niedziela, 22 marca 2026

W oczekiwaniu na nadejście Wielkiej Nocy...

Czarna Niedziela ( tak nazwana jest w tradycji niedziela Męki Pańskiej) pozostawia nam już tylko dwa tygodnie do świąt zwycięstwa życia nad śmiercią.
Ponieważ czas Wielkiego Postu jest mi szczególnie bliski i staram się go zawsze maksymalnie wykorzystać, maluję też przynajmniej jeden obraz związany z tym ważnym dla mnie czasem.
W tym roku namalowałam dwa ( jeden na konkurs więc nie mogę go zaprezentować), a drugi dla Was wszystkich, którzy lubicie moje obrazy.

Przychodzę pod krzyż
zasłonięty szczelnie przed moim wzrokiem
czarna niedziela uświadamia mi wiele...
On zostaje sam
dla mnie, dla ciebie, dla świata
abyśmy już nigdy nie byli sami...
Do kwietnej niedzieli ( palmowej) zostało nam kilka dni, ale bazie już są w pełnej gotowości. Przyroda budzi się do życia w szybkim tempie współgrając jednym brzmieniem z tym, co wydarzyło się ponad dwa tysiące lat temu.
W tej wiosennej scenerii, we współpracy z pełnymi pasji kobietami z Koła Gospodyń Wiejskich w Woli Żelichowskiej ( rodzinna miejscowość bohaterki z obozu w Oświęcimiu, Stefanii Łąckiej) udało nam się poprowadzić rozważania drogi krzyżowej w dwóch przepięknych świątyniach by w ten sposób łącząc wielkopostne modlitwy z ukazaniem wielkości zwyczajnego człowieka, promować postać Kobiety, która w najstraszniejszych warunkach obozowych potrafiła w heroiczny sposób ocalić człowieka i jego godność.
Poza tym ważnym aspektem, pragnę pokazać Wam dwa piękne kościoły, z którymi przez miejsce urodzenia związana jest Stefania Łącka.
To kościół w Gręboszowie, rodzinnej miejscowości mjra Henryka Sucharskiego:
oraz XVII-wieczna perełka architektury drewnianej przewieziona w częściach na chłopskich furmankach w 1938 roku z Pleśnej do Żelichowa i tu pięknie złożona.
Zainteresowanych poznaniem postaci Stefanii zapraszam na YT https://www.youtube.com/@S%C5%82.B.Stefania%C5%81%C4%85cka
oraz proszę o subskrybowanie i polubienia zawartych treści by dobro i pamięć o nim wędrowały w świat.
Wiosna to czas szczególny i sprzyjający podróżowaniu, więc, kto wie...
W oczekiwaniu na pełnię wielkanocnej radości, serdeczności posyłam wszystkim miłym Gościom...

czwartek, 12 marca 2026

Nie ma czasu na leniuchowanie.

 Tym razem na coroczną wystawę Twórców Powiśla Dąbrowskiego postanowiłam dać " deski".

Namalowałam ich sporo, bowiem ostatnio zafascynowało mnie malowanie farbami akrylowymi na surowej desce.
Zostało takich trochę z budowy więc mąż przygotował mi je do pracy, lekko tylko wygładzając powierzchnię bo ich urok ma polegać na "surowości".
Spośród tych, które przekazałam na wystawę ( w domu jest jeszcze kilka) prezentowałam na blogu jedynie Gromniczną, więc dziś czas na moje kolejne Madonny, których malowanie jest dla mnie wyjątkowym przeżyciem.
Poprzez swoje obrazy, tak jak potrafię, wyrażam swoją wiarę i silne do niej przywiązanie.
Jest to również mój sposób na modlitwę, praca nad obrazem często kieruje moje myśli w temat wdzięczności, prośby i wszystkiego, co wiąże się z moim codziennym życiem.
Zatem zapraszam do oglądania.

Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii, która z "desek" wywarła najmocniejsze wrażenie?
Na wystawie było sporo różnorodnych tematycznie prac wykonanych różnymi technikami.
Uroczystość była bardzo miła, więc pozwolę sobie wykorzystać dwa zdjęcia z zasobów Organizatora czyli Dąbrowskiego Domu Kultury, który tętni życiem zapewniając bardzo zróżnicowaną i bogatą ofertę , tak by każdy mógł wybrać to co go najbardziej interesuje.
Ponieważ " zostałam wywołana do odpowiedzi", miałam okazję dzięki sugestii Dyrektora DDK Pawła Chojnowskiego, w kilku zdaniach przybliżyć ( a może kogoś zainteresować ) sylwetkę bohaterskiej Rodaczki z Powiśla Dąbrowskiego, Stefanii Łąckiej, która swoim poświęceniem i heroiczną postawą ratującą życie współwięźniarek w mrokach obozu oświęcimskiego zasłużyła na wierną pamięć pokoleń.
Może kiedyś będziecie w Dąbrowie Tarnowskiej, w Żabnie, Gręboszowie, Zalipiu, Odporyszowie
(te miejscowości są położone blisko siebie) nie zapomnijcie odwiedzić każdej z nich, to urokliwie miejsca z bogatą przeszłością.
Serdecznie pozdrawiam i zapraszam na kolejne posty...

niedziela, 1 marca 2026

Opowieść o wiośnie na wsi.

 Skoro wiosna meteorologiczna nastała dziś, więc warto przywołać pamięć jak to niegdyś bywało.

Fiołki wonne jeszcze w tym roku się nie pokazały, ale mam takie fotografie, gdy kwitły już w lutym.
Zatem poczekajmy na fiołki, a tymczasem jesienne bratki wyrzucone na kompostownik postanowiły zawalczyć o drugie życie.
To się nazywa siła przetrwania, tyle dni pod śnieżną pokrywą nie dały za wygraną.

Ale obiecałam opowieść. Takie dni jak ostatnie, od zawsze budziły wieś do intensywnych prac. 
Wietrząc pościel przywołałam, a w zasadzie sam przypłynął, obraz z dawnych lat.
Po dotkliwej zimie, gospodarze ściągali z okien domostw dubeltowe kwatery okienne, a kobiety przystępowały do porządków. Zanim ruszyły prace polowe był czas na przedwielkanocne porządki.
Jedną z ważnych czynności była zmiana słomy w siennikach. Tak, tak, to nie jest błąd.
Drewniane łóżka miały ułożone na deskach sienniki uszyte z grubej tkaniny lnianej i wypełnione do maksimum słomą. To był najtańszy rodzaj wypełnienia. Tuż po jego zmianie poziom leżenia podnosił się znacznie w górę, by po jakimś czasie dopasować się do ciała właściciela łoża. 
Wypełnione sienniki pachniały świeżością bo przecież słoma zimowała w prawdziwej stodole, po której hulał wiatr, a mróz skutecznie niszczył wszelkie roztocza.
Gospodynie bieliły ( malowały) wnętrza izb oraz zewnętrzne ściany domów najprawdziwszym wapnem zabarwionym odrobiną ultamaryny. Nietynkowane drewno chciwie piło malarski specyfik przeganiając niechcianych "gości". Pachniało świeżością..
Kto miał podłogę z desek ten ją szorował, kto miał klepisko ten zacierał gliniane podłoże mokrą szmatą.  
Przez otwarte okna ( ściany lepiej schły) niezliczone rzesze ptaków wtórowały kobietom w pracy bacząc na koty chętne urządzić polowanie, gdyż gotowej karmy z puszek nikt im nie podsuwał pod nos.
Trwały wielkopostne porządki. Chlubą każdej szanującej się gospodyni była właśnie piękna pościel. 
Żadna tam kolorowa, z tworzyw sztucznych, ale biała, z naturalnych tkanin zakupionych niegdyś w sklepie bławatnym, często stanowiąca wianne wyposażenie gospodyni. Utrzymanie białej pościeli w nienagannej bieli wymagało gotowania jej w dużym garze na kuchennym piecu, żmudne, ręczne pranie na tarce i krochmalenie ( samodzielnie przygotowanym krochmalem) na sztywno.
Pękate poduchy i pierzyny z pierza, często wietrzone były chlubą każdej kobiety. Nikt nie cierpiał na alergię, a po ciężkiej pracy większość zasypiała " snem kamiennym".
Gdy kobiety były zajęte pracą w domu, mężczyźni przygotowywali inspekty by w nich zasiać rozsadę pomidorów, ogórków ( oczywiście z własnych nasion), uzupełniali rozbite szkła w przykryciach ( inspekty spełniany rolę szklarenek) bo zmienna marcowa pogoda wymagała osłaniania lub napowietrzania i nasłoneczniania siewek.
Kochałam ten pozimowy czas, choć rytm naszego domu wyglądał trochę inaczej niż w pozostałych domach.
Mama wracała późno z pracy w Wiejskim Domu Towarowym ( pieszo lub rowerem 5 km w jedną stronę), ale zawsze zdążyła na czas z wszelkimi pracami, oczywiście zarywając noce.
Dlatego przedwiośnie tak mocno kojarzy mi się z Tatą, bo on się zajmował dziećmi i  małym gospodarstwem.
Gdy ziemia dostatecznie rozmarzła całe rodziny wychodziły z motykami w pole by zacząć " ciupanie" w truskawkach.
Czynność nie należała do przyjemnych, ale do koniecznych. 
" Narowiste" po zimie konie musiały przywyknąć do obowiązków na równi z ludźmi. 

Tak oto wieś przygotowywała się do Wielkanocy mając na uwadze uczestnictwo w nabożeństwach pasyjnych.
Szczególnie w niedziele na Gorzkich Żalach kościół był wypełniony po brzegi, a mężczyźni z wielką mocą śpiewali " gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie..." zagłuszając delikatniejsze zawodzenie kobiet. Kobiety, ubrane stosownie, zakładały na głowę tybetki ( chustki w kwiecisty wzór) w kolorach ciemnych, czarnych, brązowych i bordowych, a żadna wobec powagi wielkiego postu nie założyłaby czerwonej tybetki ( jasne, mocne kolory były na inne, świąteczne okazje).
Wiejski, prosty świat z ubiegłego wieku zostawił jeszcze trochę śladów.
Nadal uczestniczymy z radością w Gorzkich Żalach ( dwie kobiety przychodzą jeszcze w tybetkach ( oczywiście ciemnych), sprzątamy po zimie, a w wiosce pojawiły się już bardzo nieliczne konne wozy ( " gumiaki").
Wyglądamy słonecznych promyków, pierwszych przebiśniegów i milkniemy na śpiew ptaków w poranku.
Ten sam Ukrzyżowany od kilku wieków oczekuje na człowieka w naszym wiejskim kościele...
A my z ufnością dziecka z tamtych lat czekamy na na święta, w których życie wygrywa ze śmiercią...