środa, 8 listopada 2017

Sentymentalna opowieść o odpustowym naszyjniku.

Listopad w połączeniu z moim wiekiem bardzo sprzyja opowieściom sentymentalnym.
Niebawem, na św. Katarzynę, jak zwyczaj każe, odpustowi kramarze ustawią swoje kramy i rozpoczną handel.
Ten widok pojawia się dwukrotnie w ciągu roku na kościelnym placu i sprawia, że ożywają wspomnienia.
Nasz wiekowy kościół parafialny p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej, otoczony bardzo starymi kasztanowcami, lipami, dębami, posiadający ogromny parking, wspaniale oświetlony nocą, zachęca do jesiennych wędrówek i refleksji...
Ten naszyjnik był wyjątkowy. Tato znał zamiłowania pięcioletniej Basi do biżuterii i zakupił go podczas jednego z odpustów.
Owo cudo składało się z plastikowych, białych kwiatuszków kształtem przypominających kwiaty bławatka.
Każdy kwiatuszek miał " rubinowe" oczko.
Jak ja kochałam ten naszyjnik. Nigdy potem, nigdzie nie widziałam piękniejszego.
A kiedy w pewnym katalogu pojawił się współczesny naszyjnik odrobinkę przypominający tamten, westchnęłam i opowiedziałam w gronie koleżanek historię owego naszyjnika.

Marzenia czasami się spełniają i wkrótce po tym zdarzeniu, od jednej z koleżanek dostałam ów naszyjnik. Nie zastąpi mi tego odpustowego, ale nie ukrywam, że i ten sprawił mi wielką radość, bo był ofiarowany z serca, pod wpływem szczerego impulsu

A tak naprawdę to wszystkiemu "winna"  prababka Wiktoria, która w wiannej skrzyni miała mnóstwo pierścionków i strojów.
Cały " dobytek" Wiktorii roztrwoniła jedna z moich ciotek, a wnuczka wspomnianej, rozdając te cudeńka swoim koleżankom.
Żaden pierścionek się nie ostał, ale najwidoczniej genetyczna nitka z zamiłowaniem do biżuterii przeszła na mnie:-)
Zachodzę na grób Prababci , której nigdy nie spotkałam, ale wdzięczna jej jestem za ten kolorowy gen radości:-)

Odpustowa tradycja nakazywała gospodyniom piec ciasto " na wypadek" gości.
Poniżej zaprezentuję Wam przepis na takie zwyczajne, wiejskie ciasto z owocami, które wygląda jak drożdżowe, ale nim nie jest.
Jest bowiem maślankowe.
składniki: 4 jajka, 1i 1/2 szkl. cukru, 1 cukier wanilinowy, 3/4 szkl. oleju, 2 szkl maślanki, 5 szkl. mąki, 6 płaskich łyżeczek proszku do pieczenia.
wykonanie: ciasto ubijać mikserem w kolejności podanych produktów, mąkę zmieszać z proszkiem i dodawać stopniowo do ubitej masy, mieszając ręcznie ( ja wymieszałam mikserem na najniższych obrotach). Ciasto wylać na wyłożoną natłuszczonym papierem formę, na wierzch ułożyć owoce( śliwki, truskawki, borówki). Posypać kruszonką i piec ok. 1 godz. w temp. 160- 180  stopni.
kruszonka: 3/4 szkl mąki, 1/2 szkl cukru, 1/2 margaryny, zmiksować.
Ciasto smakuje wybornie, ale po takim " obżarstwie" czas na spacer...
Jest 8 listopada, a nasze dalie choć trzymały się dzielnie musiały zakończyć sezon, czas na zimowanie potężnych bulw. Uwieczniłam je na zdjęciach, bo w naszym klimacie to poważny wyczyn:-)
Teraz Mąż ma ogrom pracy, wycinanie dużych krzaków, wykopywanie ogromnych bulw, opisanie kolorów i stanowisk, jakie będą zajmować w przyszłym roku, zwiezienie do przechowalni ponad 60 sztuk i zabezpieczenie na zimę, by nie przemarzły i nie zgniły i zbytnio się nie wysuszyły.
Te królowe są bardzo wymagające i dają się " zbywać".
Ale za to dają w sezonie tyle radości, bo jakiż inny kwiat w naszym klimacie kwitnie nieprzerwanie od lipca do listopada?
To właśnie ostatni tegoroczny bukiet dedykowany Mężowi za pracę i wytrwałość:-)
 " i tak trzymać"- jak powiada jeden wesołek:-)

38 komentarzy:

  1. Te zdjęcia z zachodzącym (a może wschodzącym?) słońcem szczególnie mnie urzekły. Piękne są takie historie o dobrych ludziach. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wschodzące słońce. Nasze georginie są wystawione w kierunku wschodu, a słońce wschodzi "nad rzeką"...

      Usuń
  2. Dalie to niezwykle piękne ale bardzo delikatne rośliny. Twój Mąż ma prawdziwe rarytasy.
    Długo cieszyły Wasze i nasze oczy. Dobrze, że nie było przymrozków. Też kiedyś je sadziłam ale bardzo często już we wrześniu przychodził przymrozek i ściął piękne kwiaty. Basiu, naszyjnik uroczy a ciasto wygląda bardzo smakowicie. Dziękuję za przepis.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku, na szczęście ten jedyny złośliwy przymrozek się nie pojawił.

      Usuń
  3. Rozumiem, że naszyjnik jest dla Ciebie ważny. Jest taki ładny i otrzymałaś go od osoby, która potrafi słuchać. To dzisiaj rzadkość. Dalie piękne. Zawsze je u Ciebie podziwiam. Ja mam problem z przechowaniem swoich i zawsze któraś z nich odpada. Dzięki za przepis na ciasto. Do złudzenia przypomina drożdżowe.Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, mało ludzi potrafi prawdziwie słuchać...

      Usuń
  4. Pięknie opowiadasz i pamięć masz wyborną, niemal jak ten placek do bólu przypominający drożdżowy, zastanawiam się czy dzięki temu, że tak naprawdę nim nie jest, to jest bardziej lekkostrawny ? Największa dziś pochwała w kierunku Twojego Męża, to rzadkość, by mężczyzna z takim poświęceniem dbał o ogród, a w szczególności kwiaty. Mieszkasz w bardzo urokliwym miejscu :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego jest lekki, jest łaskawszy dla mojego przewodu pokarmowego:-)niż drożdżowy.

      Usuń
  5. Skromne, ale z serca dane prezenty zawsze cieszą najbardziej. Widać, że tata bardzo Cię kochał. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że więcej nie można kochać...

      Usuń
  6. Wyobraziłam sobie , jaki piękny musiał być ten naszyjnik z rubinowymi oczkami. Ja z dzieciństwa pamiętam odpustowe pierścionki i broszki. Też zginęły w pomroce dziejów.
    Dalie przecudne. My jak zwykle czekamy do pierwszego przymrozku z wykopaniem dalii i pacioreczników. Muszę jeszcze wsadzić jeną chryzantemę, bo nadal stoi na oknie w doniczce. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubie Twoje opowieści z dawnych lat Basiu. I lubię patrzeć na Twoje zdjecia. Te mgliste wyszły Ci bardzo dobrze, wrecz pięknie!
    Ten placek wygląda bardzo apetycznie, zastanawiam sie jednak czy taka ilość proszku do pieczenia nie jest wyczuwalna w smaku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałam pięć płaskich łyżeczek bo też się bałam, ale nic nie było czuć.
      Koleżanka dała 6 i miała lepiej wyrośnięty, ale mam wrażenie, że moje kubki wyczuwały proszek.

      Usuń
  8. Jak ja lubię do Ciebie zaglądać, czytać wspaniałe opowieści, wspomnienia i oglądać piękne zdjęcia. To tak poprawia nastrój na dzień dobry. Dziękuję Basiu :)
    Bardzo wzruszająca, piękna historia. Takie wspomnienia z upływem czasu mają coraz większą wartość sentymentalną. Ja też mam takie wspomnienia.
    Miłego dnia Basieńko :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Basieńko te Twoje sentymentalne opowieści :)
    Przesyłam uściski.

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja mam pierścionek , mojej mamy - chyba ona miała go już stary. Sporo historii się z nim wiąże .....
    piękny i piękne dalie

    OdpowiedzUsuń
  11. Basiu, wchodzac na Twojego bloga, mam wrażenie, ze wchodzę w inny świat....

    OdpowiedzUsuń
  12. piekna historia , a dalie cudne!
    u mojego Taty były piekne wykopaliśmy na zimę w tamtym roku ,a w tym roku nic nie wzeszło ...odeszły razem z moim Tatą ....;(
    mam pierscionek po mamie srebrny piekny z kamieniem piasek pustyni niestety jedna strona srebra sie rozleciała była ażurowa i ie da się odtworyć ,ale cąły czas go mam nie chcę przetopić...

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie Basiu u Was, moja córcia też uwielbia biżuterię, zwlaszcza korale, poszła nić.... Po teściowej :-) mnie jest troszkę szkoda że po babci nie mam nawet pierścionka ale mam obrazy które są duże ode mnie starsz. No i mam wspomnienia:-) a co najpiękniejsze, córcia urodziła się 23V tak jak moja babcia:-) Nasze dalie juz dawno śpią, mam nadzieję że uda mi sie tym razem przechować bulwy.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. miło do ciebie zajrzeć,wspaniale piszesz

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajny ten naszyjnik.Żal po niefrasobliwie rozdanych świecidełkach rozumiem.Ja miałam w dzieciństwie bardzo dużo książeczek z obrazkami i pięknymi dedykacjami od dziadka. Tata wszystkie pożyczył swojemu koledze dla córki i nigdy do mnie nie wróciły. Książki można kupić,ale tych pięknych słów miłości dziadka do wnuczki już nie. Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  16. Pięknie tu u Ciebie na blogu, jak nie ta jesień tegoroczna :-)
    A ja i tak czekam na lato...
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Basiu Droga, za dziecka lubowałam się w pierścionkach odpustowych, mam miłe wspomnienia z nimi związane. A naszyjnik piękny i od serca musiał wzruszyć... Serdeczności pozostawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Ojciec kupił mi na odpuście w Leżajsku plastikowe koraliki, zaraz złamało się zapięcie, łzom nie było końca:-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Rzeczywiście niektóre przedmioty trafiają do nas w sposób szczególny. Tak jak moje małe Pismo Święte. Od dłuższego czasu chciałam sobie kupić takie małe, kieszonkowe, takie poręczne, w którym nawet mogłabym sobie coś zanotować czy zaznaczyć, bo w dużym, głównym to nie chciałam ,,mazać" bo to taki ogólny. Ale to trzeba pojechać aż do Warszawy do księgarni katolickiej i ciągle nie było mi po drodze, ciągle coś innego wyskakiwało i tak mijały dni , tygodnie i miesiące, a ja co wieczór sięgając po ten główny wzdychałam nad nim, że nie mam takiego podręcznego, swojego, dla siebie. W pobliskiej wsi, gdzie często wysiadam po pracy z pociągu była kościelna uroczystość i pojawił się stragan, jeden!. Z daleka widziałam szereg obrazków i obrazów... mam, ale coś mnie tknęło aby podejść, od tak rzucić okiem, bo lubię popatrzeć na religijne obrazy. A tu wśród nich nieduże, kieszonkowe Pismo Święte i nawet, o czym nie pomyślałam z większą czcionką :)
    Jak to było? skoro Mahomet nie mógł do góry to góra przyszła do Mahometa :)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Basiu, uroczy, sentymentalny post. Opowieść o naszyjniku cudowna !
    Mój tata na odpuście bardzo dawno temu, jak byłam malutka kupił figurkę tygrysa i do tej pory jest on w domu rodzinnym :)
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Cieszę się, że uruchomiłam Wasze pokłady wspomnień. Każdy z nas ma takie ciepłe okruchy, które pielęgnuje w sercu, nawet jeśli coś zaginęło to i tak żyje w nas. Dobrze, że o tym piszecie, to miłe dzielić się z innymi własnymi radościami.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kwiaty piękne. A opowieść o naszyjniku niezmiernie ciekawa. Chyba każda z nas ma w zanadrzu jakieś wspomnienia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja miałam odpustową broszkę. Małpkę z plastiku, z różowym oczkiem jako brzuszek, reszta malowana. Uwielbiałam! Dostałam od pradziadka gdy byłam dość mała. Wciąż ją mam, albo raczej jej szczątki. Nie mam sumienia jej wyrzucać, bo kryje się w niej wspomnienie pradziadka, zwłaszcza, że nie mam wielu rzeczy, które mi dał, chyba nie miał do tego głowy :) Gdybym znalazła gdzieś taką małpkę, kupiłabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, moja odpowiedź jest błyskawiczna. Koniecznie musisz zrobić broszkę stylizowaną na tę starą. Ty robisz takie cuda. Ja dziś mam w pracy założoną broszkę od Ciebie- pamiętasz? owal z turkusem w środku? jest śliczna.

      Usuń
    2. Nawet mi to przez myśl przeszło, ale to nie to samo. Miałam nadzieję, że jeszcze produkują podobne broszki, ale chyba nie bardzo :(

      Usuń
  24. Piękne zdjęcia Basiu. Po Twoim poście tak jakoś sentymentalnie się u mnie zrobiło. Ja z odpustów pamiętam Długi rząd straganów, kolorowe plastikowe wiatraczki, piłeczki na gumkach oraz odgłosy strzałów z pistoletów na "cempletki".Potem rosół i potrawka przy rodzinnym stole u Babci oraz ciasto drożdżowe.Maślankowe robię często, bo szybko i smacznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas się strzelało z " kapsli( kabzli) i korków"- takie nazwy regionalne:-)

      Usuń
  25. Basiu droga, kolejna piękna opowieść o zwykłym - niezwykłym przedmiocie. Twoja wrażliwość, otwarte oczy i serce oraz dar słowa to wielkie skarby i cieszę się, że też mogę korzystać z ich bogactwa.
    Twój Mąż ma naprawdę złotą rękę do dalii.
    Tulę, kochana i po cichutku doradzam wypatrywać listonosza:)
    Ps. U mnie strzelało się z "kapiszonów".

    OdpowiedzUsuń
  26. Jaka cudna historia Basiu. Też ciekawią mnie geny, interesuję się swoją rodziną, cechami przodków, tym, co mogłam odziedziczyć po nich.
    Dalie przepiękne!
    i ciacho pycha! uwielbiam ciasta z owocami:))))
    Pozdrawiam:) Tak lubię tutaj zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Kochana przepiękna opowieść..;) Wszystko co robisz jest piękne..;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń