czwartek, 5 grudnia 2019

Adventus – znaczy przyjście.

Oczekującym na prezenty od św. Mikołaja proponuję adwentowy post.
Takie widoki są dla mnie wielkim upominkiem, dlatego gromadzę je zachłannie, póki mam taką możliwość, wszak nic nie jest nam dane na zawsze.
Na wielu blogach oglądałam piękne wieńce adwentowe, a ja postaram się zamieścić kilka informacji dotyczących aktualnego okresu liturgicznego, pierwszego w roku liturgicznym, czyli Adwentu.
Adwent jest wyjątkowym czasem dla chrześcijan. Słowo Adwent pochodzi z języka łacińskiego „adventus”, które oznacza przyjście. Dla chrześcijan to radosny czas przygotowania na przyjście Pana. Oczekiwanie na przyjście Chrystusa musi rodzić radość, gdyż jest oczekiwaniem na przyjście Jezusa. Dlatego też Adwent jest nie tyle czasem pokuty, ile raczej czasem pobożnego i radosnego oczekiwania.

Najbardziej charakterystycznym zwyczajem adwentowym, zwłaszcza w Polsce, są roraty. 
Jest to msza św. sprawowana ku czci Najświętszej Maryi Panny, zwykle bardzo wcześnie rano. Wierni, często w ciemnościach przenikniętych jedynie blaskiem trzymanych w ręku świec, wraz z Maryją czekają na wybawienie jakie światu przyniosły narodziny Zbawiciela. 
W niektórych miejscach na roratnich mszach na początku w procesji z kruchty kościoła do ołtarza z lampionami w ręku idą dzieci. Mszę św. rozpoczyna się przy wyłączonych światłach, mrok świątyni rozpraszają jedynie świece i lampiony. Dopiero na śpiew „Chwała na wysokości Bogu” zapala się wszystkie światła w kościele. Uczestnictwo dzieci w mszach roratnich wiąże się ze zwyczajem podejmowania różnych dobrych postanowień na czas Adwentu. Dzieci często zapisują te postanowienia na kartkach, składanych następnie przy ołtarzu. Mają one wyrażać wewnętrzne przygotowanie do Bożego Narodzenia i chęć przemiany życia.  
W naszym kościele dzieciaki losują figurki Matki Bożej, które zabierają na jeden dzień do swojego domu. 
Z roratami związany jest zwyczaj zapalania specjalnej świecy ozdobionej mirtem, nazywanej roratką. Symbolizuje ona Maryję, która jako jutrzenka zapowiada przyjście pełnego światła – Chrystusa. Innym zwyczajem jest zawieszanie w kościele wieńca z czterema świecami oznaczającymi cztery niedziele Adwentu. Z upływem kolejnych tygodni podczas rorat zapala się odpowiednią liczbę świec. Świece i lampiony tak często używane w liturgii adwentowej wyrażają czuwanie. Nawiązują one do ewangelicznych przypowieści m.in. o pannach mądrych i głupich. Światło jest też wyrazem radości z bliskiego już przyjścia Chrystusa.

Nazwa „roraty” pochodzi od pierwszego słowa łacińskiej pieśni na wejście śpiewanej w okresie Adwentu – „Rorate coeli” (Niebiosa, spuśćcie rosę).

(powyższe informacje zaczerpnęłam ze strony: misyjne.pl)


Poniżej adwentowy wystrój w naszym kościele.

Po zakończeniu serii alfabetu kwiatowego, biorąc pod uwagę sugestię Szarej Sowy, rozpoczynam cykl pamiątek.
Aby nudno nie było, postaram się wplatać " opowiastki z dawnego życia wzięte".
Nieprzypadkowo, na pierwszy post w cyklu, wybrałam stary modlitewnik należący niegdyś do mojej Mamy, a wcześniej do Babci.
Jest on " przedsoborowy" bo wydany w 1950 r, a w niektórych miejscach zawiera obok tekstu w j. polskim, odpowiednik łaciński.
Mocno zniszczony jest świadectwem na jego częste używanie.
Moja Mama wpisała tam osobisty akt zawierzenia Matce Bożej Nieustającej Pomocy jako 28- letnia młoda mężatka.
Ktoś inny ( nie wiem kto) wykorzystał tę stronę do zawiłości matematycznych.
To najstarszy modlitewnik w moim domu, gdy biorę go do ręki, widzę postać Babci, wysokiej, słusznie zbudowanej kobiety, ubranej w zimowe okrycie, w ciepłej chuście zawiązanej "pod brodą", idącej z innymi kobietami, wczesnym rankiem, w ciemnościach i śniegu, ze świecą w ręku, na roraty.
5 km do kościoła i 5km drogi powrotnej, wyboistą drogą, wiodącą przez pola i tylko w środkowej części zabudowaną domami wioski Adamierz.
Przyszła mi teraz do głowy taka myśl, namalować kiedyś taki właśnie obraz, widok czegoś, co bezpowrotnie minęło, a było pięknym wyznaniem wiary prostego ludu...
Drogę powrotną rozświetlały takie właśnie widoki wschodzącego nad śpiącymi wioskami, słońca...
Dni, w które kobiety nie szły do kościoła, rozpoczynały Godzinkami śpiewanymi podczas gospodarskiej krzątaniny.
 A o zachodzie tak bywało...
Widoki pól zimą pozostały niezmienne.
Zimą było więcej czasu na czytanie książek. Niestety, wszechobecna bieda zmuszała do oszczędności. Dziadek napominał małą Marysię, żeby szła spać, bo szkoda nafty ( świecono lampami naftowymi). Na prośbę (przeczytaj jeszcze jedną kartkę) sąsiada, kolegi z klasy, który uwielbiał słuchać Marysinego czytania, dziewczynka skręcała do minimum płomień, ale po kolejnym napomnieniu surowego ojca posłusznie odprawiała kilkuletniego chłopca do swojego domu.
Jeśli kogoś z Was zafascynował Folwark Konstancji i Niebieska sukienka, zachęcam do przeczytania kolejnego tomu.
A na koniec, dziękuję za wszelkie życzenia imieninowe i za karteczki, które przybyły z Zacisza Lenki, z Papierowego Jarmarku i od Alusi S.
Zapraszam na kolejne wspomnienia...wszak zimowe wieczory wspominkom sprzyjają.

niedziela, 1 grudnia 2019

To już naprawdę przedświąteczny czas.

Wraz z rozpoczęciem Adwentu zaczynam okres przedświąteczny.
Tak było od zawsze, czyli od wczesnego dzieciństwa gdy przez cały grudzień gromadziłam cukierki i ozdoby choinkowe, żeby święta mnie nie zaskoczyły:-)
Adwent się zaczął, a w naszym kościele dodatkowo wypadł na ten dzień odpust z racji św. Katarzyny Aleksandryjskiej.
Postanowiłam Wam pokazać nasz kościół w kilkunastu fotografiach, we wszystkich pięciu porach roku, bo od dzieciństwa kocham go miłością niezmienną...
A oto przedwiośnie...
wiosna...
lato...
jesień...
zima...
Nowa część świątyni ma ponad sto lat, stara, ponad dwieście pięćdziesiąt, a najstarsza- kaplica liczy czterysta lat.
Kościół jest zadbany, piękny, a delikatny i subtelny wystrój sprzyja modlitewnej atmosferze.
Odnowiona przed kilku laty polichromia to dzieło znanych artystów: Stanisława Westwalewicza i Jakuba Beresia.
Zachwycona urodą świątyni i wychowana w jej klimacie nie mogę sobie odmówić zaprezentowania wiersza, który dawno temu napisałam. Rzecz o św. Katarzynie zamiast adwentowego wieńca.
Rzecz o Patronce mojego kościoła

Święta Katarzyna z mojego kościoła
wsparta o koło co pękło przed świętością
w ranek pogodny spogląda śmiało
by nas zachwycić Dziewicy czystością.

W południe palmą pierwszeństwa nas wita
w orszaku świętych przed Bogiem klękając,
o czystość serca i o wiarę pyta
z mądrością wielką na nas spoglądając.

Zwoje pism starych przed mędrcami rozkłada
uczenie dysputuje – sercem chwaląc Boga
ludzką mądrością przedziwnie włada,
nie zna co strach i przed śmiercią trwoga.

Wiarę i mądrość zasiewa dokoła
z pięknością serca przedziwnie ją miesza,
o pokój, dobroć i uczciwość woła
z rozumem i radą wątpiącym pośpiesza.

W Jej oczach nieba piękno się odbija,
Aleksandryjska Panna, Katarzyna Święta
szukającego ratunku człowieka nie mija
o każdym z nas przed Bogiem pamięta.

Wieczorem w gwiazdach nauki rozczytuje
i kościół w Oleśnie ma pod swą opieką,
Stwórcy za ludzi i ich życie dziękuje
Święta Patronka – nasza już od wieków.

Wrosła w nasz pejzaż jedyny na świecie,
w którym się naszą Orędowniczka stała,
codziennie z niebem łączy ziemię przecież
za to Katarzynie cześć i wieczna chwała.


Ponieważ jeszcze piszecie komentarze pod ostatnim kwiatowym postem, zaczekam kilka dni z ogłoszeniem werdyktu, a tymczasem kieruję do Was moją prośbę.
Od kilku lat włączam się w dzieło https://jestrobotka.blogspot.com/
W tym roku to już 10. edycja Robótki.
Bardzo proszę wszystkich, którzy zamierzali przysłać mi piękne karteczki ze świątecznymi życzeniami, by je wysłali na adres Tych, którzy w Niegowie czekają z wielką nadzieją na skromny dar. Ja się ucieszę z życzeń na blogu, a Oni mają tyle radości, jeśli dostają choćby najskromniejsze podarunki.
Więcej informacji o Mieszkańcach Domu w Niegowie i ich zainteresowaniach znajdziecie na stronie robótkowej, z góry dziękuję Wszystkim, którzy zechcą podzielić się z Nimi odrobiną serca.
Niech to będzie nasz wspólny adwentowy dar...
A ja zapraszam Was na kolejną serię postów, już niebawem...

niedziela, 24 listopada 2019

Ż"- jak żółty żonkil, żywotny żylistek, życzliwy żarnowiec i żal, że...

"Pewnie zaczniesz od żonkila" odpowiedział Kamil na moją sugestię, że żal mi kończącej się serii kwietnego alfabetu, a ja się przyznałam, że o żonkilu zapomniałam:-)
I nie mam fotografii tego kwiatu, który dawno temu padł ofiarą nornic.
Ale jest zdjęcie obrazu namalowanego wiele lat temu dla pewnej wielbicielki kwiatów.
W moich planach od samego początku istniał żylistek, a dlaczego, zaraz opowiem.
Dawno temu, wcale nie za górami i za lasami, ale w miejscowości, w której spędziłam dwadzieścia ostatnich zawodowych lat, wzdłuż chodnika obok szkoły, rósł szpaler starych krzewów, które każdego roku zakwitały białym i bladoróżowym kwieciem na procesję Bożego Ciała, idącą tą ulicą.
Nie wiedziałam wówczas, że owa roślina zwie się żylistkiem, ale bardzo zapragnęłam ją mieć.
Kiedy karczowano stare krzewy na terenie przepompowni, zabrałam jeden z nich dając mu drugie życie, mimo iż był stary.
Odwdzięczył się pięknie, bo zakwita w czerwcu od 18 lat w moim ogrodzie, mimo swojego sędziwego wieku.
Te przy szkole, również nadal kwitną. Czyż więc nie można go nazwać żywotnym?
Spotykam kilka Pań, ( a i Pana również) które dawno przekroczyły 90. rok życia i nadal się nim cieszą, będąc w dobrej formie.
Przed laty, gdy gromadziłam materiały o pięknej postaci Stefanii Łąckiej, nawiązałam bliski kontakt z jedną ze współwięźniarek obozu w Oświęcimiu.
Kiedy na komplement skierowany do mnie, że jestem młodziutką dyrektorką, odpowiedziałam, że ja już mam 32 lata, P. Eleonora z uśmiechem wyrzekła: "chylę czoła przed pani wiekiem".
Ona liczyła wówczas 92 lata i podejmowała mnie własnoręcznie upieczonym ciastem.
Żywotni ludzie i żywotne kwiaty są promykami radości we współczesnym świecie.
A żarnowiec był mi długo życzliwy i zdobił grządkę pięknie prezentując się na tle fioletowych bzów.
Niestety, nie był zbyt żywotny i pozostał już tylko na fotografiach.
Te, które spotykałam w wilgotnych lasach, zapewne należą do żywotniejszych i wprowadzają piękne urozmaicenie w leśnych kolorach.
Żeniszek meksykański kiedyś bywał na moich rabatkach, ale wówczas nie miałam jeszcze telefonu komórkowego, ani aparatu.
O żagwin ogrodowy muszę się postarać bo jest piękny.
Tymczasem z żalem kończę kwiatowy alfabet, a wszystkich, którzy kochają kwiaty i przez cały czas mi sekundowali zapraszam do konkursu:
Gdybyś miał(a) obrać sobie kwiatowy pseudonim, to którą z prezentowanych roślin wybierzesz? 
Która jest Ci najbliższa i dlaczego?
Autor najciekawszej wypowiedzi zostanie nagrodzony.
Wypowiedzi proszę zamieszczać w komentarzach pod tym postem do końca listopada.

środa, 20 listopada 2019

"Z"- jak: zapatrzony złocień, zadumany zimowit, złoty złotlin, zimowy zygokaktus, zielona zielistka.

Maronką zarastały całe ogródki, a jej zapach zasiewał wyjątkowy czar...tak było dawniej.
Z sentymentem pozwalam maronce czyli złocieniowi maruna rozsiewać się po całym ogródku.
Ziele maruny ma szerokie zastosowanie w lecznictwie. Do tej pory nie wykorzystałam jej możliwości, ale cieszę oczy jej ogrodowym towarzystwem i przywołuje wspomnienia kobiet z mojej rodziny, które na długo przed moimi narodzinami wdychały silny aromat maronki.
Jej wygląd kojarzy mi się z zapatrzeniem w przeszłość, co często towarzyszy ludziom, szczególnie jesienią.
Złocienie występują również w innych odmianach.
Zadumany zimowit myśli chyba o zimie...
Człowiek też często bywa zadumany, bo życie daje wiele powodów do zamyśleń.
Bywa, że mamy żal do kogoś, kto nas nie zauważył, nie odpowiedział na nasze pozdrowienie, a on po prostu był zajęty własnymi myślami.
Złotlin jest złoty, bo jego zadaniem jest rozświetlać wiosenne barwy. Na tle młodej zieleni wygląda imponująco.
Złoty człowiek- mawiamy- to człowiek o złotym sercu- oby ich było wokół nas jak najwięcej.
I złotlinów również.
Zygokaktus powinien być zimowy i zakwitać na Boże Narodzenie, ale jak wiemy z zimą rożnie bywa, więc moje już zakwitły i do świąt nie doczekają.
Prosty wniosek z powyższego wynikający, każe nam się cieszyć z tego, co otrzymujemy w danej chwili.
Więc się cieszę moimi dwoma zygokaktusami.
Zielona zielistka zieleni się w domu bez względu na porę.
Jeszcze tylko "ż" nam pozostało (żylistek, żarnowiec), ale już możecie myśleć nad udziałem w konkursie:
Gdybyś miał(a) obrać sobie kwiatowy pseudonim, to którą z prezentowanych roślin wybierzesz? 
Która jest Ci najbliższa i dlaczego?
Autor najciekawszej wypowiedzi zostanie nagrodzony.
Wypowiedzi proszę zamieszczać w komentarzach pod następnym postem.

sobota, 16 listopada 2019

"Y"- jak Yucca czyli nasza już juka karolińska

Nie spodziewaliście się "Y"?
Skoro moje juki kwitną pięknie każdego roku, więc je prezentuję pod literką Y- Yucca, bo taka nazwa funkcjonuje w wielu kwiatowych przewodnikach.
Ta właśnie, karolińska, cieszy nasze oczy, kiedy obleka się w obfitość kwiatów.
Taka strojna, okazała kojarzy mi się z panną młodą. Nie słyszałam by któraś z dziewcząt wpadła na pomysł wykonania bukietu ślubnego z tej pięknej rośliny, a szkoda, bo byłby oryginalny.
Ponieważ dzisiejsza literka jest bardzo słabo "obstawiona", szukać jej raczej należy w matematyce:-)
pozwolę sobie na publikację kilku jesiennych zdjęć.
Listopad wszedł w drugą połowę, a ja podczas codziennych spacerów z Wnukiem, nadal cieszę oczy złotem i rudościami dzielnie trwającymi na gałęziach brzóz, dębów, topoli, dzikich czereśni.
Tym barwom pewnie poświęcę osobny post, ale to dopiero po zakończeniu alfabetu.
Na dziś wybrałam kilka fotografii nietypowych, sami zobaczcie.
Z racji licznych obowiązków domowych nigdzie nie wyjeżdżam, wobec tego piękno samo przychodzi pod moją furtkę...
Każda pora roku jest niezwykła, a jesień niesie ze sobą smutek, ale też nadzieję, że warto czekać...