wtorek, 5 stycznia 2016

" A życie to radość i cierpienie, dwoje nierozłącznych towarzyszy, którzy wędrują ze wszystkimi ludźmi pod słońcem."

K+M+B 2016 -Christus mansionem benedicat 2016, czyli niech Chrystus mieszkanie błogosławi
Święto Trzech Króli czyli Objawienia Pańskiego.
 Kredę poświęcę, wszak to nadal jedno z ważnych narzędzi mojej pracy.
 Wiersz L. Staffa  niech posłuży dobrym rozmyślaniom, a  Autorce tytułowych słów poświęcam część moich dzisiejszych refleksji.



  A oto kilka zwyczajów dziś już zapomnianych:

Król Jan Kazimierz miał zwyczaj, że w uroczystość Objawienia Pańskiego składał na ołtarzu jako ofiarę wszystkie monety bite w roku ubiegłym. Święconym złotem dotykano całej szyi, by uchronić ją od choroby. Kadzidłem okadzano domy i nawet obory, a w nich chore zwierzęta. Przy każdym kościele stały od świtu stragany, na których sprzedawano kadzidło i kredę. Kadzidłem wierni okadzali swoje mieszkania.  Mirra to żywica drzewa Commiphore, a kadzidło - to żywica z różnych drzew, z domieszką aromatów wszystkich ziół.
W dawnej Polsce w domach pod koniec obiadu świątecznego roznoszono ciasto. Kto otrzymał ciasto z migdałem, był królem migdałowym. Dzieci chodziły po domach z gwiazdą i śpiewem kolęd, otrzymując od gospodyni "szczodraki", czyli rogale. Śpiewało się kolędy o Trzech Królach. Czas od Bożego Narodzenia do Trzech Króli uważano tak dalece za święty, że nie wykonywano w nim żadnych ciężkich prac, jak np.: młocki, mielenia ziarna na żarnach; kobiety nawet przerywały przędzenie.





W święto Objawienia Pańskiego czyli w uroczystość Trzech Króli przed moimi oczyma przesuwają się misyjne obrazy.
Minął rok od śmierci Autorki wspaniałego bloga i książki pod tym samym tytułem http://lavieestbelleijatez.blogspot.com
" La vie est belle- życie jest piękne, czy pod górkę, czy z górki, a wszystko zależy od tego, jak patrzymy na to, co nam się w życiu przydarza. Każdy z nas jest piękny  pomimo wszelkich wad, które mamy, a bez których nie bylibyśmy takimi, jakimi jesteśmy,
i mamy co robić, aby być jeszcze piękniejszymi i aby nasze życie było jeszcze bardziej belle..." To słowa s. Judyty, do której nieustannie wpadałam by posilić się duchową strawą.
Trzymam w ręku Jej książkę, z dedykacją i czytam pełne poczucia humoru, słowa o Jej misyjnej dwunastoletniej pracy w Kamerunie
" będzie co opowiadać w niebie..."
Judyta była szczęśliwa do końca i jestem pewna, że nadal jest szczęśliwa.
A to właśnie Królowie Judytki.
Na Rajskiej Wyspie pracuje nasz Przyjaciel z lat licealnych o. Ryszard Wajda pochodzący z naszej parafii. W Papui Nowej Gwinei jest od trzydziestu lat i tam z radością głosi Dobrą Nowinę.
A w Boliwii nasz kolejny parafianin ks. Kazimierz Stępniowski ewangelizuje od wielu lat dobrocią serca i uśmiechem. Misyjne zdjęcia zaczerpnęłam ze stron misyjnych. Dodam, że obaj Misjonarze kilkakrotnie odwiedzali podczas urlopów naszą szkołę, a młodzieży udało się nawiązać kontakt z tamtejszymi dziećmi.
Wszystkim Misjonarzom, którzy podjęli trudną pracę życzę radości z każdego, nawet najmniejszego okruchu dobra.
 A Was pozdrawiam ze zmrożonej wioski:-)

41 komentarzy:

  1. Jakże mnie wzruszyłaś wspomnieniem Judyty!
    Jak ona musi się cieszyć w niebie, ze to co pisała wciąz jest ważne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Basiu, tez czytałam bloga siostry Judytki. To było wzruszające świadectwo wiary... To już rok? Cieszę się, że o niej napisałaś i że otrzymałaś egzemplarz książki z jej dedykacją.
    Pozdrawiam i życzę Dobrego Nowego Roku :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Judyta jest napewno szczęśliwa:)
    Basiu trzymaj sie cieplutko
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znałam tego bloga:(
    Miłego jutrzejszego świętowania:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szerzenie Ewangelii w takich krajach to nie lada wyzwanie, ale jednocześnie twórcza praca. Trudne i ciekawe wiodą życie, niech im się wiedzie jak najlepiej. Do s.Judyty dotarłam dzięki Tobie, cudowną była kobietą.
    Pozdrawiam Basiu bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. To smutne, że tak młoda i energiczna osoba pełna pasji i miłości do ludzi musiała odejść... Bardzo wzruszyłam się historią siostry Judyty, odtąd będę myślała o niej w modlitwach, ale myślę, że dobrze jej w niebie wokół Naszego Pana... Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  7. pozdrawiam po królewsku,piękny wpis

    OdpowiedzUsuń
  8. Aż trudno uwierzyć, że już rok nie ma z nami Siostry Judytki.
    Wspominam w modlitwach naszych misjonarzy. Pracują w bardzo trudnych warunkach a nigdy się nie skarżą. Święci, bohaterowie.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się święci bohaterowie.
      Kiedy byliśmy na Dominikanie, poznaliśmy wspaniałego duchownego.
      Piękny post Basiu. Ciągle się zbieram, żeby do Ciebie napisac, ale Ty wiesz, że to trudne...
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  9. Bardzo mnie wzruszyło wspomnienie o Judycie...Gdy o niej pomyslę wierzyć mi się nie chce, że jej nie ma. A tyle w niej było poczucia humoru, wspaniałych wspomnień, umiłowania piękna i tęsknoty za zwykłym zyciem...

    OdpowiedzUsuń
  10. Wzruszająca historia. Pozdrawiam Basiu serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. I ja znałam blog Judyty. To ona najpierw zaglądnęła do mnie a później ja do niej. To smutne co napisałaś, ale ona jest już szczęśliwa.

    Pozdrawiam Cie świątecznie, bo to już dawno po nieszporach więc mamy już Święto.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wierzę, że Judytka spogląda na nas z troską.Pozostawiła tyle dobra, że wciąż żyje w swoich słowach. Jak dobrze, że ten blog nadal istnieje, tyle tam mądrości...

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystkiego dobrego WSZYSTKIM MISJONARZOM ,blog Judyty czytałam pięknie prowadzony i wzruszający serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo mnie zaciekawiły te zwyczaje związane z 6 stycznia. Naprawdę bardzo ciekawe. Nasza parafia wspiera zaś Madagaskar i tamtejsze dzieci. Misyjne kolędy, zbiórki, kilka lat temu nawet nasz ksiądz proboszcz został fundatorem jednego z kościołów w Ankarefo. Coś takiego to świetna sprawa! Do mojego gimnazjum te przyjeżdżają właśnie misjonarze i opowiadają o swoich przygodach i celach. Pozdrawiam! :)
    P.S. Dziękuję Ci jeszcze raz za książkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiesz Basiu to takie wszystko właściwe ,taka kolej rzeczy,ale nam jest tak trudno się pogodzić z nieuniknionym .
    Lubiłam zaglądać i podczytywać bloga siostry Judyty,w mojej pamięci pozostanie ,jej apetyt na życie,jej spojrzenie na otaczający nas świat,jej zawsze uśmiechnięta twarz...
    Ile trzeba mieć miłości do drugiego człowieka,jak głęboką wiarę,by dzielić się nią z innymi ludźmi...
    Basiu wszystkiego dobrego życzę Tobie na cały rok.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pozdrawiam noworocznie oraz świątecznie
    (zastanawiając się co właściwie jest na tym ostatnim zdjęciu... hm)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wzruszająco, pięknie, nostalgicznie Basiu. Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziękuję za dobre słowa.
    A na ostatnim zdjęciu jest fragment skutego lodem oczka wodnego, w którym wiele razy była wyrąbywane poidełko dla ptaków bo stali bywalcy tam przybywają.

    OdpowiedzUsuń
  19. piękne wspomnienie :)
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  20. To chyba jakiś taki czas... swoim chłopcom czytam książkę napisaną przez księdza i opisującym życie na misji w Afryce czy raczej samą Afrykę i jej mieszkańców. Tego typu książki są warte przeczytania dzieciom czy jak za trudne, to opowiedzenie ale przede wszystkim pokazanie zdjęć. Współczesne dzieci są za mało związane ze światem duchowym a nawet ten świat cielesny jest zbyt przez nich niedoceniany wręcz ignorowany. Ściskam Cię bardzo, bardzo mocno dziś, w dniu tak wyjątkowym :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wzruszające. Pozdrawiam Zosia

    OdpowiedzUsuń
  22. Wzruszające. Pozdrawiam Zosia

    OdpowiedzUsuń
  23. ..w Twojej parafii rodzą się wspaniali ludzie....

    OdpowiedzUsuń
  24. Basiu - twój blog to uczta duchowa. I dbanie o wartości, tradycję. Nieocenione. Pozdrawiam ciepło. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  25. Od lat podziwiam pracę misjonarzy. Jak wiele osób wspieramy duchowo i finansowo nasze dziecko adopcyjne w Kamerunie, piszemy do siebie z siostrą Bożeną...za każdym razem jestem pełna podziwu dla ich siły i wytrwałości. Jak tak sobie poczytam, to jakie maleńkie są nasze problemy....Europo, Europo, quo vadis? chciałoby się powiedzieć...:(((
    Wszystkiego dobrego Basiu:)

    OdpowiedzUsuń

  26. W Nowym 2016 Roku życzę ci kochana – dużo zdrówka, pomyślnosci oraz nieustającej weny twórczej – buziaki ślę Marii

    OdpowiedzUsuń
  27. Wspaniali ludzie niestety najszybciej odchodzą, może dlatego,że zrobili już to co ma sens. Piękne kontrastowe zdjęcia. U nas mróz, a tam gorące słońce, aż się cieplej zrobiło, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  28. wzruszająca historia, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. O que nos faz amigos é essa capacidade de sermos muitos, mesmo quando somos dois.
    Pe. Fábio de Melo
    Obrigada querida por compartilhar comigo 3 anos do Algodão Tão Doce!!!
    Um doce abraço, Marie.

    OdpowiedzUsuń
  30. Witaj Basiu. Siostra Judyta zapewne z nieba śle uśmiechy i od swoich podopiecznych i do Ciebie.
    Pamiętam z dzieciństwa i młodości grupy kolędnicze. Niestety, to zwykle ja jako Śmierć ścinałem drewniana kosą głowę Herodowi, albo też jako Herod odprawiałem Trzech Mędrców (wówczas Królów ) w poszukiwaniu Dzieciątka . Wtedy jeszcze telewizornia nie zajmowała nam - młodzieży tyle czasu. To były wspaniałe czasy. Pozdrawiam, Tomasz

    OdpowiedzUsuń
  31. Szkoda, ze odeszły czasy kolędowania.To były piękne tradycje. Jak widzisz Tomaszu, wszystkie role są potrzebne:-)Teraz masz piękne wspomnienia.
    Wszystkim Gościom życzę pięknych dni...

    OdpowiedzUsuń
  32. Zawsze się dziwiłam skąd w misjonarzach taka siła,żeby wyjechać,myślałąm a moze to chęć przeżycia przygody,ciekawość świata,ale ostatnio poznałam niesamowitego młodego księdza,który zyje w Afryce.Dużo opowieści o jego życiu,pomocy tym ludziom ale głownie niesieniu wiary jako sensu życia,radości życia.Byłąm pod wielkim wrazeniem....zupełnie zmieniłam spojrzenie.Teraz już wiem jacy to odważni i wielcy ludzie.Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja co jakiś czas zaglądam na blog Judyty, lubię powspominać i cieszę się, że nie został usunięty. Bardzo wzruszający jest Twój post i dziękuję za to. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  34. Piękny, wzruszający post !!
    Pozdrawiam serdecznie, Basiu !

    OdpowiedzUsuń
  35. Taki prawdziwy wiersz Staffa. : )

    OdpowiedzUsuń
  36. Hello from Spain: a grat story. I just discovered your blog and I like the variety of topics that you write. Right now I have a blog dedicated to Barbie dolls that I invite you to visit: http://all4barbie.blogspot.com.es/ If you want we keep in touch. I already made me a follower of your blog.

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie zdążyłam poznać bloga Judytki. Przygotowałaś Basiu piękny post, pięknie wspominasz blogową koleżankę.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ten blog istnieje nadal, a mądrości w nim zawarte są zawsze aktualne!

    OdpowiedzUsuń