środa, 25 października 2017

Ciąg dalszy opowieści o sześciu pierścionkach...

Skoro moja opowieść wzbudziła takie zainteresowanie, to z radością pociągnę jej dalszą część.
Srebrny, filigranowy pierścionek z fioletowym oczkiem ucieszył mnie ogromnie...
Był czas, że lubiłam oglądać na pewnej platformie handlowej starą porcelanę, obrazy, biżuterię.
Czasem coś kupiłam, ale rzecz jasna, ładne przedmioty miały wielu chętnych do ich nabycia, więc niełatwo było wygrać licytację.
Pewnego dnia pojawił się komplet: pierścionek, wisior i kolczyki.
Znacie to uczucie, kiedy coś wpada w oko, od pierwszej chwili rodzi się w sercu taka tęsknota za pięknym drobiazgiem.
Tak też było w przypadku misternie wykonanego kompletu z fioletowym oczkiem, który w wyobraźni przenosił mnie w dawne czasy.
O swoim pragnieniu zdobycia go, poinformowałam mojego syna Kamila, który wówczas był bardzo młodym chłopcem.
I podszedł do tematu z pełnym zapałem.
Koniec licytacji przypadał na godziny wieczorne, nasz internet chodził wówczas w ślimaczym tempie, więc Kamil stoczył licytacyjną bitwę w domu kolegi mającego szybszy internet.
Końcówka licytacji była bardzo emocjonująca, chętnych na to cudeńko było wielu, ale w ostatnich sekundach Synowi udało się przebić przeciwników bez stosowania internetowych wspomagaczy, zwyciężyły emocje i zaangażowanie.
Gdy zadzwonił do mnie z tą miłą informacją, cieszyłam się jak dziecko.
Dziś zakładam ten pierścionek z wielkim sentymentem, choć zaczyna się robić nieco ciasnawy:-)
Drobne nawet prezenty, ofiarowane z serca, z trudem zdobyte, mają większą wartość niż najcenniejsze klejnoty.
Srebrny pierścionek z cyrkonią otoczoną maleńkimi granatami i osadzoną w koszyczku, delikatny i skromny leżał w jubilerskiej gablocie i był niewiele tańszy od złotych pierścionków, które w latach osiemdziesiątych osiągały wysokie ceny.
A myśmy byli na dorobku. Mąż, tuż po ukończeniu studiów na AGH zarabiał na bardzo odpowiedzialnym stanowisku w Niedomickich Zakładach Celulozy równowartość 20 dolarów miesięcznie. Ja ze względu na rocznego syna Konrada podjęłam pracę w pobliskiej szkole i zarabiałam równowartość 15 dolarów.
Ale ten pierścionek był widocznie dla mnie, więc Mąż mnie wręcz namówił do jego nabycia.
Mam go do dziś, jest taki lekki, z cieniuteńką obrączką, ale jest ciężki od dobrych wspomnień.
Są takie chwile w życiu, które na zawsze zapadają w sercu i są lekarstwem na trudy zwyczajnej codzienności.
Szósty pierścionek, złoty, bez oczka, a wtedy były modne " koszyki z wielkimi kolorowymi szkiełkami" kupiliśmy od kobiety handlującej złotem na tarnowskiej" kapłanówce"- wyjaśniam, że kiedyś ten duży plac służył za miejsce handlowe dla wszelkich artykułów.
Pojechaliśmy wówczas po sweterek rodem z Austrii. W polskich sklepach niewiele było, a te sweterki były piękne, z dobrej włóczki, lekko mechate, z naszywaną aplikacją w tym samym kolorze. Jeden taki sweterek dostałam od koleżanki Mamy, był oliwkowy, nosiłam go długie lata.
Zapragnęłam mieć drugi taki w jakimś ciepłym kolorze, miałam odłożone pieniądze i...
Obeszliśmy z Mężem całą " kapłanówkę" i ani jednego sweterka nie było, nawet w zimnym kolorze:-) Byłam niepocieszona- wówczas jeszcze nie miałam tej mądrości życiowej, jaką zdobyłam po latach.
I wówczas z tłumu wyłoniła się kobieta handlująca- jak wtedy- w Moskwie. Usilnie namawiała nas na coś złotego. Spodobał mi się ten pierścionek, bez oczka z trochę secesyjnym wzorem. Jednak wcześniejsza lekcja na coś się zdała i poszliśmy do jubilera by sprawdzić prawdziwość kruszcu. Tym razem handlarka miała najprawdziwsze radzieckie złoto, a Mąż mnie namówił do zakupu, twierdząc, że pierścionek posłuży mi dużej niż sweterek, którego nie ma:-)
W życiu napotykamy na inne rozwiązania niż te, które wymyśliliśmy sami, postarajmy się zaakceptować to, co przynosi nam los i cieszyć się nawet " zamiennikami".
A na zakończenie tych wszystkich opowieści muszę sięgnąć do czasów sprzed pół wieku.
Mój Tato kupował mi na wszystkich okolicznych odpustach najpiękniejsze pierścionki, żółciutkie, z kolorowymi szkiełkami, miałam ich całą kolekcję, i z różowym oczkiem, i z niebieskim, i z czerwonym, a każdy z nich był z ogromną miłością mojego Taty...
Szkoda, że żaden z nich się do dziś nie zachował...
Lubię przedmioty " z duszą". Nad każdą rzeczą pochylam się z refleksją: komu ona służyła, kim był jej właściciel, co mielibyśmy sobie do powiedzenia, gdybyśmy się spotkali?
Kończąc te opowieści, napiszę, że nasze szczęście zależy w dużej mierze od tego, w jakim stopniu potrafimy dotrzeć do zakamarków własnego serca.

31 komentarzy:

  1. Świetne opowieści Basiu. Zanuzylam się głęboko w poście. Szczęśliwe jest Twoje życie, bo potrafisz cieszyć się każdym drobiazgiem, a pierścionki to prawdziwe skarby. Kiedyś komuś je przekazesz i ten ktoś pozna ich wartość zn historie:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Basiu jak to wspaniale opisałaś,poczułam się jak w bajce, piękna opowieść, a pierścionki każdy wyjątkowy......pozdrawiam Dusia

    OdpowiedzUsuń
  3. Nadal podziwiam kwiaty i motyle :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana po mimo że niektóre pierścionki się nie zachowały najważniejsze że zachowały się piękne i wyjątkowe wspomnienia.. Każdy pierścionek jest cudny i wyjątkowy.. PS; zdjęcia jak zwykle cudne są..;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. I teraz nadałaś im kolejną moc, dzieląc się z nami ich historią :)))
    buziaki :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne historie pierścionków. Masz wnuczkę,więc będziesz miała komu je przekazać, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawe historie. JA potrafię opowiedzieć historię każdej mojej biżuterii... :) I kubka ;) Jeśli ma ciekawą... Ale pamiętam też który kupiłam tak po prostu...
    Po ósmej klasie dostałam od Rodziców pieniądze na złote kolczyki - w nagrodę za dobrze zdane egzaminy do ogólniaka... Kupiłam je w Kołobrzegu podczas wakacji u siostry... I miałam bardzo długo..... Aż pewnego dnia gdy chciałam je założyć okazało się, że nie ma ich w mojej skrzynce z biżuterią... :((( do dziś nie wiem czy je zgubiłam czy ktoś je sobie "Pożyczył".... :(( I jeszcze takie piękne kolczyki i pierścionek... :(( Nie mogę odżałować :)) Były dla mnie takie ważne - te złote kolczyki :(( Nawet święty Antoni nie pomógł...

    OdpowiedzUsuń
  8. Basiu, Twoja opowieść jest taka piękna. To prawda, przedmioty z duszą mają w sobie cała historię i naprawdę warto ją odkryć.
    Też pamiętam odpustowe pierścioneczki z kolorowymi oczkami. Miałam całą kolekcję i choć się nie zachowały, to pewnie dzisiaj byłyby dla mnie cenniejsze niż każda inna biżuteria - bo kupowane z miłością przez Rodziców....
    Nie mogłam oczywiście nie zauważyć cudownych motyli.
    Tulę mocno, kochana.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne opowieści i wspaniałe morały z każdej z nich. Pierscionki też mi sie podobają, choć sama nie lubię nosic żadnej biżuterii, Ale popatrzeć, podziwiać, poczytać ciekawe historie pierścionków, jak najbardziej!:-))

    OdpowiedzUsuń
  10. Skoro poruszyła Was pierścionkowa opowieść, to jeszcze mam w zapasie naszyjnikową:-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przedmioty z duszą zawsze kochałam podobnie jak Ty.Zawsze są najcenniejsze. Ty swoje będziesz mogła przekazać w dobre ręce. Będą bardzo cennymi wspomnieniami. Podziwiam piękne kwiaty. O tej porze takie kolorowe, świeże. Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne wspomnienia i piękne historie. Oby się zachowały na przyszłość dla potomnych. Pozdrawiam Cię Basiu serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne te opowieści, a najpiękniejsza o odpustowych pierścionkach od taty.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z radością Basiu przeczytałam dalszy ciąg opowieści o pierścionkach. A do tego wszystko okraszone ślicznymi zdjęciami kwiatów. U Ciebie Basiu, jak w ogrodzie. Serdecznie Cię pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kawał historii zawierają te maleńkie przedmioty i to jest ich największa wartość. Podoba mi się ostatnie zdanie :) Przesyłam serdeczne uściski.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak widać, wiele z nas ma podobne wspomnienia, które warto ocalić od zapomnienia. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pięknie Basiu ubrałaś swoją opowieść w letnie kwiaty i te motyle, które są ulotne jak nasze myśli wspomnienia. A jednak dobrze mieć wspomnienia to nas łączy z tymi co odeszli, z tymi których nawet nie znaliśmy a jakimś sposobem pozostały drobne przedmioty, które trafiły do naszych rąk.

    OdpowiedzUsuń
  18. jak ja lubię u ciebie bywać...............

    OdpowiedzUsuń
  19. Takie miłe wspomnienia. Nie jest ważna wartość pieniężna ale duchowa. Ważne to co w serduszku Twoim jest. A jest wiele miłości i te drobiazgi tylko Ci ją przypominają😘
    Pawanna

    OdpowiedzUsuń
  20. Kolejne fantastyczne opowieści o pierścionkach, z przyjemnością przeczytałam :)
    Piękne kwiaty, szkoda, ze to już jesień i niedługo będziemy musieli poczekać do wiosny, aby je podziwiać.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wiedziałam, że za tym fioletowym cudeńkiem musi się kryć wspaniała historia. Jestem zauroczona. Wspaniały syn, wspaniały. :) Piękne przesłanie. <3 Wszystkie opowieści są wspaniałe. Posty o pierścionkach to jedne z najlepszych jakie czytałam!!! Przesłania wspaniałe.

    To: 'W życiu napotykamy na inne rozwiązania niż te, które wymyśliliśmy sami, postarajmy się zaakceptować to, co przynosi nam los i cieszyć się nawet " zamiennikami". - Zostanie już ze mną. Dziękuję. <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Basiu, masz przepiękne wspomnienia ! Zawsze gdy czytam Twoje posty, wracają do mnie moje najmilsze wspomnienia ! Dziękuję Ci za to !!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Miło mi, cieszę się znów, jak dziecko:-))))

    OdpowiedzUsuń
  24. Domyślam się, że pierścionek wylicytowany przez syna jest Ci najdroższy.
    Wczoraj czytałam Twój post przez szkło powiększające. Miałam trudności z napisaniem komentarza ponieważ wieczorem miałam wizytę u okulisty a ten zakropił moje oczy.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dzięki temu, że los przynosi inne rozwiązania niż oczekujemy, inne niż te, których się spodziewamy, nie musimy się też martwić co to będzie. Przecież często coś wygląda groźnie a kończy się fantastycznie. Dobrze o tym pamiętać!! Przecież to jest powód do radości, do wielkiej radości, hehe Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Wzruszające historie. I ta o Kamilu... przepiękna... wzruszajaca.
    Może i ja opiszę kiedyś historię pierścionka, który się gubił... :)

    OdpowiedzUsuń
  27. I doczekałam się kolejnej części Twoich wspomnień. Przeczytałam je z prawdziwą przyjemnością. Wśród moich pierścionków jest taki jeden, szczególny, który należał do mojej mamy. Ma on dla mnie ogromną wartość sentymentalną, chociaż jest malutki i skromny.

    OdpowiedzUsuń
  28. Piękna historia i wspomnienia o pierścionkach, też mam sentyment do takich rzeczy, choć nie noszę ale są dla mnie wartościową pamiątką , Pozdrawiam Serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  29. Basiu, ja tez mam kilka wspominieniowych drobiazgów. Takich własnie które służą dłużej i są ozdobą każdej kobiety. Dzięki za Twoje wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Wspaniała i bardzo romantyczna opowieść. Pamiątki mają wielką wartość, czasem tylko sentymentalną, ale to chyba właśnie najważniejsze :)
    Pozdrawiam Alina

    OdpowiedzUsuń