czwartek, 12 listopada 2020

Gościnnie- z przedstawicielem młodego pokolenia.


Niech żyje wolna, niepodległa najjaśniejsza Rzeczpospolita!

Polacy odzyskali niepodległość 102 lata temu. Wolność tak upragnioną, o którą walczono przez dziesięciolecia. Ostatecznie, dzięki Bożej Opatrzności, tytanicznej pracy i ogromnej determinacji, udało się odzyskać własne, utracone niegdyś Państwo. W tym miejscu warto również pamiętać o innych, którzy walnie przyczynili się do powstania Polski z bolesnego upadku. Takim architektem niepodległości mógł być mój albo Twój przodek. Należą im się wyrazy uznania. Scalenie Państwa po 123 latach nieobecności i ujednolicenie spraw społecznych, kulturowych, gospodarczych, formalnych stanowiło czyn niemalże niemożliwy do zrealizowania. Wszystko to w mocno zaznaczonej obecności biedy i braku podstawowych materiałów.

Historia Polski jest bardzo bogata i obfituje w wiele wydarzeń. Bardzo często były to chwile, które nasz Naród tragicznie doświadczały i których wolelibyśmy nie pamiętać. Takie momenty powinny nas nauczyć poszanowania bliźniego, naszych wartości, tradycji, wspólnych spraw i dóbr, słowem - całej Polski. Im dłużej cieszymy się naszą wolnością, tym bardziej mam wrażenie, że to, o co walczyli nasi przodkowie jest coraz bardziej zaniedbane. Przez ostatnie tygodnie starły się ze sobą interesy różnych grup społecznych. Pozornie błahe i oczywiste sprawy z niebywałą lekkością nas poróżniły i sprawiły, że skoczyliśmy sobie do gardeł. Wszystko w imię swojej racji i konieczności udowodnienia, że to inni się mylą. Wiele razy nam mówiono, że zgoda buduje a niezgoda rujnuje. I w ten sposób Polska dalej krwawi codziennymi sporami, a rany zdają się nigdy nie goić. Trudno stać z boku i patrzyć, jak ukochana Ojczyzna cierpi i otrzymuje kolejne ciosy.

Nasza Polska jest jak Matka. Zniesie każdą trudność, problem i zniewagę. Nigdy nie zostanie jednak całkowicie złamana i zniszczona. Powróci silna, zmotywowana i gotowa. Tak samo było z Polską.
W swojej historii przeszła o wiele więcej rozbiorów, niż te znane ze szkolnych podręczników. Zawsze jednak istniała na najtrwalszym ze znanych nośników – w sercach swoich Rodaków. Z takiej mapy nic nie można wymazać.

Wszystkim Czytelnikom życzę wytrwałości w codziennym budowaniu naszej Polski.
Obyśmy nigdy nie zapomnieli o naszej Matce, naszej Ojczyźnie.

                                                                                                                                                                 

Ja, Dumny Polak


Przez dwadzieścia lat pracy naszego Gimnazjum, każda rocznica Odzyskania Niepodległości była dla nas dniem przepełnionym dumą i radością. Szliśmy ze sztandarem szkoły na Mszę św. sprawowaną w intencji Ojczyzny by zaprezentować montaż słowno- muzyczny o naszej pięknej Ojczyźnie. Jednym z Uczniów na przestrzeni tych dwudziestu lat był mój młodszy Syn Kamil. I gdy wczoraj siedziałam zatopiona w rozmyślaniach na temat wielu zmian, które zaszły w ostatnim czasie, właśnie on, niepodziewanie nadesłał tekst z propozycją umieszczenia go na blogu. Byłam zaskoczona, a jednocześnie bardzo dumna, wszak Kamil jest reprezentantem młodego pokolenia wychowanego już w wolnych czasach i bombardowanego przez różnorodne treści. Zamieściłam tekst w oryginale i choć różni nas 27 lat życia, to cieszę się, że taki tekst powstał, bo sama jakoś nie byłam zdolna pisać w obecnej, smutnej rzeczywistości. Wyszperałam z moich zasobów zdjęcia pomnika ku czci bohaterów z lat 1914-18, 20, który fascynował mnie od wczesnego dzieciństwa, gdy mój Tato zabierał małą Basię do Otfinowa na grób swojego Ojca. Spoglądałam wówczas na żołnierza, oczyma wyobraźni widziałam jego waleczność i przepytywałam Tatę o okoliczności powstania pomnika. W tej miejscowości, w której wychował się i wzrastał również mój Mąż znajduje się cmentarz wojenny, jeden z wielu małopolskich miejsc pamięci. Zapraszam do obejrzenia tych moich, bliskich sercu miejsc.

Pozostając w jesiennej zadumie i trosce o tych, którzy aktualnie walczą z ogromnym wrogiem, podstępnym wirusem, życzę Wszystkim dużo zdrowia i umiejętności radowania się każdym dniem...
Na koniec posta " pamiątki" z I wojny światowej na naszym kościele w Oleśnie. Mieszkają tam już ponad sto lat.

sobota, 7 listopada 2020

W nastroju jesiennej zadumy...

Pewna energiczna, miła i uzdolniona Polka, która przed laty osiadła w Brukseli " czaruje codzienność" pisząc i wydając książki przepełnione życiową mądrością i doświadczeniem.
Aga, autorka bloga https://www.korzeniewska.com/blog
postanowiła tym razem zorganizować Zaduszki Poetyckie zapraszając do tego przedsięwzięcia tworzące poezję, kobiety.
Zostałam " powołana" i na " szybcika" musiałam coś wysłać, oto krótkie oderwanie od mojej zabieganej codzienności:-)

Cały filmik, który Aga przygotowała w mistrzowski sposób i do którego obejrzenia zapraszam, jest dostępny na: https://www.youtube.com/watch?v=2SbvRux0puE&feature=youtu.be&fbclid=IwAR2kbxNfdpglVchXE1ewGXnlhuSQhkShmpisvMjKV19CaYwchj1LsQrXCNM
Pozostając w jesiennej zadumie, pośród wielu obaw i trudnych spraw, cieszę oczy ostatnimi odsłonami pięknej jesieni...
Liście wybarwiają się na różne sposoby w zależności od miejsca, w jakim przyszło im zaistnieć, z ludźmi jest podobnie, czas i okoliczności budzą w nas różne emocje, przeżycia i postawy.
Nieustannie dobrego zdrowia wszystkim życzę, sił i wytrwałości...


sobota, 31 października 2020

Niech liść moje słowa uniesie...

Moja Babcia nazywała je kocim wrzaskiem, zrywała gałązeczki, do worka wkładała grabki i łopatkę i szła pieszo na cmentarz porządkować ziemne groby Bliskich. Wyczyszczony z traw nagrobek, wysypywała piaskiem, a po obrzeżach wbijała gałązeczki owego kwiecia, zaś na środku czyniła z nich krzyżyk. Potem zapalała malutkie świeczki, okrągłe, metalowe pudełeczka, które rzecz jasna, szybko się spalały. To były jedyne ozdoby nagrobne, ale Babcia zanosiła całe naręcza modlitw za dusze bliskich Zmarłych dając nam lekcję na przyszłe lata.
Patrzyłam z podziwem na efekty pracy Babci, którą niezmiernie kochałam i ten obraz oraz przywiązanie do parafialnego cmentarza pozostały we mnie na zawsze.
Moja Babcia i nie tylko Ona, zapewne łamie głowę na tamtym świecie nad absurdami ludzi z tego świata...Nie mam ochoty na kolejne wysuwanie " dowodów za i przeciw", bo nie temu służy mój blog, a innych miejsc poruszających złożoną tematykę jest w sieci mnóstwo, więc opowiem dziś o innych sprawach.

Podczas moich spacerów z domowymi Wnukami, nasz trakt ( droga publiczna) wiedzie przez piękny lasek liściasty, który niegdyś był własnością Józka, tego " od sadu". Las mieni się w październiku wszystkimi kolorami jesiennej palety, więc tak samo jak wiodłam tam Konradka, tak wiodę teraz Kubusia by zaszczepić w nich umiłowanie piękna najprostszego. Każdej jesieni spotykałam tam p. Gienka podczas grzybobrania. Gieniu był miłośnikiem i znawcą grzybów i często odwiedzał " Józków las", za zgodą nowej właścicielki, która nie życzy sobie obcej stopy na terenie jej leśnej posiadłości. W woreczku zawsze pyszniły się grzyby, a ja ucinałam sobie chwilę rozmowy z P. Gieniem, wszak pochodził z wioski, w której uczyłam przez 15 lat czując się tam jak w jednej, wielkiej rodzinie. Niedawno, znajoma powiedziała mi, że Gieniu zmarł nagle na początku pandemii, wcale nie z jej powodu, ale przez całe zawirowanie, jego pogrzeb przeszedł niepostrzeżenie. Pomna zakazu wstępu do prywatnego lasu, zauważyłam ten oto okaz podgrzybka tuż przy drodze. Posłużył mi jako lekcja poglądowa dla Kubusia, jako odrobinka smaku dla jednego z domowników, a nade wszystko, jako pretekst do modlitwy za Gienia i napisania o nim wspomnienia. Był jednym z tych ludzi, którzy mają mądrość ludową, silną wolę i zwyczajną ludzką życzliwość. Zaczekam, aż będzie można wejść na cmentarze, by zapalić światełko, bo modlitwy, na szczęście, nikt mi nie zakaże. A gdyby wprowadzono zakaz wejścia do lasu ( był już taki), mam do dyspozycji przydomowy lasek.

Zdążyłam ( przewidując nieobliczalność niektórych decyzji) przystroić groby Bliskich wcześniej, zapalić światła i przejść w zadumie cały nasz parafialny cmentarz z wdzięczną pamięcią wspominając całe rzesze Znajomych. Nigdy nie mijam obojętnie starych nagrobków i każdego roku zamieszczam na swoim blogu, kolejne z nich...

Smutno mi, że w tych szczególnych dniach nie mogę stanąć przy grobach Bliskich, ale nic nie zmienię swoim smutkiem.
Myślę, że przyroda, jedyna towarzyszka w tych dniach, będzie zanosić nasze tęsknoty do nieba.
A to właśnie " Józków sad" w oddali, w jesiennej szacie, bo i on jest zawsze na trasie naszych spacerów.
Wraz z cicho szeptanymi modlitwami, wspomnieniami, podziękowaniami, nasze słowa ulatują do nieba z liśćmi, które zamiast spadać, kołysane wiatrem, szybują wysoko...

sobota, 24 października 2020

Rwa kulszowa o poranku czyli co można zdziałać siłą woli.

Pewnego poranka, kilka dni temu, obudziłam się z nieziemskim bólem, którego przyczyną wedle mojej wiedzy, była rwa kulszowa.
W tajniki tej dolegliwości zagłębiać się nie będę, ale mogę zaręczyć, że potrafi wprowadzić niemałe zamieszanie wziąwszy pod uwagę, że zakres moich codziennych obowiązków jest bardzo szeroki. Ów poranek był piękny, niebo na wschodzie płonęło ( jest to czas przed godziną 7gdy mój pięcioletni Wnuk wsiada do szkolnego autobusu udając się do przedszkola), a mgła nad Żabnicą przybrała czerwoną barwę w promieniach budzącego się słońca. Łatwo zrozumieć moje pragnienie uwiecznienia tego niecodziennego widoku. Niestety, z balkonu jest to niemożliwe bo sieć elektryczna bardzo psuje widoki. Zatem wybrałam się na wał rzeki zabrawszy ze sobą komórkę i oczywiście rwę! Na ten widok kuśtykającej po rosie ( na szczęście w butach) matki, syn postanowił uwiecznić ten desperacki akt pogoni za ulotnością poranka.

Jak to zrobiłam? Otóż siłą woli i wyjaśniam, co z tą siłą:-) Mój dobry znajomy, będąc przed laty na zarobku w Austrii, był zmuszony podawać wiadra z zaprawą budowlaną na dużą wysokość. Całe życie był chudziną, ale jak mówi, postanowił pokonać własną słabość siłą woli i udało mu się. Ponoć wiadra fruwały jakby były wypełnione puchem:-)
To tyle w temacie silnej woli, ciekawa jestem, co o niej myślicie?
Ja zdjęcia zrobiłam i jakoś się wdrapałam po schodach do domu, a owa rwa tak mnie polubiła, że nadal mnie nie chce opuścić. W obecnej sytuacji gdzie praktyczne leczenie nie istnieje, nie mam wyjścia i muszę się z nią " koleżankować".

Widzicie ten czerwony obłoczek? Warto było biegnąć...znaczy kuśtykać:-)
Nasze przymiotno jeszcze się piękni.
A dmuchawce wbrew ulotności mocno stąpają po ziemi ( pewnie za sprawą silnej woli).
A to już kadry z podwórka, czyli trzmielina oskrzydlona, hortensje, georginia i róża.
Na dużej pilśniowej płycie, która z ramką zachowała się w składzie rzeczy " niepotrzebnych", namalowałam kapliczkę szafkową, których kiedyś było wiele na starych pniach drzew, a niebawem, widok taki będzie rzadkością.
Przypomina mi ona dwukrotne, cudowne ocalenie oraz atmosferę dawnych, jakże innych czasów.
Wszystkim życzę tej " siły woli", która pozwoli nam przetrwać trudne czasy.
I zdrowia życzę...wszystkim, bo przecież każdy ma kogoś, kogo kocha...

środa, 14 października 2020

Białe i różowe róże jesienią.

W tytule posta są róże, a tymczasem ja zaczynam od hortensji w tych kolorach.
Złotej jesieni jeszcze nie ma, są zwiastuny, ale pogoda wpadła w ten zły wariant, który każe nam siedzieć w domu. Bywały lata, gdy połowa października wiodła nas w Bieszczady mieniące się całą paletą barw. Zerkam na zdjęcia tych słonecznych październików z nadzieją, że może jeszcze zobaczę te barwy, że może nikt nie uwięzi mnie w domu na ten czas...zbyt wiele tych może...

Na wszelki wypadek, szukam jesieni na własnym podwórku...
Kolejny raz polecam książki J. Jax, które są potrafią odciągnąć czytelnika od wielu innych prac:-)
Białe róże pojawiły się w życiu Lenki, ubogiej kwiaciarki, która wzbudziła miłość dwóch mężczyzn stojących na przeciwległych krańcach rewolucyjnej barykady. Więcej nie napiszę...
Natomiast ja zostałam obdarowana dwoma bukietami od młodych osób ( obie mogłyby być moimi córkami). W tym bukiecie pojawiły się różowe róże, a drugi bukiet jest jesienną wiązanką.
Oba bukiety pojawiły się nieoczekiwanie i sprawiły mi wiele radości.

Mimo, że dziś 14 października i wracam myślami do 35 lat mojej nauczycielskiej pracy i pasji, tematem najważniejszym jest różaniec.
To właśnie ten jesienny miesiąc przypomina w sposób szczególny o roli różańca w naszym życiu.
W moim życiu towarzyszy mi nieustannie każdego dnia, bo właśnie " jak paciorki różańca przesuwają się chwile, nasze smutki, radości i blaski..."
O sprawach, które są nam bliskie, które kochamy, piszemy i mówimy z radością.
Różaniec widywałam często w rękach mojej Mamy, Teściowej, Babci, w rękach ciotki Staszki, która mawiała, że tylko on trzyma ją przy życiu i w dłoniach wielu innych znanych mi osób.
Od wieków trwa zwyczaj wkładania Zmarłemu do rąk różańca, który towarzyszył mu za życia.
Pamiętam dzień pogrzebu p. Bronka, który zabrał ze sobą bardzo zniszczony, wielokrotnie reperowany różaniec będący dowodem na to, iż nie leżał bezczynnie w szafce.
Pięknie wykonane różańce otrzymałam od naszych blogerek, Małgosi i Janeczki, są one dla mnie bardzo ważnymi podarunkami.
Na jednym z moich obrazów nałożyłam na Ręce Maryi różaniec, wszak to Ona nas uczy prawdziwej modlitwy.

Tym ciepłym, październikowym akcentem, z serca wysłanym, pozdrawiam Was serdecznie.