niedziela, 26 kwietnia 2026

Wracam pamięcią do kwietnia 1975 roku.

Nie mam żadnego zdjęcia z tej uroczystości. Pamiętam, że pogoda była piękna.
Moja mama i ja, Helenka ( najlepsza koleżanka z podstawówki) i jej mama pojechałyśmy rowerami do Żabna. 
Był 22 kwietnia 1975 roku, dzień naszego Bierzmowania.
W Żabnie spotkała się młodzież z kilku sąsiednich parafii, było nas dużo.
To właśnie widok wspomnianego kościoła .

 
Nie pamiętam, który z biskupów udzielał nam sakramentu Bierzmowania, nie pamiętam treści kazania. Moim świadkiem była mama Helenki, a Helence świadkowała moja mama. Byłyśmy ubrane w skromne, granatowe spódniczki i białe bluzki.
Do bierzmowania wybrałam imię Katarzyna, bo to patronka mojej rodzinnej parafii, św. Katarzyna Aleksandryjska, która zaimponowała mi mądrością ( w filozoficznej dyspucie pokonała 50 mędrców pogańskich) i odwagą ( mimo bardzo młodego wieku wolała ponieść śmierć męczeńską niż oddać hołd pogańskim bożkom).

W Jej oczach  piękno nieba się odbija,
Aleksandryjska Panna, Katarzyna Święta
szukającego ratunku człowieka nie mija
o każdym z nas przed Bogiem pamięta.

Po zakończonym nabożeństwie wróciłyśmy do domu.
Z wielkim szacunkiem schowałam na półce z książkami mój prezent od mamy Helenki, małą książkę Zofii Kossak " Szaleńcy Boży". 

Od tamtego dnia minęło 51 lat. Pół wieku.
W tych latach spotkałam kilku " Bożych szaleńców", wobec których żywię ogromny szacunek.
Są ludzie, którzy potrafią poświęcić dla wielkiej sprawy całe swoje życie i wszystkie swoje siły.
W tym czasie sakrament darów Ducha Świętego przyjęli moi synowie, a ja będąc przez 20 lat dyrektorem gimnazjum, każdego roku uczestniczyłam w tej uroczystości, gdy młodzież naszego gimnazjum wchodziła w chrześcijańską dojrzałość.
Takie było moje założenie, być przy nich w tym ważnym momencie, otaczać ich modlitwą nawet jeśli wielu z nich nie całkiem zdawało sobie sprawę z wagi darów Ducha Świętego.
Dziś nie pracuję już z młodzieżą w wieku bierzmowania, ale jedna z moich Uczennic ( poważnie traktująca sprawy wiary) przysłała mi smsa z prośbą o modlitwę za jej córkę, która też w Żabnie przystąpiła do sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej.
Wróciły wspomnienia, wzięłam do ręki moją pamiątkę i pomyślałam o tych " Bożych Szaleńcach", których dane mi było poznać...

To takie krótkie wspomnienie, którym obejmuję też Osoby zapisane w moim sercu, szalone w swoim czynieniu dobra, tam, gdzie przyszło im żyć...
Dla nich ta kwitnąca gałąź... dla wszystkich " szaleńców dobroci".
Zostawmy jednak wspomnienia bo wiosna, choć zimna, upomina się o swoje prawa.
I chce żeby ją podziwiać.
Czasami zaskakuje niesamowitymi zjawiskami ( dziękuję Maksowi, że mnie natychmiast powiadomił)
Cieszę się z obecności różnych gości.

I uporczywie uwieczniam wiosenne cuda.
Z powodu wichury ( internet rwie się nieustannie) z wielkim trudem dobrnęłam do końca i nie ryzykując dalej,
publikuję wraz z życzeniami pięknych dni nadchodzącego maja...



poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Wielkanocno- wiosenne różności.

Wiosna wkroczyła do naszej wioski razem ze świętami.
Taki to piękny splot wielkich tajemnic naszej wiary i rytmu przyrody.
Korzystam z tego wiosennego piękna przyrody i z bogactwa liturgii wielkanocnej.
Żal mi tylko, że na kolejne takie doznania trzeba czekać cały rok...

Gdzieś tam w wolnych chwilach dochowałam tradycji " grzybkowej", a pisanki w tym roku były marmurkowe, choć jeden z Wnuków stwierdził, że nie podobają mu się " takie starożytne" :-)

W takiej scenerii zdążałam na tegoroczną rezurekcję ( u nas procesja jest o świcie).
Moje okno wystawowe zdążyło się ubrać w piękne karteczki z głębokimi w treści życzeniami, a elementy ozdobne zachowałam na inne okoliczności, które będą się pojawiać w roku.
Zatem bardzo dziękuję Agusi
Magdzie z Gdańska
MałgosiMaksowiJadzi, Eluni P, Ismenie, Alusi, Wandzi, Elżbietce S. i Grażynce.
Agusi i jej Mamie, która potrafi takie cudeńka wyczarować
Lence , Agatce, Iwonce
Nieblogowe przyjaciółki nie dowierzają, że jeszcze istnieje taki  wspaniały sposób przekazu świątecznych życzeń.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za te piękne gesty.
A teraz wracam do mojej wiosny i do moich tęsknot. 
Dla Mamy dokładnie na 11.rocznicę jej śmierci przypadającą w Wielką Niedzielę  zakwitło jej białe hipeastrum i magnolia przed jej oknem...
W tym roku przymrozki oszczędziły naszą magnolię i daje prawdziwy pokaz piękności.
Dziś, w poniedziałek wielkanocny mocno wieje zimny wiatr, ale wczoraj była pogoda wymarzona na spacer i fotografowanie.
O spełnionych marzeniach dotyczących fiołkowego pola już pisałam, ale choć jedną fotkę trzeba wstawić...
Tymczasem spełniło się moje drugie marzenie...
Nigdy w mojej wiosce nie kwitły zawilce. Żeby nasycić wzrok musiałam się wybierać do sąsiednich miejscowości.
Chyba wyczuły z jakim podziwem na nie spoglądam, bo oto są, małe poletko nad Żabnicą. O sprawców podejrzewam ptaki, których nad rzeką często spotykam.
Ale za to " sprawstwo" jestem im wdzięczna.
O jasnocie nie marzyłam, ale przyznaję, że pięknie się prezentuje.
Złoć żółta też sama przyozdobiła przydomowy teren.
I oczywiście, zabielił się Józków sad...
Taka to piękna, naturalnym pięknem, kraina...z której serdecznie pozdrawiam.
A na koniec akwarelkę dołączam.