Strony

sobota, 21 lutego 2026

Posłuchajcie proszę kilku słów seniorki.

Rozpoczął się mój ulubiony czas Wielkiego Postu, chcę czerpać z jego dobrodziejstw pełnymi garściami, ale moje dzisiejsze refleksje nie są przeznaczone tylko dla osób wierzących. Bowiem to, o czym będę dziś pisać ma wymiar uniwersalny, zatem skierowane jest do każdego człowieka bez względu na jego światopogląd.
Jednym z filarów Wielkiego Postu jest jałmużna.
Ludzie najczęściej kojarzą ją z ofiarowaniem jakiegoś datku na rzecz potrzebujących. I owszem, jest to jedna z jej form.
Ale podobne czynności są wykonywane przez organizacje charytatywne, dobroczynne i nie noszą znamion jałmużny. 
Tymczasem bywają inne formy pomocy często jeszcze bardziej potrzebne współczesnemu człowiekowi niż wsparcie materialne.
Nie trzeba mieć zasobnego konta czy portfela żeby zadzwonić do samotnej osoby, usłużyć jej pomocą
w wykonaniu zakupów, umówić wizytę lekarską, podwieźć do kościoła, wysłać karteczkę z życzeniami, może napisać list, taki jak dawniej, do osoby, która nie posługuje się nowoczesnymi środkami komunikowania, zrozumieć dziecko w jego stresach i codziennych zmaganiach z rzeczywistością, uśmiechnąć się do kasjerki i życzyć jej dobrego dnia, podziękować za drobiazg, przeprosić za " humory"...
Tych czynności można wymienić nieskończenie wiele.
Papież Leon XIV w swoim przesłaniu wielkopostnym zaapelował o złagodzenie naszych języków i obyczajów, o powściągliwość w rzucaniu oskarżeń i stosowanie słownej agresji, która we współczesnym świecie zdaje się nie mieć żadnych ograniczeń.

Jest tak dużo możliwości... a św. Augustyn dodaje jeszcze tę najtrudniejszą...przebaczenie.
„Nie tylko ten, kto daje łaknącemu pokarm, pragnącemu napój, nagiemu odzienie, podróżnemu gościnę, jeńcowi wykupienie, słabemu wspomożenie, smutnemu pocieszenie, błądzącemu drogę, wątpiącemu radę i potrzebującemu, co jest mu konieczne, lecz także kto daje przebaczenie grzeszącemu – jałmużnę daje […] ponieważ miłosierdzie wyświadcza”.

Sięgając do bogactwa nauczania św. Jana Pawła II warto zacytować tę myśl:

„Jałmużna jest środkiem nadania konkretnego wyrazu miłości przez dzielenie się swoimi dobrami z tymi, którzy ponoszą skutki ubóstwa”

Żeby jałmużna nie zatraciła swojego wymiaru powinna być udzielana dyskretnie, bez rozgłosu, chęci uzyskanie reklamy, czy pochwały, jak to niestety często bywa w działaniach niektórych środowisk.
Warto dodać, że duchową formą jałmużny jest każde zainteresowanie się różnymi potrzebami człowieka i zorganizowanie skutecznej pomocy: może to być dobra rada, pomoc w załatwianiu urzędowych spraw ( zwłaszcza w dobie cyfryzacji i automatyzacji), polecenie dobrej książki, wsparcie psychologiczne, pomoc w rozwiązaniu problemów.
Jest zatem pełno możliwości i jałmużna niech się nie kojarzy z czymś przykrym czy poniżającym bo tak naprawdę to są zawsze wyjątkowo piękne gesty. Oto kilka zdań wynikających z moich rozmyślań...

JAŁMUŻNA

Nie wstydź się słowa jałmużna
to nie jest litość
to filar który podtrzymuje dobroć
ciche słowa
delikatne gesty
codzienna bliskość w potrzebie
uśmiech serdeczny
staroświecki list
obudzony telefon
życzliwość większa od pyłku istnienia
tysiące drobnych spraw
które nie potrzebują zasobnego portfela
więc nie wstydź się słowa jałmużna
bo to różne odcienie miłosierdzia...

I tu przechodzę do podziękowań wszystkim, którzy różnymi drogami przesłali mi życzenia dobrych dni na senioralny żywot. 
A radością z otrzymanych przesyłek dzielę się z Wami, bo dobre czyny warto pokazać światu i nieustannie za nie dziękować. 
Dziękuję Ismenie https://szimena.blogspot.com/
Małgosi https://papierowy-jarmark.blogspot.com/
Elżbietce https://elizaart-handmade.blogspot.com/
I przesyłam najcieplejsze myśli z Popielcowego wędrowania u bł. Karoliny...
I z mojej wioski niech płyną słowa pokornej nadziei...
... i radości  OCZEKIWANIA...

niedziela, 15 lutego 2026

Szmat czasu i jest za co dziękować...

W towarzystwie starych przedmiotów bardzo dobrze się czuję. 
Mam do tego pełne prawo skoro nawet fundusz zdrowia uznał, że jako seniorce od dziś należą mi się niektóre darmowe lekarstwa.
Wolałabym żeby seniorzy dostawali inne rzeczy darmowo, ale w tym względzie nie mam możliwości sprawczych;-)
Wyciągnęłam więc resztki mojego imieninowego serwisu ( może pamiętacie, bo kiedyś opisywałam okoliczności jego otrzymania
w wieku kilku lat), z którego ostały się dwa talerzyki i filiżanka.
Z tego co pamiętam ( przez przysłowiową mgłę) było sześć talerzy, a na każdym mała Basia wykonywała inną pracę.
Z tych ocalonych części widać jak Basia prasuje, wiesza pranie i karmi kury. Ciekawa jestem co Basia robiła na tych zbitych talerzach?
Pewnie sprzątała, pewnie prała, bo nie sądzę żeby uczyła dzieci, albo malowała obrazy:-)

Do tej sędziwej zastawy Basia seniorka upiekła ciasto owiane wspomnieniami.
Otóż w czasach małej Basi w sklepie spożywczym można było kupić ciasteczka na wagę, tzw. krajankę, były tam kolorowe babeczki, ciasteczka sklejane marmoladą, kruche posypane makiem, były z czekoladową krateczką, ale najlepsze były właśnie takie jak na moim zdjęciu, kruche łączone marmoladą i polane polewą czekoladową. 
Odtworzyłam ich widok i smak, a upiekłszy trzy kruche blaty przełożyłam je gorącą marmoladą jabłkowo- brzoskwiniową i oczywiście wykończyłam polewą. 
Na talerzyku Basia spala kalorie przy prasowaniu, a ja wezmę się za sprzątanie podjadając nieustannie kolejne kawałki wspomnień...
Wiecie, że urodzin nie celebruję, ale za wszystkie życzenia jakie w tym dniu spływają jestem wdzięczna.
Żadna w tym moja zasługa, że przyszłam na świat, to mojej Mamie należą się słowa podziękowania, że mnie nosiła pod sercem,
a potem w bólach wydała na świat w pamiętną środę popielcową.
Może dlatego tak bardzo kocham Wielki Post i wszystkie nabożeństwa, które nadają mu wyjątkowy charakter.
W najbliższą środę pochylę głowę w pokorze i ze świadomością, że jestem na tym świecie tylko na chwilę, również z wdzięcznością za wszystkie minione środy popielcowe, a było ich tak wiele...
65 lat życia, z całym jego doświadczeniem, bagażem to wielki dar indywidualny. Nikt nie otrzymał identycznego jak mój, każdy otrzymał inny, własny i nasz rozum nie jest w stanie pojąć dlaczego pewne sprawy układają się tak, a nie inaczej...
W lutowej rzeczywistości chwytam obrazy i w najzwyklejszych próbuję odnaleźć niezwykłość.

Z tego podpatrywania ptaków powstała kolejna akwarelka
Obiecana, z okazji urodzin bloga, makowa akwarela poleciała do Iwonki, a ponieważ chęć posiadania takowej wyraziła też Ismena, więc powstała druga makowa, właśnie taka:
Malarstwo akwarelowe jest również fascynujące.
Dostałam kiedyś Boże Krówki, wyjątkowo smaczne, dawno je zjadłam ale zachowałam papierki, bo na każdym jest jakaś myśl.
Dziś losowo wybrałam myśl, bardzo pasuje do rozpoczynającego się wielkiego postu
"Daj Boże, abym mógł umierać z rękami zniszczonymi przez miłosierdzie"- św. Kamil de Lellis.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich odwiedzających mojego nastoletniego bloga:-)

sobota, 7 lutego 2026

Pierwszy dzień przedwiośnia?

Nikt mi nie zabroni wierzyć, że to już przedwiośnie:-)
Rozsądek mówi coś innego, ale czy zawsze musimy ulegać rozsądkowi?
Przynajmniej w tej kwestii pozwolę sobie na szaleństwo:-)
Po pierwsze zdjęcia z dnia wczorajszego:

Po drugie moja akwarelka:

Po trzecie:
Jeden z mieszkańców mojej wioski już mocował daszek do huśtawki podwórkowej:-)
Po czwarte:
Pojawiły się bazie:
Po piąte:
Kocham przedwiośnie, więc je nieustannie przywołuję.
Dzisiejsza mglista pogoda trochę ostudziła moje zachwyty, więc sięgam po książkę, póki ogród śpi.
Od kilku lat rejestruję przeczytane książki, łatwo mi pewne rzeczy sprawdzić i dziś doliczyłam się, że w 2025 roku przeczytałam 60 książek, co jest dobrym wynikiem biorąc pod uwagę moje rozliczne zajęcia i pasje.
Bardzo często bywały to sagi, bo w nich interesuje mnie podłoże historyczno- obyczajowe, nawet jedenaście tomów " Kochanków burzy" Elżbiety Erban mnie nie odstraszyło. 
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam " Zakryte lustra" Ewy Cielesz, " Sagę Warszawską " Katarzyny Maludy, zachwyciłam się książkami Andrzeja Paczkowskiego i oczywiście Valerie Perrin.
Było też wiele innych, świetnych w mojej ocenie. Może dwie z sześćdziesięciu były nietrafione, ale reszta to prawdziwa całoroczna przyjemność. 
Ferie na półmetku, w planie mamy parę prac plastycznych, konkursowych, najtrudniej jest zawsze z pomysłem, bo wykonanie to już sprawa prosta.
No to jeszcze jedna akwarelka i niech ten lutowy post będzie krótki, bo mam dziesiątki planów i pomysłów, więc biegnę je realizować, do napisania zatem...