłego cukru, dodać wymieszane produkty sypkie, czyli: 1 szkl. mąki zwykłej, 1 szkl. krupczatki i 2 łyżeczki proszku do pieczenia. Na koniec wymieszać delikatnie z dobrze ubitą pianą z 5 białek. Wylać na blaszkę, ułożyć małe truskawki ( jeśli są duże- poćwiartować), upiec i posypać cukrem pudrem. Zanim goście przybędą- ciasto gotowe. A do tego kawa z cynamonem lub dobra herbata liściasta z gałązeczką świeżej mięty.

A teraz coś dla miłośników kwiatów, bo ich widok też napawa radością. Nasze róże bardzo ucierpiały w wyniku gradu i wielodniowego zalania wodą. A mimo to prezentują " ocalone piękno".

 Pienna- zwisająca, kwitnąca dwukrotnie tzw. powtarzająca kwitnienie.

Pienna kwitnąca od czerwca do pierwszych przymrozków.

Pienna- o miniaturowych kwiatach- kwitnie przez cały sezon, z różnym natężeniem.

A teraz pomyślcie Drodzy Czytelnicy tego bloga, kto i co sprawiło Wam dziś radość.
Wszak nie o wszystkim musimy mówić i pisać, są sprawy, które mają miejsce tylko w sercu...

środa, 12 czerwca 2013

Nad moją wsią znów świeci słońce.

Nocna ulewa nie pozwoliła mieszkańcom naszej wioski na spokojny sen. Woda, nie zważając na ludzką trwogę, zalewała kolejne zagony, nie bacząc, że pod jej nurtami znalazły się piękne owoce truskawek, dorodne liście ziemniaków i kłosy zbóż- jeszcze zielonych- a już pachnących chlebem. Przykrywała z całą mocą nieokiełznanej siły to, czego nie zdołał zniszczyć wcześniejszy grad.
W takich chwilach, człowiek uświadamia sobie jak bardzo jest zakorzeniony w swojej " małej Ojczyźnie", jak bardzo związany z ludźmi, którzy poruszają się po tych samych drogach.
Przywołam zatem obrazki, które wzbudzają myśl, że dzisiejsze słońce osuszy ziemię i... niejedną łzę, która pojawia się, gdy ludzie pracujący na roli tracą wszystko, lub prawie wszystko, z czym w danym roku wiązali nadzieje.


Spokojna wieś oddycha swoim rytmem, który czasami przerywają niespodziewane zjawiska atmosferyczne.
Poza nimi, jest cisza, przerywana odgłosami ptaków, zwierząt, a czasami rolniczych sprzętów.






Jestem dumna z tego, że mieszkam na wsi, kocham jej urodę, rozumiem jej troski, żyję jej życiem.

Posłuchajcie:

Myślałam
że moja wioska
nic nie znaczy na mapie świata
może chciałam uciec
od jej białego piasku
jak ucieka się przed znojem.

Dobrze, że sił zabrakło na pogoń za lekkością
dziś odpłaca mi świeżością skoszonej trawy
i smukłością zbóż
które nieustannie pną się ku niebu
wpada przez otwarte okno
i budzi mnie dziwną wdzięcznością
za moje trwanie
w tym małym skrawku świata
po tylekroć nazywanym szczęściem.

Moja wioska
do której wnętrza docierają jedynie ci
co znają mapę serca na pamięć.

Waszym " małym ojczyznom" życzę słońca...

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Nawałnica przychodzi znienacka!

Jeszcze wczoraj robiłam zdjęcia kwiatom zachwycając się makami, różami, łąkami.
Dziś późnym popołudniem przeszła nawałnica. Ściany deszczu, grad, wiatr, pioruny, ciemne chmury i... zniszczenia.
Te okropności znów najbardziej dotknęły rolników. Dopiero zaczął się sezon truskawkowy. Ludzie na wsi włożyli w uprawę truskawek mnóstwo pracy i kosztów. Spodziewali się dobrych zbiorów. Dzisiejsza pogoda zniszczyła wszystko, pokrzyżowała plany. Żal mi tych ludzi, których ciężka praca tak często idzie na marne...

 Przydrożny rów moment napełnił się wodą, piękne wczoraj róże zostały ogołocone.

 Gradu było wszędzie pełno, był gęsty i nie chciał zniknąć.

 Wszystkie zasadzone niedawno rośliny doznały poważnego uszczerbku...

 Woda płynęła potokiem...

Tak wyglądały lodowe kule na dłoni Kamila...
Nad naszą okolicą nadal wiszą ciężkie burzowe chmury...
Człowiek jest bezsilny wobec przyrody!

O tym jak gimnazjaliści postrzegają świat!

Jako, że spędziłam wśród dzieci i młodzieży olbrzymią część życia, wiem jak postrzegają świat, jakie są ich oczekiwania. Bardzo często zaskakują mnie swoją dojrzałością, bywam wtedy z nich bardzo dumna. Muszę o tym pisać żeby ciągle przypominać jak piękna jest młodość i ilu wspaniałych młodych żyje wśród nas.

Każdego roku obchodzimy Święto Szkoły. Ponieważ patronuje nam Kardynał Stefan Wyszyński, a dzień Jego śmierci, czyli 28 maja jest kalendarzowo bliski Dniu Dziecka, jest więc okazja, aby podwójnie świętować. W tym roku gimnazjaliści przygotowali scenkę, w której dowodzili, że przyjaźń jest mocniejsza od innych wyzwań tego świata!

Rzeczywiście, świadomość daru pięknej przyjaźni sprawia, że wszystkie trudności przybierają łagodniejszy kształt, a wszystkie radości urastają do rangi słonecznych rozmiarów. Jeśli masz prawdziwych przyjaciół- to znaczy, że odnalazłeś wielki skarb... i należy go chronić.

W tym dniu przypada ogłoszenie wyników organizowanego przez naszą szkołę ogólnopolskiego konkursu poetyckiego, który każdego roku przebiega pod innym hasłem.
W tym roku motywem przewodnim była wartość życia.
Zdumiewające jak młodzi ludzie, w wieku 13-16 lat potrafią cenić sobie ten dar.
Pozwolę sobie przytoczyć wiersz Tomka, który zdobył I nagrodę:




W takim dniu pojawiają się nagrody, podziękowania, wyróżnienia. A Najlepszy Absolwent otrzymuje wykonaną specjalnie dla niego statuetkę. Regulamin takiego konkursu obejmuje wiele dziedzin życia szkolnego, ale dla wielu uczniów, pełnych zapału, okazuje się być prostym. Tak jak dla Justynki, która w trakcie gimnazjalnego etapu dała się poznać w każdej dziedzinie życia szkolnego od najlepszej strony.

Stąd te migawki na moim blogu ( powyższe zdjęcia pochodzą ze strony internetowej gimnazjum), bo warto promować dobro, mądrość i wszystkie te cechy, które sprawiają, że innym żyje się lepiej i radośniej.

I takich radości życzę wszystkim uczniom oraz ich rodzicom tuż przed zakończeniem roku szkolnego.



niedziela, 9 czerwca 2013

Brązowe, żółte, brązowe:-)

Zacznijmy od żółtego...

 Tak, zdjęcia zrobione dziś- Polska południowa kwitnie, a te róże pienne ( prowadzone w formie drzewka) przetrwały długi, deszczowy okres i pięknie pachną- cytrynowo!


A teraz coś innego: bajkowe łąki pełne maków, bławatków i rumianków w sąsiedztwie domostw -raj dla oczu...czerwone, chabrowe, białe...



Nie chcę konkurować z matką naturą, ale namalowałam następny kwiatowy obraz z cyklu - kwiaty zalipiańskie:


A dla Joasi ze "snu o piwonii" ta oto fotka z podziękowaniem za przepisy. Zanim zalałam płatki różane czym potrzeba, wysypałam je na paterę, którą kiedyś nabyłam w Krakowie na " pchlim targu". Taka różana ekspozycja pachnie prześlicznie...


Ale miało być brązowe, bowiem ten post jest pisany z myślą o młodszym synu Kamilu, który od dzieciństwa uwielbia ciasto nazwane przez niego " brązowe- żółte- brązowe".
Chwile dzieciństwa pozostają w pamięci na całe życie, zatem może ktoś z czytających zapadnie w serce kogoś bliskiego m.in. takim smakołykiem...
Na Kamila i innych moich Domowników oraz Gości czeka taki zestaw:


Kto mieszka zbyt daleko, niech zatem piecze:

ciasto:
3 szklanki mąki, 3 łyżki kakao, 2 łyżeczki proszku do pieczenia- wymieszać i utrzeć na tarce 1 margarynę palmę. Do tego wlać utarte: 2 żółtka, 1 jajko, pół szklanki cukru pudru, cukier waniliowy, kopiatą łyżkę kwaśnej śmietany. Zarobić ciasto, połowę wyłożyć na blachę, posmarować powidłem, drugą połowę zamrozić.
Przygotować ser:
Utrzeć pół kostki masła z 5 żółtkami, szklanką cukru, cukrem waniliowym, dodać 1 kg zmielonego sera ( ja wszystko robię w malakserze) , 1 budyń śmietankowy.
Gdy utarte, wymieszać delikatnie drewnianą łyżką, z ubitą na sztywno pianą z 5 białek
Wyłożyć masę serową na ciasto, przykryć ser utartym na tarce o grubych oczkach, zamrożonym cieście.
Piec w 180 C ok 1 godz. Przepis jest na dużą blachę. Można poporcjować i w pojemniczkach zamrozić, bo nie wiadomo kiedy niespodziewani goście przybędą... Wówczas rozmrażamy, jest jak świeże, no i domowe- prawdziwe hand made:-)
Miłych gości i smacznego!



czwartek, 6 czerwca 2013

Patrzyła sercem przez stare, małe okienko.

Babcia

Babcia patrzyła łagodnie
przez małe okienko swojej izby
posyłając mi uśmiech
jak podarunek na drogę.
Za nią szły 92 lata biedy i upokorzeń,
dziewięć razy powiedziała TAK nowemu życiu,
jej oczy widziały okrucieństwa dwóch wojen
i nikt nie usłyszał skargi...
Żyła tak długo
a jednak za krótko
bo piękne było jej serce.
Dziś brak mi jej dobroci,
nie siedzi już w swoim okienku
a może
w niebie też ma też swoje okienko
przez które patrzy i czuwa nad nami.

Oto okienko z ciepłym wspomnieniem. Zaczęłam pisanie wspomnieniem o babci, bo właśnie ona pokazała mi jak wije się wianki.
Jako dziecko wyrzucałam jej, że nie wyszła za mąż za ułana ( stacjonowali na błoniach nieopodal miejsca, w którym mieszkam od urodzenia). Babcia Józia jednak wybrała dziadka Józka ( tego, który budował chaty po powodzi w 1934 r.)
Była skarbnicą mądrości i dobroci, nic więc dziwnego, że powierzałam jej swoje dziewczęce sekrety.
Nie żyje od 19 lat, a ja nadal widzę jej "ślady na piasku".
Kochała kwiaty, niestety ze względu na wszechobecną wtedy biedę, nie mogła kupić sadzonek kwiatów ogrodowych. Za to żyła wśród tych najpiękniejszych- polnych.

 Korzystając z bezdeszczowych chwil nazrywałam kwiecia na wianek.


A uplótłszy- zawiesiłam na babcinym oknie, z którego machała mi ręką gdym wyruszała w drogę...


A potem położyłam na ziemi, na kamieniach... by mogły przemówić...


środa, 5 czerwca 2013

Babcia plotła, mama plotła i ja plotę...

Plotę pierwszy raz...bo stwierdziłam, że dorosłam...
Na zakończenie oktawy Bożego Ciała, odkąd pamięcią sięgam, kobiety z naszej wsi plotły wianki z ziół i kwiatów. Takie poświęcone podczas nabożeństwa dla dzieci, wianki zawieszało się na domostwach, by chroniły przed burzami, kataklizmami, chorobami i nieszczęściami.
Niektóre babcie przynosiły olbrzymie wianki- koła, bo im piękniejszy, tym bardziej mogły być dumne.
Z zakończeniem oktawy czyli końcem procesji i sypania kwiatków, dzwonienia dzwoneczkami wiąże się pewna "obietnica". Otóż każde dziecko, w pierwszym roku po urodzeniu powinno uczestniczyć w tym święcie, po to by się przez całe życie nie bać burzy i piorunów. Babcia moich dzieci dopilnowała tego obowiązku i rzeczywiście moi synowie nigdy nie mieli stresów związanych z burzami. ( Podejrzewam, że w stosunku do mnie nie wypełniono tego zalecenia)!

Jak uplotę, to się pochwalę, ale zioła zalane, rzeka- moja sąsiadka wystąpiła z koryta, niebezpiecznie się podnosi, nie wiem czy procesja się odbędzie. Żal mi tych wszystkich utraconych chwil pachnących moją od wieków tą samą Polską...



Miłośnikom kwiatów doniczkowych polecam hodowlę begonii, która poza podlewaniem, niezbyt częstym, niczego nie wymaga. Właśnie będę ją rozmnażać.

Liliowce próbują się przeciwstawić naporowi deszczowych ścian !

Niestety, piwonie są zbyt delikatne, więc zwiesiły główki z poczuciu żalu za utraconym słońcem.

Szybciutko dodaję obraz z piwoniami, bo widzę że je kochacie:-)

wtorek, 4 czerwca 2013

Smakołyk Basi na deszczowe dni!


Ulewy, stresy, tempo życia... to wszystko sprzyja...zajadaniu się, zwłaszcza słodyczami.
Nic tak nie poprawia humoru jak dobre ciasto- najlepiej w dobrym towarzystwie.
Myślę, że może Was zainteresuję ciastem, które sama wymyśliłam, a na dodatek- przepadam za nim...
Zapisujcie więc w swoich przepiśnikach:

Ciasto:
3 szkl. mąki, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 margaryna starta na grubych oczkach, cukier wan. oraz mieszanina z 1 łyżki śmietany, 2 żółtek, 1 jajka, połowy szklanki cukru pudru.
Zarobić ciasto i upiec z tego 2 blaty.
Po ostudzeniu jeden blat nasączyć ponczem, np: sok, spirytus, woda, następnie posmarować powidłem śliwkowym i na to wyłożyć   " to coś".
A " to coś" składa się ze skruszonego na miałko drugiego blatu, do którego wsypuję 2 łyżki kakao, dodaję 3 łyżki dobrej konfitury ( ja dodaję róży), niepełną szklankę naparu mocnej kawy i uzupełniam sokiem malinowym lub wiśniowym do konsystencji gęstej masy.
Na " to coś" daję masę budyniową ( ugotowany na gęsto budyń śmietankowy, ostudzony, utarty na puch     z kostką masła). Czasami dorzucam dwie małe chałwy waniliowe- mniam!
Masę przykrywam herbatnikami i polewam polewą czekoladową w fantazyjne wzorki.
Polewa: 3 łyżki cukru pudru, 2 łyżki kakao, sok z połowy cytryny, ćwiartka margaryny.

Zaręczam, że ciasto długo nie poleży!
Do tego obowiązkowo gorzka kawa bez dodatków, lub mocna herbata ze świeżymi listkami mięty i...oczywiście miłe towarzystwo.




Miłego dnia- wbrew prognozom pogody;-)

niedziela, 2 czerwca 2013

O tym jak kwiaty przegoniły deszcz!

Zaczarowane kwiaty Zalipia przywołały słońce.Wszak dziś finał 50. Malowanej Chaty.
A początek miał miejsce 65 lat temu kiedy to zainteresowano się sztuką zalipiańskich kobiet malujących z wykorzystaniem wapna i sadzy, kwiaty zakwitające w ich wyobraźni.
1948 rok- etnografowie zachwycają się niespotykanymi gdzie indziej malowidłami zapełniającymi wiejskie obejścia. Symbolem tych działań stała się Felicja Curyłowa, której chatę- muzeum można dziś oglądać w Zalipiu.
Od kilku lat startuję w konkursie, o czym Wam już wcześniej pisałam.
Wczoraj w Domu Malarek zebrały się malarki, w zasadzie 4 pokoleń, bo najstarsza ma 93 lata. P. Adela na tę okoliczność ułożyła rymowanki w formie ludowych przyśpiewek i... sama je zaśpiewała. Czapki z głów...
Zanim ogłoszę wyniki- kilka zdjęć( wszystkich nie zamieszczę- bo jest ich ogrom) mojej wieeeeeloooodniowej pracy na ścianach szkolnego korytarza.



Wystarczy tego kwiecia:-)
Powiem Wam, że komisja doceniła te trudy i jest pierwsze miejsce( jedno z wielu, bo nagrodzonych malarek było więcej).

Cieszę się bardzo, bo od lat ciągle wrastam w pejzaż Powiśla Dąbrowskiego i kocham tę małą Ojczyznę. Staram się te działania przekazać moim uczniom, nasze Gimnazjum również otrzymało nagrodę w tymże konkursie za haftowane serwetki i bibułkowe pająki   ( niebawem pokażę zdjęcia).
Przedstawicielka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wręczyła W. Chlastawie- dyr. Domu Malarek odznaczenie resortowe.A potem rozpoczął się kolorowy festyn.
Tyle o kwiatach, a teraz ciepłe słowa pod adresem Edyty z Kubkiem Kawy- blogowiczki o wielkim sercu, dzięki której mogłam się skromnie włączyć w akcję pomocy Ani ( zobacz banerek na bocznym pasku- też możesz pomóc). Od Edytki dostałam śliczne anioły Anię i Basię, piękne serducho i kilka małych aniołeczków, które niebawem pofruną do miłych osób. Dziękuję Ci Edytko za ciepłe słowa i znów... " czapki z głów"- teraz przed Edytką!


I w tym ciepłym nastroju żegnam się z Wami... do następnego posta.