Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiątki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiątki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 sierpnia 2022

"Kiedy z ziołami wędrujesz do nieba..."

Matki Bożej Zielnej- to jedno z najpiękniejszych świąt.
Dzień, w którym Matka Boża została zabrana do nieba przypada w sierpniu, w czasie dojrzewania płodów ziemi, w otoczeniu kwiatów, dożynkowych wieńców, bukietów zanoszonych do kościoła.
Od kilku lat zauważa się ożywioną działalność Kół Gospodyń Wiejskich gromadzących osoby, które pragną zachować tradycje wsi, jej piękno zakorzenione w wierze, historii, kulturze.
Polskie kobiety dokładają wówczas starań, by to święto przeżyć jak najpiękniej, a przez organizację uroczystości i festynów przekazać swoje doświadczenie kolejnym pokoleniom.

Szukam Cię w ziołach od wczesnej wiosny
wypatruję o świcie nad łąkami
czuję jak dojrzewasz w polskich ziołach
gdy z promieniem słońca otwierasz ich serca
pewnie wtedy mieszkasz na wsi
i opuszczasz kościoły na czas lata
by w snopach zbóż i słonecznikach
w zielnikach znojem pisanych
powracać na ołtarze sierpniową porą
choć tak naprawdę z ziołami wędrujesz do nieba.

W przeddzień takiego święta, we wspomnienie św. Maksymiliana, wielkiego czciciela Maryi, 14 sierpnia 1982 roku, zawarliśmy ślub, w jakże innych niż dzisiejsze, czasach.

Maryja była zawsze i nadal jest obecna w naszej Rodzinie i choć obraz- dar z dnia ślubu od naszego Przyjaciela, stracił kolory, poszarzał, stanowi dla nas niezwykłą pamiątkę czasów, gdy zaczynaliśmy życie we dwoje.
Kolejne nasze rocznice przeżywaliśmy skromnie, w gronie najbliższej Rodziny, a najważniejsza była zawsze Msza św.
I teraz też bym nie napisała pewnie o tym wydarzeniu na blogu, ale Kochana Małgosia z bloga https://papierowy-jarmark.blogspot.com/  pamiętała i nadesłała niezwykły podarunek, więc milczenie musi zostać przerwane, bo trzeba podziękować i podzielić się radością z tak cennego daru od serca.
Sama pamięć mnie wzruszyła, a co dopiero piękna karteczka i niezwykły album, który zapełni się wspólnymi zdjęciami, a po tylu latach jest co wspominać, bo chwil szczęśliwych, ale i smutnych nie brakowało. Każdego dnia uczyłam się jak coraz mniej narzekać, a coraz więcej dziękować, nadal się uczę, bo szkoła życia trwa aż do śmierci.
Ale wróćmy do albumu, za który Małgosi z serca dziękuję i który mnie zachwycił, jak wszystkie dotąd, albumy Jej autorstwa.
Zapraszam do oglądania, a u Małgosi na blogu będzie to bardziej profesjonalnie pokazane.



Iwonkę, która przysyła mi z każdej podróży pamiątki i przede wszystkim dokładne relacje z wędrówek po Polsce, spisane w interesujący sposób, otrzymałam niedawno przesyłkę, a w niej, pośród pocztówek, znalazła się taka oto z dedykacją na naszą rocznicę z fragmentem wiersza mojego ulubionego Poety.
Iwonka też mnie bardzo zaskoczyła pamięcią i bardzo Jej dziękuję mając nadzieję, że przeczyta tego posta.
A my skromnie wędrujemy dalej prosząc P. Boga o błogosławieństwo na każdej życiowej ścieżce...
Rozwiązanie ostatniej zagadki w kolejnym poście, bądźcie cierpliwi, proszę...

sobota, 8 maja 2021

Taki pejzaż pojawia się jeden raz w roku.

 Od niepamiętnych czasów słyszałam, że kwitnienie tarnin oznacza znaczny spadek temperatury na ten czas. Rzeczywiście, potwierdza się to każdego roku. Mimo, ze wówczas jest zimno, tarniny kuszą, wabią swoim pięknem nieskazitelnej bieli.
Szczególnie upodobały sobie stare wały rzeki Żabnicy, która potrafi w szybkim tempie z maleńkiego potoczku zamieniać się w żywioł.
Kiedy stare trawy jeszcze okupują brzegi rzeki, wiosna wybucha tarninową bielą. Trudno oderwać wzrok, gdy skąpane w promieniach słońca, kolczaste krzewy, tworzą ślubny szpaler na przestrzeni kilku kilometrów ( na odcinku, gdzie rzeka nie ma właściciela i mimo naszych usilnych starań, nie podlega czyszczeniu). Kwitnienie tarnin to jedyny plus nieuregulowanych spraw wodnych.
W obliczu takiego piękna, człowiek zapomina o ewentualnych powodziach.

Tarniny przekwitły, ziąb nas nie opuszcza, ale kolorowa wiosna coraz bardziej zaznacza swoją obecność. Niebawem farby ustąpią miejsca narzędziom ogrodowym, więc przedstawiam obiecanego pawia, który niedawno wyszedł spod mojego pędzla.
Skąd ten pomysł?
Otóż w starym, drewnianym domku, w którym nasza czteroosobowa rodzina miała do dyspozycji jedną izbę na dużej trzydrzwiowej szafie stało kilka " skarbów", w tym bukiet z prawdziwych pawich piór, które wykorzystywałam do szkolnych " krakowskich" występów.
Byłam nimi zauroczona w czasach, gdy różne dobra były dla wiejskich dzieci niedostępne.
Pióra we flakonie z kolorowego szkła pozostały w mej pamięci i jak widać, w sercu...
Do tego obrazu tak bardzo pasują zdjęcia z przydomowego sadu i ogródka.
Pozostając w klimacie "pawich piór", zachęcam do przeczytania niezwykle interesującej książki, z której poznajemy losy nie tylko "panien z Wesela".
Za tło posłużyła pamiątka z czasów, gdy organizowałam wspólnie ze społecznością Gimnazjum niezwykłe spotkania dla Uczestników Terapii Zajęciowej w Dąbrowie Tarnowskiej.
Nasi Drodzy Goście zawsze przywozili mi wykonany przez nich upominek, bo każdy z tych młodych ludzi w swojej niepełnosprawności posiadał również wspaniałe talenty.
Z wielkim wzruszeniem wspominam tamte spotkania...które uczyły nas pokory wobec daru życia...
Dziękując za odwiedziny, zapraszam mimo licznych, wiosennych obowiązków, które każdy z nas, w rożnym stopniu, posiada.

środa, 30 grudnia 2020

W kolędowym klimacie na koniec odchodzącego roku.

Datę 31 grudnia zawsze uważałam za symboliczną, wiadomo, kiedyś musi kończyć się rok miniony, a zaczynać następny.
Może właśnie dlatego nigdy nie robiłam podsumowań starego, nie planowałam nowych postanowień.
Jedyną powtarzaną w tym dniu  przez wszystkie lata, czynnością, jest uczestnictwo w uroczystej Mszy św. będącej podziękowaniem za wszystko, co mnie w odchodzącym roku spotkało. Tak będzie dokąd zdrowie pozwoli, by pójść do kościoła, a potem zostanie możliwość wykorzystania internetowego przekazu, co dla wielu osób w dzisiejszych czasach jest wielką pomocą.
Ten czas jest okazją do śpiewania kolęd, których jest całe mnóstwo, a które w naszym ojczystym, tradycyjnym wydaniu brzmią wyjątkowo.
Pośród starych kartek z życzeniami, odnalazłam tę, przysłaną w 1965 r. z dalekiej " Ameryki", jak się u nas mawiało, przez rodzinę, która z naszej wioski wyemigrowała " za chlebem".
Karteczka jest u nas od 55 lat i stanowi przypomnienie tamtych dziecięcych, biednych, ale szczęśliwych lat. Gdy byłam małą dziewczynką, wyobrażałam sobie, że chłopcy- ministranci w pięknym kościele wyśpiewują kolędy, nawet słyszałam ich wysokie głosy o delikatnym brzmieniu.
Najchętniej słyszałabym kolędę " Lulajże Jezuniu", bo ona właśnie, moim dziecięcym zdaniem najbliższa była Maleńkiemu Dzieciątku.
Znamy teksty wielu kolęd, ale zazwyczaj tylko kilka pierwszych zwrotek, a tymczasem każda z nich ma kontynuację, którą warto choćby przeczytać. Słowa mojej ulubionej kolędy pochodzą z XVII w i są wyjątkowo " słodkie".


"Dam ja Ci słodkiego, Jezu, cukierka
rodzynków, migdałów z mego pudełka.
Lulajże, Jezuniu lulaj, że lulaj
A ty go matulu w płaczu utulaj".

Aniołowie z akwarelki, którą namalowałam dla Koleżanki z pracy, ceniącej sobie wielce drobne gesty pamięci, wyśpiewują chwałę Narodzonemu z wielkim zaangażowaniem.
Na pewno wiele Osób czytających tego posta, lubi śpiewać kolędy i pastorałki, każdy ma sentyment do innych, a jest w czym wybierać, bo w ojczystym języku jest ich ok. 500.
Najstarsza z nich pochodzi z pierwszej połowy XV wieku, a jest nią: „Zdrow bądź, krolu anjelski”.
Dziękuję Tym, którzy w komentarzach pod poprzednim postem podzielili się swoimi upodobaniami kolędowymi.

W swoich pocztówkowych zbiorach odnalazłam świąteczną kartkę od Armanda z Meksyku, z którym korespondowałam jako kilkunastoletnia dziewczyna by poszerzyć znajomość języka angielskiego, wszak dostęp do nauki języków w latach siedemdziesiątych był mocno ograniczony, zwłaszcza dla dzieci wiejskich. Pocztówka ma ponad 40 lat i jakże jest inna od naszych świątecznych kartek.

Zimowy czas daje nam w prezencie urokliwe widoki nieba o poranku.
A zimowe wieczory dają więcej możliwości czytelniczych. Znów powróciłam do jednej z moich ulubionych Autorek, która tym razem prowadzi nas przez zawiłości ludzkich dróg pokazując w jakim stopniu niektóre decyzje naszych przodków wpływają na losy kolejnych pokoleń.
Miłość od zawsze była przedmiotem literackich rozważań, a w tym przypadku okazała się być choć niezłomną, to bardzo brzemienną w skutki. Więcej nie napiszę, powiem tylko tyle, że przeczytać warto.
Zaś za życzenia świąteczne serdecznie dziękuję Agatce https://aggajas.blogspot.com/
Miałam 7 lat gdy w prezencie od Rodziców dostałam " Dziadka do orzechów".
Moje Wnuki są jeszcze zbyt młode na tę lekturę, ale ona spokojnie na nich czeka, być może, że i ja po nią niebawem sięgnę.
W ten czas przechodzenia z jednego roku w drugi, życzę Wam spokoju i ufności wobec nadchodzących dni, mocnej wiary w siłę dobra i piękna, solidnego zdrowia, powrotu do normalności oraz umiejętności radowania się z codziennych, drobnych chwil szczęścia.
Warto pamiętać, że w dniu 1 stycznia Kościół obchodzi najstarsze Maryjne święto, Bożej Rodzicielki, która zostaje ukazana ludziom jako najdoskonalsze stworzenie, a zarazem jako pierwsza z tych, którzy skorzystali z darów Chrystusa.
W tym świątecznym nastroju pozostając, spoglądam z nadzieją w nadchodzące dni, czego i Wam jeszcze raz życzę...



sobota, 15 sierpnia 2020

Zdarzyło się w sierpniu...

Właściwie, każdy miesiąc przynosi jakieś wspomnienia, jedne mniej ważne, inne takie, że nie sposób o nich zapomnieć...
Połowa sierpnia to czas urodzin i imienin mojej Mamy, rocznica naszego ślubu, czas wykonywania wieńców dożynkowych, święcenia bukietów ziół i kwiatów, czas Matki Bożej Zielnej.
A w tym roku również setna rocznica Cudu nad Wisłą zaliczanego do najważniejszych  bitew decydujących o losach ludzkości.
Na ten czas namalowałam letni bukiet na licytację z myślą o Szymonie.
To właśnie jest taki sierpniowy obraz z wazonem wypełnionym kwiatami, ziołami, kłosami zbóż i letnimi jabłkami, które smakują w pełni owocowego sezonu.
Będzie zdobił dom p. Lidii, która w ten sposób wsparła chłopca w jego trudnej walce z chorobą.

Przy każdych porządkach, " wchodzi" w moje ręce suknia ślubna i zawsze ją odkładam na powrót, na półkę, razem ze wspomnieniami tych trudnych czasów stanu wojennego, gdy nam, Polakom przyszło się zmierzyć z brakiem wszystkiego.
Dziś panny młode mają dylemat, którą suknię wybrać bo wybór jest niesamowity, a ja, 38 lat temu, pragnęłam by kupić jakikolwiek biały materiał, z którego moja znajoma Krawcowa ( też Marysia) zamierzała uszyć moją suknię. Po miesiącach " polowań na dostawę towaru", nawet w pewexach, znajoma zdobyła żorżetę ( która kosztowała bardzo dużo w zestawieniu z tym, co prezentowała) w Zakopanem i tak oto powstała moja ślubna sukienka.
Na szczęście, krakowskie modystki miały w sprzedaży welony, piękne, długie, do samej ziemi.
Welon nie przetrwał, bowiem pożyczony pewnej "nadpobudliwej"pannie młodej uległ zniszczeniu w dniu jej ślubu.
Niecałe 40 lat w historii Polski, a jak zmieniło się nasze życie...
Właśnie z tej okazji otrzymałam wymarzoną vanilla fraise, która będzie pod moją szczególną opieką, bo też jest szczególnym darem.
Aktualnie nie tak łatwo znaleźć wolne miejsce w ogrodzie, mieczyki jakoś się przebiły, żeby zdążyć na czas imienin Mamy ( bardzo je lubiła).
Pełnia lata, pełnia barw, pełne ręce roboty, dlatego nie wyjeżdżam nigdzie:-)
W wieńcu z gwiazd najjaśniejszych
a może z naszych radości
z księżycem pod stopami
na których widać grudki polskiej ziemi
stąpa po naszych ogrodach
w poszukiwaniu ziół i kwiatów
co leczą nasze dusze i ciała
zjawia się o poranku i o zmierzchu
przychodzi na każde zawołanie
choć Wniebowzięta- nadal Zielna
pochyla się nad łzą i nad kroplą rosy
łączy niebo z ziemią
różańcem zwyczajnej codzienności...