sobota, 11 czerwca 2016

Spełniły się różane marzenia.

Rosły przy ulicy Reymonta w Krakowie.
Każdego roku okrywały się herbacianym kwieciem w czasie moich wytężonych zmagań z wiedzą geodezyjną na krakowskiej AGH. Czerwiec był czasem kolokwiów, egzaminów, a na naszej uczelni nie brakowało  bardzo ambitnych wykładowców.
Zasiadałam więc na uboczu, obłożona stertami skryptów i przyswajając ogrom wiadomości, od czasu do czasu chłonęłam piękno różanych krzewów róż krzewiastych- olbrzymich, starych, okrytych setkami kwiatów w herbacianym kolorze.
Mój narzeczony ( obecny Mąż), też obłożony podobną ilością AGH-owskich skryptów, nie podejrzewał pewnie, że za x lat będzie pielęgnował w swoim ogrodzie równie piękne róże.
Marzenia się spełniają i od lat, w czerwcu cieszymy nasze oczy niezliczoną ilością kwiecia.
Niektóre z odmian kwitną nieprzerwanie aż do pierwszych przymrozków, inne zakwitają z ogromną siłą w czerwcu, a w sierpniu powtarzają kwitnienie.
Są niezwykłe, każda ma inny kształt kwiatu i inny zapach.
Mam setki ich fotografii, bo każdego dnia wydają mi się jeszcze piękniejsze- królewskie róże...
A teraz mała statystyka:
róż piennych czyli na pieńku:-) mamy 13, róż pnących 4, róż krzewiastych 10, róż rabatowych 8.
Wszystkie one "pięknią" się wzdłuż ogrodzenia, więc w czerwcu o tej porze można spacerować godzinami. I wszystkie są tak wspaniałe dzięki opiece ich Ogrodnika czyli mojego Męża:-)
Róża to symbol miłości, więc niech krótki wiersz, który zamieszczam poniżej,będzie dopełnieniem jej przesłania...
Pytanie
Co zrobić
z pierwszym promykiem słońca
o wczesnym poranku
jak go zatrzymać w sobie
jak się nim podzielić
do jakiej koperty schować
jaką pocztą wysłać
by trafił do celu?
Pomyślę z miłością
niech ona będzie
kopertą, pocztą, drogą
do tych
których kocham …

Namalowałam dziesiątki " różanych " obrazów. Ale dziś prezentuję ich naturalne piękno.

Wszystkim, którzy dotrwali do końca różanego posta, życzę wszelkiego piękna na nadchodzący czas.

wtorek, 7 czerwca 2016

Facecji nie piszę ale facelie podziwiam:-)

 
Facelia błękitna  zwana wiązanką wrotyczową to jedna z najlepszych roślin miododajnych.
Uprawiana jest też jako roślina paszowa, a nawet jako ozdobna.W mojej wiosce pojawiła się pierwszy raz i natychmiast mnie oczarowała. Weszłam więc w takie pole nie bacząc na stada pszczół i na krótkotrwałe, na szczęście, uczulenie na nogach od jej szorstkich, włochatych łodyg i liści. 
Faceliowy miód jest pyszny, zaś facecje to krótkie opowiadania, w formie pisanej lub ustnej, o żartobliwej treści, zakończone dowcipną pointą.
Łubin żółty należy do roślin uprawianych głównie na nasiona, na zieloną masę, jako zielony nawóz na przyoranie oraz na paszę dla zwierząt. 
I właśnie taki łubin sąsiaduje z facelią tworząc malownicze widoki. 
                                                                                                                                          
Całe rzesze pisarzy, poetów i malarzy na przestrzeni wieków zachwycały się pięknem polskiej wsi.
Mam te widoki " pod ręką" i nigdy mi się nie znudzą.
Świadoma tego, że nie wszyscy z Was mogą sobie tak wyjść w pole o każdej porze dnia i roku, dedykuję Wam te zdjęcia zwyczajnym telefonem poczynione podczas takich codziennych zachwytów.
Chciałabym te wszystkie widoki namalować, ale mój czas nie pozwala na wiele rzeczy.
Darujcie mi też przerwy w komentowaniu Waszych postów, bo wiele razy tak się zdarza, że przeczytam, a na słowo pisane już nie wystarczy czasu. Dla Was wszystkich, oprócz fotografii łąk i pól, zamieszczam ten wiersz z serii" zakochani w polskim pejzażu".
Jasność dnia

Taki dzień napełnia moje serce jednością
jakby jeden promień upalnego lata
zatrzymał się na zawsze
na moich powiekach
przynosi mi ciepło
przed którym nie muszę się wstydzić
i radość równą
dziecięcym okrzykiem rozbrzmiewającym
na letniej łące
wszystko za sprawą jednego oczekiwania
które ważniejsze jest
od wszystkich wydarzeń świata
ten promyk słońca
spadający z błękitów
odbije się wnet barwą
czerwonych liści jesieni
i blaskiem ognia w zimowym kominku
by w nadzwyczajnych oczekiwaniach
spadać na szczęśliwe powieki
zamknięte muśnięciem
bezpiecznego szczęścia.

W jaśminowych klimatach pozostając życzę Wszystkim by umieli radować swoje serca najzwyczajniejszym pięknem.

czwartek, 2 czerwca 2016

Mimo ulewnego deszczu były wianki i cukierki.

W ostatnich upalnych dniach rozkwitły polne kwiaty. Małe dziewczynki zrywały ich pełne kosze by wystarczyło na każdy dzień oktawy Bożego Ciała.
Nie zawiodły też piwonie i róże...
Zaplanowałam więc, że na zakończenie oktawy, wykonam jak co roku, zgodnie z tradycją kobiet mojej rodziny, wianek złożony z wielu dorodnych ziół.
Ostatniego dnia oktawy, w czwartek, święci się wianki sporządzone z pierwszych kwiatów i ziół leczniczych. 
Są one symbolem ludzkiej pracy, a jednocześnie utożsamiają dar Boży służący ludziom i wszelkim stworzeniom. 
Podczas święcenia ziół wznoszone są modlitwy o opiekę nad polami i o dobre zbiory.
Jest to również dzień błogosławienia dzieci.
Tymczasem czwartek przywitał naszą okolicę ulewnym deszczem.
Zioła zginęły w strugach wody, ale jak zwyczaj każe, ratowałam sprawę tym, co urosło w pobliżu domu, a więc dzika pietruszka, mięta, rumianek, lawenda, bławatek, oregano, żylistek, goździki i piwonia.
Mimo deszczu powstał wianek, który poświęciłam, a dla dzieci uczestniczących w procesjach były ( również zgodnie z tradycją) doskonałe cukierki w ogromnych ilościach.
Mój Wnuk Konradek, wystrojony w komeżkę i kapturek, pierwszy raz w życiu przeżywał to piękne święto, choć pod koniec nabożeństwa okazywał wyraźne znudzenie.
Mimo tego, cukierki przygarnął:-)
To piękny dzień, a Dzieciaki podczas tego święta rządzą kościołem i cieszą się słodkościami.
Odkąd sięgam pamięcią, cukierki w tym dniu ( na zakończenie oktawy) smakują najlepiej.
Szmer powiewu

Łagodny szmer powiewu
zanosi rzeczywistość
do wnętrza serca,
tak cicho i spokojnie
że chce się pochylić głowę
Nieskończony
dotyka naszych myśli
wnika w nasze pragnienia
otwiera zaciśnięte pięści.
Mów Boże
bo na skalistej drodze
pragnę Twoich słów …

czwartek, 26 maja 2016

Moje dzieciństwo było szczęśliwe-wspomnienia w Dzień Bożego Ciała.

Kiedyś, kiedyś, przed laty miałam taki piękny krakowski strój. Bogato haftowany gorset, przyozdobiony kolorowymi wstążkami współgrał z kwiecistą spódniczką z prawdziwego tybetu. Dodatkową ozdobę stanowiły korale i misternie zdobiony fartuszek oraz wianek z polnych kwiatów. Gorsety nawet miałam dwa. Cieszyły mnie te stroje, a kiedy wyrosłam z wieku " sypania kwiatków", moja Mama podarowała strój jakiejś młodszej dziewczynce i niestety nie mam dziś tej cennej pamiątki.
Moja Mama zadbała o to bym mogła, zgodnie z tradycją, czynnie uczestniczyć w oktawie Bożego Ciała, a były to chwile niezapomniane.
Do tego, odległego o 5 kilometrów kościoła parafialnego, Mama zawoziła mnie na bagażniku swojej wysłużonej" damki".
Bywało, że i deszcz i burza dopadły nas w drodze, ale udział w procesji był oczywistym wynagrodzeniem trudów.
W tym roku  Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej splata się z Dniem Matki, który to dzień po raz pierwszy obchodzono w Polsce w 1914 r. w Krakowie. 
Nie pamiętam podobnej sytuacji nawet w odległych czasach, ale wiem, że jest to dzień, w którym  matki będą mogły dziękować za dar macierzyństwa poprzez uczestnictwo ich dzieci w procesjach Bożego Ciała.
Papież Urban IV, 11 sierpnia 1264 r., bullą „Transiturus” polecił obchodzić święto Bożego Ciała w całym Kościele. Do podjęcia tej decyzji przyczyniła się wieść o cudzie, jaki zdarzył się w roku 1262 w miejscowości Bolsena, położonej 100 km na północ od Rzymu, w sanktuarium św. Krystyny, kiedy przez nieostrożność kapłana kilkanaście konsekrowanych kropli wylało się na korporał i zamieniło w krew, która pozostawiła na nim ślady.
W 1264 r. przeniesiono skrwawiony korporał w uroczystej procesji z sanktuarium w Bolsenie do kaplicy w katedrze w odległym o 20 km mieście Orvieto (w tym okresie rezydował tam przez kilka lat papież).
Korporał można dziś oglądać w relikwiarzu w kaplicy katedry w Orvieto.
W uroczystość Bożego Ciała ulicami tego miasteczka przechodzi procesja, w której bierze udział kilkuset mieszkańców w strojach z XIII wieku, co stanowi również niezwykłą atrakcję turystyczną.
W Polsce pierwsza z procesji Bożego Ciała przeszła ulicami Krakowa w roku 1320 i prawdopodobnie w tym samym roku lub niedługo potem podobne procesje urządzono w Gnieźnie, Poznaniu, Wrocławiu, Płocku.
Wspominam różne procesje z różnych lat i ludzi, którzy szli obok mnie polecając Bogu swoje sprawy.
Dziś nie ma Mamy, a pozostały kwitnące irysy, które posadziła przed laty, nie ma Taty, a obok starego domu rośnie bez, który kochał, nie ma Babci Józi, której wianki plecione z dzikiej pietruszki nie miały równych sobie, nie ma szkolnego kolegi- Leszka z pogmatwanym życiorysem przemierzającego na wózku inwalidzkim długą procesyjną drogę w spiekocie dnia, w której utrudzony szukał oczyszczenia...
Pozostały kwiaty, których płatki przed laty lądowały w moim wiklinowym koszyczku, tworzące potem barwny kobierzec przed Panem, który" zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się dzieciom Jego powodzi".
Kwiatów w ogródkach było mniej niż dziś, ale była róża pachnąca i piwonia, i akacja, i wsi polskiej wierny " guldyn" czyli kalina.
A wraz z nimi wierna wiara i wynikająca z niej prawdziwa radość.
Skoro pozostały i róża, i guldyn, i akacja, to i wiara najprawdziwsza ostać się musiała...
Taka sama jak kiedyś, choć bardziej dojrzała...
DAR MATKI
Nie szukam
dociekliwie ziaren mojej wiary
nie zakładam szkiełka na oko
nie wertuję opasłych ksiąg
nie wołam natrętnie – dlaczego
słońce złoci pszenicę za lasem
dziecko krzykiem zwiastuje rozbite kolano
jaskółki układają pięciolinię marzeń
zamykam oczy
jest
zawsze była
moja wiara prostej wieśniaczki
zapisana w darze matki
jak serce
które jest zawsze.

Jeśli o darach mowa, to na ten piękny dzień przybyła do mnie przesyłka,która niezwykle uradowała moje serce.
Małgosia z bloga https://papierowy-jarmark.blogspot.com  zupełnie bezinteresownie, z dobrego serca, przysłała mi niezwykłej urody album, jakby wyczuła, że uwielbiam ręcznie tworzone albumy i notatniki. Warto zawitać do Małgosi, bo tworzy rzeczy piękne, niepowtarzalne, w dobrym guście i jest przemiłą Osobą.
Zapewne wnikliwie spojrzała na mojego bloga, skoro wie, że wysoko cenię sobie tradycję, kocham wieś, jej ludowość, kwiaty i pejzaże.
W tym urodziwym albumie znalazły miejsce tematy malarskie, jest też miejsce na zapisanie ważnych myśli i marzeń...
Mam już pomysł na jego godne wykorzystanie, ale pomysł niech pozostanie do pewnego czasu tajemnicą. Podzielę się nim tylko z Małgosią, bo swoją wspaniałą pracą i szczodrością zasłużyła na największe zaufanie.
Dziękuję Ci Małgosiu za Twój piękny gest.
Pamiętaj, że sprawiłaś mi ogrom radości, właśnie wtedy, kiedy bardzo jej potrzebowałam.
Radość jest jak kwiaty tej trzykrotki wirginijskiej, które rozwijają się zawsze w porę.
I takiej radości Wam życzę.