Strony

środa, 30 grudnia 2020

W kolędowym klimacie na koniec odchodzącego roku.

Datę 31 grudnia zawsze uważałam za symboliczną, wiadomo, kiedyś musi kończyć się rok miniony, a zaczynać następny.
Może właśnie dlatego nigdy nie robiłam podsumowań starego, nie planowałam nowych postanowień.
Jedyną powtarzaną w tym dniu  przez wszystkie lata, czynnością, jest uczestnictwo w uroczystej Mszy św. będącej podziękowaniem za wszystko, co mnie w odchodzącym roku spotkało. Tak będzie dokąd zdrowie pozwoli, by pójść do kościoła, a potem zostanie możliwość wykorzystania internetowego przekazu, co dla wielu osób w dzisiejszych czasach jest wielką pomocą.
Ten czas jest okazją do śpiewania kolęd, których jest całe mnóstwo, a które w naszym ojczystym, tradycyjnym wydaniu brzmią wyjątkowo.
Pośród starych kartek z życzeniami, odnalazłam tę, przysłaną w 1965 r. z dalekiej " Ameryki", jak się u nas mawiało, przez rodzinę, która z naszej wioski wyemigrowała " za chlebem".
Karteczka jest u nas od 55 lat i stanowi przypomnienie tamtych dziecięcych, biednych, ale szczęśliwych lat. Gdy byłam małą dziewczynką, wyobrażałam sobie, że chłopcy- ministranci w pięknym kościele wyśpiewują kolędy, nawet słyszałam ich wysokie głosy o delikatnym brzmieniu.
Najchętniej słyszałabym kolędę " Lulajże Jezuniu", bo ona właśnie, moim dziecięcym zdaniem najbliższa była Maleńkiemu Dzieciątku.
Znamy teksty wielu kolęd, ale zazwyczaj tylko kilka pierwszych zwrotek, a tymczasem każda z nich ma kontynuację, którą warto choćby przeczytać. Słowa mojej ulubionej kolędy pochodzą z XVII w i są wyjątkowo " słodkie".


"Dam ja Ci słodkiego, Jezu, cukierka
rodzynków, migdałów z mego pudełka.
Lulajże, Jezuniu lulaj, że lulaj
A ty go matulu w płaczu utulaj".

Aniołowie z akwarelki, którą namalowałam dla Koleżanki z pracy, ceniącej sobie wielce drobne gesty pamięci, wyśpiewują chwałę Narodzonemu z wielkim zaangażowaniem.
Na pewno wiele Osób czytających tego posta, lubi śpiewać kolędy i pastorałki, każdy ma sentyment do innych, a jest w czym wybierać, bo w ojczystym języku jest ich ok. 500.
Najstarsza z nich pochodzi z pierwszej połowy XV wieku, a jest nią: „Zdrow bądź, krolu anjelski”.
Dziękuję Tym, którzy w komentarzach pod poprzednim postem podzielili się swoimi upodobaniami kolędowymi.

W swoich pocztówkowych zbiorach odnalazłam świąteczną kartkę od Armanda z Meksyku, z którym korespondowałam jako kilkunastoletnia dziewczyna by poszerzyć znajomość języka angielskiego, wszak dostęp do nauki języków w latach siedemdziesiątych był mocno ograniczony, zwłaszcza dla dzieci wiejskich. Pocztówka ma ponad 40 lat i jakże jest inna od naszych świątecznych kartek.

Zimowy czas daje nam w prezencie urokliwe widoki nieba o poranku.
A zimowe wieczory dają więcej możliwości czytelniczych. Znów powróciłam do jednej z moich ulubionych Autorek, która tym razem prowadzi nas przez zawiłości ludzkich dróg pokazując w jakim stopniu niektóre decyzje naszych przodków wpływają na losy kolejnych pokoleń.
Miłość od zawsze była przedmiotem literackich rozważań, a w tym przypadku okazała się być choć niezłomną, to bardzo brzemienną w skutki. Więcej nie napiszę, powiem tylko tyle, że przeczytać warto.
Zaś za życzenia świąteczne serdecznie dziękuję Agatce https://aggajas.blogspot.com/
Miałam 7 lat gdy w prezencie od Rodziców dostałam " Dziadka do orzechów".
Moje Wnuki są jeszcze zbyt młode na tę lekturę, ale ona spokojnie na nich czeka, być może, że i ja po nią niebawem sięgnę.
W ten czas przechodzenia z jednego roku w drugi, życzę Wam spokoju i ufności wobec nadchodzących dni, mocnej wiary w siłę dobra i piękna, solidnego zdrowia, powrotu do normalności oraz umiejętności radowania się z codziennych, drobnych chwil szczęścia.
Warto pamiętać, że w dniu 1 stycznia Kościół obchodzi najstarsze Maryjne święto, Bożej Rodzicielki, która zostaje ukazana ludziom jako najdoskonalsze stworzenie, a zarazem jako pierwsza z tych, którzy skorzystali z darów Chrystusa.
W tym świątecznym nastroju pozostając, spoglądam z nadzieją w nadchodzące dni, czego i Wam jeszcze raz życzę...



niedziela, 20 grudnia 2020

Przedświąteczne zamyślenia.

 

Wierzę, że wybrałeś Betlejemską Stajenkę
zamiast kosztownych pałaców
widać, miłość odbija się lepiej od pustych ścian
wierzę, że byłeś Dzieckiem roześmianym u stóp Matki
skoro teraz dzieciom każesz przychodzić
wierzę, że czyniłeś cuda wśród głodnych Twej Miłości
przecież dziś robisz to samo...
wierzę, że się bałeś, tak jak my się boimy
więc dajesz nam szczyptę odwagi
wierzę, że umarłeś za mnie
bym mogła każdego dnia powstawać na nowo
wierzę też, że mnie kochasz
dlatego biegnę ze swą maleńką miłością do Ciebie...

W moim domu jest mnóstwo aniołów i w mojej twórczości jest ich też wiele.
Anioł, którego namalowałam niedawno na licytację, gra kolędę, moją ulubioną " Cichą noc", a u nowej Właścicielki być może gra inną- a jaka jest Wasza ulubiona kolęda i dlaczego ta, a nie inna? napiszcie proszę w komentarzach do tego posta.

Ten Anioł z drewna oliwnego przed kilku laty przybył do nas z Betlejem, wraz z dedykacją i modlitwą, która wyprosiła nam ogromną łaskę. Nie muszę pisać, jak bardzo jest mi bliski, bo pośredniczył w cudzie...
Każda dekoracja świąteczna ma swoją wymowę i kojarzy się z konkretną Osobą ofiarodawcy.

Święta Bożego Narodzenia są w nas, w naszych sercach, w naszych gestach, w naszej ludzkiej życzliwości i chęci dzielenia się z innymi.
Za kolejne życzenia, za które bardzo dziękuję i które zawsze sprawiają mi radość, jestem wdzięczna Eluni https://rekodzieloeluni.blogspot.com/, twórczyni oryginalnych i pięknych karteczek,

Karolince https://na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com/za kartki i życzenia sercem pisane ( niestety pierniczki zniszczyły się podczas pocztowych zawirowań)

i wspaniałej Magdalence z dalekich Niemiec (te prezenty mają ogromną wymowę)
Mróz maluje ostatnio więcej niż ja i znacznie piękniej:-)
Ja natomiast zajmuję się kuchnią i rozpoczęłam wigilijne przygotowania. Na pierwszy rzut poszły pierogi, oczywiście tylko z białej, ugotowanej kapusty, pięknie wysmażonej na masełku z cebulką i pieprzem.

A skoro choinka już kilka dni temu przystrojona, bo we mnie jest dużo z dziecka i nie mogę czekać do wigilii, pragnę Wam złożyć życzenia by się spełniły Wasze świąteczne i noworoczne pragnienia.
Niech prawdziwa Miłość płynąca z ubogiego Żłóbka opromienia i ubogaca Wasze serca.
Bądźcie szczęśliwi, każdy na swój sposób i na swoją miarę...



środa, 9 grudnia 2020

To był radosny czas przygotowań.

Zawsze było podobnie. Próby trwały od listopada. Od początku grudnia ruszała prawdziwa machina przygotowań do Wigilijnego Spektaklu. Pracowali wszyscy, każdy na innym polu. Społeczność szkolna i społeczność lokalna. Ileż tam było trudu i ile radości.
Na kilka dni przed prawdziwą Wigilią, ożywała nasza- szkolna. Wszystkie krzesła, z całego budynku szkolnego, a nawet ławeczki z sali gimnastycznej były zajęte. Panie Kucharki i aktywne Mamy Uczniów przygotowywały smakowite dania postne, a widzowie z niecierpliwością czekali na kolejny spektakl. Każdego roku wydawało się, że piękniej już być nie może, a w następnym roku wszyscy zgodnie powiadali, że było jeszcze piękniej.
Przez 20 lat pojawiałam się na scenie po gromkich brawach dla Aktorów by spontanicznie dziękować i życzyć...Byłam szczęśliwa, że pracuję z takimi ludźmi i mam takich Uczniów.
Wszyscy składali sobie życzenia, łamiąc się opłatkiem i wyrażając swą serdeczność i bliskość, nie myśleli o wirusach i bakteriach, było normalnie i naturalnie.
Gdy "przywódcy" zdecydowali, że koniec z gimnazjami, przekazałam tę tradycję społeczności szkoły podstawowej, której tylko jeden raz było dane kontynuować nasze dzieło, później były tylko maseczki, obostrzenia i lęk przed zbliżeniem się do drugiego człowieka.
Po co zatem jest mój dzisiejszy post?
Szczególnie po to, by we wspomnieniach przekazać wdzięczność Osobom, które już nigdy w podobnym spektaklu nie wezmą udziału. I nie będzie to post przepełniony smutkiem, choć między wiersze i on się wkradnie. Bedzie to raczej post pełen podziękowań i zwrócenia uwagi jak ważny i potrzebny jest każdy człowiek.
A poniżej zamieszczam zdjęcie jednej z pierwszych Wigilii, których atmosfera na zawsze pozostała w naszych sercach.

A więc: nie ma wśród nas:
ks. Proboszcza Jana, który błogosławił opłatki i zawsze nawiązywał w swym wystąpieniu do myśli przewodniej spektaklu,
p. Marka, który przygotowywał oświetlenie scen z odpowiednimi efektami,
druha Czestera, który organizował ekipę do prac " na wysokościach",
p. Zbyszka, którego wysłużona szkapa miała za zadanie dowieźć scenę za każdym razem na nowo montowaną na sali gimnastycznej,
dra Edwarda i jego żony p. Stanisławy, którzy wspomagali nas przed wieczerzą finansowo, a w ciągu całego roku czuwali nad nami pod względem medycznym,
p. Izabeli, wspaniałej matki jedenaściorga dorosłych już dzieci, która wręczała mi zawsze świąteczny stroiczek, żeby pokazać jak bardzo cieszy się z zaproszenia,
dra Mieczysława, co naszą szkołę stawiał innym za wzór, choć nie pochodził stąd, a moje wiersze uparcie promował,
p. Tosia, co przyjeżdżał z bardzo daleka, by zobaczyć co też tego roku przygotowaliśmy,
p. Jadzi, która po spektaklu pisała piękny wiersz,
Michała, który lubił występy, a jego marzeniem było zostać księdzem ( dane mu było odprawić trzy msze św. w swym krótkim życiu),
Szymona, który bywał ślicznym pastuszkiem, a tragiczny wypadek w pracy zakończył jego młode życie,
p. Hani, która nazajutrz po spektaklu odbierała od nas złożone produkty żywnościowe, by w ramach Caritas dostarczyć je najbardziej potrzebującym rodzinom,
p. Romy i p. Irenki, które z wielkim pietyzmem uczestniczyły w naszych przedstawieniach, na długo zachowując w sercu ich treści,
biednego, samotnego Stasia, który cieszył się, że może zabrać do domu torby pełne makowca i świec, które z upodobaniem jemu właściwym, wyciągał ze stroików,
i Wszystkich Innych, którzy z nami bywali, by w tamtych dwudziestu latach cieszyć się atmosferą zbliżających się Świąt.

W tym trudnym czasie otrzymałam bardzo dużo życzeń imieninowych, które były szczere i stanowiły wyraz pamięci i troski.
Bardzo za nie dziękuję, za każdą ich formę i treść.
Smutek z powodu przeżyć, odciągnął w czasie moje podziękowania, dlatego proszę o zrozumienie tego opóźnienia.
Dziś dziękuję zarówno za życzenia imieninowe, jak również świąteczne.
Wszystkie karteczki zawieszam na moim " wystawowym oknie" by patrzeć na nie przez cały okres świąteczny.
Do niektórych życzeń są dołączone wspaniałe upominki, one bardzo radują moje serce.
W kolejności otrzymania przesyłek, dziękuję Ani ( wspaniała zakładka już mi towarzyszy Aniu) http://iwanna59.blogspot.com/

Małgosi https://papierowy-jarmark.blogspot.com/
Jeszcze raz dziękuję Małgosi X ( moja zbytnia śmiałość zrobiła Małgosi trochę zamieszania bo tak mi się spodobała kartka z aniołkami, że o nią poprosiłam, nie wiedząc, że inna, równie piękna jest już w drodze do mnie. Małgosia, po otrzymaniu tego wpisu, szybciutko wykonała prawie identyczną drugą karteczkę ( na zdjęciu, z lewej) i przysłała wywołując przy tym we mnie ogromne wzruszenie- znacie to Wszyscy z blogowej Rodziny)
I serdecznie dziękuję Elżbietce https://elizaart-handmade.blogspot.com/za to śliczne Maleństwo z choinką ( z prawej)
Dziękuję serdecznie Marylce, również za upominek, który bardzo mnie ucieszył, http://weekendowerobotki.blogspot.com/
i raz jeszcze Ismenie, bo systematycznie , zgodnie z poleceniem, otwieram nadesłane mi wcześniej karteczki http://szimena.blogspot.com/
Bardzo dziękuję Wam wszystkim za wszelkie słowa otuchy, wsparcia i pocieszenia, w czasie, gdy łzy cisną się same do oczu i rozum przegrywa każde starcie z sercem.
Dobre słowo jest zawsze balsamem...więc dziękuję, pamiętam i jestem wdzięczna, bo kolejna Osoba z bliskiej Rodziny walczy o życie.
Oby nic złego nie dotykało Was i Waszych Bliskich, a Wszystkim, którzy czytają tego posta życzę zdrowia i spokojnych dni...

czwartek, 3 grudnia 2020

Nie mogę pozbierać myśli...

To przyszło tak niespodziewanie, że nie mogę zebrać myśli, więc  posłużę się tekstem mojego syna, Kamila po reakcji na wieść o śmierci naszego Przyjaciela, który słowo "przyjaźń" realizował w najpiękniejszych barwach.

„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Kto z nas nie słyszał tego cytatu? Jak mało który przypomina nam o tak łatwej utracie człowieka. Wszyscy o tym wiemy, a jednak nie zdajemy sobie sprawy, jak szybko i niespodziewanie może nas to spotkać. W tych trudnych czasach należy szczególnie cenić życie ludzkie jako najwyższą wartość. Nie wolno odkładać na później kontaktu z bliską osobą. Po raz kolejny przekonałem się o kruchości i ulotności spraw doczesnych.

Dzisiaj odszedł od nas Ksiądz Jan. Wieloletni proboszcz parafii p.w. Św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Oleśnie. Trudno napisać krótko i zwięźle o Jego osobie, szczególnie w chwilę po otrzymaniu tragicznej wiadomości. Ja zapamiętam księdza Jana jako Człowieka zawsze życzliwego, uśmiechniętego i gotowego do niesienia pomocy każdemu. Trudno było znaleźć u Niego jakąkolwiek słabość, a przecież każdy z nas ma  słabe strony. Od Księdza Jana wszyscy mogliśmy się uczyć pokory, skromności i wytrwałości w dążeniu do postawionych celów. Dzięki Niemu świątynia, o której wspomniałem na nowo mogła ukazać swój blask i piękno. Wszystko dzięki Jego staraniom. Mogę  śmiało powiedzieć, że nie traciłem nadziei i liczyłem na szybki powrót naszego Przyjaciela do zdrowia. Niestety musiało stać się inaczej. W dalszym ciągu jednak mam nadzieję, że wspólne spotkanie stanie się kiedyś faktem.

Jestem szczęśliwy, że znałem wiele lat Człowieka takiego formatu. Prawdziwego Przyjaciela."

Jutro dzień św. Barbary, przychodzą już życzenia, wybaczcie, dziś ich nie zaprezentuję mimo, że jestem za nie bardzo wdzięczna, ale smutek przepełnia dziś moje serce, nie potrafię się cieszyć...
Mieliśmy Przyjaciela, sprawdzonego 19 letnią przyjaźnią, Człowieka, który dla innych gotów był poświęcić swoje zdrowie, czas, pieniądze, wszystko, co miał. Kapłan, proboszcz parafii, odpowiedzialny za każdego spotkanego na swej drodze człowieka i realizujący każdego dnia swoim życiem Chrystusowe nauczanie. Skromny, nie sięgał po zaszczyty, pomagał biednym, opiekował się chorymi, głęboko przeżywał wszelką biedę, która dotykała w różny sposób parafian. Nigdy nie wyjeżdżał, zawsze był w pobliżu świątyni, którą uczynił piękną w każdym jej detalu.
Z różańcem w ręku, w konfesjonale wczesnym rankiem, szczęśliwy, gdy kolejne nabożeństwa gromadziły dużą liczbę wiernych. Wydawało nam się, że zawsze tak będzie, że wystarczy zadzwonić i poprosić o pomoc, a ona zaraz nadejdzie. Każdy myślał, że Ksiądz Jan jest niezniszczalny...
Służył nieustannie, aż do czasu choroby, covid, a później jego następstwa męczyły Go bezlitośnie przez 5 tygodni, Ksiądz przegrał walkę...
Mamy poukładane sprawy doczesności i wieczności w swoich umysłach, ale serca krwawią, wszak sam Jezus płakał nad śmiercią Łazarza.

Ksiądz Jan Twardowski miał całkowitą rację, spieszmy się, nie jutro, nie za tydzień, ale dziś...
Jutra, tu na ziemi, może nie być...
Moja rodzina miała wielkie szczęście doświadczyć najprawdziwszej przyjaźni, nie każdemu jest to dane.
Wierzymy, że Ksiądz Jan jest już w lepszym świecie, tam, gdzie nie ma cierpienia, ale tęsknota za dobrem pozostaje w sercach żyjących na zawsze.


piątek, 27 listopada 2020

W oczekiwaniu na Czas Oczekiwania.

Po św. Katarzynie czas na mróz.
On też ma swoje zadania, zwłaszcza o poranku, zabiera wówczas ograniczoną paletę barw i czyni malarskie cuda.
Lubię takie mroźne poranki z oczekiwaniem na pojawienie się ognistej kuli słońca.
Ulotne to chwile i trzeba je chwytać, jak życie, które ostatnio, dla wielu, ucieka zbyt szybko...

"Przedadwentowe" poranki zdobią się w ostatnie jesienne kwiaty w oczekiwaniu na prawdziwą zimę.

W takie jesienno- zimowe dni obiecuję sobie doprowadzić do porządku liczne zbiory rodzinnych pamiątek, których mam naprawdę dużo, posegregować dokumentację mojej działalności w zakresie różnych dziedzin mojej amatorskiej twórczości.
Ale innych obowiązków nie ubywa, zarówno tych prozaicznych związanych z codziennym bytowaniem, jak i tych przyjemniejszych związanych z aktywną obecnością moich Wnucząt. I zawsze mam niedosyt, że nie zdążę zrobić tego co zaplanowałam, a w obecnych czasach nic nie warto odkładać na potem.
Kolejny raz poprosiłam Jadzię https://jadwiga-sercemtworzone.blogspot.com/
o wykonanie albumów na zdjęcia dla Konradka, Natalki, Kubusia i Tomaszka, bo zdjęć przybywa i trzeba zapełniać kolejne, pamiątkowe albumy.
Kocham tradycyjną formę albumu, pomimo, ze Syn wykonuje mnóstwo ciekawych fotoksiążek i fotoalbumów dla swoich klientów, ja pozostaję przy formie tradycyjnej.
Obok każdego zdjęcia umieszczam datę, bo czas jednak zaciera pewne zdarzenia w pamięci.
Wiecie, że jestem zupełnie " niekarteczkowa", ale Jadzia obdarowała mnie mnóstwem tak pięknych rzeczy, że ozdobię albumy i zrobię karteczki, tylko się nie śmiejcie jak je zobaczycie:-) ja już się śmieję:-)
Kochanej Jadzi serdecznie dziękuję za przesyłkę i wiecznie okazywane mi zrozumienie.
Jadzia poprosiła mnie o namalowanie Chrystusa Frasobliwego według zdjęcia, które mi przysłała.
Miał być namalowany na starej desce, o którą rozpytywałam moich znajomych.
Jedna z zapytanych Osób podarowała mi kilka desek do wyboru.
Od czterech tygodni walczy z bardzo ciężką chorobą, a ja proszę o pomoc zasmuconego Frasobliwego.
Jesienno- zimowe wieczory pozwalają częściej sięgać po dobrą książkę.
Tym razem polecam czterotomową historię dziwnej przyjaźni dwóch dziewcząt, potem kobiet, z których każda poszukuje własnego przepisu na życie, a nie jest w stanie uwolnić się od cienia tej drugiej.
W oczekiwaniu na adwentowy czas słucham szelestu liści, które o tej porze właśnie mają " swój czas".
Serdecznie dziękuję za wszystkie odwiedziny i niezmiennie Wszystkim dobrego zdrowia życzę.

niedziela, 22 listopada 2020

Polskie symbole wiary i kultury.

Listopad zaczyna się dniem Wszystkich Świętych.
W tradycji i historii naszego narodu kult świętych był bardzo mocno rozwinięty.
Jednym z przejawów tego kultu było wznoszenie figur i kapliczek przydrożnych poświęconych świętym, którzy orędowali w niebie w różnych człowieczych potrzebach.
Nazwa kapliczki pochodzi od łacińskiego wyrazu " cappa", co oznacza płaszcz i sugeruje związek  z płaszczem św. Marcina noszonym przez królów francuskich w czasie bitew, a przechowywanym wewnątrz kultowego budynku zwanego kaplicą.
W Polsce jest bardzo dużo przydrożnych kapliczek, a najstarsze z nich pochodzą z XVI i XVII w.
Najwięcej powstało ich od drugiej połowy XIX w do czasów II wojny światowej.
Motywy ich powstawania były różnorodne: błagalne, dziękczynne, pokutne, wierzeniowe, a ich fundatorami były wsie, dwory, rodziny szlacheckie, chłopskie, miejskie.
We wsiach, w których nie było kościołów, stanowiły miejsca modlitwy. Przy kapliczkach odmawiano nabożeństwa majowe, czerwcowe, różańcowe, święcono pokarmy, bywały ołtarzami dla procesji Bożego Ciała. W tych miejscach zatrzymywał się kondukt żałobny i żegnano zmarłych, a kaplice domkowe dawały pątnikom i wędrowcom schronienie przed ulewą czy nocą.
Najczęściej spotykane w Polsce kapliczki są poświęcone Matce Bożej oraz Sercu Jezusowemu.
Kiedyś prezentowałam te Maryjne, a dziś z racji trwającego miesiąca listopada przedstawiam kapliczki poświęcone Świętym Pańskim.

W Małopolsce szczególnie mocno był rozpowszechniony kult św. Jana Nepomucena ze względu na częste powodzie i podtopienia. Ten Święty został utopiony w Wełtawie za to, że nie zdradził tajemnicy spowiedzi. Jego figury stoją w pobliżu rzek, w miejscach zagrożonych zalewaniem przez okoliczne wody, a fundatorzy kapliczek prosili Świętego o obronę przed żywiołem wody.
Poniżej prezentuję fotografie z różnych miejsc.
Równie popularnym, zwłaszcza w miastach o drewnianej zabudowie, był św. Florian, patron strażaków, którego zadaniem było chronić ludność przed kolejnym żywiołem- ogniem.
Uwielbiam fotografować stare kapliczki i posągi, ale ze szczególną radością witam św. Barbarę, która była popularna na Śląsku. Patronka górników, artylerzystów, niebezpiecznych zawodów, budowniczych katedr, patronka dobrej śmierci, pojawia się z atrybutami: kielichem, makietą katedry i palmą- znakiem męczeństwa.
Do Opiekuna Jezusa, św. Józefa zwracali się z prośbami mężczyźni polecając Mu swoje rodziny, którym patronuje.
Bardzo współczesne pomniki są wyrazem hołdu dla św. Jana Pawła II, wielkiego Syna polskiej ziemi.
Do św. Michała Archanioła depczącego głowę smoka zwracano się prośbą o obronę przed atakiem szatana.
Fundatorzy kapliczek chcieli oddać hołd swoim Patronom i dlatego na cokołach powstawały płaskorzeźby ich Patronów, często cztery postaci na każdą stronę świata.
Oto św. Wojciech- Biskup,

św. Antoni- patron rzeczy zagubionych
św. Łukasz Ewangelista malujący wg tradycji ikonę Matki Bożej Częstochowskiej,
św. Katarzyna Aleksandryjska, patronka uczonych, z kołem tortur, które rozpadło się podczas Jej męczeństwa,
św. Maciej z toporem, św. Franciszek ze zwierzętami i św. Jakub patronujący pielgrzymom,

św. Szymon z Lipnicy, opiekun posługujący chorym w czasach epidemii,
św. Teresa od Dzieciątka Jezus
i bardzo rzadko spotykany, św. Jan Chrzciciel prostujący ścieżki życia.
Polskie kapliczki kryją w sobie bogactwo polskiej wiary, kultury, tradycji.
Oby przetrwały wszystkie zawieruchy bo są znakiem nadziei, łączności pokoleń i symbolem piękna polskiego pejzażu.
Stoi samotna
pośród pól rzepaku, żyta lub kukurydzy
smagana wiatrem czasów
i karmiona poranną rosą
ciągle czeka na powracających
i żegna odchodzących w dal
jakby chciała umocnić ich wybory
mała, zniszczona kapliczka
z ludowym świątkiem pośrodku
wskazuje drogę do serca
uczy sztuki przebaczania
i kieruje wzrok ku niebu...